Robert Rient: Ma znaczenie, jak traktuję swoją mamę, gdy umiera

Podziel się:

Powiedziałeś, że jesteś zmęczony grą. Czy działanie na rzecz klimatu, które wiąże się z systemami politycznymi i ekonomicznymi, nie jest pewną grą?

Owszem i cieszę się, że są ludzie, którzy ją podejmują, a w polskim parlamencie pojawili się ludzie, który mają świadomość kryzysu klimatycznego, choć wciąż jest ich niewiele. Sam żyję na uboczu, jestem dziennikarzem niezależnym, nie należę do żadnej organizacji. Podczas spotkań z szamanami z plemienia Shipibo w Peru i plemienia Dagaro w Burkina Faso dostałem wskazówki jak słuchać tych, którzy nie używają słów. Po to chodzę do lasu. Tam nie toczą się ludzkie gry.

Jak traktować poważnie dziennikarza, który pisze o nauce, a jednocześnie uczy się u szamanów i rozmawia z drzewami?

Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba mnie traktować poważnie. Niedawno napisałem dla Przekroju artykuł „Drzewa, które zabijamy”. Powołałem się na fakty, w tym wypowiedzi naukowców z PANu. Wiele osób udostępniało tekst. Jedna z nich napisała „Przeczytajcie koniecznie, ale poza ostatnim akapitem”. Napisałem w nim, że w kontekście trwającego kryzysu ekologicznego istotny jest namysł nad sposobem traktowania lasów przez Lasy Państwowe i nas samych. Drzewa tam są hodowane i postrzegane jako deski. Tymczasem mamy do czynienia z żywymi, niepoznanymi istotami, zdolnymi nie tylko do wzrostu, cierpienia, troszczenia się o swoich krewnych, dbania o wzrost młodych i dokarmianie starych, niepełnosprawnych drzew, ale również rozmawiania ze sobą. W tym kontekście hodowanie drzew jest aktem niemoralnym, przypominającym praktyki kolonizacyjne i niewolnicze. Osoba udostępniająca artykuł przyjęła fakty, a nie ostatni akapit. Poradziła sobie.

Szamanizm jest kojarzony z religią.

Ale nią nie jest, nie zawiera również systemu wierzeń. Zachodnia kultura upraszcza pojęcie szamanizmu. Tymczasem jest on niedualistycznym patrzeniem na życie i uznaniem, że wszystko ma swojego ducha. Szaman doświadcza ekstazy i przy pomocy swoich technik potrafi podróżować pomiędzy światami. Ale to samo robią cząsteczki elementarne i nasze myśli. Fizyka kwantowa, biologia i szereg innych nauk łączy się z szamanizmem. Żyjemy w świecie paradoksów i sprzeczności, czasami cały kosmos można zamknąć w spojrzeniu albo dłoni.

Nauka i szamanizm czy też duchowość łączy się, tymczasem wiele osób utkwiło po jednej lub drugiej stronie, obrastając w dogmaty lub statystyki. Interesuje mnie łączenie nauki, racjonalność i faktów z tym co nieuchwytne, nienamacalne i bezczasowe.

To, że drzewo się opiekuje innym niepełnosprawnym drzewem, to akurat fakt naukowy. Niektóre drzewa są dla mnie ważniejsze niż niektórzy ludzie, których poznałem. Po jednym z tekstów czytelnik wysłał mi zdjęcia wycinki drzew, przez którą okrutnie cierpiał, przeżywał depresję. Pytał, jak ma sobie poradzić. Gdy ktoś widzi, jak znika drzewo, które było z nim 20 lat, może się tak poczuć.

Nie każdy ma dostęp w sobie do takiej wrażliwości.

Wówczas musi unikać mojej twórczości, ale na szczęście jest wiele racjonalnych dziennikarzy, zajmujących się ekologią i klimatem tylko od strony naukowej.

Co uważasz o negatywnych komentarzach do swoich tekstów?

