Trujące chmury wrócą nad Kraków? W tle budowa dzielnicy wieżowców

92
0
Podziel się:
stefa przemysłowa w nowej hucie

Urzędnicy pracują nad dokumentem, który może umożliwić powstanie specjalnej Strefy Przemysłowej w Nowej Hucie. Radni właśnie wprowadzili do niego poprawki korzystne dla inwestora. Na takim obszarze normy emisji mogą być wielokrotnie przekraczane. – Nie wyobrażamy sobie sytuacji, w której miasto nie blokuje rozwoju brudnego przemysłu w Krakowie – słyszymy w Krakowskim Alarmie Smogowym.

Tereny dawnego nowohuckiego kombinatu metalurgicznego to ogromny obszar w północno-wschodniej części Krakowa. Niegdyś pracowały tam dziesiątki tysięcy osób i produkowano miliony ton stali rocznie. Dziś obszar ten pozostaje miejscem rozgrywek wielkiego biznesu, a działalność przemysłu została mocno ograniczona. W tle, oprócz wielkich pieniędzy, jest również stan środowiska, które ucierpiało przez lata funkcjonowania ciężkiego przemysłu. Przywrócenie środowiska do pierwotnego stanu może z kolei oznaczać milionowe wydatki. Najpierw jednak teren trzeba zbadać, a na to nie ma ani woli politycznej, ani chęci ze strony obecnych właścicieli.

  • Dla porównania – oczyszczenie 1,5 ha toksycznego terenu, na którym ma stanąć pętla tramwajowa na Górce Narodowej, kosztowało podatników niemal 50 milionów złotych. Mowa jednak o obszarze kilkaset razy większym. Powstający plan miejscowy obejmuje ponad 900 ha.

Powstanie największa Strefa Przemysłowa w Polsce?

Miejscy planiści kolejny rok pracują bowiem nad planem miejscowym dla tej części Krakowa (MPZP – Miejscowy Plan Zagospodarowania Terenu). To oficjalny akt prawa miejscowego, który wyznacza inwestorom i właścicielom terenu co można na danym terenie budować, a czego nie. Określa też jaki ma być charakter potencjalnej zabudowy – czy mają to być na przykład mieszkania, usługi czy właśnie przemysł. Co ciekawe, według wypowiedzi krakowskich radnych, prace nad dokumentem rozpoczęto na wniosek przedsiębiorstwa ArcelorMittal Poland. Jednym z głównych założeń, a zdaniem części krakowskich samorządowców jedynym założeniem, miało być utworzenie strefy przemysłowej, która umożliwia przekraczanie dopuszczalnych norm emisji szkodliwych substancji i hałasu. Radni dopytywali skąd ten pomysł, skoro przemysł w ostatnich latach był na tym obszarze wygaszany.

MPZP “Kombinat” to ponad 900 hektarów. Duża część z nich należy właśnie do ArcelorMittal Poland. To sprywatyzowany lata temu koncern kilku polskich hut. Plan miejscowy dotyczy wyłącznie terenów należących niegdyś do zakładu. Kilkaset hektarów otoczonych jest do dziś tzw. murem – charakterystycznym ogrodzeniem z betonowych bloków. Prace nad dokumentem trwały kilka lat. Zostały przedstawione mieszkańcom i radnym (to oni muszą zgodzić się na ostateczny kształt planu) w październiku 2022 r.

Czym są Strefy Przemysłowe?

Przede wszystkim nie należy ich mylić ze Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi, które widać w wielu częściach kraju. Strefa Przemysłowa nie jest też zwykłym miejscem nagromadzenia przemysłu. Definiuje ją Ustawa prawo ochrony środowiska. Takie obszary wyznacza się wyłącznie na obszarach określonych w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jako tereny przeznaczone do działalności produkcyjnej, składowania oraz magazynowania. W obrębie stref dozwolone jest przekraczanie standardów jakości środowiska w zakresie dopuszczalnych poziomów substancji w powietrzu i dopuszczalnych poziomów hałasu.

Zawnioskować o utworzenie strefy może właściciel terenu, a organem wydającym ostateczną decyzję jest sejmik województwa. Ten małopolski jest w całości kontrolowany przez Prawo i Sprawiedliwość. W dalszej części tekstu wyjaśnimy, dlaczego ma to znaczenie. Co ciekawe, jedyna strefa przemysłowa w Małopolsce znajduje się w Tarnowie. To ponad 230 hektarów zakładów chemicznych Azoty. I to właśnie potencjalne utworzenie Strefy Przemysłowej budzi największe obawy mieszkańców, organizacji pozarządowych i części radnych. Tylko części, ponieważ większość z nich przyjęła do planu poprawki spełniające żądania właścicieli terenu. Skąd taka zmiana?

Radni spełniają zachcianki właściciela terenu, a do Krakowa może wrócić “gigantyczny przemysł”

Zmiany dokonano po spotkaniu wiceprezydenta Krakowa – Jerzego Muzyka z przedstawicielem Zarządu ArcerolMittal’a – Tomaszem Ślęzakiem. – Pan Prezes Ślęzak poinformował, że oczywiście chciałby likwidacji dróg publicznych, które są wewnątrz zakładu w obszarze objętym planem – mówił podczas sesji wiceprezydent Muzyk. Zamknięte spotkanie z przedstawicielem władz prywatnego przedsiębiorstwa zastępca prezydenta Krakowa nazwał “negocjacjami”. Z kolei ustalenia dotyczące likwidacji publicznych traktów określił jako “akceptowalne ze strony huty”. Procedura planistyczna nie zakłada negocjacji z podmiotami, które dysponują terenem, ani nie wymaga akceptacji takich podmiotów. Jest to suwerenna decyzja prezydenta, akceptowana przez radnych. W tym przypadku było inaczej.

Krakowscy radni z klubu prezydenta Jacka Majchrowskiego: Jacek Bednarz, Sławomir Pietrzyk, Kazimierz Chrzanowski, Rafał Komarewicz oraz radny niezrzeszony z Nowej Huty – Stanisław Moryc, zaproponowali ograniczenie ilości dróg publicznych na tym obszarze. Dokładnie według propozycji ze spotkania wiceprezydenta Muzyka z przedstawicielami huty. Dzięki temu teren nie będzie poszatkowany na osobne parcele, a w efekcie będzie mogła powstać jedna wielka strefa przemysłowa. Swoje dołożył w odrębnych poprawkach radny Włodzimierz Pietrus (PiS). Dzięki nim z planu znikną niektóre ograniczenia potencjalnej zabudowy. Głosami PiS i klubu prezydenckiego poprawki zostały przyjęte.

– Usunięcie dróg umożliwia stworzenie jednej wielkiej strefy przemysłowej z jakimś gigantycznym przemysłem – komentuje tą decyzję Grzegorz Stawowy, radny Koalicji Obywatelskiej i przewodniczący Komisji Planowania. – Oznacza to, że do Krakowa może przyjść nowy, gigantyczny koncern. Na przykład petrochemiczny lub metalurgiczny. Będziemy mieć taki Orlen jak w Płocku albo Anwil z Włocławka. Pracownicy ArcerolMittal nie kryli się z tym, że chcą to sprzedać – mówi Stawowy w rozmowie z redakcją SmogLabu.

“O interesie mieszkańców nikt już nie pamięta”

Nieoficjalnie wiadomo, że terenem zainteresowany jest duży chiński inwestor. Na krakowski kombinat spoglądają też przemysłowi giganci z Ukrainy, którzy muszą szukać stabilnego miejsca do odtworzenia zakładów.

– Na obszarze kombinatu krzyżują się interesy koncernu, samorządu i Skarbu Państwa. Tylko o interesie mieszkańców nikt już nie pamięta – mówi nam jeden z mieszkańców Nowej Huty, który prosi o zachowanie anonimowości. – Paradoksalnie dopóki obowiązywała strefa ochronna wokół kombinatu (chroniła otoczenie zakładów, na które mogły one negatywnie oddziaływać – red.) dawała pewne bezpieczeństwo. To była taka ziemia niczyja. Nie można było tam budować ze względów bezpieczeństwa. Potem stwierdzono, że jednak strefę można zabudować, skoro kombinat już nie kopci tak bardzo – mówi nasz rozmówca. Jednocześnie przypomina, że przez lata nie zbadano środowiska wokół przemysłowego terenu, a dopuszczono na nim na przykład rolnictwo.

– Dziś, gdzie się nie wkopie, aby sprawdzić co jest w ziemi, to wychodzą różne substancje. W wodach podziemnych – fenole, metale ciężkie, a w glebie -pestycydy. Reaktywując te obszary trzeba spełniać pewne normy. Podejrzewam, że one są przekroczone nawet dla działalności przemysłowej. Dlatego nikt nie chce badać – mówi nam mieszkaniec.

O sprawę pytamy znanego krakowskiego naukowca. – Temat zanieczyszczenia środowiska został w tej dyskusji kompletnie pominięty. Kombinat przedstawia się jako “oazę czystości” – mówi nam prof. Mariusz Czop, hydrogeolog z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH).

Miasto przejmuje kota w worku?

– Wiemy, że już dziś jest dużo różnych zgłoszeń. Ludzie skarżą się na emisje gazowe z okolicy i nieprzyjemny zapach. Problem w Polsce jest taki, że większość zakładów ma wydane decyzje administracyjne na zbyt duże emisje. One nieuchronnie prowadzą do zanieczyszczeń także poza terenami zakładów. Niestety służby ochrony środowiska, w kompletnie wadliwy sposób, najczęściej sprawdzają wyłącznie emisję. Czy ona nie jest przekroczona. Nikt nie bada tego, jak te zanieczyszczenia rozchodzą się w środowisku. Szczególnie na tereny sąsiednie, gdzie okoliczni mieszkańcy latami bezskutecznie zgłaszają różne uciążliwości i szkody. Często niefunkcjonalny lub wadliwy jest również system monitoringu środowiska. Punktów badawczych jest zbyt mało, są nieprawidłowo rozmieszczone i nie badają prawidłowego spektrum substancji zanieczyszczających. To daje ogromne pole do nadużyć – podkreśla krakowski naukowiec. Uchwalanie strefy przemysłowej, przy wadliwym systemie kontroli immisji, czyli wspomnianego szkodliwego wpływu zanieczyszczeń na człowieka i środowisko w sąsiedztwie, doprowadza zdaniem prof. Czopa do koszmaru mieszkańców.

Liczne zgłoszenia od mieszkańców potwierdzają działacze Krakowskiego Alarmu Smogowego (KAS). – Cały czas dostajemy sygnały i zdjęcia, na których widzimy, że na terenie Kombinatu dochodzi do nieprawidłowości – komentuje dla SmogLabu Ewa Lutomska, jedna z liderek KAS-u. – Konsekwentnie zwracamy się do Inspekcji ochrony środowiska z wnioskami o kontrolę z nadzieją, że szkodliwa dla jakości powietrza działalność przemysłowa w Krakowie będzie redukowana. Z niedowierzaniem odebraliśmy informację, że Kraków, który od lat prowadzi działania, aby ograniczyć emisje niebezpiecznych substancji, zarówno z gospodarstw domowych jak i z transportu, teraz pozwoli na stworzenie w mieście strefy przemysłowej. To będzie pozwolenie na przekraczanie standardów w zakresie dopuszczalnych poziomów zanieczyszczeń. Będziemy na pewno monitorować tę sprawę. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, w której miasto nie blokuje rozwoju brudnego przemysłu w Krakowie – zapowiada Ewa Lutomska.

“Huta jak tysiące trujących kopciuchów”

Pomysł krytycznie ocenia Łukasz Maślona ze Stowarzyszenia Funkcja Miasto i radny klubu Kraków dla Mieszkańców. – To, co w dobrze funkcjonującym państwie byłoby szansą – w Polsce jest nierealne – przyznaje Maślona. Zdaniem radnego przepisy dotyczące ochrony środowiska są nieszczelne. Przez to można korzystać z różnych sposobów obchodzenia norm środowiskowych.

– W związku z tym wydaje się, że stworzenie takiej strefy w Krakowie jest proszeniem się o kłopoty. Plan, który zaproponowany został przez urzędników, a potem poprawiony przez radnych, sprawia, że jest to wolna amerykanka. Przynajmniej jeśli chodzi o kwestie środowiskowe – ocenia Łukasz Maślona. – Tym bardziej, gdy wiemy jaki jest opór Arcelor Mittal Poland i miasta Krakowa, do ujawniania wyników badań środowiska. Chcemy takiej diagnozy, a zarówno spółki miejskie, jak i Arcelor nie dzielą się takimi danymi – przypomina krakowski radny. Niedawno wygrał on w sądzie administracyjnym z miastem ws. ujawnienia wyników badań terenu. Jedna ze spółek komunalnych odmówiła mu dostępu do takich danych. Teraz czeka na pełną informację w sprawie.

Podobnie jak przedstawicielka KAS, Maślona przypomina o wysiłku, który mieszkańcy wykonali na rzecz czystego powietrza. – Nie po to krakowianie podejmowali ogromny trud w związku z likwidacją kopciuchów, aby teraz pozwolić na stworzenie takiego molocha, którego kominy będą odpowiadać za setki, jak nie tysiące takich kopciuchów zatruwających środowisko – kwituje samorządowiec.

Radny z PiS uspokaja: mieszkańcy nie wyrażą zgody na smród

Michał Drewnicki, wiceprzewodniczący krakowskiej Rady Miasta z ramienia PiS uspokaja: – Zasadniczo strefa przemysłowa nie sprawia, że dany podmiot będzie mógł emitować więcej do środowiska. Strefa przemysłowa pozwala jedynie na to, by tylko w ramach ustalonego przez sejmik obszaru mogły występować przekroczenia norm, np. hałasu, ale tylko tam. Nie ma mowy, by huta czy jakikolwiek inny podmiot wyrzucał do atmosfery więcej pyłów czy spuszczał do rzek dziwne substancje. Na to z pewnością mieszkańcy Nowej Huty nie wyrażą już zgody. Sam osobiście pamiętam nocne smrody z kombinatu, gdy zmieniał się wiatr – mówi w rozmowie ze SmogLabem.

Trudno jednak wyobrazić sobie, aby przekroczone normy emisji zatrzymywały się na granicach wpisanych przez urzędników do dokumentu. Powietrze bowiem takich granic nie zna. O braku odpowiedniej kontroli nad przekraczanymi normami mówił wspomniany naukowiec z krakowskiej AGH. To także kontrolowany przez większość rządzącą z PiS sejmik województwa będzie decydował o ostatecznym kształcie ewentualnej strefy. Biorąc pod uwagę, że radni PiS podnieśli rękę za korzystnymi dla inwestora zmianami w planie, można przypuszczać, że plany dla Kombinatu są już zatwierdzone.

Nowe Miasto, czyli drugie dno planu dla Kombinatu

Cała sprawa ma swoje drugie dno. Poprzemysłowe tereny w Hucie (na które ciężki przemysł może wrócić po uchwaleniu planu) są potrzebne prezydentowi Krakowa do realizacji swojego flagowego projektu. W obecnej kadencji prezydent obiecał utworzenie Nowego Miasta na terenie Rybitw. Dzielnica ma być pierwszym w Krakowie obszarem zabudowanym wieżowcami. I choć architekci, urbaniści, a nawet deweloperzy nie zostawiają na projekcie suchej nitki, to prezydent dąży do realizacji tych planów. Jednak, aby Nowe Miasto powstało, trzeba usunąć z niego obecny tam przemysł. I włodarze chcą go przenieść właśnie na tereny Kombinatu. Chodzi szczególnie o firmy zajmujące się utylizacją i magazynowaniem odpadów.

Jednak przedsiębiorcy z Rybitw nigdzie się nie wybierają. Kilkadziesiąt podmiotów już protestuje przeciwko planom miasta. Według pism wysyłanych do mediów na miejscu pracuje kilka tysięcy osób. Same produkty przez nie wytwarzane mają wartość 8 miliardów złotych. To tyle, co roczny budżet całego Krakowa.

– Opowiada się, że przyjadą gdzieś tam najnowocześniejsze firmy z Silicon Valley (Dolina Krzemowa – red.), a zazwyczaj kończy się na tym, że silikonem ktoś skleja stare instalacje i dalej truje ludzi.

Prof. Mariusz Czop Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie

Awarie bagatelizowane przez urzędników

– Takich stref przemysłowych rzędu 900 hektarów nie powinno się robić „w całości” – zastrzega prof. Czop. Naukowiec podkreśla, że należy zmniejszyć ich rozmiar po to, aby mieć kontrolę nad emisjami. – Aby te obszary, gdzie można przekraczać dopuszczalne stężenia, były jak najmniejsze. Wtedy wymusi to na firmie większą dbałość o stan techniczny instalacji oraz stosowanie najnowocześniejszych niskoemisyjnych rozwiązań. Plan, który przedstawiono to totalne nieporozumienie. Nie tylko nic nie zmienia ale generuje mnóstwo nowych zagrożeń choćby poprzez dopuszczenie do działalności usługowej w pobliżu instalacji przemysłowych. I ciągle pomija „piętno” jakie na tym terenie musiała zostawić długotrwała działalność przemysłu ciężkiego – wskazuje.

W Krakowie zanieczyszczenia przemysłowe wciąż są dużym problemem. – Gdy w mediach opisywano przypadek jednej z awarii na terenie kombinatu i emisję do powietrza nawet kilku ton pyłu to było to bagatelizowane przez urzędników. Ale warto wiedzieć że takie ilości pyłu odpowiadają emisji, którą wszystkie wjeżdżające do Krakowa samochody „produkują” w kilka miesięcy. Niestety obawiam się, że po powstaniu strefy przemysłowej może być więcej takich sytuacji. Przy braku wsparcia ze strony Państwa, jak zwykle ucierpią zwykli ludzie – podsumowuje prof. Czop.

Podczas składania uwag do powstającego planu radny Łukasz Sęk (KO), zgłosił poprawkę, która wprost mówiła o zakazie tworzenia Stref Przemysłowych w tym miejscu. Głosami klubu prezydenckiego i PiS poprawka ta została odrzucona. Teraz nad dokumentem pracują miejscy planiści. Temat wróci w ciągu kilku tygodni. Na ostateczny kształt MPZP zgodzić musi się większość krakowskiej Rady Miasta.

Zdjęcie: fotohuta/Shutterstock

Podziel się: