Drobne cząstki smogu zabijają. Czystsze powietrze uratowałoby nawet 2,5 tysiąca Ślązaków rocznie

Podziel się:

Miasta w Polsce, Włoszech i Czechach znalazły się na szczycie europejskiego rankingu miejsc, gdzie notuje się najwięcej przedwczesnych zgonów związanych z ekspozycją na pyły PM2.5. Z kolei we Francji, Hiszpanii, Belgii i Włoszech ogromny wpływ na śmiertelność mają wysokie stężenia tlenków azotu, czyli głównego składnika smogu transportowego.

Naukowcy z Barcelona Institute of Global Health (ISGlobal), Swiss Tropical and Public Health Institute i Uniwersytetu w Utrechcie stworzyli ranking krajów i miast, w których najwięcej zgonów przypisanych jest zanieczyszczeniom powietrza. Wyniki ich badań zostały opublikowane w prestiżowym magazynie “The Lancet Planetary Health”.

Wyniki pokazują, że każdego roku w Europie można by było zapobiec 51 tys. przedwczesnych zgonów związanych ze zbyt wysokimi stężeniami drobnych pyłów PM2.5 oraz 900 zgonom związanym z ekspozycją na tlenki azotu. Byłoby to możliwe, jeśli powietrze we wszystkich analizowanych miastach byłoby lepszej jakości, a stężenia PM2.5 i NO2 nie przekraczałyby tych sugerowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Co więcej, jeśli europejskie miasta osiągnęłyby taką jakość powietrza, jaką notuje się w najczystszych częściach kontynentu, uniknęlibyśmy w sumie ponad 200 tysięcy przedwczesnych zgonów związanych ze smogiem.

Gdzie jest najlepiej?

Zacznijmy od tych wzorów, do których zanieczyszczone miasta powinny dążyć. Na pierwszy miejscu na liście miejscowości o najniższym wskaźniku zgonów związanych ze smogiem jest stolica Islandii, Rejkiawik. Na drugim – norweskie Tromsø, a na trzecim szwedzka Umeå. Od 4. do 10. miejsca uplasowały się same miasta skandynawskie.

Średnie roczne stężenia PM2.5 i NO2 w Rejkiawiku

Podobnie wygląda to, jeśli spojrzymy na ranking miejsc, gdzie najmniej osób przedwcześnie umiera ze względu na smog transportowy. Tutaj na szczycie listy znalazło się Tromsø, dalej Umeå i Oulu w Finlandii. I choć na podium znowu mamy same kraje z północy, to na dalszych, ale wciąż wysokich miejscach, uplasowały się np. Pula w Chorwacji i irlandzkie Galway.

Oczywiście – o wiele łatwiej jest utrzymać dobrą jakość powietrza na Islandii niż w o wiele gęściej zaludnionej i zupełnie inaczej położonej Polsce czy we Włoszech. Różnice w liczbie zgonów są jednak ogromne.

Śmiertelność z powodu stężeń PM2.5

Na szczycie listy miast, w których zanotowano najwięcej przedwczesnych zgonów powiązanych z pyłami PM2.5 znalazła się włoska Brescia. Eksperci wyliczyli, że gdyby miasto spełniało normy WHO – czyli roczne stężenie PM2.5 na poziomie 10 μg/m³, rocznie można by było uratować 232 osoby. Dalej mamy również włoskie Bergamo, gdzie roczne średnie stężenie PM2.5 wynosi 26,1 mikrogramów na metr sześcienny. Tam przedwczesnej śmierci mogłoby uniknąć 137 osób.

Na kolejnych miejscach mamy Karwinę w Czechach i Vicenzę we Włoszech. Na piątej pozycji znalazła się Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Tam roczne stężenia PM2.5 są niższe niż w Brescii czy Bergamo, bo wynoszą 22,4 μg/m³. Ilu zgonów moglibyśmy uniknąć, gdyby na Śląsku nie przekroczył norm WHO? Ranking pokazuje, że aż 1739. Jeśli jakość powietrza dorównałaby tej, którą notuje się np. w Rejkiawiku, życie aż 2564 osób byłoby wydłużone.

Czytaj także: Gdyby jakość powietrza była lepsza, na COVID-19 umarłoby o 28% mniej Polaków

Szóste miejsce zajęła Ostrawa, siódme Jastrzębie-Zdrój (średnie stężenia roczne 23,3μg/m³), ósme Saronno we Włoszech, a dziewiąte – Rybnik. Tam moglibyśmy uniknąć 113 przedwczesnych zgonów.

Warszawa przed Krakowem

W pierwszej trzydziestce rankingu miast z najwyższą śmiertelnością związaną z pyłami PM2.5 znalazły się także Żory. Tam można było uniknąć 49 zgonów. W Radomiu poprawa jakości powietrza do limitów wskazanych przez WHO wydłużyłaby życie 177 osobom. Mazowieckie miasto uplasowało się na 16. pozycji.

Jak wyliczyli eksperci, w Warszawie średnie roczne stężenia PM2.5 wynoszą 23,2μg/m³. Gdyby zatrzymały się na 10μg/m³, przedwczesnej śmierci uniknęłoby aż 1494 osoby. To dało Warszawie 20. miejsce w europejskim rankingu. Co ciekawe, Kraków, który przez lata był uznawany za smogową stolicę Polski, znalazł się o osiem pozycji niżej. Roczne stężenia to 22,3μg/m³, a osiągnięcie poziomów wyznaczonych przez WHO uchroniłoby 568 krakowian przed przedwczesną śmiercią.

Warszawa jest też miastem, w którym notuje się najwyższy w Polsce wskaźnik przedwczesnych zgonów związanych ze stężeniami NO2, czyli dwutlenku azotu. Stolica znalazła się tym samym na 24. miejscu europejskiego rankingu.

Tutaj roczne średnie stężenia NO2 to 32,7μg/m³, co mieści się w limitach WHO. Światowa Organizacja Zdrowia sugeruje, że roczne stężenia dwutlenku azotu nie powinny wynosić więcej niż 40μg/m³.

Średnie roczne stężenia PM2.5 i NO2 w Warszawie

Na drugim miejscu polskiego rankingu i jednocześnie 74. europejskiego znalazła się Łódź, a dalej – na 84. pozycji – Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Kraków zajął czwarte miejsce na polskiej liście i 197. na europejskiej. Roczne stężenia NO2 w stolicy Małopolski to 25,5μg/m³.

Gdzie spaliny trują najbardziej?

Najwięcej przedwczesnych zgonów z powodu stężeń NO2 odnotowano w Madrycie (brano pod uwagę całą aglomerację). Gdyby we wszystkich częściach metropolii przestrzegane były limity WHO, zmarłoby o 206 osób mniej. Jeśli spalin byłoby tak mało, jak w miastach o najniższym wskaźniku, można by było uratować aż 2380 żyć.

Na kolejnych miejscach znalazła się Antwerpia (Belgia), Turyn (Włochy) i Aglomeracja Paryska. W stolicy Francji i okolicach – podobnie jak w obszarze metropolitalnym Mediolanu – osiągnięcie jakości powietrza podobnej do skandynawskiej, mogłoby uratować prawie 2,5 tys. osób.

Nie ma bezpiecznych poziomów PM2.5 i NO2

Jak te dane zostały wyliczone? Eksperci, opierając się na dowodach naukowych dotyczących skutków smogu, obliczyli wpływ, jaki oba scenariusze redukcji (do poziomu wyznaczonego przez WHO i do poziomu najczystszych części kontynentu) zanieczyszczenia powietrza miałyby na obciążenie śmiertelnością.

Czytaj także: Najgroźniejszy składnik smogu. Mniejsze od PM2.5 nanocząsteczki nie są w ogóle monitorowane

Połączono tutaj trzy modele matematyczne, aby określić średnie poziomy PM2.5 i NO2 w każdym mieście, przyjmując wartości z 2015 r. jako punkt odniesienia i porównując je z danymi z 2018 r. Aby stworzyć ranking, badacze przypisali każdemu miastu wskaźnik obciążenia śmiertelnością. Wyniki obliczono za pomocą algorytmu, który uwzględniał wskaźniki śmiertelności, procent przedwczesnych zgonów, którym można było zapobiec, oraz utracone lata życia spowodowane smogiem.

“To pierwsze badanie, oceniające śmiertelność związaną z zanieczyszczeniem powietrza na poziomie miast” – mówi Mark Nieuwenhuijsen z ISGlobal, jeden z autorów badania. “Pokazaliśmy, że nie ma bezpiecznego poziomu zanieczyszczeń, a europejskie prawo niewystarczająco chroni obywateli przez skutkami smogu. Mamy nadzieję, że z tych danych skorzystają lokalne władze, wprowadzając nowe polityki miejskie i transportowe”- dodał.

_

Ranking można znaleźć TUTAJ

Grafiki pochodzą z rankingu ISGlobal.

Zdjęcie: Daniel Jedzura/Shutterstock

Podziel się: