Wędkarze o katastrofie: „Niech sobie prezes te ryby zje”

141
0
Podziel się:

Katastrofę ekologiczną na Odrze porównuje się już do Czarnobyla. Instytucje państwowe ignorowały doniesienia wędkarzy i nie miały czasu na pobieranie próbek. Dlaczego? Bo pracują tylko do 15:00. Zanieczyszczenie jednak pory nie wybiera. Odra została więc zbadana przez Niemcy. O skażenie najczęściej oskarża się oławski zakład wyrobów papierniczych. Jego prezes odpiera zarzuty. Wędkarze mówią: „niech prezes sobie teraz te ryby zje albo się w tej wodzie wykąpie”.

Odra miejscami zmieniła kolor i ma uciążliwy zapach. Straty sięgają miliona ryb. Reakcję rządu nazywa się absurdem i kpiną. Choć premier Mateusz Morawiecki zdecydował o dymisji szefa Wód Polskich i Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska, stało się to dopiero po kilkunastu dniach nagłaśniania problemu przez wędkarzy, aktywistów i mieszkańców. Gdy sprawą zajęli się Niemcy, polskie władze nieznacznie drgnęły. Nasz rząd jednak nadal nic nie wie. Czy po polskiej stronie znów nastąpi próba wyciszenia sprawy? Daliśmy głos wędkarzom i mieszkańcom nadodrzańskich miejscowości.

Czytaj także: Śnięte ryby na Odrze to nie wszystko. Ludzie działają narażając się na poparzenia, a rząd milczy

Katastrofa Odry porównywana do Czarnobyla

– W wodzie jest rtęć. Jeżeli chodzi o Polskę, to nie ma wątpliwości, że to sprawa mająca swoje korzenie gdzieś wysoko u góry. Tuszowanie sprawy przez dwa tygodnie było porażające. Nie mówił o tym nikt oprócz lokalnych mediów i środowiska wędkarskiego – mówi SmogLabowi Michał Maciejewski, wędkarz z Wrocławia. Dopiero gdy fala zatrucia zaczęła dochodzić do granicy niemieckiej sprawa zyskała rozgłos.

Jak dodaje, potwierdzenie obecności w Odrze rtęci oznacza katastrofę ekologiczną na miarę ostatnich kilku dekad. Skutki dla ekosystemu Odry porównuje się z wybuchem elektrowni w Czarnobylu. Rtęć jest metalem ciężkim, który niezwykle długo ulega rozkładowi. Dodatkowo zalegnie na dnie, akumulując się w rybach i organizmach wodnych, które będą się odradzać w rzece. A ekosystem to zespół naczyń połączonych. Ryby i organizmy wodne zjadane są przecież przez ptaki i inne zwierzęta. – W kanale żeglugowym zginęła cała ichtiofauna. Począwszy od bezkręgowców, przez skorupiaki, mięczaki, płazy ryby. Później w miarę śluzowania woda zaczęła przedostawać się do głównego koryta rzeki. W Polsce zatruć są dziesiątki. Tylko o tych małych lokalnych nikt nie mówi. Bo kto interesuje się tym co pływa w wodzie? – stwierdza Maciejewski.

Wysokie stężenie metali ciężkich jako przyczynę śmierci ryb wykluczyła Anna Moskwa. Minister klimatu i środowiska podkreśliła, że pierwsze wyniki toksykologii nie potwierdzają, aby rtęć była tu czynnikiem. Nie zostało jednak stwierdzone, co jest przyczyną katastrofy ekologicznej.

Martwe ryby, fot. M. Maciejewski

Odra będzie pusta przez 10 lat

Według wędkarzy, cała flora i fauna może umrzeć na minimum dekadę. – Ta rzeka będzie pustą wodą -„pustynią” na 10 lat. Pod Gorzowem Wlkp. codziennie wybierają po kilka ton ryb. To są sandacze, sumy, amury, metrowe szczupaki. One potrzebują ok. 6-10 lat, żeby urosnąć. Największe ryby szlachetne leżą ok. 1-1,5 m od brzegu. Ktoś, kto się na tym zna, łatwo może stwierdzić, że one po prostu z tej wody wyskakują. Nie chcą w niej być – Michał Kurzawski, wędkarz, mieszkaniec okolic Gorzowa Wlkp., pełniący funkcję prezesa gminnego koła wędkarskiego nr 1 w Deszcznie.

– Jeśli cała ichtiofauna poumierała: małże, plankton, itd., to jej odtwarzanie się potrwa minimum dekadę. Nie wiadomo też jak wpłynie to na geny żyjących jeszcze ryb – dodaje Paweł Młynarczyk, wędkarz z Kostrzyna nad Odrą.

Problemem jest też korzystanie z wody przez okoliczne zwierzęta. Andżelika Piwońska z okolic Pałęcka mówi SmogLabowi jak wygląda katastrofa z jej perspektywy. – Niedaleko jest siedlisko bocianów. One żerują na łąkach, ale podchodzą do rzeki napić się wody. Do tego sarny przepływają przez Odrę do pobliskiej niemieckiej miejscowości. Poza tym bobry, jelenie i cała reszta zwierząt korzysta z tej rzeki. Przecież one też zostały zatrute. Jednak rząd zamiótł to pod dywan.

– Nad Odrą bywam prawie codziennie. Nieraz woda była brudniejsza, ale nigdy na taką skalę jak w tym przypadku – mówi Filip Kołtun, wędkarz z Nowej Soli. – Przejrzystość Odry jest teraz na 3-5 cm, kiedy nieraz była na pół metra. Oprócz śmierci ryb najgorsze jest to, że one stanowią pożywienia dla czapli, wydr. Ucierpi dosłownie każde zwierzę żyjące nad Odrą – mówi Filip Kołtun.

Niemieccy rolnicy odgradzają bydło od Odry. Polacy nadal wpuszczają zwierzęta do wody

Po niemieckiej stronie bydło zostało odgrodzone od rzeki. W tym samym czasie, po polskiej stronie, w Kostrzynie nad Odrą bydło wchodziło do wody. – To było jeszcze wczoraj, poniżej ujścia Warty. Straż pożarna miała tam zrobić zaporę. Ta zapora jest tak zrobiona, że to po prostu śmiech na sali. W tamtym akurat miejscu główny nurt, czyli większość martwych ryb ucieka na niemiecką stronę. To, co akurat tu wpłynie, to może 1/15 nieżywych ryb. Byliśmy przy zaporze. Po jednej stronie było około 6-10 ryb, a po drugiej jakieś 1500 – mówi Młynarczyk i narzeka na brak pomyślunku decydentów.

– Nikt nie myśli o tych, którzy mieszkają nad Odrą, mają blisko niej ujęcia wody, studnie głębinowe. Gospodarze mają krowy, owce, które piły tę wodę wcześniej. Co teraz? Co z ich zdrowiem, mlekiem, mięsem? Nie wiadomo co będzie z nami za kilka lat – mówi Andżelika Piwońska.

Martwe owce kolejnymi ofiarami? Trawa pod zbiornikami jest wypalona

Również w okolicy Nowej Soli rolnicy mieli zwierzęta, które żyły blisko Odry i z niej korzystały. Jeden z niemieckich portali, Oderwelle, informował o zdjęciach martwych owiec. – Nie ma na Ziemi stworzenia odpornego na metale ciężkie – dodaje Filip Kołtun i tłumaczy, jak wygląda sytuacja.

– Ryby, które widzimy na powierzchni, to nie wszystko. Ich ogromne ilości spływają pod wodą, szczególnie większe okazy. Na tafli możemy zaobserwować również ryby ledwo żyjące, walczące o życie – mówi Filip Kołtun. – Jeśli jest mniej pokarmu, a dużo drapieżników, to ich populacja maleje. Może też być inaczej – np. zwierzęta żerujące nad Odrą przeniosą się nad inny zbiornik wodny i go zniszczą. Tak było w przypadku Kwisy i kormoranów, które zaszkodziły populacjom lipienia i pstrąga potokowego – opowiada SmogLabowi. Mogą więc ucierpieć wszystkie okoliczne stawy. Jak powiedział, trawa pod zbiornikami, z których zbierano ryby jest wypalona.

Skala wydarzenia jest katastrofalna, fot. P. Młynarczyk

Wędkarze, mieszkańcy okolic Odry, przedsiębiorcy – wszyscy ucierpią

– Zatruli nam Odrę. Czuję się z tym okropnie, bo przez lata wędkowałam. Teraz nawet boję się pojechać z dziećmi na spacer nad rzekę. Nie chcemy wdychać tego, co w niej jest. Odra to jest teraz jeden wielki ściek wodny – ubolewa Piwońska. Okoliczni mieszkańcy nie mają już miejsca do wypoczynku.

Ludzie stracą możliwość zarobku. Upadną biznesy. Zdaniem Kurzawskiego powinno się wszystko należycie zliczyć. – Cała flora i fauna obumiera, wszystkie zawody na tym odcinku są wstrzymane, sklepy wędkarskie nie zarobią. To będą milionowe straty. To z kolei pociągnie kolejne sklepy i koła wędkarskie.

– Odra to dla mnie drugi dom. Z racji mojej pasji, a nawet stylu życia, to co się dzieje jest moją osobistą tragedią. Wychowałem się w rodzinie, w której wędkarstwo i kontakt z przyrodą są czymś, co kształtuje cię jako człowieka. Pochodzę z Kędzierzyna- Koźla. Mój dom rodzinny stoi 500 metrów od Odry. Spędzałem tam większość dni i mojego wolnego czasu. W tej rzece spoczęły prochy mojego ojca. Pewnie i moje spoczną. Dlatego to tak bardzo boli. Dla kogoś, kto żyje z dala od tego, co nas otacza, to może dziwne. Niestety, dla osób związanych z naturą i setek tysięcy ludzi w tym kraju, którzy mają taka samą pasję, jak ja to tragedia – opowiada nam Maciejewski.

Również Kurzawski ubolewa nad utratą możliwości uprawiania dotychczasowego hobby. – Masa wędkarzy została na dzień dzisiejszy okradziona z czegoś co dla człowieka jest bardzo ważne, naszego hobby.

Zatruta Odra tragedią na skalę Europy.

– Jeszcze tydzień temu w piątek byłem na rybach. Od zeszłej soboty zaczęła się brudna woda. Jest brązowa do teraz. Dziś w Kostrzynie nad Odrą na brzegach jest mnóstwo martwych ryb w stanie rozkładu. Odór czuć wszędzie – mówi nam Młynarczyk. – Wśród mieszkańców i wędkarzy panuje przede wszystkim złość. – Jeśli człowiek wędkuje od małego i nagle ryby umierają w takiej niewyobrażalnej ilości, to jest tragedia na skalę Europy.

Jak mówi, Frankfurt nad Odrą zareagował dość szybko i po jednym dniu były wyniki. Poza rtęcią, dzisiaj mówiono też o dużej ilości soli w Odrze. Wyniki są więc niejednoznaczne.

– Odra już za czasów PRL-u była zatruwana, ale nie na taką skalę jak dziś. Teraz najważniejsze jest odpowiedzialne zachowanie i niezbliżanie się do Odry – apeluje Filip Kołtun.

Oławski Jack-Pol to najczęściej przytaczany domniemany winowajca

Zakłady papiernicze w Oławie od lat nie cieszą się dobrą opinią. Mieszkańcy niejednokrotnie ujawniali zrzuty ścieków do Odry, czasem zmieniające jej kolor. Sprawa za każdym razem była uciszana.

