Wymienili kopciuchy i grzeją się prądem. „Z trudem wiążemy koniec z końcem”

33
0
Podziel się:

Po tym, jak premier Mateusz Morawiecki zaprezentował pomysł kolejnej tarczy, tym razem „solidarnościowej”, do redakcji SmogLabu odezwali się zaniepokojeni czytelnicy. Eksperci wyliczają, że na lodzie może zostać nawet milion polskich gospodarstw. W tym takie, które wykorzystują energię elektryczną do ogrzewania.

Nowy pomysł rządu to gwarantowana cena prądu do limitu 2000 kWh rocznie. Nieco więcej, bo 2600 kWh, otrzymają osoby z niepełnosprawnością, rodziny wielodzietne i rolnicy. Nie wiadomo dlaczego akurat takie wartości przyjęli politycy PiS. Szczegółów nie przedstawiono, a na kolejnej już konferencji prasowej nie padła nawet konkretna data.

Przyjęty limit oznacza, że bez realnego wsparcia zostanie przynajmniej 740 tys. gospodarstw domowych, które według danych GUS wykorzystują energię elektryczną do ogrzewania domów zimą. Do tej liczby trzeba dodać wszystkich, którzy korzystają z pomp ciepła. Według Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków takich osób jest blisko 260 tys. To daje około miliona polskich domostw, które polegają na prądzie w zimowe dni.

– Pominięcie tej grupy postawi w ciężkiej sytuacji milion gospodarstw domowych, których w najbliższym sezonie grzewczym nie będzie stać na ogrzanie swoich mieszkań – przekonuje Polski Alarm Smogowy (PAS) w apelu do premiera Morawieckiego. PAS proponuje zwiększenie limitu objętego osłoną dla tych, którzy wykorzystują energię elektryczną do ogrzewania o dodatkowe 4000 kWh/rok. Ale, jak ustaliliśmy, nawet to nie rozwiąże problemów tych, którzy porzucając kopciuchy przerzucili się na ogrzewanie prądem.

Jeden z pokoi w mieszkaniu pani Barbary z Krakowa fot. Maciej Fijak

„Nie chcemy czekać, aż dzięki działaniom rządu zamarzniemy”

– Oszczędzam. Jestem świadoma swojego zużycia prądu. Jednak są pewnie okoliczności, jak zdrowie, wiek czy temperatura na zewnątrz, które wymagają, aby mieszkanie było choć trochę ogrzane. Żeby na starość nie chodzić po domu w czapce, szaliku i pod kocem – mówi pani Barbara Kotlarska z Krakowa. – Nie chcemy czekać, aż dzięki działaniom rządu zamarzniemy – przekonuje, gdy odwiedzamy ją w mieszkaniu na krakowskim Podgórzu.

Podczas wizyty pani Barbara (85 l.) pokazuje nam swoje rachunki za zeszły rok. Od czerwca do listopada 2021 r. suma na rachunku pokazuje 2235 kWh. To głównie miesiące letnie. W takim razie jak było zimą? Tylko w okresie grudzień 2021 – maj 2022 wyniosło ono 6884 kWh. To daje ponad 9000 kWh rocznie.

– Mam zrujnowany kręgosłup. Przez lata nosiłam węgiel do tych pieców, które były w domu. To obciążenie, ta praca, tak się na mnie odbiły. Wymiana ogrzewania węglowego na elektryczne była także tym spowodowana – mówi nam krakowianka podczas oprowadzania po swoim mieszkaniu. Węglowe piece kaflowe zmieniono na akumulacyjne. – W tym piecu są trzy grzałki. Nigdy nie była włączona więcej niż jedna i to na pierwszy stopień mocy – opisuje swoje oszczędne grzanie pani Barbara. – Nie mogę grzać więcej niż jedną. To byłby taki koszt, że poległabym przy płaceniu rachunków. Jedziemy całą zimę na tej jednej grzałce – mówi nam podczas odwiedzin.

Mieszkanie pani Barbary ma 65 m2. Zimą część mieszkania jest wyłączana z użytku. Drzwi wejściowe osłania porządna kotara, aby izolować chłód z klatki schodowej. Grzania nie ma także w przedpokoju, toalecie i kuchni. Dodatkowy piec akumulacyjny z cegłą szamotową ogrzewa jeden z małych pokoi. Okazyjnie, wyłącznie podczas nocnej – korzystniejszej taryfy, dodatkowy piec olejowy dogrzewa korytarz między pokojami, a kuchnią. Aby dało się do niej rano wejść podczas dużych mrozów. – On robi tyle, że jest tu 14-15 stopni. Gdyby nie to – to byłoby 12 – wylicza nasza rozmówczyni.

„Jak przyjdzie mroźna zima, to będzie kaplica”

– Zimą jest w pokoju 18 stopni. Czasem nawet mniej. Ostatnia zima nie była sroga, ani długotrwała. Bardziej oszczędzać energii się nie da. Propozycję rządu oceniam jako głos ludzi, którzy nie mają pojęcia o czym się wypowiadają. Za to, że chcieliśmy dobrze dla siebie i dla otoczenia – dostajemy po głowie. Limit wsparcia 2000 kWh, w przypadku mieszkań, z ogrzewaniem elektrycznym nie rozwiązuje sprawy. Jeśli przyjdzie mroźna zima, to będzie kaplica – mówi nam pani Barbara.

Nie jest to jedyny głos w sprawie. Do redakcji dotarł list ze wsi Świnna obok Żywca. – Słysząc ostatnie doniesienia w sprawie cen energii elektrycznej, przeraża nas informacja, że gospodarstwa domowe będą miały limity dostępnych kWh na zużycie po „starych” cenach, a powyżej tego zużycia, cena prądu będzie bardzo wysoka. Jak w powyższej sytuacji, znajdą się rodziny takie jak nasza, które zdane są na ogrzewanie tylko elektryczne? – pytają państwo Aleksander i Urszula Laszczakowie.

Trzyosobowa rodzina ogrzewa dom o pow. 100 m2 panelami na podczerwień. W przeciwieństwie do okolicznych gmin, w miejscu zamieszkania Laszczaków nie było możliwości ubiegania się o korzystną dotację na panele fotowoltaiczne. – Koszt 40 tys. zł za fotowoltaikę przekracza nasze możliwości. Tylko w styczniu 2022 r. państwo Laszczakowie zużyli ponad 3600 kWh, czyli ponad 1000 więcej niż zapowiedział premier w skali roku (rodzina wychowuje syna z niepełnosprawnością dlatego zapowiedziany limit ma wynieść 2600 kWh). W lutym było to ponad 2800 kWh, w marcu 2500 kWh, a w miesiącach letnich między 400 a 500 kWh. To oznacza, że średnio w najzimniejszym okresie rodzina zużywa więcej prądu w przeliczeniu na jeden miesiąc, niż wyniesie rządowe wsparcie przewidziane w skali roku.

Akumulacyjny piec kaflowy. W środku zamiast węgla – grzałki elektryczne. Z trzech działa tylko jedna, aby oszczędzać energię. fot. Maciej Fijak

„Z trudem wiążemy koniec z końcem”

– Syn wymaga 24-godzinnej opieki. Nie możemy podjąć dodatkowej zarobkowej pracy, więc zapowiedź drastycznych podwyżek cen energii nas przeraża. Już przy obecnych cenach energii z trudem wiążemy koniec z końcem – pisze rodzina spod Żywca, która pyta, jak rząd pomoże osobom w podobnej sytuacji.

Wszystko wskazuje na to, że rządzący najpierw przedstawili swoje pomysły, a dopiero potem pomyśleli o ich konsekwencjach i praktycznym wymiarze. Biorąc pod uwagę sytuację pani Barbary z Krakowa czy państwa Laszczaków spod Żywca oferowana pomoc jest kroplą w morzu potrzeb dla osób, które nie korzystają z trujących kopciuchów. Przyjmując ceny prądu (zakup i dystrybucja brutto) na poziomie 2,31 za kWh pani Barbara zapłaci nawet 20 tys. zł rocznie, a wspomniana 3 osobowa rodzina podczas okresu zimowego nawet 5 tys. jednego miesiąca.

To pokazuje, że rządzący muszą punktowo wspierać tych, którzy porzucając węgiel oparli swoje bezpieczeństwo o prąd. I nie trzeba do tego kolejnych programów przeznaczonych dla wszystkich. Być może nauczeni na własnych błędach politycy w końcu przedstawią efektywny program pomocowy dla najbardziej potrzebujących.

Ogrzewasz się prądem?
Napisz do autora:
[email protected]

Podziel się: