Czy chodniki zwalczą warszawski smog? “Jak przyklejanie plastra na otwarte złamanie nogi…”

345
0
Podziel się:
chodnik smog warszawa

12 kwietnia odbyła się konferencja prasowa poświęcona „działaniom warszawskich drogowców w zakresie ochrony powietrza”. Brał w niej udział m. in. Łukasz Puchalski – dyrektor Zarządu Dróg Miejskich (ZDM), a także Rafał Trzaskowski – Prezydent m. st. Warszawy [1].

Jakie działania podejmą warszawscy drogowcy? Kiedy w kilku miejscach w Warszawie stare chodniki będą wymieniane na nowe, nie zastąpią ich te ze zwykłego betonu, ale ze specjalnego betonu „antysmogowego”.

Stołeczny Zarząd Dróg Miejskich „przyglądał się temu pomysłowi z zainteresowaniem” już od jakiegoś czasu. Wygląda więc na to, że temat wrócił, a zainteresowanie przerodziło się wręcz w entuzjazm. A przynajmniej warszawski Ratusz podszedł do antysmogowych chodników bardzo serio.

Jak mówił w czasie konferencji Prezydent Trzaskowski:

Chodniki, które pochłaniają smog, to bardzo nowoczesna technologia.

Zapewne. Pytanie tylko, czy warto ją promować?

Jeśli „chodniki, które pochłaniają smog” już z daleka wydają się Państwu nieco podejrzaną koncepcją, to mają Państwo dobrą intuicję.

Po pierwsze, chodnik ma szanse zmniejszać stężenia tylko niektórych zanieczyszczeń; chodzi tu głównie o dwutlenek azotu (NO2). Co prawda z punktu widzenia ochrony zdrowia i życia dwutlenek azotu jest bardzo istotnym zanieczyszczeniem powietrza, ale jednak nie aż tak istotnym jak pył zawieszony.

A na pył – niezależnie od jego pochodzenia i składu – taki chodnik w żaden istotny sposób nie będzie oddziaływał, ani oczyszczał z niego powietrza. Chodnik „nie poradzi sobie” więc w szczególności z bardzo drobnymi cząstkami rakotwórczej sadzy, emitowanej przez silniki Diesla. A takie cząstki mają też dewastujący wpływ na przykład na nasz układ nerwowy.

Chodnik nie poradzi sobie również z pyłem, unoszonym z jezdni przejeżdżające pojazdy.

Po drugie, oczywiście nie „pochłania”, a raczej neutralizuje – pomaga przekształcić NO2 i niektóre inne zanieczyszczenia w substancje mniej szkodliwe.

Niestety, ułatwia zachodzenie nie tylko tych reakcji, których byśmy sobie życzyli (utlenianie NO2 do jonów azotanowych), ale też wielu innych [2]. Może jednak nie należy się tym specjalnie przejmować, bo ważniejsze jest co innego.

Aby „antysmogowy chodnik” w ogóle działał, potrzebne jest światło słoneczne. Im jest go mniej, tym ów cudowny wynalazek działa odpowiednio słabiej, albo wręcz wcale [3]. I tu dotykamy kluczowej kwestii – skuteczności tej technologii.

W czasie konferencji Krzysztof Wilczek z firmy Skanska stwierdził:

(…) wyszło nam, że jesteśmy w stanie obniżyć zanieczyszczenie w rejonie ronda Daszyńskiego o 30%.

(w rejonie ronda Daszyńskiego, bo tam właśnie znajduje się biurowiec tej firmy).

30% to sporo, prawda? Szczerze, gdyby to naprawdę było 30%, to będąc realistą, byłbym do tego pomysłu nastawiony wręcz entuzjastycznie. Niestety, nie jest jednak aż tak różowo. Podawana skuteczność odnosi się bowiem do warunków optymalnych – dobre nasłonecznienie, brak wiatru [4]. Resztę sobie Państwo dopowiedzcie proszę sami – pytania są raczej retoryczne: jak taki chodnik działa po zmroku, kiedy jest pochmurno, itd. I jaka będzie jego wydajność w oczyszczaniu powietrza z NO2 uśredniona po okresie całego roku. No więc oględnie mówiąc będzie dość skromna…

Pewnie, że „lepszy rydz niż nic”, ale sprzedawanie tego rozwiązania jako cudownej recepty na zanieczyszczenia generowane przez motoryzację jest, dyplomatycznie rzecz ujmując, mocno dyskusyjne. Dobrze pokazuje to post należącej do Polskiego Alarmu Smogowego grupy Warszawa bez Smogu:


Jak to ładnie skomentował ktoś w dyskusji pod tym postem, walka z zanieczyszczeniami za pomocą antysmogowego chodnika to

troszkę jak przyklejanie plastra na otwarte złamanie nogi…

Oczywiście, łatwiej jest wymieniać chodniki, niż robić coś, co mogło by się nie spodobać części elektoratu tuż przed jednymi i drugimi wyborami. Prezydent Trzaskowski nawet tego specjalnie nie ukrywa, mówiąc że

Innowacyjne technologie są lepsze niż zaskakiwanie mieszkańców decyzjami.

No jasne. Nikt nie lubi być zaskakiwany [5]. Szczególnie decyzjami. A tak proszę – zmotoryzowany wilk nie podrażniony, a i przejęta jakością powietrza owca usatysfakcjonowana. I jedno, i drugie zostaje z poczuciem zaopiekowania przez dbający o ich zdrowie i dobrostan Ratusz. A w tle dodatkowo innowacyjna technologia i jakże cenna współpraca nauki, biznesu, przemysłu i samorządu. Idealne rozwiązanie, prawda? Tyle że w praktyce jego wpływ na jakości powietrza będzie bardzo skromny.

A co gorsza, „antysmogowy chodnik” odwraca uwagę od prawdziwych, skutecznych metod zmniejszania emisji zanieczyszczeń generowanych przez motoryzację [6]. Metod, które wymagają zmniejszenia ilości aut na warszawskich ulicach. Przykro mi, ale inaczej powietrze raczej czystsze nie będzie. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.

Jak zatem ocenić dotychczasowe działania warszawskiego Ratusza w kwestii ochrony naszego zdrowia i życia przed wpływem zanieczyszczeń pochodzących z transportu drogowego? Ocenę pozostawiam Państwu. [7]

Przypisy

 

[1] Na konferencji niestety nie byłem, ale z grubsza wiem, co się na niej działo. Choćby z artykułu redaktora Osowskiego, który ukazał się w stołecznym wydaniu „Gazety Wyborczej”, skąd pochodzą cytowane przeze mnie wypowiedzi uczestników konferencji.

[2] Więcej na ten temat znajdą Państwo w opracowaniu zrobionym dla brytyjskiego Department for Environment, Food and Rural Affairs (co można przetłumaczyć jako Ministerstwo ds. Środowiska, Żywności i Obszarów Wiejskich). Nie ma potrzeby czytania całego tekstu, wystarczy rzucić okiem na Executive Summary. Wnioski mogą bardzo zasmucić entuzjastów antysmogowych chodników.

[3] „Antysmogowy” beton zawiera bardzo drobne (rzędu nanometrów) cząstki dwutlenku tytanu (TiO2 ), który ma działanie fotokatalityczne. Co to znaczy? Jeśli coś jest katalizatorem, to ułatwia zachodzenie reakcji chemicznych, ale sam się przy tym „nie zużywa”. W tym wypadku reakcją, na której nam zależy, jest utlenianie NO2 do w zasadzie nieszkodliwych jonów azotanowych. Jednak przedrostek „foto” przypomina, że taki katalizator, aby działać, potrzebuje wymaga światła słonecznego. A konkretnie (bliskiego) ultrafioletu.

[4] A wiem to od Pana Karola Chilmona z wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, jednego z współtwórców antysmogowego chodnika, z którym spotkałem się jakiś czas temu w audycji radiowej.

Pan Karol wspominał też, że lepsze niż w Warszawie efekty – większe spadki stężeń NO2 obserwowano w Belgii. Podobno antysmogowe nawierzchnie nieźle działają też we Włoszech, skąd chyba zresztą ta technologia do nas przyszła. Nic dziwnego, jeśli już wiemy że ich skuteczność zależy od nasłonecznienia.

Ładne są również wyniki badań laboratoryjnych („W warunkach laboratoryjnych redukcja [stężeń] dochodziła do 70 proc.”). Jednak z pragmatycznego punktu widzenia ta informacja jest oczywiście pozbawiona jakiejkolwiek wartości. W teorii to i „wieża antysmogowa” działa całkiem nieźle… W praktyce jest znacznie, znacznie gorzej.

Tak czy inaczej, warto mieć w pamięci wnioski z opracowania zrobionego dla DEFRA, patrz przypis nr 2.

[5] Można też decyzjami nie zaskakiwać, w tym celu wystarczy odpowiednio wcześniej o nich uprzedzić.

[6] Wiadomo co trzeba zrobić, aż głupio za każdym razem powtarzać to samo w kółko jak mantrę: na pewno podwyższyć opłaty za parkowanie, wraz z rozszerzeniem strefy płatnego parkowania.

Ma również sens – wzorem wielu miast Niemieckich – wprowadzenie stref(y) czystego transportu, o ile radni nie wyrwali by jej zębów, jak to miało miejsce na krakowskim Kazimierzu.

Warto by też rozważyć – wzorem Sztokholmu i Londynu- wprowadzenie opłat za wjazd do centrum. A także – wzorem Amsterdamu – likwidację części miejsc parkingowych. A przynajmniej stanowcze egzekwowanie obecnie obowiązujących przepisów dotyczących parkowania.

No i wreszcie realne uprzywilejowanie transportu publicznego, choćby przez rozwój sieci buspasów, ale też egzekwowanie tego, by nie jeździły po nich pojazdy, które nie mają do tego prawa.

Ta lista działań to – wcale nie radykalne, choć w Polsce za takie uchodzące – postulaty które wysunie każda rozsądna osoba zajmująca się poprawą jakości powietrza – czy to jako urzędnik, lekarz, naukowiec czy przedstawiciel organizacji pozarządowej. Przez „poprawę jakości powietrza” rozumiem tu zmniejszenie stężeń substancji bezpośrednio zagrażających naszemu zdrowiu i życiu, takich jak pył zawieszony, dwutlenek azotu, ozon, lotne związki organiczne.

Naprawdę radykalne kroki powinniśmy natomiast podjąć mając na uwadze już nie tyle – bagatela! – ochronę zdrowia i życia ludzkiego, co zmniejszenie tempa zmiany klimatu, a raczej – próbę uniknięcia katastrofy klimatycznej. Działania takie powinny obejmować jak najszybsze wyzerowanie emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim dwutlenku węgla. Oznacza to całkowitą rezygnację z pojazdów z napędem spalinowym, najlepiej w ciągu najbliższej dekady.

[7] Jeśli ktoś jest z kolei ciekaw, jak warszawski Ratusz radzi sobie z zanieczyszczeniami z domowych palenisk, polecam tekst Marcela Wandasa. Warto też zapytać Smoga Wawerskiego. On wie, i zawsze chętnie powie, jak naprawdę jest.

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o