Udostępnij

Czarnobyl znów płonie. Jeden czynnik jest groźniejszy, niż się wydaje

29.07.2026

W Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia ogień wybucha dziś znacznie częściej niż przed rosyjską inwazją. W ostatnich tygodniach przez Strefę przetoczyły się największe od lat pożary. Jak relacjonuje nasz rozmówca, żywioł wybucha w zamkniętej Zonie zdecydowanie częściej od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.

Wszystko, co związane z Czarnobylem, jest podatne na tego typu narracje. Trudno się temu dziwić. Wiele osób dobrze pamięta przełom kwietnia i maja 1986 roku, atmosferę niepewności na temat skali katastrofy, próby tuszowania sprawy przez komunistyczne władze, gorzki smak płynu Lugola. W przypadku pożarów w Strefie Wykluczenia należy jednak podkreślić, że dym nie spowodował zagrożenia radiacyjnego nawet w niedalekim Kijowie, a co dopiero w Polsce. W niebezpieczeństwie byli wyłącznie strażacy, którzy gasili ogień.

„Ryzyko istnieje i nie zniknie”

Gdy zaczynam zbierać informacje do tego materiału, Czarnobylską Strefą Wykluczenia wstrząsają największe od lat pożary. Kiedy siadam do pisania, wciąż tlą się pojedyncze źródła ognia.

– Pierwszy raz w trakcie wojny byłem w Czarnobylu zaledwie miesiąc po tym, jak uciekli stamtąd Rosjanie – wspomina Krystian Machnik, popularyzator wiedzy o radioaktywności, autor portalu Napromieniowani.pl. – W tym czasie palił się las na południu, w okolicach wjazdu do Strefy. Wóz strażacki musiał tam wjechać, żeby ugasić pożar. Przejechał tylko kilka metrów, bo wybuchła pod nim mina przeciwpancerna – relacjonuje.

Ciężarówka została całkowicie zniszczona, a załodze życia uratowało tylko to, że używali starego ZiŁ-a, gdzie oś przednia jest odsunięta od kabiny. – To pokazuje ponurą rzeczywistość czarnobylskich strażaków. Wiadomo, saperzy jadą przed nimi, ale sprawdzanie drogi zajmuje dużo czasu, a pożar na nich nie czeka. Nie można więc oczekiwać, że wszystko będzie zabezpieczone na sto procent. Ryzyko istnieje i nie zniknie nawet przez wiele lat po zakończeniu wojny.

Tereny wokół czarnobylskiej elektrowni jądrowej, zamknięte po wybuchu reaktora w 1986 roku, to miejsce wyjątkowo podatne na występowanie pożarów. To ogromne terytorium (ponad 2600 km2) czterdzieści lat temu zostało niemal całkowicie opuszczone. Poza pracownikami naukowymi, wojskiem oraz nielicznymi samosiołami (takim mianem określa się osoby, które zostały ewakuowane bezpośrednio po katastrofie, ale na własną rękę postanowiły wrócić do domów) Strefa jest wyludniona. Płomienie mogą się więc rozprzestrzeniać przez dłuższy czas, zanim na miejscu pojawią się strażacy.

Tak było na przykład w 2020 roku, kiedy ogień strawił w Zonie ponad 11 tysięcy ha. Pożary w okolicach Czarnobyla nie są więc niczym wyjątkowym, ale przez ostatnie cztery lata stały się zjawiskiem zdecydowanie częstszym.

Pożoga z zestrzelonych dronów

Dlaczego tak się dzieje?

– Odpowiedź znajdziemy bardzo łatwo, jeśli spojrzymy na radary anomalii termicznych i porównamy czarnobylską strefę zamkniętą po stronie ukraińskiej i białoruskiej. W części białoruskiej tych pożarów praktycznie nie ma – jeśli się pojawiają, to są pojedyncze i bardzo małe. Zdarzają się tam, gdzie pracują ludzie mogący zaprószyć ogień.

Za to, jak tłumaczy, po stronie ukraińskiej występują bez przerwy, po kilka naraz i w całkowicie losowych miejscach. Często głęboko w lasach, kilometry od najbliższych dróg. – Łosie czy wilki raczej ognisk nie rozpalają. Powodem jest oczywiście wojna. Mamy potwierdzenie, że przynajmniej cztery pożary w tym roku zostały wywołane przez upadek rosyjskiego drona.

Strefa Wykluczenia nie jest już oczywiście miejscem aktywnych walk. Rosjanie pojawili się tam jedynie w pierwszych dniach pełnoskalowej agresji – przez Zonę przebiegała jedna z tras najazdu rosyjskiej armii na ukraińską stolicę. Agresorzy kontrolowali wówczas tereny wokół elektrowni przez nieco ponad miesiąc. Nad Strefą nadal regularnie pojawiają się jednak drony, zazwyczaj lecące w stronę Kijowa, oddalonego od Czarnobyla o niecałe sto kilometrów w linii prostej.

Wyludnienie i turystyczny boom na Czarnobyl

Strącone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą drony spadają na odludne tereny Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. A gdy są ku temu odpowiednie warunki – jak przy fali upalnych, bezdeszczowych dni, zestrzelony Geran czy Shahed potrafi momentalnie wzniecić ogień.

– Największy pożar mieliśmy na przełomie czerwca i lipca – mówi Machnik Jednocześnie paliło się kilka miejsc, a dym dotarł nad Kijów.

Warto tutaj zauważyć, że dym znad Czarnobyla mógł być wprawdzie dla mieszkańców ukraińskiej stolicy uciążliwy, ale nie niósł ze sobą poważnego zagrożenia – wskaźniki promieniowania w Kijowie pozostały w normie. Zresztą wyobrażenie o Strefie jako wymarłym regionie, do którego albo wchodzi się w odzieży zabezpieczającej, albo wychodzi się w czarnym worku, to od dawna fantazje miłośników postapokaliptycznej popkultury.

Fakt, nadal istnieją miejsca, gdzie promieniowanie jest bardzo wysokie, ale większość terenów wokół zamkniętej elektrowni jest całkiem bezpieczna. Aż do wybuchu pandemii COVID-19 Strefa Wykluczenia przeżywała nawet turystyczny boom, związany z ogromną popularnością serialu Czarnobyl. W 2019 roku odwiedziło ją ponad sto tysięcy osób.

Fake newsy

Brak zagrożenia radiacyjnego w niczym nie przeszkodził jednak miłośnikom teorii spiskowych.

– Jeśli chodzi o pożary w Czarnobylu, narracja jest każdorazowo dokładnie taka sama. Kilka razy do roku mamy fałszywe informacje, powtarzane zawsze przez te same osoby, twierdzące, że nad Polskę kieruje się radioaktywna chmura. Jak tylko wylatuje ze Strefy, to nie atakuje innych krajów, od razu wściekle kieruje się do nas, nawet jak ma pod wiatr.

– Trafia to na podatny grunt, bo my, Polacy, lubimy takie historie. A że przy okazji jesteśmy krytyczni do władz, to ma to sens, że nikt o tej radioaktywnej chmurze za bardzo nie mówi (na pewno coś ukrywają) – mówi nam z nieukrywanym zmęczeniem sytuacją.

Za każdym razem, kiedy są pożary, donosi o kolejnych radioaktywnych chmurach. Jak zauważa Machnik, żadna z nich ostatecznie do nas nie dociera. – To naprawdę bardzo tępa propaganda, w którą niestety wiele osób wierzy. Fani teorii spiskowych myślą, że wiedzą lepiej niż ludzie, którzy są na miejscu, bo przecież oni wyłączyli telewizor i włączyli myślenie.

Tłumaczy, że gdy płonie skażona radioaktywnie ściółka, radionuklidy, czyli pierwiastki promieniotwórcze, w sposób naturalny uwalniają się do atmosfery razem z dymem. Istnieje więc zagrożenie wchłonięcia ich do płuc, skąd nie da się ich wypłukać. – A taki C-137, pierwiastek sztuczny, który powstaje wyłącznie w reaktorach jądrowych, może wywołać szkody w organizmie. To wprawdzie już nie są te czasy, kiedy ktoś po tygodniu czy miesiącu umrze w okropnych męczarniach, takie przypadki mieliśmy w 1986 roku. Ale jeśli teraz nawdycha się radionuklidów i z tego powodu umrze na nowotwór za 10 lat, to czy to też nie będzie choroba popromienna? – pyta retorycznie Krystian Machnik.

Bezdroża i martwe drzewa

Akcję gaszenia pożarów w Strefie Wykluczenia w oczywisty sposób utrudnia fakt, że to miejsce cztery dekady temu oddano we władanie przyrodzie. Drogi niszczeją, infrastruktura nie jest rozwijana. Gdy ogień rozprzestrzenia się wewnątrz głębokiego lasu, pełnego martwych drzew, trzeba się do niego przebijać przez gęstwinę. Machnik wspomina, że do tego typu działań nadal wykorzystuje się maszyny jeszcze z czasów sprzed katastrofy. Dzisiejsze ciężarówki radzą sobie dobrze na drogach, ale gdy trzeba dotrzeć w środek zdziczałej puszczy, odkurza się radzieckie KrAZ-y i ZiŁ-y. Dodatkową komplikację stanowi odległość od zbiorników wodnych. Strażacy często muszą jeździć po wodę ponad 20 kilometrów, co znacząco spowalnia akcję.

Problem stanowi także militaryzacja Zony. Gdy rosyjskie wojska miały kontrolę nad terenami wokół nieczynnej elektrowni, rozrzuciły w okolicy ogromną ilość min. Według moich informatorów z którymi teraz to właśnie one, a nie promieniowanie, stanowią największe zagrożenie.

Skażenie, wojna i ogień. Obraz Czarnobyla

Ze względu na rozrzucone miny, ale także sytuację klimatyczną, można się spodziewać, że nawet w czasach pokoju do pożarów będzie dochodzić częściej. To z kolei stwarza zagrożenie dla wspomnianych samosiołów. Dziś jest ich co najwyżej kilkudziesięciu. To osoby w podeszłym wieku, schorowane, pozbawione dostępu do najpowszechniejszych usług. W ostatnich latach ich sytuacja, chwilowo poprawiona otwarciem Zony na zwiedzających, znacznie się pogorszyła. Najpierw pandemia COVID-19 wykończyła turystykę, następnie wybuch wojny jeszcze bardziej utrudnił dostarczanie im pomocy humanitarnej. Pożary są dla nich tylko kolejnym ciężarem.

– Już tego lata rozważano ewakuację wioski Kupowate na południu zamkniętej strefy, gdzie żyje kilku samosiołów. Ich chaty są drewniane, otoczone lasem. W tym roku płomienie nie zbliżyły się do wioski, zabrakło paru kilometrów, ale ryzyko, że ogień kiedyś tam dojdzie, jest niestety duże – przyznaje Machnik. – My cały czas staramy się im pomagać, ale nie jest to łatwe. Cywile nie są obecnie wpuszczani do Czarnobyla. Wjeżdżamy na wyjątkowych zasadach, bo pomagamy i jesteśmy zaufani, ale nawet nam trudniej jest uzyskać przepustkę.

Zauważa, że wojska ukraińskie stąd prędko nie znikną, bo przez Czarnobyl prowadzi najkrótsza droga do Kijowa, a to jest pogranicze. – Białoruś wprawdzie nie walczy przeciwko Ukrainie, ale już raz udostępniło swoje terytorium Rosji, więc Ukraińcy postrzegają swojego północnego sąsiada jako agresywnego wroga. Jest gorzej i lepiej nie będzie.

Zdjęcie tytułowe: In Green/Shutterstock

Autor

Jakub Mirowski

Magister filologii tureckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, niezależny dziennikarz, którego artykuły ukazywały się m.in. na łamach OKO.Press, Nowej Europy Wschodniej, Balkan Insight czy Krytyki Politycznej. Zainteresowany przede wszystkim wpływem globalnych zmian klimatycznych na najbardziej zagrożone społeczności, w tym uchodźców i mniejszości, a także rozwojem i ewolucją skrajnie prawicowych ruchów i ideologii.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.