Fot. Fotolia.

Uprzejmie informuję. Jak zgłosić, że sąsiad pali śmieci i zatruwa powietrze [Cz. 1]

Prawo jasno definiuje, które organy powinny reagować na zgłoszenie, że ktoś spala śmieci w domowym palenisku. Ustawy określają, jakie działania organy te mogą podjąć i jakie mają uprawnienia. Niestety, jak pokazuje poniższy tekst, praktyka rozmija się z teorią, a odpowiedzialność często się rozmywa i przerzucana jest z jednego organu na drugi.

Dolnośląska Nowa Ruda jest miastem o największym w Polsce stężeniu rakotwórczego benzo(a)pirenu (średnioroczny poziom 17ng/m3 – przy normie 1ng/m3).

Zatelefonowałem do tamtejszej straży miejskiej, prosząc o wskazówki – co mam robić, jeśli jako mieszkaniec podejrzewam, że sąsiad spala w piecu śmieci. Funkcjonariusz udzielił mi wyczerpujących informacji. Zapewnił, że na mocy upoważnienia od burmistrza strażnicy mają prawo przeprowadzić czynności kontrolne (przewidziane w art. 379 Ustawy Prawo ochrony środowiska), a ja – jako zgłaszający – mam prawo zachować anonimowość. Dodał, że najlepiej zgłosić takie podejrzenie popełnienia wykroczenia w chwili, kiedy zapach lub dym wskazują na spalanie odpadów. To ułatwia przyłapanie sprawcy na gorącym uczynku. Ten musi strażników wpuścić na posesję. Jeśli będzie im udaremniał bądź utrudniał przeprowadzenie czynności, grozi mu kara nawet do 3 lat pozbawienia wolności (art. 225 kodeksu karnego).

Co dzieje się w przypadku ujawnienia wykroczenia? Strażnik miejski może sprawcę pouczyć lub nałożyć mandat karny – do 500 złotych. W przypadku skierowania sprawy do sądu – do czego dochodzi sporadycznie – ten, kto „termicznie przekształca odpady poza spalarnią odpadów” podlega karze aresztu (do 30 dni) bądź grzywny (do 5 000 złotych).

Mój rozmówca z Nowej Rudy opisuje, jak w praktyce kończą się interwencje strażników. – Jak jedna listeweczka z boazerii się dopala w piecu, to przeprowadzamy rozmowę pouczającą. Ale gdy na przykład widzimy, że ktoś zgromadził w piwnicy na opał stare, polakierowane okna i nimi pali, to takie czyny strażnicy będą karać mandatami.

A czy można coś zrobić, gdy listewka już się dopaliła, a stan kotłowni nie wskazuje na spalanie śmieci? – Kontrolujemy piece już od czterech lat. Jeśli podczas kontroli pojawiają się jakieś wątpliwości, pobieramy próbki i przesyłamy je do Politechniki Krakowskiej, z którą mamy stosowną umowę – wyjaśnia Jacek Bogacki, komendant straży miejskiej w Suchej Beskidzkiej (5. miejsce w rankingu najbardziej zanieczyszczonych rakotwórczym benzo(a)pirenem miast w Polsce; średniorocznie 11ng/m3).

– Z Suchej Beskidzkiej otrzymujemy rocznie kilka próbek do przebadania – mówi profesor Adam Grochowalski z Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej. Wpływa na to między innymi koszt badania próbki, który wynosi ok. 800 złotych. – Otrzymujemy próbki z Małopolski, Śląska czy Mazowsza. W czasie kilku lat przebadaliśmy ich kilkaset. W około 60% przypadków potwierdziliśmy obecność w próbkach substancji niedozwolonych. To pokazuje, z jak poważnym problemem mamy do czynienia i jak duża jest jego skala – dodaje profesor Grochowalski.

W Suchej Beskidzkiej mieszkańcy są coraz bardziej wyczuleni na to, co wydobywa się z kominów sąsiadów. Dzwoniąc do straży miejskiej, mogą anonimowo zgłosić, że w danej lokalizacji spalane są śmieci lub złożyć zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia. A jedynie składając oficjalne zawiadomienie, nabywamy wielu praw (po przesłuchaniu w charakterze świadka mamy prawo do zapoznania się z materiałem dowodowym), które pozwolą nam zweryfikować, czy i w jaki sposób straż miejska przeprowadziła czynności wyjaśniające.

Jakich zgłoszeń jest więcej? – Prawie zawsze dzwoni tak zwany „Gall Anonim” – potwierdza komendant Bogacki, podkreślając, że bez względu na formę zgłoszenia, strażnicy zawsze podejmują czynności. Zdarzają się również sytuacje kuriozalne, dodaje komendant: – Zgłosił się kiedyś mieszkaniec domu komunalnego, który prosił o interwencję w sprawie niedrożnego komina. Strażnicy ujawnili na miejscu, że ogrzewał pomieszczenie, paląc w piecu plastikowymi butelkami po tanich winach. Okazało się, że… doniósł sam na siebie.

Ale co mogę zrobić, jeśli w mojej miejscowości nie ma straży miejskiej? – Wtedy zwykle jest katastrofa – załamuje ręce Zdzisław Kuczma, który działając w Rybnickim Alarmie Smogowym i współpracując z lokalnym portalem internetowym sprawił, że w Rybniku systematycznie wykrywane są przypadki spalania odpadów. – Ludzie zostali zachęceni do działania. Współpraca ze strażą miejską wygląda tak, że najczęściej sprawca łapany jest na gorącym uczynku i nie trzeba wysyłać próbek do analizy – dodaje. Ma świadomość, że nie wszyscy mają tak ułatwioną walkę z trucicielami.