Zazwyczaj nie ma ich wiele. Oczywiście pojawiają się denialiści. Pierwszym etapem żałoby jest zaprzeczanie. Gdy w filmie policjant puka do drzwi z wiadomością o śmierci bliskiej osoby, bohater zazwyczaj mówi, że to niemożliwe. To bardzo trudne uświadomić sobie kryzys ekologiczny, który zagraża nie tylko drzewom, zwierzętom, ale mi osobiście i wszystkim, których kocham. Ludzie rozglądają się dookoła i mówią: przecież jesteśmy tu od zawsze; są supermarkety, a w nich jedzenie i rzeczy; nadchodzi zima. Przejście przez żałobę klimatyczną jest bolesne, chociaż ostatecznie uwalniające.

Za bardzo intelektualizujemy dyskusję o klimacie?

Intelekt jest wspaniałym narzędziem, ale jeśli dominuje, tracimy coś bardzo cennego. W samym intelektualnym sporze zapominamy o spotkaniu. Mamy oponentów, a nie ma nas. Informacja o kryzysie klimatycznym nie dociera do wielu osób, bo język nauki bywa wciąż hermetyczny i tworzony dla odbiorców z wyższym wykształceniem. Ważnych życiowo lekcji udzieliła mi moja babcia, która sprzedawała na ulicy zbiory z małej, miejskiej działki. Dzięki niej posadziłem dziurawiec i wrotycz wokół domu.

W literaturze i dziennikarstwie mamy nadprezentację cynizmu, wyszydzania, ironii, lekkiej pogardy, poniżania, obśmiewania, krytyki zamiast spotkania, które uznajemy za naiwne.

Byłeś przez chwilę zaangażowany w ruch Extinction Rebellion?

Gdy dowiedziałem się o działaniu XR w Londynie byłem zachwycony. Zwykli ludzie w ramach nieposłuszeństwa obywatelskiego wyszli na ulice w obronie matki Ziemi. Okazało się, że we Wrocławiu ruch praktycznie nie istnieje, więc pomogłem go rozwijać, wprowadzałem nowych również w innych miastach. Wydało mi się to potrzebne.

Dlaczego ktoś, kto tyle mówi o wewnętrznym pokoju i równowadze, zdecydował się na wsparcie ruchu, który wykorzystuje nieposłuszeństwo obywatelskie?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wypływa wyłącznie z miłości. Jeśli jest inaczej to znaczy, że ktoś nie zrozumiał na czym polega. Celem jest absolutnie pokojowy protest w obronie Ziemi, bez znieważania, obrażania kogokolwiek, a nawet zawstydzania policjantów, którzy przychodzą wykonać swoją pracę. Opór systemu skupia się na aktywistach, ale oni nie wywołują konfliktu tylko na niego wskazują. To konflikt, który istnieje od dawna, między rządem i biznesem, który występuje przeciwko życiu na planecie i niszczy je. Chodzi o to by nagłośnić postępujące pustynnienie, wysychające jeziora i rzeki wskutek działania kopalń. Każdego tygodnia spożywamy w wodzie i pokarmie około pięć gram plastiku, traktujemy Ziemię i atmosferę jak ściek.

Czy trzeba łamać prawo w obronie klimatu?

Prawo nie jest ostatecznością, podlega stałym negocjacjom. A jeśli prawo służy zabijaniu i niszczeniu życia trzeba je zmienić. To co robił Hitler było przecież legalne. Niewolnictwo, dyskryminacja kobiet zakazująca im głosowania, szykanowanie i prześladowanie osób czarnoskórych też było legalne. Obecnie legalne jest niszczenie natury.

Gdy pisze się o klimacie, odkrywa się kolejne skutki tego konfliktu. Który z tych obrazów powalił cię najbardziej?

Samobójstwa farmerów w Indiach. W ostatnich latach prawie pięć tysięcy osób odebrało sobie życie, gdy temperatura w niektórych rejonach przekroczyła 50 stopni. Za nimi stoją tysiące innych, którzy utracili miejsce życia, pracy, uprawy. Nie mieli jedzenia i wody dla siebie i dzieci. Zbiegło się to z trzecią najbardziej suchą porą od wielu dekad w Somalii.

53 000 ludzi dołączyło do 2,6 miliona somalijskich uchodźców klimatycznych. A ja mam dach nad głową, wodę w kranie i słucham jak moje ego martwi się, że czegoś sobie nie kupi.

Skoro o ego – widzisz dużo hipokryzji w social mediach w kontekście kryzysu klimatycznego?

Jeśli zakładam, że drugi człowiek jest hipokrytą, muszę przestać go widzieć. Skoro kłamie, nie mam dostępu do jego prawdy. Ciekawym ćwiczeniem jest potraktować wszystko co ludzie mówią za prawdę i zacząć ich traktować poważnie, dopytywać. Wtedy prawda się odsłania. Kiedy dostrzegam hipokrytę, umieszczam się wyżej, a wtedy nie możemy się spotkać.

Wrócę do twojego wcześniejszego porównania: skoro jesteśmy pasożytem, to może po prostu nie zasługujemy na tę planetę?

Pasożyt też ma swoje życie, swój skomplikowany świat, swoje zależności. To tylko jedna z opowieści o człowieku. Jesteśmy dobrzy i źli, boscy i demoniczni. Prawdopodobnie nie jesteśmy najlepszą formą życia dla tej planety, ale wciąż ewoluujemy. Świadomość również podlega ewolucji. Fascynuje mnie, gdy słucham ludzi śpiewających przy ogniu, kiedy dotykam kory drzewa, czytam świetną powieść lub wiersz, jem śliwkę.

Myślę o naszym gatunku z wielkim uznaniem i znajduję szereg argumentów dla których chciałbym, żeby nam się udało. Jesteśmy zdolni do poświęceń, dzielenia się, ratowania życia, namysłu i miłości.

To jak naprawić świat?

Większość szkód wyrządziliśmy Ziemi działając – pośpiesznie, nierozsądnie, dla własnych korzyści. Najpierw warto uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest ten świat jest i po co chcę go naprawiać. A zanim zacznę to robić, przyjrzeć się narzędziom, jakie posiadam. Gwoździa nie wbijam otwartą dłonią, a do zmarzniętej osoby nie przychodzę z młotkiem, tylko kocem. W sprawach klimatu, głównym narzędziem jestem ja sam, a jeśli jestem uszkodzonym narzędziem najpewniej będę Ziemi szkodził. Jeśli nie naprawię siebie, to wszystkie moje demony, trudności, traumy, cierpienia, upchnę w działania na rzecz klimatu. Motywacje z lęku, czy złości mogą działać krótkoterminowo, ale nie zmienią świata. Miłość ma taką siłę i moc.

 

Robert Rient

ur. w 1980 r. w Szklarskiej Porębie. Autor powieści: „Chodziło o miłość” (2013) i „Duchy Jeremiego” (2017) nominowanej do Nagrody Literackiej „Nike”, reportażu „Świadek” (2015), książki o podróżach i szamanizmie „Przebłysk” (2018) oraz wstępu do książki „OUT: LGBTQ Poland” (2017). Współautor raportu „Męskość i kobiecość w lekturach szkolnych. Analiza treści lektur w szkole podstawowej i gimnazjum z perspektywy równości płci” (2016). Publikował w magazynach „Duży Format”, „Focus”, „Sekrety Nauki”, „Traveler – National Geographic”, „Wprost”, „Wysokie Obcasy”. Współpracuje z redakcjami „Sensu” i „Przekroju” – w tym ostatnim jako autor cykli „Istoty rzadziej spotykane”, „Ludzie listy piszą” i najnowszego „Wizje roślin”.

Fot. Zygfryd Turchan.

1 2
Podziel się: