– Farmy wiatrowe i panele fotowoltaiczne trudniej zbombardować niż wielką elektrownię węglową – mówi w rozmowie ze SmogLabem poseł Piotr Strach (Polska 2050), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. W wywiadzie tłumaczy, dlaczego OZE nazywa polską racją stanu, jak bagna i lasy wzmacniają Tarczę Wschód oraz co dalej z programem Czyste Powietrze i pomysłem nadania Odrze osobowości prawnej.
Nie tylko „jeże”. Tarcza Wschód wykorzystuje naturę jako sojusznika
Klaudia Urban, SmogLab: Zajmuje się Pan zarówno ochroną środowiska, jak i kwestiami obronności. Te dwie kwestie idealnie łączą się z Tarczą Wschód. Jej przeciwnicy śmieją się z traktowania lasów czy bagien jako naturalnych zabezpieczeń, bo w końcu żyjemy w dobie statków bezzałogowych. Na co zdadzą nam się tereny podmokłe, gdy przylecą drony?
Poseł Piotr Strach: Niestety „Tarcza Wschód” bardzo często jest utożsamiana z jakimiś betonowymi blokami, gdzieś tam ustawionymi na granicy, czyli tzw. „jeżami”. Ale granice między bezzałogowymi rodzajami środków napadu są rozmyte i pojawiają się w tym obszarze przeróżne uproszczenia. Jeśli takie uproszczenia mają miejsce, to bardzo często szkodzą zrozumieniu zagadnienia. Różnica na przykład między dronem uderzeniowym, a amunicją krążącą, czy szybującymi bombami jest dosyć umowna. I tak naprawdę, to rakiety różnego zasięgu też są teraz pewnego rodzaju dronami, bo również są nakierowywane zdalnie, a nawet bez udziału człowieka.
A jeśli chodzi o naziemne zabezpieczenia, jak choćby: pułapki przeciwpancerne, systemy do kanalizowania potencjalnych ataków lub marszu wojsk, czy ataków pancernych, aż po działalność w przestrzeni powietrznej, czyli różnego rodzaju systemy rozpoznawcze, systemy zabezpieczeń, czyli też te zagłuszające i strącające, to jest ich bardzo wiele. Tak więc naprawdę ta osłona nieba nad nami i polskiej ziemi jest wszechstronna.
W rzeczywistości Tarcza Wschód to w dużej mierze są właśnie systemy przeciwpowietrzne, które zabezpieczają nas przed różnego rodzaju rozpoznaniem, a nie tylko uderzeniami ze strony Federacji Rosyjskiej.
Polska inwestuje w Tarczę Wschód
Jaka jest rola przyrody w obronności?
Natura stanowi tzw. naturalne przeszkody dla wojsk, zwłaszcza tych ciężkich. Są to tereny lesiste, podmokłe, ale też rzeki i różnego rodzaju cieki wodne oraz bagna i torfowiska. To są miejsca, które można oznaczyć jako trudno dostępne dla wojsk ciężkich czy też pancernych.
Te naturalne przeszkody dotyczą zabezpieczenia granicy. Dzięki nim można uniknąć chociażby tworzenia zapór, różnego rodzaju wałów czy umocnień przeciwpancernych. Oczywiście nadal pozostaje kwestia wojsk lekkich oraz desantu, czy to lotniczego, czy nawet wodnego. Naturalne zabezpieczenia dotyczą wojsk pancernych i stanowią zabezpieczenie, które utrudnia przemarsz wojsk i ich ewentualne manewry.
W tej kwestii wojskowi doszli do porozumienia z naukowcami i przyrodnikami. Czy zdaniem Pana Posła Tarczy Wschód zabrakło jakichś elementów?
Zawsze można powiedzieć, że wszystkiego mogłoby być więcej, jednak uważam, że i tak jest to bezprecedensowa inwestycja. Poza tym Tarcza Wschód częściowo uzupełnia to, co się dzieje w krajach bałtyckich. One także mają te zabezpieczenia granicy z Federacją Rosyjską, w tym ziemno-przeciwlotnicze. My Polacy dołączamy do stworzonej tam linii i uzupełniamy ją. Wydaje mi się, że jesteśmy bardziej zaawansowani, przeznaczamy na to większe środki. To też dlatego, że po prostu nas na to stać. Trzymam kciuki za tę inwestycję.
Lasy społeczne, nowe rezerwaty i ochrona gatunków
Przejdźmy na Pana podwórko i tereny przyrodnicze na Śląsku. Działa pan na tym obszarze, między innymi w kwestii rezerwatów przyrody.
W skali ogólnopolskiej niezwykle ważne są też lasy tworzone przez obywateli przy aglomeracjach miejskich, czyli tzw. lasy społeczne.
One są dużym osiągnięciem jako forma ochrony oraz budzenia świadomości społecznej, że lasy w naszych okolicach pełnią szereg funkcji, a nie tylko służą tzw. gospodarce leśnej. Do tej pory były przez Lasy Państwowe traktowane jako potencjalne drewno na użytek, do przemysłu czy na eksport.
Były surowcem, ale na szczęście podejście do nich zaczyna się zmieniać.
Tak, ale oczywiście nie można zmienić kontraktów z dnia na dzień. Jednak trend został całkowicie odwrócony i postawiono przyrodę wyżej w hierarchii. Widać to poprzez tworzenie rezerwatów, wprowadzenie nowych gatunków (chociażby ptaków) na listę zabronionych do odstrzału. To są takie kroki, które podejmujemy i zdążyliśmy zrobić przynajmniej w kwestii ochrony przyrody. Choć moim zdaniem dużo więcej dzieje się w temacie transformacji energetycznej.
Obecny rząd wie, że trzeba tworzyć nowe rezerwaty w całej Polsce. Od początku postulowaliśmy też, żeby powstał nowy park narodowy. I tutaj jest kamyczek do ogródka Prezydenta, który zawetował naszą ustawę o utworzeniu nowego Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry.
To był klejnot w koronie całej rozpoczętej przez nas drogi. Pamiętajmy też, że rząd funkcjonuje raptem trochę ponad dwa lata, a w pierwszym roku realizował budżet uchwalony przez poprzedników. Tak więc całkowite władztwo nad budżetem jest dopiero dwa lata.
„Rynek jest popsuty”
Wróćmy na chwilę na Śląsk.
A jeśli chodzi o mój okręg, to niezwykle istotna jest Odra, bo jej źródło i kanał Gliwicki, to miejsce, w którym nastąpił ogromny kryzys związany ze złotą algą, którego świadkami byliśmy latem 2022 r. Przepompowywanie solanki z kopalń, bardzo często nieoczyszczonej, i nieodsolonej, stały się praprzyczyną odrzańskiej katastrofy. To w pewnym sensie jest dla nas nauczką na przyszłość. Rząd wprowadził pewne „eksperymenty” związane z nadtlenkiem wodoru, uruchomił dodatkowe stacje monitoringu i kontroli wlewów do Odry. Zresztą teraz tworzony jest też plan odsalania wód pokopalnianych – o ile będzie nas na to stać. Pamiętajmy, że żeby odpompowywać zanieczyszczoną wodę z kopalni, to my w przyszłym roku wydamy około 130 mln złotych.
Kopalnie uważają, że nie mają środków na odsalanie.
Węgiel z polskich kopalń nie jest już ekonomicznie opłacalnym źródłem energii. Z jednej strony nasze kopalnie mają pieniądze z jego sprzedaży, ale z drugiej i tak trzeba do tego dopłacać.
Po dopłatach do państwowego górnictwa okazuje się, że prywatne kopalnie, które do tej pory były rentowne, nie są już w stanie konkurować na rynku. Ten rynek jest psuty przez dofinansowanie tych kopalń państwowych. Generalnie Bogdanka mogłaby być efektywna gospodarczo, ale przez ten chory system, do którego doprowadzono przez wiele lat, no niestety także Bogdanka ma problemy finansowe.
Ja bym powiedział, że to OZE są naszą racją stanu. W naszym przypadku, gdy jesteśmy tak uzależnieni od kopalń, zwłaszcza w energetyce, to dla nas OZE i ewentualnie energetyka jądrowa powinny stanowić kierunek zmian.
„OZE są polską racją stanu”
Przejdźmy więc do odnawialnych źródeł energii. Dlaczego Pan Poseł nazywa je polską racją stanu?
Jest tak, bo Polska w dużej mierze nie ma własnych węglowodorów. O ile w przypadku energetyki, czyli produkcji prądu, jeszcze korzystamy z węgla, czy to brunatnego, czy kamiennego, to już w przypadku ciepłownictwa ten węgiel jest sprowadzany.
Ropy naftowej w Polsce mamy jak na lekarstwo i ponad 95 proc. ropy sprowadzamy. Mamy troszkę więcej własnego gazu ziemnego, ale też około 90 proc. jest do nas transportowane z dalekich krajów, często z drugiego końca świata.
Było to widać w ogromnego kryzysu po ataku Rosji na Ukrainę. Węgiel sprowadzaliśmy na przykład z Kolumbii.
Dokładnie. I choć udało nam się uniezależnić od Federacji Rosyjskiej, czy też od kazachskich pośredników, nie zmienia to faktu, że nadal jesteśmy uzależnieni, ale od kogoś innego. Pokazuje się to w zasadzie z każdym kolejnym kryzysem. Powtórzę więc, że racją stanu i kwestią suwerenności jest dla nas wiatr, słońce i polska woda – nie węgiel. Dzięki nim od nikogo nie zależymy.
„OZE-sroze” urosło do rangi politycznej agendy
Tymczasem słyszymy od kandydata na przyszłego premiera legendarne już „żadnego OZE-sroze”.
Tak. Wydaje mi się, że Polska 2050 w tym momencie jest najbardziej zielona. Mamy wiceministra, akurat z mojego klubu, pana Bolestę. Nasz program częściowo udało się zrealizować, a częściowo był on wetowany. Chociażby kwestia wiatraków na lądzie. Zaproponowaliśmy rządowy projekt naziemnych farm wiatrowych, ale zgadzający się z naszym programem Polski 2050. Niestety został zawetowany – podobnie jak Park Narodowy Dolnej Odry.
Liczymy na to, że w najbliższym czasie 10 proc. prądu wytwarzanego przez polskie moce będzie właśnie z wiatru na morzu. Mam nadzieję, że dzięki projektowi Baltica będzie to nawet nieco więcej. Gdyby do tego doszło też około 9-10 proc. z reaktorów atomowych to moglibyśmy jeszcze bardziej uniezależnić się od kopalin, zwłaszcza tych zagranicznych.
Przede wszystkim liczy się magazynowanie energii, inwestowanie w efektywność energetyczną, ale również czysty transport. Bardzo ważne, żeby odchodzić od ropy naftowej, od diesli, a stawiać na rozwiązania elektryczne, oraz – w transporcie ciężkim – na wodorowe. Naszym konikiem jest również transport kolejowy. Zarówno pieniądze z KPO pozyskiwane przez Ministerstwo Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz są inwestowane w nowe, nowoczesne tabory, ale również w nowe sieci energetyczne, które także będą dodatkowo zwiększać tą efektywność energetyczną.
OZE są gwarantem bezpieczeństwa energetycznego
Co jest utrudnieniem?
Akurat w tych branżach jest duży opór ze strony Kancelarii Prezydenta. No i tutaj musimy rzeczywiście próbować jakoś z tego wybrnąć. Wspomniane OZE-sroze pozwoliło PiS-owi zbudować sobie na tym agendę polityczną, próbując się chyba licytować z Konfederacją. Na tym cierpi naukowe podejście do tematu i cała ochrona środowiska. Brakuje też po tamtej stronie uznania za fakt naukowy wpływu spalania kopalin na efekt cieplarniany. Nie rozumieją, że to właśnie czysta, rozproszona energetyka odnawialna jest kwestią suwerenności a nawet bezpieczeństwa (czym się zajmuję).
Farmy wiatrowe, panele fotowoltaiczne, ale nawet energetyka atomowa, jako czyste i rozproszone źródła energii, są gwarantem bezpieczeństwa energetycznego, bo takie obiekty po prostu trudniej zbombardować, niż wielką kopalnię czy elektrownię węglową. Bo gdy zniszczy się taki obiekt, nagle pół miasta nie ma prądu. Jeśli mielibyśmy rozproszoną energetykę, dużo trudniej byłoby to wszystko porazić przez środki powietrzne czy różnego rodzaju akty terrorystyczne.
Co dla mnie ważne, nasze hasło Polski 2050 zakłada, że „transformacja energetyczna będzie przeprowadzona sprawiedliwie albo nie będzie przeprowadzona wcale”.
„Nie będzie ofiar w postaci dzieci górników”
Co to oznacza?
To znaczy, że my musimy przekonać społeczeństwo, że ochrona środowiska i transformacja energetyczna nie jest nam narzucona z zewnątrz. To nie jest fanaberia jakichś ludzi w Brukseli, zwanych czasem eurokratami czy ekoterrorystami. To nie jest coś, co ma być przeciwko nam.
Naszym zadaniem jest sprawienie, że Polki i Polacy zrozumieją, że nie będzie ofiar transformacji energetycznej w postaci dzieci górników czy producenci jakichś części samochodowych itd. Postulujemy, że aby uzyskać poparcie i zrozumienie społeczne dla transformacji energetycznej i ochrony środowiska, my musimy to przeprowadzać z głową.
Tutaj jest choćby kwestia przesunięcia ETS2 o rok. Rzeczywiście postulowaliśmy i nadal postulujemy, że efektywność energetyczna jest bardzo ważna i ostatecznie ona się opłaca, bo jest oszczędnością. Wnosiliśmy jednak o przesunięcie ETS2 jeszcze o rok, chociażby ze względu na tą sytuację na wschodzie, gdzie Rosja doprowadziła do strasznych podwyżek, w tym cen gazu, a co za tym idzie, również kosztów ogrzewania.
W sytuacjach takich kryzysowych jesteśmy za tym, żeby rzeczywiście tworzyć programy osłonowe, czy to dla górnictwa, czy to dla mieszkańców. Jednak w momencie szantażu energetycznego ze strony Federacji Rosyjskiej, nakładanie kolejnych wydatków i dawanie przeciwnikom transformacji energetycznej kolejnych argumentów, jest bezcelowe. Należy robić rozsądnie.
Dlatego ta solidarność społeczna, czyli zrozumienie i czułość społeczna, są bardzo ważne i lepsze od działań siłowych, tu i teraz, ostatecznie. Skończy się tym, że przyjdzie inna władza, chociażby „ekipa OZE-SROZE” i nam te działania odwróci. Tak więc to my musimy pozyskiwać poparcie społeczne dla wszelkich zmian, które nam się długofalowo opłacają.
A obok całej naszej efektywności energetycznej liczy się też termomodernizacja.
Pieniądze z Czystego Powietrza mają dostać uczciwe firmy
Mówiąc o termomodernizacji nie sposób nie wspomnieć o programie Czyste Powietrze i jego zapaści, co doskonale widać po liczbie wniosków składanych każdego tygodnia. Czy Polska 2050 ma jakiś pomysł na wyjście z tego kryzysu i czy program Czyste Powietrze da się jeszcze uratować?
Tak. Podczas dyskusji nad wotum zaufania dla pani minister Hennig-Kloski uzyskaliśmy od niej dwa zapewnienia.
Pierwsze dotyczyło tego, że pieniądze z Czystego Powietrza zostaną wydatkowane dla uczciwych firm, które prawidłowo się rozliczyły i prawidłowo wykonały usługi. Tak naprawdę blokada w dużej mierze jest po stronie rynku. Ludzie, zwłaszcza przedsiębiorcy, którzy się tym zajmowali, boją się dalej inwestować, ponieważ obawiają się, że nie zostaną im wypłacone środki. Z jednej strony mamy zapewnienie i myśmy też dlatego zagłosowali za udzieleniem wotum zaufania pani minister Klosce.
Z drugiej strony mamy duże zagrożenie ze strony Unii Europejskiej, która zaczęła przeprowadzać dochodzenie, czy nasz system Czystego Powietrza został prawidłowo skonstruowany. No i tutaj po stronie Ministerstwa Funduszy Europejskich także trwają prace, żeby przekonać Unię Europejską, że nasz program jest dobrze skonstruowany, że zostanie poprawiony i żeby tych pieniędzy, broń Boże, Unia Europejska nam w ogóle nie wstrzymała.
Pracujemy więc w dwóch obszarach. Po pierwsze na dole, żeby jak najszybciej wypłacić pieniądze tym przedsiębiorcom, którzy wykonali usługi. A po drugie Ministerstwo Funduszy konsultuje się i cały czas pracuje w Unii Europejskiej, aby nadal przepływały środki. Bez tych pieniędzy naprawdę będzie bardzo trudno przeprowadzić transformację energetyczną właśnie w tych gminach, u indywidualnych odbiorców, czy w małych i średnich przedsiębiorstwach.
Co więcej też z KPO bardzo dużo pieniędzy zostało wydane chociażby na infrastrukturę. Bo nie tylko sieci energetyczne, nie tylko kolej dostała dofinansowanie. Otrzymało je także dużo instytucji miejskich, domów kultury, szpitali zostało wyposażonych, zarówno w fotowoltaikę, jak i przeszły termomodernizację, były instalowane magazyny energii itd.
Przez ostatnie dwa lata staraliśmy się naprawiać błędy poprzedników.
Odra jako osobowość prawna
Jak naprawianie tamtych błędów ma się do adaptacji do zmian klimatu? W ostatnim czasie przez Polskę przechodziła fala dotkliwych upałów. Teraz mamy ostrzeżenia o burzach i możliwych nawałnicach. Czy to jest nowa rzeczywistość?
Zdecydowanie. Niedawno czytałem w jednym z opracowań naukowych, że w tym momencie klimat Polski jest podobny do klimatu Węgier sprzed 200 lat. To pokazuje, że klimat się ociepla na naszych oczach. W zasadzie w ciągu dwóch, trzech pokoleń mamy zmianę klimatu. Liczba dni upalnych w roku także wzrasta. Dlatego też dużym problemem jest również kwestia wody. W tym momencie nasz nowy rząd przeznaczył na gminny program mikroretencji około 170 mln złotych. Przydomowe zbiorniki na wodę pomagają przeciwdziałać tak suszom, jak i powodziom.
Wspominałem już o problemach Odry, których nie można ignorować. W ramach ciekawostki powiem, że został stworzony specjalny zespół. Doprowadził on już do pierwszego czytania w Sejmie ustawy o nadaniu Odrze osobowości prawnej. I tak się składa, że też jestem wśród wnioskodawców z ramienia Polski 2050. Było z nami kilka partii, m.in. Koalicja i Lewica, z którymi wspólnie złożyliśmy projekt właśnie na tej fali zbiórki obywatelskiego projektu.
Społeczeństwu zabrakło kilku tysięcy głosów, żeby powstał obywatelski projekt, więc my jako partie polityczne go przyjęliśmy. Zgłosiliśmy ten projekt z niewielkimi poprawkami formalnymi, bo tam była kwestia właśnie osobowości prawnej. De facto jest to nadal ten projekt obywatelski. Teraz jest lekko zmodyfikowany i wzorowany na hiszpańskich projektach, które nadawały osobowość prawną najważniejszym zatokom czy rzekom. Dzięki temu można było skonsolidować ochronę tych bardzo ważnych społecznie miejsc.
Bezpieczeństwo jako nadrzędna wartość
Czy to pomoże na przykład Odrze, żeby zarówno Polska, Czechy, jak i Niemcy, mogły ją wspólnie chronić?
Tu nie chodzi o współpracę międzynarodową, tylko o skoordynowanie działań po naszej, polskiej stronie. Odra przepływa przez kilka województw, przez kilkanaście powiatów i przez kilkaset gmin. Oddziaływanie tych różnych jednostek samorządu terytorialnego, różnych instytucji kontrolnych i w ogóle kwestii planowania jej ochrony, też podlega wielu instytucjom. A taka ustawa dawałaby narzędzie, żeby stworzyć swego rodzaju „spółkę prawa handlowego” o nazwie Odra. Jej zarząd byłby specyficzny, bo składałby się w dużej mierze ze specjalistów. Nie byłaby to więc spółka stricte kapitałowa, która miałaby zarabiać. Jej celem statutowym byłaby ochrona rzeki przed zanieczyszczeniami, pilnowanie, żeby była prawidłowo użytkowana. Istniałoby jedno skonsolidowane centrum zarządzania dobrostanem Odry i utrzymaniem jej dla przyszłych pokoleń. W skali Polski jest to projekt całkowicie nowatorski.
Nad tym projektem trzeba jeszcze popracować, ale było pierwsze czytanie, jest skierowane do dalszych prac. Mam więc nadzieję, że do końca tej kadencji zostanie przynajmniej wypracowany jakiś konsensus i prezydent zwróci na to uwagę.
Tym bardziej, że łączy się to bezpośrednio zarówno z ochroną przeciwpowodziową, jak z przeciwdziałaniem suszy.
Zgadza się. Z jednej strony mieliśmy susze i obniżone stany na Odrze, po czym nadeszła katastrofalna powódź. Nie jest to więc wyłącznie ochrona środowiska. To jest również bezpieczeństwo ludzi, którzy żyją w jej okolicy.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Shaiith



