Czy śnieżna i mroźna zima sprawiają, że globalne ocieplenie przestało istnieć? Należy pamiętać, że Polska i Europa to tylko ułamek świata. Ocieplenie planety o 1,5 st. C to perspektywa coraz bardziej realna i bliska. Możemy oczywiście wypierać tę rzeczywistość, mówiąc, że „zimę mamy, jak w PRL-u”. Problem w tym, że pogoda to nie klimat, a rok dopiero się zaczął.
Według opublikowanego w ubiegłym roku raportu pt. „Wskaźniki globalnej zmiany klimatu 2024” ilość ciepła zatrzymywanego w atmosferze z powodu spalania paliw kopalnych nadal rośnie. To prowadzi do wzrostu temperatur na całej planecie. Choć teraz jest bardzo zimno, to konsekwencje w postaci upałów i niszczycielskich burz do nas przyjdą. A śnieg? Tak duże opady, jak obecnie nad Polską, również są efektem ocieplającego się klimatu.
Cieplejsze oceany to więcej pary wodnej. Z kolei większa ilość pary wodnej przekłada się na większe opady. Co więcej, ambitny cel paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku – ograniczenie ocieplenia do 1,5 st. C – jest na skraju przekroczenia. Co to oznacza? SmogLab zapytał o to ekspertów.
Za dwa lata stracimy ostatnią szansę
– Raport jest coroczną aktualizacją kilkudziesięciu kluczowych parametrów dotyczących globalnego ocieplenia. Jednym z nich jest tzw. pozostający budżet węglowy, który mierzy ilość CO₂ wyemitowanego od początku epoki przemysłowej oraz poziom globalnego ocieplenia związany z całkowitą emisją tego gazu – mówi pytany przez SmogLab Piotr Florek z Fundacji Edukacji Klimatycznej.
Nad raportem pracowało ponad 60 naukowców z całego świata, którzy co roku publikują analizę kluczowych wskaźników ocieplenia planety, takie jak emisje CO₂, metanu i innych gazów cieplarnianych. Wyniki te są potem wykorzystywane w raportach Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), wiodącego międzynarodowego organu naukowego. IPCC publikuje raporty będące podstawą światowych negocjacji klimatycznych, znanych jako Konferencje Stron (COP).
Raport stwierdza, że nasz klimat został wytrącony z naturalnej równowagi. Ta równowaga oznaczała zerowy bilans obiegu węgla w atmosferze – sytuację, gdy Ziemia pochłania tyle CO2, ile dostaje się do atmosfery. Od wielu dekad ten stan już nie istnieje, a w ostatnich latach problem tylko się nasilił, wymuszając dalszy wzrost temperatur.
W 2024 roku przekroczony został limit 1,5 st. C. Stało się to jednak na skutek oscylacji ENSO, która wymusiła dodatkowy wzrost temperatur. Przypomnijmy, że ENSO to oscylacja południowa, która wpływa na stan atmosfery i oceanu. Faktyczny wzrost, po uwzględnieniu naturalnych wahań, wynosi 1,24 st. C.
- Czytaj także: Raport IPCC: Możemy zatrzymać ocieplenie u progu 1,5 st. Celsjusza. „Teraz albo nigdy”

Budżet na wyczerpaniu
Biorąc pod uwagę zebrane dane, autorzy raportu stwierdzają, że za niecałe trzy lata stracimy szansę na utrzymanie globalnej temperatury poniżej 1,5 st. C.
– Z szacunków wynika, że w 2028 roku zostanie wyczerpany budżet węglowy dla globalnego ocieplenia o 1,5 st. C ponad poziomem przedprzemysłowym. Sam próg 1,5 st. C, w sensie Porozumienia paryskiego, zostanie przekroczony prawdopodobnie kilka lat później. Różnica wynika głównie z tego, że pierwszy szacunek dotyczy tylko emisji CO₂, a drugi uwzględnia także inne czynniki antropogeniczne, jak emisje metanu czy aerozoli – wyjaśnia Florek.

Według analiz pozostała ilość CO2, jaką możemy jeszcze wyemitować, to maksymalnie 320 mld ton (czyli do około 2033 roku). Daje to jednak jedynie 17 proc. szans na nieprzekroczenie limitu 1,5 st. C. W praktyce zostało nam tylko ponad 100 mld ton, czyli do 2028 roku. Nawet to nie daje gwarancji – szansa wynosi wtedy zaledwie 50 proc. Niektóre analizy pokazują, że mogliśmy już definitywnie przekroczyć ten limit.
Niewielka różnica. Fundamentalne znaczenie
Dla wielu z nas 1,5 st. C to pozornie niewiele – np. zmiana temperatury z 18 na 19,5 st. C. Ale w tym przypadku chodzi o średnią globalną w skali roku, a to zupełnie inna kategoria.
– Kiedy mówimy o 1,5 st. C, wielu osobom wydaje się, że to niewielka różnica. W końcu w codziennym doświadczeniu taka zmiana temperatury jest niemal nieodczuwalna. Ale w skali całej planety 1,5 st. C to granica, której przekroczenie prowadzi do głębokich zmian w funkcjonowaniu ekosystemów i życia ludzi. To próg ostrzegawczy, którego nieprzekroczenie jest warunkiem utrzymania względnej stabilności klimatycznej – tłumaczy dr hab. Piotr Skubała, prof. Uniwersytetu Śląskiego.
Przekroczenie tego progu oznacza dla nas daleko idące zmiany.
– Niezależnie od tego, czy nastąpi to pod koniec obecnej, czy na początku przyszłej dekady, przekroczenie progu 1,5 st. C oznacza zwiększenie ryzyka związanego z konsekwencjami zmiany klimatu, w szczególności tego, że niektóre długoterminowe skutki – jak rozpad lądolodów i wzrost poziomu morza – staną się praktycznie nieodwracalne – ostrzega Florek.
- Czytaj także: Ocieplenie o półtora stopnia już za rogiem. Powodzie we Włoszech pokazują, co to oznacza
„Natura nie zna wyjątków”
Choć do rozpadu lądolodów nie dojdzie z dnia na dzień, wzrost globalnej temperatury niemal natychmiast przełoży się na inne konsekwencje.
– Dla Polski oznacza to coraz częstsze i dotkliwsze fale upałów, które szczególnie uderzą w osoby starsze, dzieci i mieszkańców miast. Oznacza to susze zagrażające rolnictwu, a więc i bezpieczeństwu żywnościowemu. To także powodzie błyskawiczne oraz nawałnice niszczące infrastrukturę i poczucie bezpieczeństwa w naszych społecznościach. Polacy odczują to również poprzez wzrost cen żywności, wody i energii, bo zmiany klimatyczne zawsze mają swój wymiar ekonomiczny i społeczny – mówi prof. Skubała.
Według ekspertów Polski nie uratuje przejściowość naszego klimatu ani położenie w północnej Europie. Susze i tak będą występować, nawet jeśli zabraknie upałów. – Wiem, że wielu z nas myśli: Polska jest w strefie umiarkowanej, może nas ocieplenie aż tak nie dotknie. Może będzie po prostu cieplej, a my na tym skorzystamy. To złudzenie, które może nas drogo kosztować – przestrzega.
Dodaje, że najbardziej zaszkodzi nam nie sama temperatura, ale kombinacja jej skutków:
- skrajne zjawiska pogodowe,
- kryzys zdrowotny,
- presja ekonomiczna,
- utrata przyrody, która nas chroni.
Czy można się łudzić, że dramatu nie będzie? – Dramat będzie, jeśli nic nie zrobimy. I będzie on nieporównywalnie większy niż wysiłek, jaki musimy dziś podjąć, by transformować energetykę, rolnictwo czy transport. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na bierne liczenie na to, że klimat nas oszczędzi. Natura nie zna wyjątków ani ulg. Jeśli nie zmienimy kursu, Polska ucierpi równie dotkliwie, jak inne regiony świata – podsumowuje .
- Czytaj także: W Arktyce gorąco, a Polsce pogoda wraca na właściwe tory
–
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/TR STOK



















