Ministerstwo Energii dysponowało analizą prognozującą gwałtowny wzrost cen pelletu na kilka miesięcy przed początkiem sezonu grzewczego – ustalił Bizblog Spider’s Web. Na zamkniętym spotkaniu z branżą w czerwcu urzędnicy mieli mówić o możliwym wzroście do 4 tys. zł za tonę. Resort nie chce ujawnić dokumentu, twierdząc, że nie jest to informacja publiczna.
Jak podaje serwis Bizblog, w czerwcu 2026 roku w Ministerstwie Energii odbyło się spotkanie z przedstawicielami branży, podczas którego urzędnicy powoływali się na analizę przygotowaną przez Polską Radę Pelletu. Dokument miał przewidywać zarówno nadchodzące problemy z dostępnością surowca, jak i skalę podwyżek.
– W czerwcu, w trakcie spotkania w Ministerstwie Energii, usłyszeliśmy, że w przypadku mroźnej zimy cena pelletu może podskoczyć do nawet 4 tys. zł – powiedział Bizblogowi Karol Łobaczewski, prezes zarządu Stowarzyszenia Czystego Powietrza i Energii.
Prognozę tę potwierdził serwisowi drugi uczestnik spotkania, który zastrzegł anonimowość.
Ministerstwo Energii odmawia udostępnienia analizy, argumentując, że nie stanowi ona informacji publicznej, ponieważ jej autorem jest Polska Rada Pelletu – podmiot spoza administracji. Dziennikarze Bizbloga zapowiadają, że będą dochodzić dostępu do dokumentu na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Chcą ustalić, kto zlecił opracowanie analizy, kiedy trafiła do resortu i czy wpłynęła na jego decyzje.
Wątpliwości wobec stanowiska ministerstwa zgłasza cytowany przez serwis Jacek Werder, niezależny analityk rynku gospodarki odpadami. Zwraca uwagę na sprzeczność: państwo dopłaca do kotłów na pellet z publicznych pieniędzy, a jednocześnie odmawia ujawnienia analizy dotyczącej przyszłych cen tego paliwa.
Ceny rosną szybciej, niż zakładano
Ustalenia Bizbloga układają się w spójny obraz z danymi, które opisywaliśmy w sierpniu. W lipcu średnia cena tony pelletu wyniosła 2018 zł – o 234 zł więcej niż w czerwcu i o ok. 55 proc. więcej niż rok wcześniej. Najniższe oferty zaczynały się wtedy od ok. 1,6 tys. zł, a średnia wynosiła ponad 2 tys. zł za tonę.
Od tego czasu tempo wzrostu przyspieszyło. Według Bizbloga na początku sierpnia certyfikowany pellet kosztował ok. 2 tys. zł za tonę, pod koniec miesiąca pojawiały się oferty po 2,5 tys. zł, a obecnie trzeba liczyć się z kwotą 3 tys. zł lub wyższą.
Do prognozowanych 4 tys. zł, o których mowa była w czerwcu, brakuje więc coraz mniej – a sezon grzewczy jeszcze się nie zaczął.
„Państwo powinno ostrzegać obywateli”
Zdaniem Bartłomieja Orła, byłego pełnomocnika premiera do spraw programu „Czyste Powietrze”, obecnie Poland Lead w think tanku Project Tempo, odmowa ujawnienia analizy jest trudna do obrony.
– Obywatele mają pełne prawo wiedzieć, jakimi narzędziami i analizami dysponuje państwo polskie w ich kontekście. Już zeszła zima pokazała problemy z dostępnością pelletu i było wiadomo, że ten sezon grzewczy i zakupowy będzie gorący, nomen omen – mówi pytany przez SmogLab.
Jak podkreśla, odpowiedzialność państwa wynika nie tylko z posiadanej wiedzy, ale też z tego, że przez lata współfinansowało ono zakup kotłów na pellet.
– Państwo powinno ostrzegać obywateli, szczególnie jeśli posiada w jakimś zakresie informacje i samo ponosi odpowiedzialność, dotując przez lata kotły na pellet na dużą skalę. Nawet bez tego ponosi odpowiedzialność, zwłaszcza za tych w najtrudniejszej sytuacji materialnej – zaznacza.
Orzeł uważa, że przed sezonem potrzebne jest doraźne wsparcie dla najuboższych gospodarstw. – Trzeba się poważnie zastanowić, jak wesprzeć tych ludzi na najbliższy sezon. To nie będzie rozwiązanie systemowe ani idealne, ale nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ludzie marzli w domach, bo będą oszczędzać na pellecie – ocenia.
Nawet pół miliona osób ma kocioł na pellet. „Po zamontowaniu rusztów awaryjnych będą palić czymkolwiek”
Bartłomiej Orzeł w rozmowie z naszą redakcją zwraca uwagę na skalę zjawiska i na ryzyko, że przy wysokich cenach część użytkowników sięgnie po inne paliwa.
– W ostatnich dwóch latach przybyło około 200 tys. użytkowników kotłów na pellet, szacuję, że w całym kraju jest ich ponad pół miliona. Mam głęboką obawę, że po zamontowaniu tzw. rusztów awaryjnych właściciele kotłów będą tej zimy palić czymkolwiek, także śmieciami – mówi.
Ruszt awaryjny to dodatkowa konstrukcja montowana wewnątrz kotła na pellet, która pozwala palić w nim paliwem podawanym ręcznie: węglem, drewnem kawałkowym albo odpadami. Jego koszt to 300–400 zł, a montaż jest nielegalny.
Opisywaliśmy ten proceder w sierpniu ubiegłego roku – wtedy Ministerstwo Klimatu i Środowiska odpowiedziało nam, że w przypadku ujawnienia montażu rusztu w dofinansowanym kotle beneficjentowi grozi zwrot dotacji wraz z odsetkami. Zakaz stosowania elementu pozwalającego na ręczne zasilanie paliwem w kotłach automatycznych obowiązuje zresztą od 2019 r.
- Czytaj także: „Montujesz ruszt i palisz, co załadujesz”. Ministerstwo reaguje i ostrzega przed zwrotem dotacji
Zdaniem byłego pełnomocnika premiera doraźne wsparcie nie zastąpi jednak zmiany kierunku. – Długofalowo naszą strategią powinna być elektryfikacja, tak jak jest zapisane we wszystkich strategicznych dokumentach – podsumowuje.
Ostrzeżenia były wcześniej
Czerwcowa analiza Polskiej Rady Pelletu nie była pierwszym sygnałem.
Rok wcześniej Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało „Analizę dostępności biomasy stałej”, przygotowaną na potrzeby prac nad krajowym planem w dziedzinie energii i klimatu. Napisano w niej wprost, że potencjał zrównoważonych krajowych zasobów biomasy jest ograniczony, a w odniesieniu do biomasy drzewnej w znacznej części już zagospodarowany na cele energetyczne. Według autorów Lasy Państwowe doszły do progu zasobności i szczytu możliwości pozyskania drewna.
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała pisał z kolei w odpowiedzi na interpelacje poselskie, że krajowa baza surowcowa jest ograniczona i nie może zostać znacząco zwiększona bez ryzyka dla trwałości ekosystemów leśnych.
Co dalej
Jednocześnie popyt rośnie – w dużej mierze za sprawą programu finansowanego z publicznych pieniędzy. Jeszcze w 2023 r. kotły na biomasę pojawiały się w mniej niż co piątym wniosku o dofinansowanie z Czystego Powietrza, a dominowały pompy ciepła. Na początku 2026 r. biomasa stanowiła już blisko 80 proc. wybieranych źródeł ciepła. W Polsce działa ponad 400 tys. kotłów na pellet według danych resortów, a branża szacuje, że nawet 450 tys. Prawdopodobnie jest ich jeszcze więcej, a na wymianę czeka wciąż ponad 2 mln kopciuchów.
Ministerstwo Energii zapowiadało wcześniej, że chce wpłynąć na ceny przez zwiększenie importu i lepszą koordynację dostaw. Branża postuluje rozwiązania długoterminowe: strategię zapewniającą dostępność biomasy dla poszczególnych sektorów oraz obniżenie stawki VAT na pellet drzewny.
Na razie żadna z tych propozycji nie została wdrożona, a sezon grzewczy rusza za kilka tygodni.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Rebel Red Runner



