Uchwały antysmogowe dla łódzkiego i Mazowsza: krok w dobrym kierunku, ale za mało ambitny

Wszystko wskazuje na to, że sejmiki województw: łódzkiego i mazowieckiego przyjmą wkrótce swoje uchwały antysmogowe. W obu przypadkach projekty tych uchwał są wzorowane na uchwale małopolskiej, którą przyjęto jako ideał do naśladowania i nieco rozmiękczono, głównie jeśli chodzi o termin realizacji. To błąd, gdyż małopolska uchwała antysmogowa nie jest żadnym ideałem, ale daleko idącym kompromisem. Za wzór dla Mazowsza i łódzkiego powinna raczej posłużyć uchwała antysmogowa dla Krakowa z zakazem palenia węglem, który wbrew obawom wcale nie okazał się być dotkliwy dla mniej zamożnych mieszkańców.

Małopolski kompromis

Chociaż przyjęcie w styczniu bieżącego roku małopolskiej uchwały antysmogowej było świętowane jako wielki sukces, uchwałę tę należy traktować jedynie jako krok w dobrym kierunku, który jednakże nie zmniejszy natychmiast ogromnego smogu wiszącego zimą nad Małopolską. Prawdziwą poprawę stanu powietrza mogłoby dać jedynie odejście od spalania węgla w indywidualnych paleniskach i zastąpienie go ciepłem systemowym (jak na Słowacji), gazem lub energetyką odnawialną – jak chociażby podhalańska geotermia. To jednak było niemożliwe ze względów politycznych. W małopolskim Sejmiku zasiadają przedstawiciele trzech partii: PO, PiS i PSL, z których dwie ostatnie kategorycznie sprzeciwiały się wprowadzenia ostrzejszych zapisów, a i ta pierwsza nie była skłonna walczyć o zakaz palenia węglem na obszarze większej części województwa.

Sytuacja była o tyle trudna, że za walkę ze smogiem w Małopolsce odpowiada wicemarszałek Wojciech Kozak z PSL. Choć on sam jest dość zaangażowany w tym temacie, jego partia już niekoniecznie. Elektorat „ludowców” to głównie mieszkańcy wsi i małych miasteczek, mieszkający w przeskalowanych nieocieplonych domach, ogrzewanych węglem, a nierzadko śmieciami.

Nieformalnym i dość głośnym rzecznikiem tych osób jest kontrowersyjny radny PSL, były poseł tej partii Jacek Soska, który do końca odrzucał argumenty o tym, że smog jest realnym problemem. „Od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a od zimna tak” – argumentował swój sprzeciw radny Soska. I chociaż większość radnych PSL nie podzielało radykalizmu swojego kolegi, głos wpływowego radnego Soski był bardzo istotny.

PO ma 14 radnych, PiS 17, PSL 8. Większość wynosi 20 radnych, a koalicja PO-PSL ma ich 24. Niby bezpieczna większość, ale Jacek Soska próbował w latach 2015-16 utworzyć własne koło na bazie kilku radnych PSL i PO, które mogłoby zmienić tę arytmetykę. I chociaż te próby skończyły się niepowodzeniem, głosy Soski i innych „smogosceptycznych” radnych zostały wzięte przez koalicję pod uwagę i uchwałę antysmogową rozcieńczono do granic możliwości. Coś trzeba było uchwalić, bo problem z nawet dziesięciokrotnymi przekroczeniami norm dla pyłu zawieszonego i skala społecznych protestów nie pozwalały przejść obok tematu obojętnie. Ale małopolska uchwała jest mało ambitna i nawet w perspektywie pięciu lat jej obowiązywania nie ma co liczyć na rozwiązanie problemu smogu.

Brak odniesienia do źródeł problemu

Małopolska uchwała antysmogowa weszła w życie 1 lipca 2017 roku. W dniu 11 lipca autor tego tekstu wizytował gminę Szaflary i Gminę Nowy Targ – wiejską, gdzie mimo dość wysokich temperatur, z wielu domostw wieczorem unosił się swąd palonego plastiku i innych śmieci.

Żadna straż gminna w tej sprawie nie interweniowała, takowej zresztą w tych podhalańskich gminach nie ma. Właśnie dlatego warto dążyć do docelowego zakazu palenia węglem i drewnem – tylko w takim przypadku można skutecznie walczyć z nielegalnym spalaniem odpadów. Jedynie w takim przypadku będzie bowiem jasne, że jakikolwiek dym wydobywający się z komina jest efektem nielegalnej działalności. Obecnie nawet, jeśli okoliczni mieszkańcy wyczuwają ewidentnie swąd spalanych śmieci, trudno to w zamkniętych wiejskich społecznościach udowodnić. Gospodarz zawsze może w żywe oczy kłamać, że pali po prostu węglem, a sąsiedzi nie będą reagować, w obawie przed posądzeniem o donosicielstwo.

Sam zakaz palenia węglem jest jednak nierealny, a nawet może zostać uznany za antyspołeczny, jeżeli nie zostaną podjęte działania na rzecz zmiany struktury ogrzewania. Działania sejmików łódzkiego i mazowieckiego powinny się wobec tego skoncentrować na trzech kwestiach: wsparcia dla termomodernizacji, podłączeniach do sieci ciepłowniczych oraz na upowszechnieniu ogrzewania gazowego oraz za pomocą OZE. Włącznie z dotacjami dla tych, którzy zdecydowali się na droższe, ale ekologiczne źródło ogrzewania. To jednak wymaga przeznaczenia o wiele większych kwot w budżetach obu sejmików na 2018 rok na te cele. Niestety, jak na razie na to się nie zanosi.

Przykład Słowacji świadczy o tym, że da się iść w tym kierunku i pisaliśmy już na ten temat na łamach Smoglabu.

Niestety, tych odniesień zabrakło w łódzkiej i mazowieckiej uchwałach antysmogowych.

Samo wprowadzenie nakazu korzystania z pieców węglowych wyższej generacji jest jak najbardziej słuszne, jednak odwleczenie tego w czasie, w niektórych przypadkach aż do 2027 roku, jest niepoważne. Wygląda to jak przerzucanie gorącego kartofla: wszyscy mówią o smogu, więc przyjmijmy jakąś uchwałę, aby pokazać, że walczymy z problemem. Jeśli przez pierwsze pięć lat nie będzie widać efektów, można będzie tłumaczyć, że cały czas trwa przecież okres przejściowy i musimy uzbroić się w cierpliwość. A gdy w połowie lat dwudziestych dotrze do nas, że podjęliśmy półśrodki, a smog z nami pozostał, nikt nas już nie będzie z tego rozliczał. Szkoda tylko, że mieszkańcy województwa łódzkiego i mazowieckiego stracą około dziesięciu lat na życie w złudzeniach, że jest realizowana uchwała, która może nie od razu, ale kiedyś pozbawi ich smogu.

Co zatem?

Jeśli nie uchwały w obecnie procedowanych wersjach, to co w zamian? Warto tu zaproponować skorzystanie z mocno kompromisowego rozwiązania, które wykorzystano w Małopolsce – i dodatkowo je wzmocnić, tak aby łódzkie i mazowieckie nie musiały nikogo naśladować, ale stały się liderami.

Model małopolski wygląda następująco: w samym regionie wprowadzono zakaz palenia węglem niskiej jakości w gorszej jakości paleniskach (z długimi okresami przejściowymi), ale na terenie Krakowa od 2019 roku będzie obowiązywać całkowity zakaz palenia węglem i innymi paliwami stałymi. Przy czym właściciele zidentyfikowanych ok. 30 tysięcy pieców węglowych mogli liczyć nawet na 100% dopłatę do ich wymiany na inne źródło ogrzewania, a także na pokrycie różnicy w kosztach ogrzewania (np. gazowego) w ramach programów osłonowych.

W momencie wprowadzania tego zakazu w latach 2013-14 wydawał się on być rewolucyjnym i bardzo restrykcyjnym, ale bardzo szybko się przyjął. Nie można powiedzieć, że od początku urzędnicy działali idealnie i bez zarzutów, ale generalnie uczyli się na błędach i modyfikowali program dotacji do wymiany pieców w miarę potrzeby. Spośród początkowych 30 tysięcy wymieniono już dwie trzecie, reszta jest w toku. Kraków być może nie zdąży z wymianą całości na czas, w momencie wprowadzenia zakazu zostanie jeszcze około 3 tysięcy, a więc 10% niewymienionych palenisk. Z pewnością wiele spraw dało się zorganizować lepiej, szybciej i sprawniej, o czym zresztą na łamach naszego portalu będziemy jeszcze pisać. Tym niemniej, pomysł na wprowadzenie w Krakowie całkowitego zakazu stosowania węgla i innych paliw stałych nie okazał się wcale utopią i jest z powodzeniem realizowany, a na krakowskim programie (i jego błędach) mogą się uczyć Łódź, Warszawa, Płock, Radom czy Piotrków Trybunalski.

Nikt nie mówi o tym, by zakaz palenia węglem wprowadzić z dnia na dzień, w Krakowie dano na to pięć lat, w mazowieckiem i łódzkiem można ten okres wydłużyć nawet do lat ośmiu. O ile jednak można mieć uzasadnione wątpliwości wobec wprowadzania zakazu palenia węglem dla mniejszych, a zatem i mniej zamożnych miejscowości, trudno ten argument zastosować wobec Łodzi i Warszawy.

W Małopolsce całkowitego zakazu palenia węglem domaga się burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski, a także wielu świadomych mieszkańców podkrakowskich gmin: Skawina, Zabierzów i Zielonki. To wstyd, że niezamożne Wadowice są do takiego zakazu gotowe, a bogata Warszawa stoi w tyle – mimo że ma środki, by dzięki programom osłonowym być w awangardzie działań antysmogowych.

TUTAJ możesz podpisać petycję o przyspieszenie walki ze smogiem w województwie łódzkim.

Fot. Magdalen_A_T/Flickr.

1 komentarz

Dodaj komentarz