Zgodnie z art. 379 Ustawy Prawo ochrony środowiska kontrolę przestrzegania i stosowania przepisów o ochronie środowiska sprawują marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Organy te posiadają kluczowe uprawnienia (m.in. prawo wstępu z rzeczoznawcami i sprzętem na teren podejrzanego obiektu oraz prawo wglądu do dokumentów). Są także „uprawnieni do występowania w charakterze oskarżyciela publicznego w sprawach o wykroczenia przeciw przepisom o ochronie środowiska”.

W praktyce kończy się to jednak przerzucaniem odpowiedzialności.

– Urząd Gminy w Istebnej, słucham?

– Dzień dobry. Mam problem z sąsiadem, który spala śmieci. Jak mogą mi państwo pomóc?

– Ale to nie my, proszę pana. To na policję trzeba zgłosić, bo u nas nie ma ani straży miejskiej, ani wiejskiej. A my nie mamy możliwości interwencji.

 

– Denerwuje mnie to wysługiwanie się policją. Ona nie ma nawet stosownych uprawnień – irytuje się Zdzisław Kuczma. Podkreśla, że to wójt czy burmistrz jest jednostką odpowiedzialną i każda sytuacja, w której nie reaguje na takie zgłoszenie, powinna się kończyć złożeniem doniesienia do prokuratury.

Straży miejskiej nie ma również w Kalwarii Zebrzydowskiej, która od lat boryka się z problemem spalania odpadów zarówno przez mieszkańców, jak i zakłady obuwnicze czy stolarskie. Nie znalazłszy na stronie internetowej wskazówek, co mogę zrobić, chcąc zgłosić wykroczenie, zatelefonowałem do działu zajmującego się m.in. ochroną zdrowia. – U nas są sprawy kultury, oświaty i zdrowia, a to z ekologią nie ma nic wspólnego – dowiedziałem się i zostałem przełączony do referatu gospodarki komunalnej. Tam również odesłano mnie na policję:

– Bo my nie mamy możliwości wejść. Niech pan napisze pismo i zwróci się i wskaże. Jakoś spróbujemy zaradzić. Ale nie mamy możliwości, żeby ktoś to sprawdził fizycznie. Możemy tylko żądać od tej osoby, aby udowodniła, że zakupuje węgiel. I czy złożyła deklarację, że oddaje śmieci. Gdzie indziej mają straż miejską i ona ma takie uprawnienia.

To, że urzędnicy w Kalwarii twierdzą, iż nic nie mogą zrobić, a sam nie spotkał się z tym, aby zareagowali, potwierdza Jarosław Leski ze Stowarzyszenia „Płuca Kalwarii”, którego celem jest uwrażliwianie lokalnej społeczności na problem zanieczyszczenia powietrza. Nie mogąc liczyć na wsparcie odpowiednich organów, członkowie Stowarzyszenia stawiają na edukację i kontrolę społeczną. W ich odczuciu „sąsiedzkie pogadanki” również potrafią przynosić wymierne efekty i ograniczać patologie w dziedzinie spalania odpadów.

Rozmawiając z urzędem w Kalwarii, czuję się bezsilny. Stawiam więc wszystko na jedną kartę i oświadczam, że zapomniałem powiedzieć o jednej, istotnej kwestii. Otóż sąsiad, który mnie truje prowadzi działalność gospodarczą.

– O, to ma pan większe pole manewru – ożywiła się urzędniczka. – Bo to inne jest spalanie z działalności, a inne z tego, co ktoś ma w koszu, chociaż też nie wolno.

*

Opis tego, jak zgłaszać spalanie śmieci przez przedsiębiorcę, znajdziecie u nas w piątek.

*

Więcej o przepisach regulujących odpowiedzialność w przypadku spalania śmieci znajdziecie na stronie Polskiego Alarmu Smogowego – TUTAJ.

4 komentarze(y)

  1. Nie ma póki co procedury w oparciu, o którą strażnicy pobieraliby próbkę, przesyłali do laboratorium a profesor Grochowalski ją badał. Jeśli WiOŚ jedzie na kontrolę, to ma precyzyjne procedury wynikające z przepisów co należy mierzyć. A ponieważ procedury nie ma, to nawet WIOŚ takiej sprawy nie będzie badał laboratoryjnie tylko ewentualnie papiery przejrzy. Taka procedura ma powstać dopiero w przyszłym roku w oparciu o Krajowy Program Ochrony Powietrza na zlecenie Ministerstwa Środowiska. Bez tego to jest tak trochę robione na wyczucie i “słowo honoru” profesora. Inna sprawa, że lepiej robić coś niż nic , ale przecież cała Polska nie będzie wysyłać do profesora próbek. Niektóre laboratoria twierdzą, że nie będą robić takich analiz próbek, bo nie chcą być ciągani po sądach. Myślę , że to wynika, z niedoprecyzowania tej materii. Inne głosy są takie, że pobór próbki to metoda niedoskonała, bo wymaga przechowywania próbki rozjemczej na wypadek wątpliwości. Wyobraźmy sobie sytuację, że komendant ma za zadanie przejrzeć np. całą ulicę i pobrać próbki od wszystkich. Wszystko trzymać w odpowiednich pojemnikach , opisanych i zaplombowanych, tego będą setki kilogramów. Jak coś wygląda nierealnie to lepiej tego nie udoskonalać tylko zmienić metodę, np. pójść w analizy spalin które w krótkiej chwili pozwolą na otrzymanie wyniku – no ale tutaj bez procedury ani rusz, bo “słowo honoru” nie wystarczy.

  2. u mnie sąsiad stwierdził: zapalił śmieci bo ile by trzeba było tych worków wystawić.. no tak choćby musiał płacić za te worki…

  3. Gdzie mam zgłosić jeśli mieszkam na wsi obok większego miasta?

Dodaj komentarz