Siódmy miesiąc z rzędu z rekordami temperatur. Geoinżynieria jest konieczna

370
0
Podziel się:

Mamy za sobą rekordowo ciepły 2023 rok. Przed nami kolejny… rekordowo ciepły 2024 rok. Tak mówią ci, którzy zajmują się badaniem zmian klimatycznych na Ziemi. Ten rok dopiero się zaczął, ale już można powiedzieć, że przebije on poprzedni. Będzie to również zasługa El Niño, ale dodatnia faza ESNO, tylko przyspiesza to, co wydaje się być już nieuniknione. To będzie oznaczało kolejny niebezpieczny czas w pogodzie. Jakby tego było mało, uniknięcie przekroczenia bezpiecznej temperatury globalnej może okazać się bardzo trudne. Geoinżynieria jest konieczna – mówi SmogLabowi prof. Szymon Malinowski.

Za nami najcieplejszy rok w historii pomiarów. Świat w 2023 roku był o 1,48 st. C cieplejszy niż w czasach sprzed rewolucji przemysłowej. Ubiegły miesiąc – grudzień był już siódmym z rzędu miesiącem, w którym odnotowano rekordowe temperatury. To zresztą i tak miało już niewielki wpływ na całokształt. Poprzednie wartości z pozostałych sześciu miesięcy były wystarczająco wysokie, by dać nowy rekord. Szybko zbliżamy się do progu 1,5 st. C, którego przekroczenie uruchomi nowe i wzmocni istniejące dodatnie sprzężenia zwrotne. To procesy, które wzmacniają postępującą zmianę klimatu, jak spadek albedo w strefach polarnych, czy większe emisje CO2 z pożarów lasów borealnych. Wstępne szacunki sugerują, że ten rok może być nawet 1,6 st. C cieplejszy od średniej preindustrialnej.

Paski grozy ostatnich lat globalnego ocieplenia

W ostatnich dziesięcioleciach świat mocno się ocieplił. Są różne sposoby, by to zilustrować. Jedną z takich form obrazowania są tzw. paski klimatyczne, których odcienie od niebieskiego do czerwonego pokazują rangę każdego roku – jaki dany rok był. „Chyba potrzebuję nowego koloru” – tak stwierdził twórca owych pasków klimatycznych, kiedy chciał zamieścić na swej grafice rok 2023.

Ed Hawkins jest klimatologiem na Uniwersytecie Reading w Wielkiej Brytanii, który w 2018 roku stworzył obraz klimatycznych pasków. Jak widzimy na jego twitterowym wpisie, grafika prezentuje odcienie od niebieskiego do czerwonego. „Kolory używane w paskach klimatycznych są oparte na skali zaprojektowanej w celu pokazania, które lata są cieplejsze lub chłodniejsze do średniej wieloletniej” – wyjaśnił prof. Hawkins. Niebieskie odcienie oznaczają lata zimniejsze niż przeciętnie, z kolei czerwone – cieplejsze. Ale 2023 rok okazał się ekstremalny, więc albo autor musi znaleźć nowy kolor, albo przeskalować całą grafikę.

Już na początku grudnia ubiegłego roku Europejska Służba ds. Zmian Klimatu Copernicus oświadczyła, że 2023 rok będzie najcieplejszym w historii pomiarów. „Rok 2023 był poza skalą” – stwierdził prof. Hawkins. „To miało się wydarzyć w pewnym momencie, biorąc pod uwagę ciągły wzrost globalnych gazów cieplarnianych… ale margines pobicia rekordu w 2023 roku nadal był zaskoczeniem” – dodał.

James Hansen ostrzega

Nie ma jednak co się rozwodzić nad paskami, gdyż nie to jest problemem, a to, jak będzie wyglądał ten rok. Teraz mamy zimę, silny mróz, ale wiemy, że tylko chwilowe, zaraz znów zrobi się ciepło i mrozy odejdą w niepamięć. Ziemia wkracza w czas przegrzania. James Hansen, były naukowiec z NASA, pionier klimatologii ostrzega ponownie. Nie pierwszy raz zresztą. Powiedział, że globalne ocieplenie, wzmocnione przez El Niño spowoduje, że do maja 2024 globalne temperatury będą utrzymywały się na poziomie 1,7 st. C względem ery preindustrialnej.

To nie spowoduje oczywiście, że nasze wysiłki spełzną na niczym, gdyż świat cieplejszy o 1,5 st. C, to nie miesiąca a lata – kilkanaście lat. Hansen powiedział jednak, że nawet po ustaniu El Niño możemy mieć globalną temperaturę na poziomie 1,5 stopnia. I że może to się przeciągnąć nawet na kolejne lata. Zważywszy też na to, że kolejne silne El Niño może nadejść w latach 2025-2030. A oceany cały czas akumulują ciepło z racji podwyższonej koncentracji gazów cieplarnianych. Proces magazynowania ciepła w oceanach trwa nieustannie. „Jesteśmy obecnie w trakcie wchodzenia w świat temperatury 1,5°C” – ostrzegł Hansen. „Możesz postawić 100 dolarów na pączka i mieć pewność, że dostaniesz darmowego pączka, jeśli znajdziesz frajera chętnego do przyjęcia zakładu„.

El Niño samo stało się silniejsze wraz z postępującym globalnym ociepleniem

Inni naukowcy też ostrzegają, że ten rok będzie rekordowy. Zwracają przy tym uwagę na rolę dodatniej fazy ESNO, która też sama jest wzmacniana przez globalne ocieplenie. „W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci podwójny szok związany ze zmianą klimatu i El Niño zaowocował serią rekordowo gorących lat. Według jednego z badań skrajne zjawiska El Niño i La Niña nasiliły się od 1960 roku o około 30 proc. w porównaniu z sześcioma wcześniejszymi dziesięcioleciami, przy czym za jedną trzecią tego zjawiska prawdopodobnie odpowiada globalne ocieplenie. Może to nie brzmi dużo, ale oznacza, że ​​silniejsze wydarzenia stają się jeszcze silniejsze” – powiedział dr Michael McPhaden z NOAA. „Te są najbardziej szkodliwe”. Tak więc dodatnia faza ENSO będzie pogarszać sprawę, windując kolejne wzrosty temperatury. A ponieważ koncentracje gazów cieplarnianych są wysokie, ten wzrost, póki co się nie zatrzyma.

Hansen krytykuje ONZ i IPCC

Dlatego też w swoim biuletynie wydanym na początku stycznia, Hansen stwierdza, że „pułap globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia został przekroczony ze względów praktycznych, ponieważ duża nierównowaga energii planetarnej zapewnia, że ​​globalna temperatura będzie nadal rosła”. Hansen od wielu lat jest uważany za radykalnego naukowca, ale oczywiście są bardziej radykalni, jak Guy McPherson, który od lat wieszczy upadek ludzkości. Oczywiście McPherson przesadzał i podawane daty nie były osiągane, ale podstawy jego teorii jak najprawdziwiej zasadne.

Hansen jest racjonalny, a niektóre jego prace weszły już do powszechnego kanonu nauki. Nie przebiera on jednak w słowach, oskarżając ONZ i IPCC. „Przejście przez świat 1,5°C to znaczący kamień milowy, ponieważ pokazuje, że historia opowiadana przez Organizację Narodów Zjednoczonych za zgodą jej naukowego organu doradczego, IPCC, to stek bzdur”oświadczył Hansen. „Nie wkraczamy w świat o temperaturze 1,5 st. C, a na krótko przez niego przejdziemy w 2024 roku. Przejdziemy przez świat o temperaturze 2 stopni w latach 30. XXI wieku, jeśli nie podejmiemy celowych działań mających wpływ na bilans energetyczny planety”.

