Co dalej z kompleksem Turów? Choć formalnie koncesja dla Turowa obowiązuje do 2044 r., eksperci i organizacje społeczne alarmują, że gigant może stracić ekonomiczny sens znacznie wcześniej. W liście do premiera Donalda Tuska ostrzegają przed „Wałbrzychem 2.0” i apelują o pilne decyzje dotyczące przyszłości regionu oraz tysięcy miejsc pracy.
Aż 24 organizacje pozarządowe wystosowały list otwarty do premiera Donalda Tuska w sprawie przyszłości subregionu Turów. Pod apelem podpisali się również lokalni działacze oraz burmistrz Zgorzelca i przewodniczący Komitetu Transformacji Subregionu Turów.
Autorzy alarmują, że brak rządowego planu dla regionu może doprowadzić do społeczno-gospodarczego kryzysu porównywalnego z upadkiem Wałbrzycha po likwidacji górnictwa w latach 90. Ich zdaniem rząd nadal utrzymuje „niebezpieczną fikcję”, że kompleks Turów będzie funkcjonował do 2044 r.
„Turów nie ma przyszłości ekonomicznej do 2044 roku”
Autorzy listu podkreślają, że obecna polityka wobec Turowa ignoruje dane ekonomiczne i trendy rynku energii. W liście do premiera czytamy: „Dziś podtrzymywana jest niebezpieczna fikcja, że kompleks Turów może funkcjonować jeszcze przez dekady, a transformacja nie wymaga natychmiastowych działań ze strony rządu. Tymczasem dostępne analizy ekonomiczne i energetyczne wskazują jednoznacznie: czas na przygotowanie wygaszania kompleksu Turów kończy się właśnie teraz”.
Sygnatariusze przypominają, że kompleks Turów – kopalnia i elektrownia – zatrudnia około 3500 osób, a kolejne tysiące miejsc pracy zależą od niego pośrednio. „Brak decyzji to rosnące ryzyko załamania społeczno-gospodarczego regionu – scenariusza, który Polska zna z doświadczeń Wałbrzycha lat 90″ – napisano w apelu.
Trzy postulaty do premiera
Organizacje apelują do rządu o trzy pilne decyzje:
- wyznaczenie jednego resortu odpowiedzialnego za transformację subregionu Turów,
- ustalenie harmonogramu wygaszania kopalni i elektrowni,
- przygotowanie planu sprawiedliwej transformacji i dywersyfikacji lokalnej gospodarki.
Kluczowym argumentem są analizy m.in. Fundacji Instrat z raportu „Zmierzch węgla brunatnego”.
Eksperci wskazują: „Wysokie koszty stałe odkrywki sprawiają, że utrzymanie elektrowni na węgiel brunatny w roli rzadko uruchamianych mocy szczytowych i sezonowych nie będzie opłacalne. Analiza modelarska Instrat wskazuje na zasadność zamknięcia tego sektora najpóźniej w perspektywie 2030–2035″.
W raporcie Instratu dodano również: „Już teraz Turów musi dopasowywać profil pracy do zmieniającej się produkcji z OZE. (…) Nasze wyliczenia wskazują, że musimy zacząć poważne przygotowania do wygaszenia kompleksu już w pierwszej połowie lat 30″.
Sygnatariusze zwracają uwagę, że także strategia PGE zakłada odejście od produkcji energii z węgla brunatnego po 2035 roku.
Czy obecny jest ryzykowny systemowo?
– Brak jednoznacznego harmonogramu wygaszania kompleksu Turów to poważny problem – mówi Agnieszka Stupkiewicz, radczyni prawna z Fundacji Frank Bold pytana przez SmogLab. – Z jednej strony mamy świadomość, że koncesja obowiązuje do 2044 r., jednak – jak wskazują eksperci, strategia PGE czy projekt KPEIK – energia z Turowa, z węgla brunatnego, nie będzie już potrzebna dużo wcześniej.
– Skoro tak, to aby region, samorządy i jego mieszkańcy mogli się przygotować na to, co nastąpi, powinni dostać wiarygodną informację, która pozwoli im zaplanować proces sprawiedliwej transformacji – dodaje.
Nasuwa się też pytanie, jakie instrumenty prawne powinny zostać uruchomione, żeby uporządkować proces wygaszania odkrywki i elektrowni w sposób przewidywalny dla mieszkańców i pracowników. – Gdybym miała wskazać kluczowy element byłaby to otwarta, szczera komunikacja i dialog ze społecznością lokalną rozpoczęty jak najwcześniej, aby proces wygaszania był realizowany przy akceptacji tych najważniejszych aktorów – odpowiada prawniczka.
– To także wspieranie regionu (w każdy możliwy sposób) na drodze do jego transformacji. Na przykład poprzez uznanie Zgorzelca za miasto centralne w strategii Rozwoju Polski do 2035, co do tej pory nie zostało zrealizowane – przypomina Agnieszka Stupkiewicz.
„Region pozostaje bez planu i bez strategii”
Organizacje alarmują, że subregion Turów – w przeciwieństwie do innych regionów węglowych – nadal nie ma kompleksowego planu sprawiedliwej transformacji.
„Niepokój w nas budzi fakt, iż w wyniku polityki poprzedniego rządu i obecnego, a także PGE – subregion oraz Kompleks Turów, w przeciwieństwie do większości regionów węglowych w Polsce, pozostaje:
- bez adekwatnego Planu Sprawiedliwej Transformacji,
- bez dostępu do dedykowanych środków unijnych,
- bez jasnej strategii rządu.” – czytamy.
W ocenie autorów listu największym problemem jest dziś brak jednego centrum odpowiedzialności za transformację.
Potrzebny jest plan tworzony razem z mieszkańcami
Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, podkreśla, że transformacja nie może zostać narzucona odgórnie.
– Musi powstać plan transformacji regionu przygotowany wspólnie przez rząd, samorządy, biznes i organizacje społeczne. Młodzi ludzie muszą uczestniczyć w tym procesie na pełnych prawach i wiązać swoją przyszłość z regionem, a nie z wyjazdem – mówi.
Jego zdaniem region powinien rozwijać nowe miejsca pracy wokół zielonej energetyki, magazynów energii, spółdzielni energetycznych oraz lokalnej przedsiębiorczości.
– W każdej gminie powinna powstać spółdzielnia energetyczna budująca autonomię energetyczną regionu. Trzeba też wykorzystać potencjał turystyki i zabytków – od domów przysłupowych po uzdrowisko Opolno-Zdrój. Wiele regionów Europy rozwija się dziś właśnie wokół takich zasobów – mówi Gawlik.
„Największym zagrożeniem jest brak przygotowania”
Gawlik ostrzega, że najbliższe miesiące będą kluczowe dla przyszłości regionu. – Potrzebna jest decyzja premiera, kto odpowiada za transformację Turowa oraz jasna deklaracja PGE i rządu dotycząca harmonogramu wygaszania kompleksu. Bez tego region pozostanie w stanie permanentnej niepewności – mówi.
Jak dodaje, brak działań może doprowadzić do powtórki scenariusza znanego z Wałbrzycha. – Jeśli nic się nie zmieni, wizja „Wałbrzycha 2” zacznie się zbliżać. A wtedy koszty społeczne i ekonomiczne będą znacznie większe niż dziś – ostrzega.
–
Zdjęcie tytułowe: Maciej Fijak



