To jedna z tych historii, które burzą stereotypy. W Bydgoszczy zabytkowa bazylika postawiła na fotowoltaikę, pompy ciepła i termomodernizację, obniżając rachunki nawet o połowę. Ale ta opowieść sięga dalej niż energetyczne oszczędności — bo za murami świątyni od lat działa system pomocy dla osób ubogich i wykluczonych.
Do Bydgoszczy przyjeżdżamy w marcowy, pochmurny dzień. Zaciekawiła nas historia księży, którzy idą z duchem czasu. – Do termomodernizacji pchnęły nas dwie rzeczy. Po pierwsze Encyklika Laudato Si, czyli misja papieża Franciszka. Pomyśleliśmy, że dla ludzi dobrze jest zadbać o środowisko. Natomiast drugi cel był bardzo prozaiczny i praktyczny, czyli obniżenie kosztów energii – mówi nam ks. Sławomir Bar CM, proboszcz parafii przy Bazylice św. Wincentego a Paulo w Bydgoszczy.

Rachunki niższe o połowę i 70-procentowa samowystarczalność
Stuletnia bazylika przed wojną funkcjonowała jako seminarium dla chłopców a podczas II wojny światowej działał tu niemiecki zakład naprawczy. Gdy Niemcy uciekali z Bydgoszczy, podpalili kompleks. Na domiar złego został zbombardowany przez wojska rosyjskie. To wszystko sprawiło, że nigdy później nie powrócono do koncepcji seminarium. Dziś, poza funkcją sakralną, obiekt pełni szereg innych, w tym przede wszystkim pomocową.
Przedsięwzięcie docieplenia i wymiany źródła ciepła zaczęło się w na przełomie 2018/19 roku i trwało 5 lat. Dzięki niemu bazylika obniżyła rachunki za energię aż o połowę i obecnie jest w 70 proc. niezależna energetycznie. Do niedawna 1/3 ciepła uciekała przez dach, a opłaty za prąd i ogrzewanie wynosiły ćwierć miliona złotych rocznie. Po badaniach termowizyjnych dach ocieplono specjalną stropopapą. Także szyby zabezpieczono przed ubytkami ciepła. Dziś bilans energetyczny budynku wygląda zupełnie inaczej, niż kilka lat temu.
Kompleks jest teraz wyposażony w pompy ciepła, własne panele fotowoltaiczne o mocy 150 kW oraz inteligentny system sterowania, który generuje wymierne oszczędności finansowe i środowiskowe.

Pompy ciepła, fotowoltaika i inteligentne sterowanie
– Jest nas tu dziesięciu księży i braci. Wraz z nami mieszka około 40 bezdomnych mężczyzn. Mamy też bursę. Właśnie przez to i ogromne koszty energii, wraz z firmami z południa Polski, zaczęliśmy myśleć o termomodernizacji. Narodził się pomysł montażu paneli fotowoltaicznych i pomp ciepła – wylicza ks. prob. Bar.
Jak relacjonuje kapłan, wywiercono sto dziur na głębokości 80-100 metrów. Dziś w budynkach bazyliki działa osiem pomp ciepła. Wszystko jest wspomagane inteligentnym systemem zarządzania, pozwalającym jeszcze bardziej obniżać koszty energii, m.in. dzięki utrzymaniu w pomieszczeniach optymalnych temperatur, 21 st. C za dnia i 16 st. C w nocy. – Ważne jest też to, żeby nie było martwych przebiegów, np. w pustych salach.
– Zimą pobieramy ciepło z ziemi, a latem wtłaczamy je tam z powrotem. Te pompy gruntowe mają około 20-25 lat żywotności, ale my tak jakby przedłużamy ją dwukrotnie. Także to nam się bardzo udało.

Sadzą drzewa, sieją łąki dla zapylaczy. Tak walczą z betonem
Przy okazji inwestycji postanowiono zredukować „betonozę” na terenie otaczającym bazylikę. – Zdjęliśmy prawie połowę kostki brukowej. Pod panelami fotowoltaicznymi jest teraz łąka kwietna z myślą o zapylaczach. Chcemy wprowadzić pszczoły, nie tyle dla miodu, co dla ekosystemu. To będzie tzw. apifotowoltaika. Robimy to, bo w miastach jest dziś za dużo betonu – zauważa. – Teraz, zamiast wybrukowanych parkingów, mamy ekokratę.
Parafia nie zamierza na tym poprzestawać. W ramach współpracy z kujawsko-pomorskimi sadownikami i akcji Zaadoptuj jabłoń, w ogrodzie zasadzono 20 drzew owocowych. Parafia nie zamierza na tym poprzestać. W ramach współpracy z kujawsko-pomorskimi sadownikami i akcji Zaadoptuj jabłoń, w ogrodzie zasadzono 20 drzew owocowych. Duchowny dzieli się z nami wizją przyszłego minizoo dla zwierząt domowych, które miałoby pomagać młodszym braciom i edukować o współistnieniu z nimi.
Co równie ważne, od lat kwitnie tu działalność charytatywna, włączająca osoby ubogie i wykluczone. Przy bazylice funkcjonuje ogrzewalnia u Miecia, w której codziennie schronienie znajduje kilkudziesięciu mężczyzn. Podczas mijającej właśnie wyjątkowo surowej zimy, potrzebujących było tu kilkakrotnie więcej.

Pomocna dłoń wspierana OZE
Mężczyźni mogą skorzystać z łaźni, ogrzać się, zjeść ciepły posiłek, przenocować a nawet otrzymać pomoc w znalezieniu pracy i wynajęciu własnego lokum. – To niesamowite i piękne, że 60-70 proc. tych osób udaje się wyjść z bezdomności. Będąc księżmi misjonarzami, naszym powołaniem jest nie tylko pokazywanie Boga i dbanie o parafię, ale przede wszystkim pomoc ubogim. Przy okazji uczymy, jak nie marnować żywności.
Po drugiej stronie bazyliki mieści się lodówka społeczna, z której może skorzystać każdy, kto tego potrzebuje. Już od rana ustawiają się do niej długie kolejki. Ksiądz proboszcz przyznaje, że niektórzy przychodzą tu dopiero po zmroku, w obawie przed oceną i jednocześnie przypomina, że nikt tu nikogo nie zawstydza, a produkty trafiają do jadłodzielni po to, żeby zostały zjedzone. – To działa fantastycznie. Dodatkowo każdego dnia wydajemy ciepły posiłek dla 300-400 osób. Jeździmy też z posiłkami po domach, indywidualnie dla osób starszych i samotnych, ale też im pomagamy na różne sposoby. Druga gałąź to fakt, że wydajemy żywność długoterminową.
Miesięcznie jest to od 800 do 1000 wydawanych paczek. – Mamy także swoją ogrzewalnię „U Miecia”, na cześć poprzedniego proboszcza, któremu bardzo zależało na stworzeniu domu dla ubogich i bezdomnych. Ci ludzie są często bardzo nieśmiali, wycofani i zrezygnowani. Od nas dostają też wyposażenie. Pomagamy im także poprzez organizowanie wizyt u lekarzy itd. U nas otrzymują kompleksową pomoc.
Te działania znacząco wpływają na zużycie energii. – Choćby dlatego, chcąc nadal prowadzić działalność pomocową, zainwestowaliśmy w odnawialne źródła energii. Pompy ciepła pomagają nam też utrzymać nasz magazyn żywności.

200 tys. zł oszczędności w skali roku
Proboszcz dodaje: – To nie jest tak, że bezdomny nie ma komórki. To mit. Ten człowiek też chce naładować telefon, skorzystać z komputera. I do tego trzeba wszystko ogrzać. Zanim zainwestowaliśmy w odnawialne źródła, gdy ogrzewaliśmy się gazem, rocznie płaciliśmy rachunki nawet po 300 tys. złotych. Gdyby nie termomodernizacja, koszty by nas przerosły. Według wyliczeń, płacilibyśmy za energię nawet 200 tys. zł więcej w skali roku.
– Przeszliśmy różnego rodzaju kryzysy i udało nam się dostosować do cen energii. Było ciężko, ale teraz już nie mamy tego problemu. Myślimy za to o magazynie energii, żeby móc ją przechowywać i się bilansować.
Parafianie angażują się zarówno w pomoc najuboższym, jak i w inne inicjatywy. Także samorząd wspierał działania bazyliki na rzecz poprawy jakości życia i energooszczedności. Już niebawem zostanie uruchomiony bar, w którym potrzebujący będą mogli się posilić. W ten sposób kompleksowa pomoc osobom w kryzysach łączy się z dbaniem o planetę.

Łącząc wzrastają
Stowarzyszenie Miłosierdzia w Bydgoszczy ma niemal stuletnią tradycję. W okresie międzywojennym niosło pomoc przesiedleńcom. – A celowane działania na rzecz stricte ubogich ma tu miejsce od lat 90. Niesiemy pomoc, którą zapoczątkowała pani Anna, kobieta o wielkim sercu, która radziła sobie z misją nawet w najtrudniejszych czasach.
Nasz rozmówca podkreśla, że działanie pomocowe i proekologiczne jest w tej sytuacji apolityczne i nie wiąże się z konkretnymi stronami sceny politycznej. Wręcz przeciwnie – ma wymiar ponad wszelkie podziały, łączący, a nie dzielący. Nie ma tu miejsca na polaryzację. Jest tylko wspólne działanie na rzecz innych, niezależnie od ich poglądów. To szczególnie ważne w kontekście słów prof. Macieja Nowickiego, dwukrotnego ministra ochrony środowiska i byłego przewodniczącego Konwencji ONZ o ochronie klimatu, który mówił nam o smutnym podziale. Ochrona środowiska, choć dotyczy zdrowia każdego człowieka, często bywa kością niezgody. W bydgoskiej bazylice nie ma na to miejsca.
Proboszcz, pytany, jak mają się do tego słowa „Czyńcie sobie Ziemię poddaną”, odpowiada: – Niektórzy źle to rozumieją. Ziemia poddana nie ma być zdegradowana, a zadbana. Ona jest nie tylko dla nas, ale dla wszystkich ludzi, którzy będą po nas.
We wszystkim pomagają wolontariusze, ale rąk do pracy nigdy za wiele. – Nasza parafia to są kochani ludzie. Rozumieją i się angażują – mówi proboszcz. Tutaj ochrona przyrody i niesienie pomocy potrzebującym to prawdziwy system naczyń połączonych.
Jak reagowała na to lokalna społeczność? Jedni z zaciekawieniem, inni z dystansem a nawet oskarżeniami o zielone wizje. – Wtedy zawsze tłumaczę, że nam się to po prostu po ludzku opłaciło. Po ludzku i po Bosku – podsumowuje.
- Czytaj także: „Zdrowa planeta, zdrowi ludzie”. Katolicy wzywają do ochrony klimatu i bioróżnorodności
–
Zdjęcie tytułowe: fot. K. Urban



















