Niebieska kora drzew i pomarańczowa woda w potoku. W Jaworznie (woj. śląskie) od lat tyka bardzo niebezpieczna bomba ekologiczna, której rozbrojenie niestety nie nastąpi szybko. Odpady zagrażające środowisku pozostawiły po sobie zakłady chemiczne.
Woda w Jaworznie (województwo śląskie) niejeden ma kolor.
W Parku Gródek, gdzie w przeszłości znajdował się kamieniołom, przybrała turkusową barwę. To efekt wysokiego stężenia węglanu wapnia. Polskie Malediwy, bo tak utarło się określać wspomniany park, są nie lada atrakcją dla przyjezdnych.
W inne miejsce Jaworzna, gdzie woda jest z kolei pomarańczowa, docierają nieliczni.
I dobrze, ponieważ potok Wąwolnica atrakcją turystyczną już nie jest, a udając się nad jego brzeg, można sobie zagwarantować metaliczny posmak w ustach i uczucie drapania w gardle. W pobliżu rosną niebieskie drzewa i ponoć przechadzają się równie niebieskie dziki. Może to brzmieć zabawnie: do momentu, w którym pozna się przyczyny tych zjawisk.
Mają związek z działalnością Zakładów Chemicznych „Organika Azot”, które w liczącym ponad 81 tys. mieszkańców Jaworznie pozostawiły po sobie blisko 200 tys. ton niebezpiecznych odpadów. To jedna z największych bomb ekologicznych w Polsce, która ma stanowić zagrożenie nawet dla samego Morza Bałtyckiego.

Szczególnie niebezpieczna substancja
– Państwowe Zakłady Chemiczne „Organika Azot”, obecnie „Organika Środowisko”, należą do najstarszych firm chemicznych w Polsce – informuje nas Marlena Rzepniewska z Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Od początku XX w. produkowały m.in. środki ochrony roślin, czyli pestycydy. – W tamtych czasach obowiązywały zupełnie inne standardy środowiskowe – twierdzą przedstawiciele Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach.
Odpady produkcyjne umieszczano w wyrobiskach po eksploatacji piasku. W dolinie potoku Wąwolnica. – Odpady płynne wypuszczano do rzeki. Oczyszczalnię ścieków uruchomiono dopiero w 1990 roku – przypominają w ministerstwie.
W inspektoracie zauważają z kolei, że pomarańczowe zabarwienie wody oraz nietypowe zmiany na korze drzew mają związek ze składowiskiem „Rudna Góra”, które należy do wspomnianych zakładów chemicznych. – To nie jest nowy problem, tylko efekt wieloletniej działalności przemysłowej – podkreśla WIOŚ w odpowiedzi na nasze pytania.

Na terenie Jaworzna, na 50-hektarowym obszarze, zgromadzonych zostało ponad 195 tys. ton niebezpiecznych odpadów. Część z nich, ok. 40 tys. ton, zawiera HCH, czyli substancję chemiczną, która była szeroko stosowana jako pestycyd. – Jest szczególnie niebezpieczna dla środowiska wodnego – twierdzą w inspektoracie.
W latach 1994-1995 przedsiębiorstwo państwowe zostało przekształcone w jednoosobową spółkę akcyjną Skarbu Państwa. Stało się tak w ramach Programu Powszechnej Prywatyzacji.
– Zakłady borykają się z problemem zgromadzonych odpadów niebezpiecznych, które negatywnie oddziałują na środowisko, a w szczególności na wody potoku Wąwolnica – informuje Marlena Rzepniewska z ministerstwa.
Potok ten przepływa przez Jaworzno i stanowi lewy dopływ Przemszy.
Prowadzą monitoring w rejonie składowiska
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach zapewnia, że sprawę zanieczyszczeń w Jaworznie ma pod kontrolą od wielu lat. – Monitoring w rejonie składowiska prowadzi akredytowany zakład Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach. Jego wyniki są przekazywane do WIOŚ i podlegają ocenie – czytamy w odpowiedziach, które nadeszły do nas z sekretariatu WIOŚ-u. Nikt personalnie nie jest pod nimi podpisany.
Dodatkowo inspektorat ma monitorować jakość odcieków ze składowiska, które po oczyszczeniu trafiają do potoku Wąwolnica. WIOŚ twierdzi, że kontrole wykazywały naruszenia przepisów. Jakie konkretnie, tego jego przedstawiciele już niestety nie precyzują.
Z przekazanych nam informacji wynika natomiast, że „pozwolenie (…) na odprowadzanie ścieków wygasło w styczniu 2025 roku”. Szczegóły w tej sprawie mają mieć Wody Polskie, ale do momentu publikacji nie odpowiedziały na nasze pytania.
W inspektoracie ochrony środowiska twierdzą, że pełne usunięcie zagrożenia oraz rekultywacja zanieczyszczonego terenu to proces nie tylko długotrwały, ale i kosztowny (konkretne kwoty nie padają). – Z tego względu wspomniany obszar został w 2013 roku włączony do krajowego programu likwidacji tzw. bomb ekologicznych i objęty wsparciem finansowym – tłumaczą nam w sekretariacie WIOŚ-u.
Konkretne działania zostały podjęte w latach 2016-2018, a stały za nimi: Urząd Miasta Jaworzna i Główny Inspektorat Górnictwa. Chodzi o budowę testowej bariery na terenie Centralnego Składowiska Odpadów „Rudna Góra”. Instalacja, jak wyjaśniają w inspektoracie, miała ograniczyć „wpływ odpadów na środowisko wodne”.

Ekobomba tyka, ale nie wybuchnie?
Na temat problematycznych i niebezpiecznych odpadów lokalne media piszą od lat. Jeden z artykułów ukazał się w 2013 roku na łamach „Dziennika Zachodniego”.
Właśnie w nim pisano o niebieskich drzewach i dzikach. „W ziemi znajduje się prawie 200 tysięcy ton chemikaliów, z których część zabarwia glebę na niebiesko. Tarzają się w niej dziki. Potem ocierają się o drzewa. Kora przybiera niebieską barwę. Może wreszcie uda się ten problem zlikwidować?” – zastanawiał się autor materiału. Dalej pisał tak:
„Jaworznickie składowisko zostało uznane przez Komisję Helsińską za poważny »gorący punkt« na mapie Europy, który zagraża ekosystemowi Morza Bałtyckiego. Ekobomba na terenie Centralnego Składowiska Odpadów w dolinie Wąwolnicy cały czas tyka”.
– Wybuchnąć jednak nie wybuchnie, chyba żeby ktoś wysadził tamten teren – komentował Marcin Tosza z Urzędu Miejskiego w Jaworznie. – Ale chemikalia cały czas wydostają się do cieków wodnych. To ogromny kłopot. Dlatego chcemy zabezpieczyć to ogromne składowisko przed kontaktem z wodami podziemnymi i gruntowymi – dodawał.
Czy ministerstwo potwierdza, że istnieje ryzyko przedostania się toksyn do Bałtyku?
Marlena Rzepniewska odpowiedziała w taki sposób: – Urząd Miejski w Jaworznie sygnalizuje istotny problem z funkcjonowaniem oczyszczalni ścieków spółki „Organika Środowisko”.
Przekazała też, że w lutym tego roku spółka została postawiona w stan likwidacji.
Powołała się również na informacje przekazywane przez inspekcję ochrony środowiska: – Z Centralnego Składowiska Odpadów „Rudna Góra” mogą być uwalniane ścieki zawierające niebezpieczne substancje, które obecnie trafiają do oczyszczalni.
Ministerstwo nie odniosło się zatem wprost do potencjalnego zagrożenia dla Bałtyku.
Urzędnicy z Jaworzna wskazują, że miejsca, w których zostały zdeponowane odpady, stanowią źródło poważnego zagrożenia dla środowiska. „Czynnikiem krytycznym jest przemywanie odpadów wodami opadowymi, powodujące wyprowadzanie szkodliwych substancji i przenoszenie ich do wód gruntowych, a dalej do sieci kanarów, Wąwolnicy, Przemszy i Wisły” – czytamy na oficjalnej stronie miasta.
Następnie jest fragment właśnie na temat Bałtyku: „Część związków zanieczyszczających wody powierzchniowe zalicza się do Trwałych Zanieczyszczeń Organicznych, stąd ich obecność rejestruje się w wodach Morza Bałtyckiego”.
Jednocześnie urzędnicy uspokajają: „Katastrofalny wpływ zanieczyszczeń nie wpływa na jakość wód wykorzystywanych do celów pitnych”.

Kompleksowa ocena środowiska
Na jakim etapie jest rozbrajanie bomby ekologicznej, która tyka w Jaworznie?
„Obecnie trwają prace nad przygotowaniem kompleksowej oceny stanu środowiska na tym terenie” – twierdzą w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Duże nadzieje są pokładane w ustawie, która dotyczy wielkoobszarowych terenów zdegradowanych. Została przyjęta dopiero kilka lat temu: w czerwcu 2023 roku. Wskazano w niej pięć lokalizacji, w przypadku których konieczna jest pilna interwencja: ze względu na zagrożenie dla ludzi i środowiska. – Wśród nich znalazły się także tereny Zakładów Chemicznych „Organika-Azot” w Jaworznie – twierdzi Marlena Rzepniewska z ministerstwa.
Według niej, mimo obowiązujących dotychczas przepisów, w wielu miejscach Polski występowały problemy z niebezpiecznymi odpadami.
– Dziś wiemy, że niektóre dawne sposoby postępowania z nimi mogą stwarzać zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi. Problem dotyczy głównie terenów po historycznych zakładach, które kiedyś należały do Skarbu Państwa. Część zanieczyszczeń powstała jeszcze przed i w trakcie II wojny światowej, a część w okresie PRL-u – wskazuje nasza rozmówczyni.
Twierdzi, że usunięcie odpadów niebezpiecznych przez lata było bardzo trudne. – Zostały zdeponowane dawno temu, a tereny, na których się znajdują, wielokrotnie zmieniały właścicieli. Pracy nie ułatwiał fakt, że działki ulegały podziałowi na coraz to mniejsze części. Naprzeciw tym wyzwaniom powstała właśnie ustawa o WTZ – przekonuje. – W przypadku Jaworzna działania prowadzi prezydent tego miasta – dodaje Rzepniewska.
Co ze wsparciem finansowym? W ministerstwie twierdzą, że pomocny okazał się Krajowy Plan Odbudowy. – Umożliwił pozyskanie pieniędzy na przygotowanie kompleksowej oceny stanu środowiska oraz wykonanie planu jego poprawy na wielkoobszarowych terenach zdegradowanych. Na ten cel przeznaczono ok. 100 mln zł – wylicza.
Zdegradowane obszary, poza Jaworznem, mamy też według ustawy w Bydgoszczy, Tarnowskich Górach, Zgierzu i Tomaszowie Mazowieckim.
Pytamy o konkretne pieniądze dla Jaworzna. – Gmina otrzymała dofinansowanie w ramach KPO na poprawę stanu środowiska na terenie po zakładach chemicznych. Wartość projektu wynosi ok. 15,7 mln złotych – wylicza Rzepniewska.
Władze Jaworzna są wspierane merytorycznie przez Państwowy Instytut Geologiczny. – Wyłoniony w przetargu wykonawca przeprowadzi prace badawcze na terenie zdegradowanym i opracuje kompleksową ocenę stanu środowiska oraz projekt poprawy jego stanu. Zgodnie z dokumentami przetargowymi, analizami objęta zostanie powierzchnia około 200 hektarów – przekazał nam mgr Mariusz Dyka, przedstawiciel instytutu.
Urzędnicy z Jaworzna wskazują, że wspomniana wcześniej ustawa pojawiła się po wielu latach prób zainteresowania organów państwa problemem zanieczyszczeń chemicznych.
Do likwidacji problemu, także w Jaworznie, jeszcze daleka droga.
–
Zdjęcie tytułowe: Dawid Serafin