Geoinżynieria na ratunek

Oskarżenia IPCC o zachowawczość można traktować jako przesadę z punktu widzenia ostatnich lat. Zarówno Hansen jak i IPCC mówiąc o ograniczeniu, zatrzymaniu globalnego ocieplenia mają na myśli alternatywne rozwiązania. A więc nie dekarbonizację, a geoinżynierię. Prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery na Uniwersytecie Warszawskim dla SmogLabu powiedział, że ilość CO2 w atmosferze przewyższa już tak naprawdę poziomy sprzed kilkunastu mlonów lat. Nie mamy 420 ppm CO2, które pokazuje nam słynna stacja pomiarowa na Hawajach. „W ekwiwalencie CO2 mamy w powietrzu już odpowiednik 520 ppm CO2. Ta koncentracja gazów cieplarnianych jest większa niż około 15 mln lat temu. Samego CO2 jest, jak wspomniano 420 ppm, czyli więcej niż pliocenie” – stwierdził prof. Malinowski. W takiej sytuacji ratuje nas już tylko geoinżynieria. „Warto zauważyć, że scenariusze ograniczenia ocieplenia do 1.5 stopnia zakładają wprost masową geoinżynierię z grupy CDR (sztuczny wychwyt CO2 z atmosfery)” – powiedział Malinowski.

Czyli odpowiedź jest prosta. Tak, geoinżynieria jest konieczna i nawet przewidywana w Raportach IPCC, aczkolwiek nie w tej postaci, o której większość z nas myśli (SRM – Solar Radiation Management). Jeśli idzie o ten ostatni rodzaj inżynierii, to obawiałbym się, ze względu na udowodniony potencjalnie niebezpieczny wpływ na cykl hydrologiczny geoinżynierii polegającej na rozpylaniu aerozoli siarkowych lub wapiennych w stratosferze, natomiast widzę możliwość w miarę bezpiecznego zastosowanie geoinżynierii związanej z wybielaniem chmur” – wyjaśnił Malinowski.

Zima nas tak szybko nie opuści

Nie jesteśmy więc w komfortowej sytuacji, a ten rok szykuje nam wiele przykrych niespodzianek, za które też dopowiadać będzie El Niño. „Wpływ El Niño na globalną temperaturę zwykle pojawia się w roku po jego wystąpieniu, w tym przypadku w 2024 roku” – powiedział sekretarz generalny WMO Petteri Taalas. Nasileniu ulegną powodzie na zachodnich wybrzeżach obu Ameryk. Susze w Ameryce Południowej mogą stać się bardziej dokuczliwe niż w 2023 roku. Istnieją obawy co do letniego monsunu w Azji Południowej – opady mogą być mniejsze niż zwykle. Poprzedzić je mogą też silniejsze niż w ostatnich latach upały w Indiach.

A co z naszą pogodą? Mamy teraz zimę, temperatury ostatnio spadły do -20 st C. To wielu ludziom może nasunąć myśl, że globalne ocieplenie to bzdura, ale nic bardziej mylnego. Po prostu rozpadł się wir polarny w arktycznej stratosferze. Stratosferyczny wir polarny co jakiś czas ulega rozpadowi, co nie jest niczym nadzwyczajnym. W przeciwieństwie do zmian w troposferze i związanego z tym stygnącego prądu strumieniowego. „Rozpad wiru polarnego nie jest anomalią związana z globalnym ociepleniem, to zjawisko, które obserwujemy od lat na półkuli północnej średnio co 2 lata. Oczywiście takie sytuacje sprzyjają występowaniu na pewnych obszarach półkuli północnej obszarów chłodu, i to, w dającej przewidzieć się przyszłości się nie zmieni, choć pewnie te obszary będą mniejsze niż kiedyś” – wyjaśnił prof. Malinowski. Tak więc zimy będą nas zaskakiwać mrozami, ale z czasem i te ataki chłodu będą się wykruszać, jeśli klimat będzie się ocieplał dalej.

Podziel się: