Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie ponownie pokazała, jak bardzo Europa pozostaje uzależniona od paliw kopalnych. Wystarczyło kilka dni napięć, by ceny gazu w Europie wzrosły o niemal 50 proc. Natomiast rachunek za import paliw kopalnych w Unii Europejskiej zwiększył się o około 2,5 mld euro w ciągu pierwszych dziesięciu dni kryzysu. Eksperci przypominają, że ponad 80 proc. zużywanych w Unii paliw kopalnych pochodzi z importu. To czyni gospodarkę wyjątkowo podatną na globalne wstrząsy energetyczne. Są jednak kraje, które dobrze znoszą zaistniałą sytuację. Jednym z nich jest Hiszpania.
Nowa wojna w rejonie Zatoki Perskiej doprowadziła do powstania dramatycznego zagrożenia dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego. Irańskie ataki uszkodziły instalacje naftowe i gazowe w regionie Zatoki Perskiej. Do tego doszło do blokady Cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi około 25 proc. światowego handlu ropą naftową.
To stamtąd każdego dnia wypływa ponad 20 mln baryłek ropy. Tymczasem świat potrzebuje każdego dnia około 100 mln baryłek. Do tego dochodzi oczywiście gaz LNG, którego świat potrzebuje coraz więcej. Cieśnina ta jest wąskim gardłem dla 20 proc. światowych dostaw gazu LNG.
Powrót do 2008 roku?
Raport Ember pt Latest energy shock reminds Europe of its risky gas reliance pokazuje, jak wojna na Bliskim Wschodzie stała się dla UE bolesnym przypomnieniem o jej wciąż wysokim i ryzykownym uzależnieniu od paliw kopalnych. O tym, co grozi Europie, pokazuje całkiem nieodległa przeszłość.
Na początku XXI wieku coraz prężniej rozwijające się Chiny potrzebowały coraz więcej ropy. W końcu potrzeby stały się na tyle wysokie, że podaż ledwie nadążała za popytem. Ceny ropy skoczyły wtedy z 25 dolarów do 40, a później do 60 dolarów. Stało się to w kilka lat. Wysokie ceny ropy przełożyły się na wyższe koszty życia. Do tego doszła nieodpowiedzialna polityka takich banków jak słynny Lehman Brothers, którego upadek stał się symbolem kryzysu z 2008 roku.

Nie tylko błędy banków i giełd doprowadziły do kryzysu, a następnie tego, co stało się w Europie – kryzysu strefy euro i bankructwa Grecji. To także zbyt wysokie ceny paliw kopalnych zdławiły wtedy światową gospodarkę. Teraz mamy nowy kryzys, związany z wojną w rejonie Zatoki Perskiej.
– To nie pierwszy szok cenowy związany z paliwami kopalnymi, który dotyka Europę – i z pewnością nie ostatni – mówi dr Chris Rosslowe, starszy analityk ds. energii w Ember, zapytany przez SmogLab. – Dopóki Europa pozostaje zależna od paliw kopalnych, będzie narażona na międzynarodowe ceny energii, na które nie ma wpływu – dodaje.
UE niewiele do tej pory zrobiła
Pojawia się pytanie, czy od tamtego czasu kraje europejskie zrobiły wystarczająco dużo, aby zmniejszyć swoją zależność od ropy i gazu. Zwłaszcza że po drodze pojawił się kolejny kryzys – inwazja Rosji na Ukrainę.
– Reakcja na poprzedni kryzys – wywołany wojną w Ukrainie – pod pewnymi względami poprawiła odporność Europy, a pod innymi nie – odpowiada Rosslowe. – Do działań wzmacniających odporność należało ograniczenie popytu na gaz (który nadal pozostaje o około jedną piątą niższy niż wcześniej) oraz przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii – wymienia.
Analityk zaznacza jednak, że UE w większym stopniu uzależniła się od LNG jako alternatywy dla rosyjskiego gazu. – Dziś widzimy, jak bardzo niestabilny może być ten rynek – stwierdza.
Wojna ujawniła naszą słabość do paliw kopalnych
Europa od lat dąży do transformacji energetycznej. Wprowadzono szereg nie do końca akceptowanych, ale przynoszących duże korzyści rozwiązań, jak np. ETS. To jednak nie wystarczyło.
– Najnowszy skok cen paliw kopalnych ujawnia skalę uzależnienia Europy od importowanych surowców. Zdecydowana większość (ponad 80 proc.) paliw kopalnych zużywanych w UE pochodzi z importu. Wzrost cen oznacza dla Unii dodatkowe koszty importu rzędu około 250 mln euro dziennie – zauważa Rosslowe.
Wojna bardzo szybko pokazała, jak bardzo ograniczenie dostaw paliw kopalnych wpływa na ceny. Europejskie ceny gazu na giełdzie TTF wzrosły w pierwszym tygodniu konfliktu (2–6 marca) o blisko 50 proc. Z poziomu 31 euro wzrosły do średnio 45 za megawatogodzinę.
Dla UE oznacza to ogromne obciążenie finansowe. Tylko w ciągu pierwszych dziesięciu dni kryzysu kraje członkowskie zapłaciły za import paliw kopalnych o 2,5 miliarda euro więcej, niż wynikałoby to z cen sprzed eskalacji. To kolejny cios po kryzysie z 2022 roku wywołanym inwazją Rosji na Ukrainę, który łącznie dodał niemal 1 bilion euro do unijnych kosztów importu.
- Czytaj także: Gaz i ropa w górę. Eksperci o możliwych scenariuszach
Nie wszyscy cierpią
Wpływ kryzysu nie rozkłada się równomiernie na mapie Europy. Raport Ember wyraźnie odróżnia kraje, które poczyniły postępy w dekarbonizacji, od tych wciąż silnie polegających na gazie w produkcji energii elektrycznej. Pokazuje to poniższy wykres.

Na wykresach widać które kraje poczyniły postępy w dekarbonizacji. Wyraźnie odróżniają się od tych wciąż silnie polegających na gazie w produkcji energii elektrycznej. Najtrudniejsza sytuacja panuje we Włoszech, gdzie gaz dyktował ceny prądu przez aż 89 proc. godzin w dotychczasowym przebiegu 2026 roku. Włochy są również silnie uzależnione od dostaw z Kataru. Stamtąd właśnie w pierwszej połowie 2025 roku pochodziło aż 36 proc. ich importu LNG.
Na przeciwnym biegunie znajduje się Hiszpania, która skutecznie przeprowadziła do separacji cen gazu od energii elektrycznej. W tym kraju gaz wpływał na ceny rynkowe jedynie w 15 proc. godzin w 2026 roku. Dzięki temu średnie ceny prądu w Hiszpanii pozostały poniżej kosztów generacji z gazu. Taki stan rzeczy czyni hiszpański rynek jednym z najbardziej odpornych w UE. Niemcy i Holandia plasują się pośrodku tego zestawienia, z wpływem gazu na poziomie odpowiednio 40 i 42 proc.
Wnioski na przyszłość
Wnioski z raportu są jasne. Konieczne jest przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii, magazynowania prądu oraz elektryfikacji. To jedyna droga do zbudowania systemu odpornego na geopolityczne wstrząsy.
Czy wojna na Bliskim Wschodzie skłoni kraje europejskie do przyspieszenia odchodzenia od paliw kopalnych? – Przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii w nadchodzących latach byłoby strategicznym wyborem wzmacniającym odporność Europy – odpowiada analityk Ember.
Za przykład Rosslowe podaje właśnie Hiszpanię.
– Boom na OZE w tym kraju od czasu ostatniego kryzysu osłabił związek między cenami gazu a cenami energii elektrycznej, dzięki czemu Hiszpania ma dziś jedne z najniższych cen energii w Europie – zauważa Rosslowe.
Wciąż jednak pozostaje wiele do zrobienia poza sektorem elektroenergetycznym. Większość importowanych paliw kopalnych zużywana jest w transporcie, ogrzewaniu i przemyśle.
– Na szczęście – w porównaniu z poprzednim kryzysem – czyste technologie w tych obszarach są dziś tańsze i gotowe do zastępowania paliw kopalnych, od pomp ciepła po samochody elektryczne. Połączenie czystej, krajowej produkcji energii elektrycznej z elektryfikacją może uchronić Europę przed kolejnymi kryzysami związanymi z paliwami kopalnymi – uważa Rosslowe.
- Czytaj także: 285 mln dolarów dziennie. Tyle Rosja zarabiała na sprzedaży ropy do Europy w 2021 roku
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Azulblue



