– Dla nas to jest jak mafia. To było zgłaszane wszędzie, z Urzędem Miasta włącznie. Mój kolega poszedł tam z rybami i został wyprowadzony w kajdankach przez straż miejską. Pani oznajmiła mu, że ma „odejść, bo śmierdzi rybami”. Dostał zakaz wstępu do urzędu. Jak może być dobrze, skoro Jack-Pol nadal spuszcza wodę wieczorem i w nocy? – mówi SmogLabowi Krzysztof Wrona, wędkarz z Oławy. – Dwa tygodnie temu za własne pieniądze wypożyczaliśmy kajaki, motorówki, kupowaliśmy rękawiczki, worki i zbieraliśmy około 5-6 ton martwych ryb na wysokości zakładu papierniczego. Od świtu do nocy. Nikt nam nie pomógł. Zapach był nie do wytrzymania. Nie pozwolono nam wejść na teren śluzy, wyzbierać ryb i te martwe ryby popłynęły dalej w Polskę.

– Zdjęcia wykonałem podczas odławiania śniętych ryb tuż u progu firmy Jack-Pol, która jest domniemanym trucicielem. Firma zajmuje się przetwórstwem papieru, jednak jej pozwolenia i koncesje to jedna wielka farsa – mówi Maciejewski i przekazuje nam zdjęcia. Jak mówi, Jack-Pol dostał od Wód Polskich pozwolenie na odprowadzanie do Odry oczyszczonych ścieków poprodukcyjnych z uwzględnieniem danego przepływu wody. – Niestety, jak się łatwo domyślić, kanał żeglugowy jest wodą stojącą, a nie płynącą. A to właśnie tutaj nastąpił zrzut odpadów do wody – dodaje.

Straty ryb szacuje się na milion, fot. M. Maciejewski
Napis „dbanie o środowisko jest naszym nadrzędnym celem” widnieje na stronie głównej firmy Jack-Pol

Inna hipoteza. Czy Odra ucierpiała przez wiele zakładów?

Zarzuty odpiera prezes Jacek Woźniak. W rozesłanym do mediów oświadczenia zaznacza, że „w procesie produkcji nie są stosowane środki do wybielania surowca ani rtęć i jej pochodne, ani mezytylen, ani inne trucizny.” Podkreśla również, że istnieją dane „wskazujące na wystąpienie skażenia znacznie powyżej tego miejsca, w okolicach Gliwic. Zatem lokalizacja skażenia występuje znacznie powyżej posadowienia zakładu Spółki Jack–Pol, a prąd Odry powoduje przemieszczanie się zarówno skażenia, jak i śniętych ryb w dół rzeki Odry, w tym w rejon Oławy”.

– Podejrzewam, ze to nie była tylko jedna firma, a nałożyło się kilka czynników. Najgorzej było poniżej Głogowa – Krosno Odrzańskie, Słubice, Kostrzyn nad Odrą. To tam było najwięcej martwych ryb – mówi Paweł Młynarczyk.

Jego zdaniem albo ktoś się do tego trucia dołączył, albo Odra była już tak zanieczyszczona, że to, co przyszło z Oławy, przelało już czarę goryczy. – Głogów ma zakład miedziowy. Do Odry jest tam podłączona solanka z kopalni, jest też oczyszczalnia ścieków. Poniżej jest huta, niecały kilometr dalej jest wysypisko śmieci. To wszystko mogło się dołożyć – wylicza Młynarczyk.

Mieszkańcy Nowej Soli zastanawiają się, co będzie dalej. Wśród nich pojawiają się głosy, że być może wyniki badań są niejednoznaczne, bo inne firmy mogły dorzucić teraz do Odry swoje ścieki pod przykrywką tego, co miało miejsce w ostatnich tygodniach. Wtedy anonimowo dołożyłyby swoją śmiertelną cegiełkę do zanieczyszczenia najczęściej wspominanego winowajcy. – Tego nie da się już zatrzymać, bo zanieczyszczenie płynie dołem i górą – mówi Filip Kołtun.

Kumulacja zagrożenia i nierzetelny pobór próbek

O długoletnich problemach z Jack-Polem wspomina też Michał Sroka, wędkarz z Wrocławia. Jak stwierdza, słynne zakłady papiernicze Jack-Pol zanieczyszczały Odrę od lat. Wzywano służby, jednak sprawa za każdym razem była wyciszana. – Teraz nastąpiła kumulacja, bo było gorąco, do tego jest niski stan wody. – W samym Wrocławiu nie zgłaszano dużych ilości martwych ryb. Ratowice, Czernica, Gajków, Kamieniec Wrocławski; w tych miejscowościach ryby się zatrzymały. – Zaczęło się też źle dziać na wysokości Głogowa, gdzie są kolejne zakłady, które dokładają swoją cegiełkę do trucia Odry. Są różne układy, nie ma nad tym kontroli. To jest proces, który trwa.

– Dlaczego nie pobiera się próbek przed falą? Pobierają próbkę tylko po przejściu, a nie pobierają ich przed,  trakcie i po przejściu fali. To żadna filozofia, żeby porównać skład chemiczny. Może ich nie pobierano, bo liczono na to, że wszystko odbędzie się po cichu. Nie udało się – mówi Sroka.

Mieszkaniec Oławy nie łączy obecnej katastrofy z sytuacją na Kanale Gliwickim. – Moim zdaniem ryby zostały zatrute na wysokości Lipek-Oławy. Skoro w Opolu, Kędzierzynie-Koźlu, Nysie i Brzegu nie ma, to znaczy, że coś jest nie tak – dodaje Wrona.

Odra jest teraz nadzorowana przez służby. Wędkarzy się nie wpuszcza

Teraz nikogo postronnego nie dopuszcza się do wody. Tylko służby mają dostęp do usuwania ryb. – Dzieje się to np. w okolicy Czarnowa. Tylko dzięki zrywowi wędkarzy cokolwiek zaczęło się dziać. Teraz już tylko służby mogą się tym zajmować. Straż pożarna, wojsko i policja mają dostęp do usuwania martwych ryb – mówi Sroka. – Od dwóch dni pomaga wojsko – WOT. To za późno, chociaż lepiej późno, niż wcale – dodaje Kurzawski.

Zagrożenie dla Bałtyku. Nikt nie ostrzega turystów

Według wielu ekspertów Bałtyk jest zagrożony. Fala zanieczyszczeń już jest w woj. zachodniopomorskim. Zalew Szczeciński łączy się z morzem. – Nikt o tym nie mówi. Nikt o tym nie zawiadamia plażowiczów, turystów np. Międzyzdrojach czy Świnoujściu – Mówi Kurzawski. Większość specjalistów zgadza się z jego zdaniem. O zagrożeniu dla Morza Bałtyckiego piszą również niemieckie media.

Filip Kołtun wyraża nadzieję, że to zanieczyszczenie zatrzyma się na Zalewie Szczecińskim. – Nasz odcinek, nizin lubuskich, jest bardzo płytki – na niecały metr w głównym korycie rzeki. Dalej, gdzie jest głębiej, woda będzie się bardziej mieszać.

Odra i podejrzany wzrost poziomu wody. Czy ktoś knuł?

Prawie wszyscy nasi rozmówcy wspominają o niejasnym podniesieniu się poziomu wody w rzece w momencie, kiedy wszystko zaczęło się dziać. Podejrzewają, że ktoś był wcześniej świadomy całej sprawy lub dostał niepokojące informacje i próbował to zatuszować. Czy starano się uratować sytuację lub wszystko ukryć spuszczając wodę ze zbiorników zaporowych?

– Poniżej Wrocławia zauważono wzrost poziomu wody o ok. 30 cm. Nie było takich ulew, żeby woda sama się podniosła. Ewidentnie więc zrzucono skądś wodę – mówi Sroka. – W Pałęcku tydzień temu pływał prom. Później się okazało, że poziom wody był wyższy o 30 cm. Mieszkańcy podejrzewają , że gdzieś spuszczono zanieczyszczenie. Następnie podniesiono śluzy, żeby wzrósł poziom wody. – Myśleli, że to wszystko się rozpłynie po bokach. A tak naprawdę woda popłynęła razem z tymi ściekami i wszystkie organizmy zaczęły padać. Wszystko się skumulowało i płynie dalej – dodała Piwońska.

Zauważyła to również strona niemiecka. – Niemcy mają podejrzenia, bo akurat w tamtym okresie, mimo niskich stanów wody, jej poziom wzrósł na zaporze o 30 cm. Wygląda to tak, jakby ktoś wiedział, że jest zanieczyszczenie i trzeba je spuścić z prądem – dodaje Młynarczyk.

Zanieczyszczona Odra zrodziła bunt wędkarzy. To oni ją oczyszczali

– Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. Coraz mniej ryb było przy powierzchni. Było zebranie koła wędkarskiego i cała akcja sprzątania. Wzięliśmy rękawiczki, worki i maseczki. Zbieraliśmy ryby. Wszystko na odcinku około 600 m – powiedział Młynarczyk.

Wszystko było zgłoszone do WiOŚ w Zielonej Górze i Legnicy. Wędkarze zawiadomili też Brandenburgię. – Gdy mój kolega zadzwonił z Głogowa do WiOŚ w Legnicy, już po kilku dniach umierania ryb, inspekcja była zdziwiona. To było pierwsze zgłoszenie. Niestety nikt wcześniej tego nie zrobił – mówi Młynarczyk

Jak dodaje wędkarz, WIOŚ w Legnicy przyjął zgłoszenie. I tyle. – W końcu przyjechały trzy panie i pobrały próbkę wody. Jednak mój kolega miał próbkę z dnia, którego umierało najwięcej ryb. Panie nie chciały jej przyjąć – opowiada nam Młynarczyk.

– Nie wyobrażam sobie, żeby polski wymiar sprawiedliwości nie zadziałał. Jeśli to się nie wydarzy, to ja sobie zadaję pytanie: po co mam kupować kartę wędkarską? To nie chodzi o pieniądze za tę kartę, czyli 300 zł rocznie – wyjaśnia wyjaśnia Kurzawski.

Problem leży gdzieś indziej. Fundusze wpływające z zakupu kart wędkarskich dają ogromną kwotę do zagospodarowania. Z tych pieniędzy dokonywane są zarybienia. Mimo to o ryby nie ma komu dbać. Wody Polskie obwiniają się wzajemnie z Polskim Związkiem Wędkarskim (PZW) i przerzucają się odpowiedzialnością. – Tu nie ma czasu, żeby się obwiniać. Trzeba działać. Jeżeli te jednostki sobie nie radzą, trzeba to zgłosić wyżej – dodaje prezesa gminnego koła wędkarskiego.

Źródło: Smutne historie spisane na kacu i tanim papierze. https://www.facebook.com/profile.php?id=100044236128766

Brak kary będzie przyzwoleniem na dalsze zanieczyszczanie

-Premier Morawiecki wypowiada się, że dalej nic nie wiadomo. Niemcy wykazali rtęć, a w Polsce nadal mówią, ze rtęci nie ma i jeszcze twierdzą, że może to się stało po stronie niemieckiej. To ja się pytam: czy Odra płynie pod prąd?! Człowiek, który to powiedział, robi z naszego kraju pośmiewisko – mówi SmogLabowi Kurzawski.

Jego zdaniem ewentualny brak kary będzie oznaczał automatyczne przyzwolenie na dalsze haniebne zanieczyszczanie wód.

– Jeżeli sprawca nie zostanie należycie ukarany, to takie procedery będą się powtarzały coraz częściej. Zakładów chemicznych jest przy rzekach bardzo dużo.

Każdy taki zakład jest potencjalnym zagrożeniem. Wydawałoby się, że taka katastrofa ekologiczna sprawi, że niektórzy przejrzą na oczy i wezmą odpowiedzialność za swoje czyny, unikając zanieczyszczania rzek w przyszłości. Dziś mało kto wierzy w polski wymiar sprawiedliwości. Nadzieje na znalezienie i ukaranie sprawcy pokłada się raczej w rządzie Niemiec.

Zdjęcie tytułowe: fot. M. Kurzawski

Podziel się: