40 lat temu przewidział dzisiejsze problemy. I takie, które dopiero nadejdą

82
0
Podziel się:

Gdyby żył, 88 urodziny obchodziłby Carl Sagan – amerykański astronom, jeden z najbardziej znanych popularyzatorów nauki. Obok objaśniania tajemnic Wszechświata Sagan dużo uwagi poświęcał globalnym zagrożeniom: wojnie jądrowej i zjawisku „zimy jądrowej”, uderzeniu planetoidy, dziurze ozonowej i ociepleniu klimatu. Warto dziś przypomnieć co miał nam do powiedzenia i przed czym ostrzegał.

9 listopada 1934 roku w nowojorskim Brooklynie przyszedł na świat Carl Sagan. Tak jak bardzo wielu innych wybitnych uczonych, Sagan pochodził z rodziny o żydowskich korzeniach. Jego przodkowie wyemigrowali do USA z terenu dzisiejszej Ukrainy.

W ciągu swojej kariery naukowej Sagan zajmował się głównie badaniem planet i księżyców Układu Słonecznego, ale też poszukiwaniu życia pozaziemskiego. Znany jest jednak nie tyle dzięki swoim odkryciom i osiągnięciom naukowym w astrofizyce i planetologii, a dzięki popularyzacji nauki i racjonalnego, krytycznego patrzenia na otaczający nas świat.

Carl Sagan napisał m. in. „Błękitną kropkę” (podtytuł „Człowiek i jego przyszłość w kosmosie”, 1994), wydaną pośmiertnie Miliardy, miliardy: rozmyślania o życiu i śmierci u schyłku tysiąclecia oraz Kosmos (1980) – najlepiej sprzedającą się popularnonaukową książkę w historii.

Kosmos został opublikowany jako dodatek, uzupełnienie do liczącego 13 części serialu telewizyjnego o tym samym tytule, którego Carl Sagan był współautorem i narratorem. Serial ten obejrzało podobno co najmniej 500 milionów osób w 60 różnych krajach! Może dać nam to pewne pojęcie o rozpoznawalności jaką cieszył się amerykański astronom.

Wyruszyć do innych światów

Sagana wyróżniały nie tylko atrakcyjny sposób mówienia o Wszechświecie i nauce oraz idąca za tym ogromna popularność. Wyjątkowe było także to, że patrzył w przyszłość znacznie dalej niż większość z nas. A już na pewno dalej niż większość polityków, dla których nieprzekraczalnym „horyzontem czasowym” są najbliższe wybory.

Sagan uważał, że ludzie powinni jak najszybciej osiedlić się na innych planetach i księżycach, zaczynając od Marsa. (Kolonizacja „Czerwonej Planety” nie jest jednak bynajmniej oryginalnym pomysłem Sagana, a tym bardziej Elona Muska.)

Potem – jeśli się tylko da – powinniśmy polecieć do układów planetarnych innych słońc. W końcu, jak przypominał, przez większą część historii homo sapiens byliśmy łowcami – zbieraczami, prowadzącymi wędrowny tryb życia. I czas znowu ruszyć w drogę.

Po pierwsze jednak: przetrwać

Ale by śmiała wizja zasiedlenia przez ludzi innych światów mogła się zmaterializować, musimy uniknąć najpierw różnych niebezpieczeństw grożących nam tu i teraz. Zarówno tych, na które nie mamy żadnego wpływu, jak i tych, które sprowadzamy na siebie sami. Bo przecież na razie, na dobre i na złe jesteśmy związani z Ziemią i to się szybko nie zmieni.

Dlatego Sagan dużo uwagi poświęcał konsekwencjom użycia broni jądrowej, zagrożeniu zderzeniem Ziemi z asteroidą, dziurze ozonowej i globalnemu ociepleniu, o którym alarmował na długo zanim stało się tak palącym problemem jakim jest dziś. Zacznijmy jednak od wojny jądrowej, bo ta okazuje się też mieć dużo wspólnego z … klimatem.

Wojna, w której nie ma zwycięzców

Użycie w konflikcie zbrojnym broni jądrowej przeciwko ludności cywilnej niesie ze sobą oczywiste dramatyczne skutki. Choćby zamienienie miast w radioaktywne zgliszcza i śmierć milionów – bądź to na skutek samych eksplozji, bądź też promieniowania. Ale to nie wszystko. Na początku lat osiemdziesiątych Carl Sagan i czterech innych amerykańskich uczonych zwróciło uwagę na zjawisko nazwane „zimą jądrową”.

Po uderzeniach jądrowych z wypalonych miast do atmosfery dostałyby się ogromne ilości dymu, który w ciągu kilku tygodni dotarłby do najdalszych zakątków globu. Wchodzące w skład dymu drobne cząstki sadzy dotarłyby do stratosfery, gdzie pozostały by przez dłuższy czas, pochłaniając promieniowanie słoneczne. A przez to ograniczając ilość energii docierającej do powierzchni Ziemi, co miałoby bardzo dramatyczne i ponure konsekwencje.

Kennedy Space Center na Przylądku Canaveral, fot. Kelleher Photography/Shutterstock

Zima jądrowa” i globalny głód

Obniżyłaby się temperatura powierzchni naszej planety, podobnie jak to ma miejsce po silnych erupcjach wulkanicznych. Tak jak choćby po wybuchu Tabory w roku 1815, który spowodował „rok bez lata” czy po erupcji filipińskiego wulkanu Pinatubo (1991). Tyle że chłodzący efekt wojny jądrowej byłby znacznie silniejszy i trwałby dłużej – nawet około dekady. Takie przejściowe oziębienie klimatu spowodowałoby załamanie rolnictwa i głód, który mógłby pochłonąć miliony (jeśli nie miliardy) istnień ludzkich.

Do wywołania globalnej, trwającej latami „jądrowej zimy” wcale nie potrzeba pełnoskalowego konfliktu nuklearnego między mocarstwami takimi jak USA i ZSRR (kiedyś) czy Rosja (dziś). Okazuje się, że zupełnie wystarczyłaby „mała” lokalna wojna między Indiami i Pakistanem. W wyniku uderzeń jądrowych na indyjskie i pakistańskie miasta zginęły by miliony ludzi. Najprawdopodobniej jednak o wiele więcej ofiar pochłonęła by globalna klęska głodu.

Przewidzenie zjawiska „zimy jądrowej” przez Sagana i jego kolegów stanowiło dodatkowy, bardzo ważny argument przekonujący polityków że w wojnie jądrowej nie może być wygranych. I że należy dążyć do redukcji nuklearnych arsenałów. Był to argument, który czterdzieści lat temu przekonał zarówno wielu polityków amerykańskich, jak i radzieckich.

Badania Marsa pomagają chronić Ziemię

Co ciekawe, zagrożenie o którym tu mowa odkryto dzięki badaniom… Marsa:

„Idea zimy jądrowej nasunęła nam się po raz pierwszy podczas wyprawy sondy Mariner 9 na Marsa, kiedy to wskutek globalnej burzy pyłowej nie można było dostrzec powierzchni planety. Spektrometr podczerwony, znajdujący się na pokładzie sondy, wykazał, że główne warstwy atmosfery mają temperaturę wyższą, a powierzchnia – niższą od tej, którą powinna mieć.”

(„Błękitna kropka”, rozdział „Poznawać inne światy, by chronić własny”.)

Dziura ozonowa

Przewidzenie „zimy jądrowej” nie jest jedynym przypadkiem, gdy badania innych ciał niebieskich miały bardzo konkretne i praktyczne przełożenie na los naszej własnej planety. Drugim jest historia odkrycia dziury ozonowej. Oddajmy znów głos Saganowi:

„Któż odkrył, że freony zagrażają warstwie ozonowej? Czyżby to ich główny producent, koncern DuPont, poczuwał się do odpowiedzialności za ich ujemny wpływ? A może Agencja Ochrony Środowiska, której zadaniem jest nas chronić? Nie, dokonało tego dwóch jajogłowych, oderwanych od życia akademików – byli to Sherwood Rowland i Mario Molina (…). Nikt im nie zlecił poszukiwania zagrożeń dla środowiska, zajmowali się badaniami podstawowymi.”

(„Błękitna kropka”, rozdział „Poznawać inne światy, by chronić własny”.)

Rowland i Molina skorzystali z wyników wcześniejszych badań, dotyczących reakcji chemicznych z udziałem chloru i fluoru. Badań, dodajmy, finansowanych przez NASA, bo były one istotne w kontekście badania atmosfery Wenus.

Sagan przypomina tu o bardzo ważnym aspekcie uprawiania nauki, o którym powinni pamiętać politycy i urzędnicy odpowiedzialni za jej finansowanie. Otóż – zwykle nie da się przewidzieć, jakie będą praktyczne konsekwencje konkretnych badań czy odkryć. A badania pozornie „oderwane” od życia i prowadzone z czystej naukowej ciekawości mają często bardzo poważne implikacje praktyczne.

W czasach Sagana dziura ozonowa stanowiła bodaj najpoważniejszy problem, największe zagrożenie i najpilniejsze wyzwanie związane ze środowiskiem. Jest to też jedyny przykład globalnego kryzysu, który do tej pory w zasadzie udało się rozwiązać – można mówić o „happy endzie”. Tego samego niestety nie da się powiedzieć o globalnym ociepleniu.

Zmiana klimatu – czas na działanie był czterdzieści lat temu

Carl Sagan ostrzegał też opinię publiczną i polityków przed konsekwencjami zmian klimatycznych. I to naprawdę dawno temu, na długo przedtem „zanim to było modne”.

Jako przykład można podać wystąpienie Sagana przed amerykańskim Kongresem w roku 1985.

O globalnym ociepleniu Sagan mówi tam między innymi, że „Jeśli nie będziemy się [nim] przejmować teraz, potem będzie już za późno (2:59). (…) Czas żeby rozwiązać te problemy (o ile da się je w ogóle rozwiązać) jest teraz” (3:10).

(Wśród słuchających wykładu Sagana mamy między innymi senatora Ala Gore’a, który w 2007 roku otrzymał wraz z Międzyrządowym Zespołem ds. Zmian Klimatu pokojową nagrodę Nobla „za wysiłki na rzecz budowania i rozpowszechniania wiedzy na temat zmian klimatu spowodowanych przez człowieka oraz położenia fundamentów pod środki niezbędne do przeciwdziałania takim zmianom”.)

Warto też zobaczyć wykład Sagana o globalnym ociepleniu z roku 1990 roku.

Nic nowego pod Słońcem”

Jeśli w całości obejrzycie Państwo któryś z tych filmów, to prawdopodobnie uderzy Was, jak dużo już wówczas wiedziano o globalnym ociepleniu.

Sagan mówi o wielu rzeczach, o których tak często możemy usłyszeć dziś. Na przykład o sprzężeniach zwrotnych w systemie klimatycznym. A przede wszystkim o tym, że jeśli utrzymane zostanie tempo w jakim pompujemy do atmosfery gazy cieplarniane, to w XXI wieku średnia temperatura Ziemi może wzrosnąć nawet o kilka stopni Celsjusza.

W wykładach Sagana usłyszymy też o efektywności energetycznej i bezpieczeństwie energetycznym, a także o alternatywnych źródłach energii – energetyce wiatrowej, wodnej, słonecznej i geotermalnej. Czyli dokładnie o tym samym, co dziś określamy używając przymiotnika „odnawialne” zamiast “alternatywne”. (Choć bardziej poprawnie powinniśmy mówić: „niskoemisyjne”, bo wtedy dodatkowo uwzględniamy niskoemisyjną energetykę jądrową, o której zresztą Sagan również wspomina.)

Sagan wspomina również o przeludnieniu naszej Planety – problemie który w międzyczasie tylko się zaostrzył: w roku 1985 na całym świecie żyło niecałe 5 miliardów ludzi, dziś jest nas prawie 8 miliardów.

A kiedy Sagan zastanawia się, co stanie się z mieszkańcami nisko położonego Bangladeszu, gdy poziom oceanów będzie się podnosił, używa pojęcia „uchodźcy środowiskowi”. (Dziś powiedzielibyśmy „klimatyczni”.)

Sagan przewiduje nawet to, co niestety faktycznie się zdarzyło – a mianowicie, że bardzo istotnym emitentem gazów cieplarnianych mogą stać się dysponujące ogromnymi zasobami węgla i szybko rozwijające się Chiny, choć w latach osiemdziesiątych udział Chin w globalnej emisji był znacznie mniejszy niż dziś.

Niewykorzystana szansa

Niestety, ponad trzydzieści lat temu apelami osób takich jak Sagan czy James Hansen specjalnie się nie przejęto. W każdym razie nie miały one takich konsekwencji praktycznych, jakie mieć powinny. Od tego czasu jako ludzkość nie zrobiliśmy prawie nic, by uniknąć sytuacji w której znajdujemy się dziś.

Swoją bardzo negatywną rolę odegrał tu oczywiście wielki biznes. Głównie koncerny paliwowe, i opłacani przez nich politycy, ale też naukowcy czy publicyści – zawodowi „siewcy wątpliwości”, negujący lub bagatelizujący problem. Krótkoterminowy zysk finansowy lub polityczny okazał się ważniejszy niż przyszłość nas wszystkich. I tak jest niestety po dziś dzień, co szczególnie dobrze widać choćby w naszym kraju, ale też w ojczyźnie Sagana. Wystarczy wspomnieć niedawne ponure i mroczne czasy prezydentury Donalda Trumpa. A przecież niekoniecznie jest to na zawsze zamknięty rozdział historii. Republikański następca Joe Bidena wcale nie musi być lepszy niż Trump jeśli chodzi o podejście do klimatu i środowiska.

Kto mówi w imieniu Ziemi”?

Ostatni odcinek wspomnianego wcześniej serialu Kosmos można potraktować jako przesłanie Sagana do każdej osoby na Ziemi.

To co oryginalnie dotyczyło przede wszystkim zagrożenia związanego z bronią jądrową, tak samo lub nawet jeszcze bardziej odnosi się do problemu globalnego ocieplenia. Sagan mówi między innymi:

„Z pozaziemskiej perspektywy nasza globalna cywilizacja jest wyraźnie na krawędzi porażki, jeśli chodzi o najważniejsze zadanie, przed którym stoi: zachowania życia i dobrobytu swoich obywateli oraz zachowania naszej planety w stanie, w którym będzie miejscem nadającym się do zamieszkania.”

„(…) zgromadziliśmy niebezpieczny ewolucyjny bagaż: skłonności do agresji i rytuałów, uległość wobec przywódców, wrogość wobec obcych. Wszystko to stawia pod znakiem zapytania nasze przetrwanie. Ale posiedliśmy także współczucie dla innych, miłość do naszych dzieci, pragnienie uczenia się na podstawie historii i doświadczenia oraz wspaniałą, pełną pasji inteligencję — jasne narzędzia do dalszego przetrwania i dobrobytu. Nie wiadomo, które aspekty naszej natury zwyciężą, szczególnie gdy nasze wizje i perspektywy są związane z jedną małą częścią małej planety Ziemia.”

Pytanie ważne cztery dekady temu i dziś

„(…) w tej chwili, tutaj, stajemy w obliczu krytycznego punktu w historii. To, co robimy teraz z naszym światem, będzie oddziaływało przez wieki i silnie wpłynie na los naszych potomków. Jest w naszej mocy, aby zniszczyć naszą cywilizację i być może także nasz gatunek. Jeśli skapitulujemy przed przesądami, chciwością lub głupotą, możemy pogrążyć nasz świat w czasach ciemności głębszych niż okres między upadkiem cywilizacji klasycznej a włoskim renesansem. Ale jesteśmy również w stanie wykorzystać nasze współczucie i naszą inteligencję, naszą technologię i nasze bogactwo. Możemy zapewnić dostatnie i pełne znaczenia życie dla każdego mieszkańca tej planety”

„Wiemy, kto przemawia w imieniu narodów” mówi Sagan. „Ale kto przemawia w imieniu gatunku ludzkiego? Kto przemawia w imieniu Ziemi?”

To pytanie jest nie mniej ważne dziś niż cztery dekady temu. Ale tak samo jak wtedy, wciąż nie ma na nie żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi.

Zdjęcie: Paulo Afonso/Shutterstock

Podziel się: