Inwestor z jednym funtem chce postawić 12 pięter na stawach pod Warszawą [REPORTAŻ]

171
0
Podziel się:

Walory turystyczno-rekreacyjne przyciągają mieszkańców miast spragnionych czystego powietrza i spokoju – brzmi tekst powitalny na stronie gminy Żabia Wola. Do centrum stolicy jest 36 kilometrów. Według urzędu Żabia Wola należy do »zielonych ekologicznych gmin« naszego kraju. Jest jeszcze jeden powód do dumy. Jak czytamy na oficjalnej stronie teren Gminy jest w 100 procentach objęty miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który jest sukcesywnie aktualizowany. To właśnie planowane aktualizacje budzą niepokój mieszkańców, szczególnie po zmianach sugerowanych przez inwestora z Wysp, który dysponuje kapitałem założycielskim w wysokości jednego funta.

Urokliwie nazwana gmina liczy ponad 10 tysięcy hektarów, z czego zdecydowana większość to użytki rolne i tereny zielone. Piękny teren z intensywnie pachnącymi lasami mieszanymi, gęsto pokryty mokradłami. Przed 1830 rokiem na terenie wsi znajdowały się fabryki tkanin, a dawni mieszkańcy trudnili się wyrabianiem płótna i sukna. 100 metrów materiału z Grzegorzewic dostał sam Tadeusz Kościuszko, aby uszyć mundury swoim wojskowym. W zielonej enklawie mieszają się napływowi, którzy uciekli od zgiełku stolicy z mieszkającymi tu z dziada pradziada. Jest swojsko i sielankowo, dla każdego wystarczy miejsca. Przez „Żabią” płynie rzeka, o której śpiewały Elektryczne Gitary – Pisia Gągilina (pisa ze staropruskiego to ciek wodny lub płynąca woda).

Pisia zasila atrakcję regionu – znajdujące się w Grzegorzowicach (gm. Żabia Wola) Stawy Grzegorzowice. Te są ostoją wodnego ptactwa, co możemy wyczytać w miejskich dokumentach. O nich będzie później. Nad Stawami znajduje się najpopularniejsze miejsce w okolicy: Wodna Osada – Grzegorzewice. Czym jest osada? Woda, słońce i plaża, 80 hektarów wody, zaledwie 25 minut od Warszawy – można przeczytać na stronie przedsiębiorstwa. Z kolei ze strony na Facebooku czytelnik dowie się, że Osada to łowisko wędkarskie pod Warszawą. Oferuje świeże ryby, a jej motto brzmi: od wschodu słońca – zawsze w zgodzie z naturą. I rzeczywiście – wędkować można od 7 rano aż do zmierzchu.

Stawy Grzegorzowice w gminie Żabia Wola fot. Maciej Fijak

Żabia Wola zmienia plany

Na oficjalnej witrynie gminy, w zakładce Przyroda również przeczytamy o zbiornikach wodnych: obejmują powierzchnie ok. 80 ha i utworzono tutaj gospodarstwo rolno-rybackie » EKOFARM – GRZEGORZEWICE « . To właśnie wspomniana wcześniej osada rybacka. Z sielankowej wycieczki nad Stawami przenieśmy się do urzędu gminy.

Piotr Rybka, wójt gminy obwieścił w lipcu 2020 roku: przystępujemy do zmiany Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Żabia Wola. To efekt podjętej przez Radę Gminy uchwały z czerwca tego samego roku. Zmiany dotyczą jedynie niewielkiego obszaru, który znajduje się we wspomnianej wcześniej w miejscowości Grzegorzewice. Mają dotyczyć przede wszystkim obszaru Stawów. Podobno pojawił się światowej klasy inwestor, który chce budować tu centrum filmowe.

Czym jest Studium? W dużym uproszczeniu jest to lokalna konstytucja planowania przestrzennego. Oficjalny dokument, na bazie którego powstaje prawo miejscowe, czyli miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Plany te muszą być zgodne ze Studium, inaczej można je zaskarżyć do Sądu. To właśnie ten dokument definiuje co, gdzie i na jakich zasadach można wybudować.

Prawo zapewnia możliwość udziału w takim procesie mieszkańców. Ci mogli składać do aktualizacji Studium swoje uwagi. Złożyli ich ponad 300 – informuje nas Magdalena Kowalik z urzędu gminy. Dotyczyły głównie kwestii zielonych i w dużej mierze sprzeciwiały się planowanej inwestycji. Można je było składać do 27 września 2021 roku. Do dziś (25 kwietnia 2022 roku) nie zostały przez wójta Rybkę rozpatrzone.

Stawy Grzegorzowice

Wróćmy nad stawy. Niecałe dwa lata temu lokalną społeczność obiegła smutna informacja. W sobotę 15 sierpnia 2020r., przestało bić zmęczone serce założyciela Wodnej-Osady Jerzego Deca – czytamy w mediach społecznościowych łowiska. Pan Jerzy w komentarzach jest wspominany bardzo ciepło. Jeden zostawiła pani Magada: Pana Jerzego poznałam jako 9 letnia dziewczynka. To było w mroźny dzień gdy karczowaliśmy z tatą gąszcz drzew, którym zarosła rybaczówka. Był chyba 1996 rok. Był moim pierwszym szefem. Zatrudniał mnie w każde wakacje, aż do matury. Doceniał ciężką pracę, zaangażowanie, inicjatywę. Zawsze gotowy wysłuchać, nie pozostawał obojętny – kończy pani Magda.

Dzwonię na podany w sieci numer. Chcę sprawdzić czy właściciele wiedzą coś o inwestorze, planach budowy centrum filmowego i jak zapatrują się na zmianę Studium. W końcu to oni muszą zgodzić się na sprzedaż terenu, jeśli inwestycja ma powstać. Wita mnie kobiecy głos. Przedstawiam się i wyjaśniam w jakiej sprawie dzwonię. Słyszę jedynie pospieszne do widzenia i urwany sygnał połączenia. Na koniec wysyłam jeszcze wiadomość tekstową z prośbą o komentarz i wyjaśnieniem, że chcę dać szansę odpowiedzi na podnoszone przez lokalną społeczność argumenty. Odpowiedź nigdy nie przyszła.

Gdy przyjeżdżam do Grzegorzewic w kwietniu 2022 roku przed Osadą zaparkowane jest jedno auto, a na tablicy informacyjnej widzę pożółkłe menu. Podstawowym daniem oczywiście ryba. Karpie, liny, szczupaki i sandacze. Stawy są podzielone na osobne zbiorniki. Wodę z malowniczej rzeki rozdziela system zbudowanych jeszcze w latach 60. urządzeń technicznych. Puste zbiorniki wkrótce powinny zapełnić się wodą z narybkiem, pozostałe są wypełnione wodą. Akurat nie ma wiatru, w błękitnej tafli odbija się słoneczne niebo. Kaczki i łabędzie sporadycznie dają o sobie znać, a w powietrzu unosi się zapach palonego drewna.

Wodna Osada Grzegorzewice w gminie Żabia Wola – baner reklamowy fot. Maciej Fijak

Wójt Rybka

Gminą Żabia Wola rządzi Piotr Rybka. Gdy mieszkańcy wybrali go na to stanowisko w 2018 roku miał 37 lat. W pierwszej turze wyborów łeb w łeb szedł z Haliną Wawruch, która pokonała go 26 głosami. Oboje zyskali niewiele ponad 1300 głosów. Druga tura odwróciła kolejność. Rybka wygrał o włos. Różnica to jedyne 53 głosy.

Z wójtem Rybką rozmawiam w grudniu 2021 roku. Chcę dowiedzieć się, kto stoi za potężnymi planami inwestycyjnymi i jak na wnioski zaniepokojonych ludzi odpowie głowa gminy. Sąsiedzi stawów w przesłanym stanowisku pisali, że obawiają się powtórki ze Stobnicy. Tam w okolicy Puszczy Noteckiej powstaje kuriozalna inwestycja. Zamek w środku lasu, tuż przy obszarze Natura 2000, sięgający miejscami 50 metrów wysokości.

Lokalni działacze zarzucają też, że dostęp do materiałów jest utrudniony i owiany aurą tajemnicy. Zdaniem mieszkańców dopuszczono się „rażącej niegospodarności”, ponieważ publiczne środki wydawane na dokument służący jednemu inwestorowi. Według ich relacji, inwestor nie przedstawił żadnych dowodów na swoją wypłacalność.

„To nie jest tak”

Łączymy się online. Włodarz gminy jest pewny siebie, momentami próbuje odwrócić role i zadawać mi pytania. Zanim odpowie w sprawie stawów, serwuje mi krótki wykład z funkcjonowania samorządu. Pytam go wprost o wspomniane zarzuty mieszkańców.

To nie jest tak. Tutaj ktoś interpretuje pewne rzeczy, natomiast to nie funkcjonuje tak, jak tutaj pan przeczytał. My nie możemy dla każdego miejscowego planu wykonywać najpierw jakiegoś referendum, czy mieszkańcy sobie tego życzą, żebyśmy to zrobili, czy nie. Wykonujemy plany zgodnie ze sztuką. Od zawsze funkcjonują pewne standardy i utrzymujemy te standardy – mówił samorządowiec w grudniowej rozmowie* Nie był jednak w stanie odpowiedzieć, jak ustosunkuje się do uwag mieszkańców. Ani ile czasu zajmie rozpatrzenie tych uwag. Tłumaczył to złożonością sprawy i małą liczbą pracowników.

Gdy pytam o to, czy uważa, że należy chronić tak cenne tereny, którymi gmina chwali się w swoich folderach reklamowych odpowiada wymijająco. Mamy fachowców z instytucji krajowych od środowiska, którzy się na tym znają i powinniśmy bazować na fachowcach, a nie na swoim amatorskim i subiektywnym odczuciu – stwierdza.

Budynek urzędu gminy Żabia Wola fot. Maciej Fijak

Naruszenie korytarzy ekologicznych

Zachęcony przez Rybkę sprawdzam zatem co mówią wspomniani fachowcy. Za wykonaną ocenę oddziaływania na środowisko proponowanych zmian odpowiada mgr Wojciech Zaczkiewicz. Do autora prognozy dzwonię pod koniec lutego 2022 roku. Magister Zaczkiewicz potrzebuje chwili, aby odszukać dokumenty. Od ich powstania minął bowiem ponad rok. Podkreśla, że z punktu widzenia ochrony przyrody lepiej jest tak, jak było. Z punktu widzenia gminy liczy się z kolei rozwój okolicy. Fachowiec wskazuje, że na warunki przewietrzania terenu i naświetlenie, planowana inwestycja będzie miała bardzo duży wpływ. Niepokojące są także zaburzenia w stosunkach wodnych oraz oddziaływanie na przyległe tereny.

W dokumencie ze stycznia 2021 roku znajduję zapisy, o których mówi jego autor. Należy przewidywać, że zmiany położenia zwierciadła wód gruntowych nie obejmą wyłącznie obszaru objętego zmianą studium, mogą mieć większy zakres i mogą swym zasięgiem objąć najbliżej położone terenu opracowania obszary przyrodnicze prawnie chronione (rezerwat przyrody oraz obszar chronionego krajobrazu). Oprócz tego realizacja planów niekorzystnie wpłynie na szatę roślinną w dolinie rzeki. Ekspert wskazuje także na wspomniane już zaburzenie stosunków wodnych, zwiększenie hałasu i powstanie barier naruszających ciągłość lokalnych ekosystemów. Ponadto zmieni się klimat lokalny. ucierpi różnorodność biologiczna, a miejscami degradacji ulegną gleby.

Wszystko to znajduje się w zamówionym przez gminę dokumencie.

„Ja je mam, ale dla siebie”

Wójt Rybka tłumaczy, że cała procedura została wszczęta na wniosek potencjalnego inwestora. Jednak o szczegóły trudno się doprosić. Włodarz gminy Żabia Wola podaje jedynie nazwę „Pleograf” i informuje o poważnych planach „Pleaografu”. Firma wynajęła największe w kraju międzynarodowe korporacje, które zajęły się dokumentacją. Bardzo wysoki standard współpracy. Pod tym względem jestem mile zaskoczony – mówi wójt Rybka. Dopytuję konkretnie o rolę wspomnianych korporacji w całym procesie.

Dowiaduję się, że chodzi o master plan, koncepcję i wizualizacje. Prezentacja była przedstawiona na otwartym spotkaniu w Radzie Gminy. Została udostępniona zarówno Radzie jak i mi, z warunkiem, że firma zastrzega sobie, aby dokumentów nie udostępniać dalej. Ja je mam, ale dla siebie. Nie mam praw do udostępnienia – mówi wójt.

Okazuje się, że firma zarejestrowana jest w Londynie. Jej adres to 112 Edith Grove, tuż nad Tamizą w dzielnicy Chelsea. Kilkanaście metrów dalej, pod numerem 102 znajduje się pierwsze londyńskie mieszkanie Rolling Stonesów, gdzie nagrywali wczesne kawałki.

Siedziba firmy Pleograf w Wielkiej Brytanii fot. Google Maps

Inwestor z Wysp

Według brytyjskiego rejestru firm kapitał zakładowy wspomnianej działalności wynosi 1 funt brytyjski. Spółka została zarejestrowana w marcu 2019 roku i miała już trzech dyrektorów. Pierwszym był Andrzej Swoboda, przedstawiający się jako producent. Następnie w lutym 2021 roku dowodzenie przejęła Izabela Rajkiewicz ze stanowiskiem projekt menadżera. Najświeższa zmiana to 11 kwietnia 2022 roku. Dyrektorem Pleografu zostaje Jakub Cuman. W dokumentach rejestrowych określony jako producent filmowy. Według Encyklopedii Teatru Polskiego wyreżyserował jeden spektakl telewizyjny oraz trzy słuchowiska radiowe. Ostatnie w 2019 roku. Bezskutecznie próbowałem skontaktować się z założycielem firmy.

O sprawę pytam Sieć Obywatelską Watchdog Polska. Szymon Dubiel z tej organizacji wskazuje: Ukrywanie takich dokumentów działa na niekorzyść władz publicznych, bo to samo z siebie rodzi zastrzeżenia. Szczególnie wobec zagranicznej spółki o kapitale zakładowym jednego funta brytyjskiego. To oczywiście nie znaczy, że to musi być coś niezgodnego z prawem. Jednak działanie na zasadzie sekretności nasuwa podejrzenia.

W Polsce jedyny ślad po firmie to doniesienie medialne z września 2021 roku. Robert Mikulski, radca prawny i partner zarządzający w kancelarii Brillaw by Mikulski & Partners reprezentujący Pleograf Studio wypowiada się w nim w imieniu potencjalnego inwestora. Jednak gdy dzwonię do kancelarii sekretarka informuje mnie, że wypowiedź nie była autoryzowana, a firma nie reprezentuje Pleografu. Nie dostaję też odpowiedzi na prośbę o przekazanie kontaktu do spółki.

„Niepokojące zjawisko”

Ekspert prawny z Watchdog Polska uważa, że nie ma podstaw do utajniania dokumentów. Do jednego z zadań gminy należą kwestie ładu przestrzennego. W związku z tym, że jest to zadanie publiczne to takie dokumenty podlegają udostępnieniu. Z samego faktu, że inwestor jest podmiotem prywatnym nie wynika, że te obowiązki zanikają. Jeżeli władze dostają materiały od podmiotów prywatnych, które dotyczą zadań publicznych to one muszą być udostępnione na podstawie dostępu do informacji publicznej – podkreśla.

Według Dubiela jedno publiczne spotkanie nie usprawiedliwia odmowy dostępu do dokumentów. Z ustawy jasno wynika, że każda informacja, która nie jest dostępna w biuletynie informacji publicznej musi być udostępniona na wniosek. Szczególnie, że spotkanie było w konkretny dzień i nie każdy mógł brać w nim udział – wyjaśnia.

Chcę poznać więcej lokalnego kontekstu. Zwracam się do radnego z Żabiej Woli. Krzysztof Marczewski przypomina, że zmiana tego dokumentu na wniosek nie jest powszechną praktyką. Pełne koszty procedur planistycznych ponosi zawsze samorząd. Bardzo wielu mieszkańców wnioskuje do Wójta o zmiany w miejscowych planach zagospodarowania, przeważnie w kierunku przekształcenia gruntów rolnych w budowlane, dla zabudowy mieszkaniowej. Wnioski są odrzucane, a koronnym argumentem jest brak odpowiednich zapisów w studium właśnie. W moim odczuciu jest to bardzo swoisty precedens. Zjawisko to jest, z mego punktu widzenia, bardzo niepokojące i niewłaściwe – pisze w odpowiedzi na moje pytania.

Stawy Grzegorzewice w gminie Żabia Wola fot. Maciej Fijak

12 pięter zamiast stawów?

Według wójta Rybki to Pleograf wnioskował o 40 metrową zabudowę, jednak taki zapis nie musi być uwzględniony. Problem w tym, że rozstrzygnięcia administracyjnej procedury wciąż nie ma.

Radny Marczewski mówi mi, że taka propozycja nie znajduje akceptacji wśród mieszkańców. Plan dopuszczający zabudowę w wysokości 40 metrów w ogóle nie wpisuje się w lokalny krajobraz. Nawet w wyznaczonych strefach inwestycyjnych naszej gminy nie widnieją takie zapisy. Pomysł jest w 100% niebezpiecznie odstający od charakteru naszej gminy, niezgodny z opracowaniem strategii rozwoju i odmienny w pełnym wymiarze od oczekiwań mieszkańców – zaznacza. I dodaje, że koncepcja zaprezentowana przez Pleograf w maju 2020 roku nie przedstawiała żadnych szczegółów urbanistycznych w formie opisowej, a jedynie w formie „dość niewyraźnej wizualizacji”. Na tamtym etapie nic nie zwiastowało takiego tworu, jaki został zapisany w projekcie studium. Czuję się oszukany i zmanipulowany – mówi lokalny samorządowiec.

Wspomniany wcześniej Szymon Dubiel wskazuje konieczne do zaistnienia przesłanki, które mogą ograniczyć prawo do informacji publicznej. Jednym z takich ograniczeń jest tajemnica przedsiębiorstwa. Są to informacje, które przedsiębiorca może zastrzec. Może to być na przykład jakaś receptura. Sądy administracyjne definiują to tak, że muszą być spełnione dwie przesłanki. Formalne, czyli gdy przedsiębiorca podejmuje czynności wskazujące, że chce zachować poufność danej informacji. Drugą kategorią są przesłanki materialne. Przedsiębiorca musi wykazać, że ma nie tylko chęć objęcia tajemnicą danej kwestii, ale także interes, aby pewnych rzeczy nie ujawniać. Moim zdaniem, wójt który dostał dokument od inwestora nie może powiedzieć, że umówiliśmy się z inwestorem, że nie będziemy tego udostępniać. Wójt powinien zbadać, czy sprawa spełnia te przesłanki i dopiero wtedy może w drodze decyzji administracyjnej podjąć taką decyzję – analizuje ekspert prawny Sieci Obywatelskiej.

Co na to sąsiedzi?

Wybieram się na wycieczkę po okolicy. Tuż obok Osady znajduje się Pałac w Grzegorzewicach. Imponującą posiadłość w zaprojektowana klasycystycznym stylu, której dobre czasy dawno minęły. Pałac zbudowano w połowie XIX wieku. Kupił go profesor chirurgii Alfred Meissner. Znajduje się w nim 29 pokoi mieszkalnych, otoczony dzikim parkiem, jest pod opieką konserwatorską i podobno wrócił w ręce spadkobierców Meissnera.

Spotkani mieszkańcy niechętnie komentują pomysł na zmianę studium. Twierdzą, że nie chcą podpaść ani dzisiejszemu właścicielowi stawów, ani wójtowi Rybce. Zatrzymuje się przy jednej z bocznych dróg, mężczyzna w średnim wieku pracuje w przydomowym ogrodzie. Początkowo nie chce rozmawiać, ale po chwili, gdy dołącza jego sąsiadka stwierdza, że jest przeciwny inwestycji. Według niego w całej sprawie reprezentuje się interes jednej osoby, a za wszystkim stoją duże pieniądze. Sąsiadka przytakuje.

Ostatnie promienie słońca padają na tafle Stawów w Grzegorzowicach. Pakując się w drogę powrotną do Krakowa spotykam mężczyznę w sile wieku. Przez kolejną godzinę będzie moim przewodnikiem po rozlewisku.

Krajobraz stawów w Grzegorzewicach fot. Maciej Fijak

Mówię o planach na centrum filmowe. Nie wolno. To by wycięli? To ma iść w niwecz?! Proszę popatrzeć. To były niewielkie sadzonki – wskazuje na rosłe świerki pośrodku terenu. Idziemy wzdłuż zbiorników. Mój Przewodnik pracował przy stawach w latach 80, za czasów poprzedniego gospodarza. Najwięcej uwagi i szacunku poświęca urządzeniom technicznym. Te zapewniają dopływ wody z rzeki do oddzielonych od siebie stawów. Wszystko jest regulowane za pomocą praw fizyki i ręcznego zamykania poszczególnych przepływów.

Kojący spacer po stawach

Boże kochany. Tu były porozstawiane stawidła. Teraz to wystarczy tylko odbudować. Czego pan się boi? – uśmiecha się Przewodnik, gdy podchodzimy grząskim gruntem do wody. Pytam dlaczego jeden ze zbiorników jest pusty. To na lipcówkę, po wycierach. Tu powinno się wychować miliard narybku. Powoli, niech pan patrzy. Kaczuszka jest. Ona tu sobie gniazdo zrobi – wskazuje. A tam dalej proszę zobaczyć, ile kaczek na grobli. Gdy zachwycam się krajobrazem, szybko przywołuje mnie do pionu. Jak to ładnie?! To jest normalnie. Tu był zrobiony jaz. To jest woda, która napływa. O! A ten rów powinien być drożny. Tutaj są upusty, żeby ustawić wodę, żeby było w porządku. Na uszach stanę, jeśli tu coś będą chcieli zrobić – mówi Przewodnik.

Jako gospodarz to był dusza, nie człowiek – wspomina Przewodnik z sentymentem pana Jerzego. Nad głowami lata nam drapieżny ptak. Ludzie to wszystko wozami nawieźli – wskazuje na stawy. Na chwilę milknie, po czym mnie przeprasza, wsiada na rower i odjeżdża.

* Cytowane fragmenty wypowiedzi Piotra Rybki nie zostały autoryzowane. Po wielu miesiącach oczekiwania na rozpatrzenie uwag mieszkańców do zmiany studium postanowiliśmy opublikować materiał. Wypowiedzi do autoryzacji zostały wysłane 28 marca 2022 roku. W odpowiedzi z 1 kwietnia 2022 roku, Magdalena Kowalik z Urzędu Gminy napisała, że wójt ustosunkuje się do przesłanych wypowiedzi w terminie do 14 dni, ze względu na „liczne obowiązki”. Do 24 kwietnia roku odpowiedź z urzędu nie przyszła.

Czytaj również: Krzywaczka obok Krakowa. „Nie dam rady ani żyć, ani pracować, ani nawet spać”

Podziel się: