Świat ma pszenicę tylko na 10 tygodni. Putin to wykorzysta

80
0
Podziel się:
zapasy pszenicy

Sara Menker, szefowa firmy analitycznej Gro Intelligence, ostrzegła Narody Zjednoczone, że świat ma aktualnie zapasy pszenicy, które wystarczą zaledwie na 10 tygodni. Tak źle nie było od wielu lat. A może być jeszcze gorzej. Winnymi są Władimir Putin oraz zmiany klimatu.

Ekspertka mówiła, że oficjalne szacunki agencji rządowych, które zakładają, iż aktualne zapasy pszenicy mogą pokryć ok. 33 proc. rocznej konsumpcji świata, są błędne. W rzeczywistości ma być znacznie gorzej. – Aktualnie świat ma zapas, który wystarczy na zaledwie 10 tygodni. Warunki są dziś gorsze niż te, których doświadczyliśmy w 2007 i 2008 roku – mówiła Menker przed Radą Bezpieczeństwa ONZ. – To nie jest cykliczny ruch. To jak trzęsienie ziemi. Wydarzenie, do którego dochodzi raz na pokolenie. Mogące dramatycznie zmienić epokę geopolityczną – dodawała. Podkreślała także, że wojna w Ukrainie dolała oliwy do kryzysu, który rozwija się od dłuższego czasu. Ten rok ma być jednak wyjątkowo zły.

Dlaczego jest tak źle?

Nie ma jeszcze czerwca, a już mamy dwa wielkie kryzysy naraz. I każdy z nich wystarczyłby, żeby zachwiać światowym łańcuchem dostaw żywności. Jednym jest oczywiście wojna. Ukraina i Rosja odpowiadają w sumie za od 25 do 33 proc. (zależnie od roku) światowego eksportu pszenicy. Szczególnie zależne od niego są kraje Bliskiego Wschodu, które importują około połowy żywności i mają za sobą bardzo zły czas. A także gęsto zaludnione kraje Azji takie jak Pakistan i Bangladesz.

Ukraińskie zboże – przynajmniej to, którego Rosja nie ukradła – czeka wprawdzie w silosach na terenie kraju, ale nie może opuścić jego granic. Kraj stracił bowiem część czarnomorskich portów, przez które w normalnych latach wywożono pszenicę. Eksport z pozostałych, takich jak Odessa, jest niemożliwy z powodu blokady morskiej. Droga lądowa może go zastąpić jedynie częściowo. Efektem jest to, że ze światowego rynku zniknęła ogromna ilość pszenicy, która inaczej byłaby do kupienia.

Swoje dołożyły także wysokie koszty paliwa i problemy z nawozami, które uderzyły w rolników.

Samo to wystarczyłoby, żeby wywołać światowy kryzys żywnościowy. Ale kiedy wydawało się, że gorzej już być nie może, pojawił się drugi problem. Przez półwysep Indyjski przeszła fala upałów połączonych z suszą, która zniszczyła sporą część pszenicy na polach. Jak dużo? Na razie nie wiadomo. Oficjalne szacunki mówią o kilku milionach ton, co oznaczałoby od 5 do 10 proc. całej produkcji. Relacje reporterów pracujących w najbardziej dotkniętych przez upały regionach kraju, pokazują, że wielu rolników narzeka, że straciło nawet połowę plonów. Na pewno straty okazały się wystarczająco duże, by kraj zakazał w tym roku eksportu pszenicy. Mówimy o jej drugi największym producencie na świecie, który miał rzucić koło ratunkowe między innymi krajom Bliskiego Wschodu.

Nie zrobi tego z powodu suszy, więc krajom arabskim grozi dalsza destabilizacja. A mają za sobą kilka naprawdę złych lat, naznaczonych przez wojny, przewroty, pandemię i problemy gospodarcze.

Źle to brzmi? Powinno. Tym bardziej, że to nie wszystko.

Zboże jako broń

Kradzież ukraińskiego zboża i blokada portów nie są przypadkiem. Po usunięciu z rynku pszenicy Ukrainy, Rosja będzie na nim dzielić i rządzić. Zboże będzie w tym roku bardzo drogie. Możliwość zakupu będzie zależeć od relacji z Moskwą. Tym bardziej, że akurat dla niej ma to być pod względem plonów dobry rok, więc będzie miała co sprzedawać. Zwłaszcza, że sprzeda także to, co ukradła.

Eksperci wskazują zresztą, że ukraińskie zboże oraz infrastruktura pozwalająca je transportować, nie przypadek znalazły się na celu Moskwy. Ta – przekonują – chce wykorzystać żywność w roli broni. – Rosyjski rząd zdaje się myśleć, że używanie żywności jako broni pomoże mu osiągnąć to, czego nie udało się zrealizować inwazji wojskowej – złamać ducha narodu ukraińskiego – mówił na przykład Anthony Blinken, sekretarz stanu USA. Nietrudno zauważyć, jak duży lewar ma tutaj Moskwa.

I to że czas gra na jej korzyść. Zmniejszone zapasy pszenicy, a co za tym idzie załamanie dostaw na światowym rynku pcha w górę ceny żywności. Niemal wszystkie narzędzia potrzebne, by nimi manipulować, znajdują się dziś w rękach Putina. Jednocześnie w wielu krajach świata, nie tylko tych najbiedniejszych, ludziom w oczy zaczyna zaglądać perspektywa głodu. Na przykład w Syrii chleb w pół roku podrożał o kilkaset procent. Gdzie indziej też jest źle. Im gorsza będzie gdzieś sytuacja wewnętrzna, tym chętniej polityczni liderzy będą spoglądać w stronę Moskwy. Putin będzie bowiem tym, który będzie mógł dostarczyć im zboże.

Trudno wątpić w to, że Rosja bezwzględnie wykorzysta sytuację. Tym bardziej, że stworzyła ją z rozmysłem. Łatwo za to przewidzieć, że ceną za zboże będzie między innymi odwracanie głowy od tego, co dzieje się w Ukrainie lub nawet wsparcie dla rosyjskich działań w tym kraju. Stosunek społeczności międzynarodowej do wojny, szczególnie poza Europą, może się więc szybko zmienić. A to właśnie zagraniczne wsparcie, jest jak na razie najlepszą bronią Ukrainy w walce z rosyjskim najazdem.

Jest więc źle. I najprawdopodobniej będzie gorzej. Świat czeka bowiem niezwykle trudne lato.

Pod wieloma względami trudniejsze nawet niż ostatnia zima.

Fot. Żniwa w Kazaniu w 2021 roku. Bulat.Iskhakov / Shutterstock.com

Podziel się: