Duża farma wiatrowa może przynieść gminie, w której się znajduje, dodatkowy dochód stanowiący nawet kilkanaście procent rocznego budżetu. Umiejętnie wykorzystane, te środki mogą realnie poprawiać jakość życia w gminach, a także wspierać akceptację mieszkańców dla inwestycji. Te lokalne działania mają znaczenie dla całej transformacji energetycznej, bo nieraz to decyzje gmin, sprzeciw społeczności – czasem podszyty dezinformacją – jest jednym z wąskich gardeł budowy odnawialnych źródeł energii.
Budowa lądowych elektrowni wiatrowych idzie w Polsce zbyt wolno – o czym pisaliśmy w Smoglab.pl w czerwcu. To efekt przede wszystkim długich procedur, z którymi mierzą się inwestycje, a częściowo także problemów z lokalizacją elektrowni wiatrowych. Możliwości ich budowy ograniczają nie tylko przepisy, ale czasem także sprzeciw mieszkańców. Temu sprzyja dezinformacja wokół wiatraków i całej transformacji energetycznej.
Ministerstwo Klimatu wciąż chce wprowadzić tak zwany fundusz partycypacyjny, który miałby zapewnić bezpośrednie korzyści finansowe sąsiadom wiatraków. Taki mechanizm był w ustawie wiatrakowej zawetowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego. W związku z decyzją prezydenta ustawa nie weszła w życie, ale resort klimatu nie rezygnuje z pomysłu. Jak informowało w odpowiedzi na nasze pytania MKiŚ, kwestie dotyczące funduszu partycypacyjnego oraz innych instrumentów przewidzianych pierwotnie w ustawie “będą procedowane w odrębnym projekcie”. Wniosek o jego wpis do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów został już złożony – poinformował w czerwcu resort.
Jednak już teraz gminy, w których znajdują się elektrownie wiatrowe, czerpią z tego korzyści. A ich włodarze starają się przekonać innych, że warto mieć u siebie wiatraki. Ich doświadczenie jest bardzo ważne, bo to gminy – podejmując decyzje dot. planowania przestrzennego – mają decydujący głos w sprawie tego, czy farmy wiatrowe mogą powstać w danym miejscu.
Bilans pozytywny, lecz zróżnicowany
Co oznacza dla gmin obecność farm wiatrowych? Między innymi stabilne, czasem znaczne wpływy podatkowe, dodatkowe środki w budżecie na działania prowadzone przez samorząd, a czasem także inne inwestycje realizowane przez właścicieli elektrowni. O tych i innych korzyściach informuje nowy raport “Polityka Insight” pod tytułem “Bilans dla gmin. Wpływ energetyki wiatrowej na rozwój lokalny”.
Najbardziej wymierną korzyścią są wpływy z podatku od nieruchomości. Raport podkreśla, że choć dla większości gmin “bilans obecności farm wiatrowych jest dodatni”, to skala korzyści jest mocno zróżnicowana. Po pierwsze – zależy to oczywiście od wielkości farmy wiatrowej. Wpływy ze stosunkowo małej instalacji mogą nie mieć wielkiego znaczenia w budżecie gminy, z kolei tam, gdzie stoją duże i bardzo duże farmy – kwoty mogą stanowić pokaźną część budżetu.
W 2025 roku Dawid Litwin, wójt gminy Potęgowo – gdzie znajduje się największa farma wiatrowa w Polsce – informował, że wpływ do budżetu z 56 istniejących wiatraków to 4,6 mln zł rocznie. Całkowity roczny budżet gminy wynosi 70 mln zł. Teraz wiatraków jest już 79, a planowane są kolejne 22 turbiny. Z kolei gmina Margonin (tamtejsza farma wiatrowa przez lata była największą w Polsce) uzyskuje około 6 mln zł wpływów rocznie przy około 40-milionowym budżecie. Ważne jest także to, że te dochody są stabilne, podczas gdy inne źródła budżetowe silniej zależą od koniunktury gospodarczej czy nieprzewidzianych zdarzeń (np. pandemia uderzająca w turystykę). Gminy przeznaczają te środki m.in. na remonty lub utrzymanie infrastruktury, usługi publiczne, a także finansowanie wkładów własnych do projektów współfinansowanych ze środków unijnych.
Korzyści zależą także od tego, jak dana gmina współpracuje z inwestorem oraz jakie indywidualne korzyści uda się jej uzyskać. Wreszcie znaczenie ma to, jak samorząd wykorzystuje dodatkowe środki, a zadowolenie mieszkańców z obecności inwestycji zależy między innymi od tego, czy rzeczywiście widzą te korzyści.
Wracając do przykładu Potęgowa – jak czytamy w raporcie, inwestor Enea Operator wspólnie z gminą wyremontował 3 km drogi powiatowej, za ponad milion złotych wybudował inny 2-kilometrowy odcinek drogi, dofinansował zakup wozów strażackich oraz busów szkolnych. W Potęgowie, podobnie jak w niektórych innych miejscowościach, inwestorzy zdecydowali się także na sponsoring imprez kulturalnych i sportowych. W Margoninie inwestor m.in. wyremontował boisko, przez lata sponsorował też letni festiwal muzyczny – który zresztą nazwano “Wiatrakalia”.
- Czytaj także: Brzydkie kaczątko transformacji. Niepewność wokół najbardziej wydajnej kopalni w Polsce
Bezpośrednie korzyści czerpią też ci mieszkańcy, na których gruntach zbudowano turbiny. Jak zauważa w raporcie Tomasz Woźniak, wójt gminy Wróblew, budowa wiatraka nie wyklucza użytkowania ziemi rolnej, zatem produkcja energii może współistnieć z rolniczym charakterem gminy.
Obecność takich instalacji poza korzyściami może nieść też wyzwania i koszty. Do nich należą potencjalne konflikty społeczne. Jednak te – zauważają autorzy raportu – pojawiają się raczej na etapie konsultacji inwestycji, a nie już w czasie działania farmy wiatrowej. Zapalnikiem konfliktów bywa sytuacja, gdy korzyści nie są równo rozłożone – na przykład, gdy jedna osoba czerpie korzyści z dzierżawy ziemi pod wiatrak, a pozostałe postrzegają go jako koszt lub dyskomfort.
Samorządowcy za OZE
Burmistrz Margonina Janusz Piechocki jest teraz orędownikiem wiatraków i odnawialnych źródeł energii. Razem z wójtem Potęgowa i kilkudziesięcioma innymi samorządowcami współtworzą Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej.
Członkowie stowarzyszenia zabierają głos w debacie o przepisach wiatrakowych. Jeszcze w 2023 roku, gdy rzad PiS zmieniał zasady lokalizacji turbin wiatrowych, burmistrz Janusz Piechocki przekonywał w Sejmie o korzyściach płynących z obecności wiatraków.
– Kiedy powstawała farma, budżet gminy wynosił 24 mln zł i był zadłużony na 40%. Dzisiaj budżet gminy wynosi 40 mln zł, a zadłużenie to 2%. (…) Ta farma dała gminie impuls rozwojowy – mówił. Stwierdził też, że “mitem” jest twierdzenie, iż farmy szkodzą turystyce. I apelował do posłów, aby nie blokowali inwestycji w energetykę wiatrową, tylko realnie dali możliwość decydowania o tym samorządom.
W ramach przygotowania raportu “Polityki Insight” na pytania dotyczące obecności elektrowni wiatrowych odpowiadali przedstawiciele władz 30 gmin. Nie była to reprezentatywna próba, jednak wszystkie samorządy mają doświadczenie z takimi inwestycjami. W wynikach ankiet dominowały pozytywne oceny – czytamy w raporcie. Tylko “pojedyncze samorządy wskazywały na przewagę kosztów i negatywnych konsekwencji”.
– Duże projekty energetyczne aktywizują również lokalny rynek usług – od transportu i budownictwa po zaplecze techniczne i serwisowe – wzmacniając lokalny ekosystem przedsiębiorczości – zauważył cytowany w raporcie Grzegorz Górski, wójt gminy Grajewo. Przyznał jednocześnie, że sama eksploatacja farm nie tworzy masowego zatrudnienia.
Choć włodarze gmin z niektórymi z największych farm wiatrowych w Polsce wyraźnie widzą korzyści z takich instalacji – i starają się przekonać co do tego innych – to w miejscach, gdzie dopiero mają powstać wiatraki, nieraz budzą one opór i konflikty społeczne. Jak czytamy w raporcie, dotychczasowe doświadczenia samorządowców wskazują, że dla budowania akceptacji społecznej konieczna jest dobra komunikacja, transparentność, realny udział mieszkańców w procesie planowania, a także to, aby widzieli oni lokalne korzyści z inwestycji.
Badanie: Wiatraki nie obniżają cen gruntów
Piechocki mówił też w Sejmie, że według jego oceny – i wbrew temu, co powtarzają przeciwnicy wiatraków – nie mają one negatywnego wpływu na wartość działek. – Na ich wartość ma wpływ to, czy w pobliżu jest droga, czy jest kanalizacja, czy jest internet, gaz – wskazywał.
Teraz potwierdzają to dane, opisane w raporcie firm Cenatorium (baza informacji o transakcjach na rynku nieruchomości) oraz Inplus Energetyka (która zajmuje się obsługą procesów inwestycyjnych). Analiza objęła ponad 46 tys. transakcji z blisko 900 jednostek ewidencyjnych, w pobliżu 230 turbin wiatrowych. Wynik? W badanym okresie (2014-2025) “ceny gruntów rolnych w sąsiedztwie turbin wiatrowych rosły tak samo, jak w innych częściach gmin, bez oznak negatywnego wpływu inwestycji”. Tak samo było w przypadku działek przeznaczonych pod zabudowę jednorodzinną.
W ramach analizy sprawdzono także poziom cen 5 lat przed oraz 5 lat po budowie wiatraków. W tym przypadku także nie odnotowano spadku wartości nieruchomości ani różnic w dynamice zmian cen.
– Nowe inwestycje w energetykę wiatrową budzą nie tylko zainteresowanie, ale też wielokrotnie zaniepokojenie potencjalnym negatywnym wpływem farmy wiatrowej na ich nieruchomości. Dane rynkowe są jednak bardzo uspokajające. Analiza tysięcy transakcji jasno wskazuje, że ceny gruntów w pobliżu turbin wiatrowych zachowują się tak samo jak w innych częściach gmin. Tam, gdzie inwestycje są dobrze przygotowane, społeczności lokalne często realnie korzystają na ich obecności – komentował Daniel Urbanowicz, autor raportu, ekspert ds. analiz przestrzennych i projektów z Cenatorium.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/ratmaner



