Kolejny bubel w dopłatach do węgla. Recepta leży na biurkach rządzących od miesiąca

109
0
Podziel się:
Anna Moskwa

Dwie dopłaty, lub więcej do tego samego źródła ogrzewania? Taką furtkę w rządowych przepisach zostawiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Co gorsza, zrobiono to świadomie. Miesiąc temu na to zagrożenie zwracała uwagę strona społeczna.

Najpierw miały być ceny gwarantowane, poniżej tysiąca złotych za tonę. Ten pomysł upadł tak szybko, jak się pojawił. Receptą na bolączki Polek i Polaków przygotowujących się do zimy miała być następnie dopłata do węgla. Problem polega na tym, że węgla w składach nie ma. Ale nawet gdyby był, to lista kuriozalnych zapisów w ramach rządowego wsparcia jest olbrzymia. Tak samo, jak chaos, który generują kolejne sejmowe wrzutki.

Właśnie okazało się, że ustawodawcy świadomie zostawili w przepisach furtkę, która może prowadzić do nadużyć. Zresztą nie jest to furtka jedyna.

Sztuczne mnożenie gospodarstw

– To jest celowe działanie – mówi nam Bartosz Kwiatkowski, dyrektor polskiego oddziału Fundacji Frank Bold. – Ministerstwo już wiele miesięcy temu było świadome, że przy tak skonstruowanych przepisach będą nadużycia. Skąd to wiemy? Zapisy ustawy o dodatku węglowym w dużej mierze bazują na zapisach ustawy o dodatku osłonowym, z grudnia ubiegłego roku. Ministerstwo Klimatu i Środowiska oficjalnie przewidywało omawiany scenariusz przy dodatku osłonowym – wskazuje Kwiatkowski.

I rzeczywiście. W „pytaniach i odpowiedziach” do ustawy o dodatku osłonowym, na ministerialnej stronie, pojawia się pytanie o sytuację, gdy pod jednym adresem znajduje się więcej niż jedno gospodarstwo. Ministerstwo odpisuje, że jedna osoba z każdego gospodarstwa może złożyć wniosek o dodatek. Mimo to, do ustawy o dodatku węglowym nie wprowadzono żadnego zabezpieczenia przed sytuacją, gdy pod jednym adresem jest tylko jedno źródło ciepła i pobiera się na nie kilka dodatków.

Problem „mnożenia” się gospodarstw domowych nie jest nowym zjawiskiem. Znają go m.in. osoby pracujące w „MOPS-ach”. Co to oznacza w praktyce? – W domu, czy mieszkaniu, gdzie zamieszkuje kilka osób, sztucznie dokonywany jest podział na gospodarstwa. Osoby te twierdzą, że na przykład lodówka jest podzielona na cztery części, rachunki są płacone oddzielnie, tak samo jak robienie zakupów. Takie osoby przekonują, że poza miejscem zamieszkania, nie mają ze sobą nic wspólnego. Oczywiście w wielu przypadkach jest to kompletnie sztuczny podział, który prowadzi to tego, że gospodarstwa mieszkające w jednym lokalu, posiadające jedno źródło ciepła, będą w stanie wnioskować o kilka dodatków węglowych i nawet na tym zarobią – wyjaśnia przedstawiciel Fundacji Frank Bold.

Kto pierwszy ten lepszy, a reszta po złotówce

W ramach dodatku węglowego obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy. Jeżeli osiągniemy wypłaty w wysokości 95 proc. przewidzianej puli, to pozostała grupa osób, która nie znajdzie się wśród beneficjentów tych 95 proc. środków, dostanie wypłaty proporcjonalne. To znaczy, że pozostała kwota, czyli 5 proc. całej puli, zostanie podzielona na wszystkich pozostałych chętnych. W efekcie dopłaty mogą być wysokości jedynie kilka złotych.

Co szczególnie ważne, budżet przeznaczony na dodatek węglowy był tworzony w odniesieniu do potencjalnej liczby instalacji węglowych. Przy „rozmnożeniu” się gospodarstw domowych budżetu nie wystarczy dla wszystkich i jak zwykle w takich sytuacjach najbardziej ucierpią te osoby, które pieniędzy naprawdę potrzebują.

Czy projektodawcy ubezpieczyli się na wypadek nieuczciwych obywateli? – Ta ustawa ma pewne zabezpieczenie w postaci rygoru odpowiedzialności karnej. Podczas składania wniosku oświadcza się, że wszystkie informacje, również w zakresie liczby członków gospodarstwa domowego, są prawdziwe. Pojawia się jednak pytanie, jak to zweryfikować? Definicja jest bardzo ogólna, przesłanki z niej wynikające są wyłącznie ocenne. W praktyce jest to nie do zweryfikowania – mówi nam Bartosz Kwiatkowski.

Ustawy wprowadziły maksymalny budżet przewidziany na dodatki. W przypadku dopłat do węgla to 11,5 mld złotych, a kolejnego dodatku do pozostałych paliw – 3,1 mld złotych. Tutaj odbiorcami mogą być, oprócz osób fizycznych, szpitale, instytucje oświatowe, pomoc społeczna czy organizacje pozarządowe. I znów występuje taki sam limit tzn. 95 proc. środków, a następnie wypłaty proporcjonalne oraz zasada „kto pierwszy ten lepszy”.

Kolejne dopłaty do ogrzewania i kolejne kontrowersje

Najnowszy projekt przyjęty przez rząd dotyczy dopłaty do innych źródeł ciepła. Chodzi o gaz LPG, pellet, drewno kawałkowe lub inną biomasę i olej opałowy. Wprowadzono niemal dokładnie takie same zapisy. Jedyną różnicą, która mogłaby być znacząca, jest nieporadna próba uszczelnienia przepisów.

„W przypadku gdy główne źródło ogrzewania zostało uruchomione do dnia 30 czerwca 2022 r., przy przyznawaniu dodatku bierze się pod uwagę deklarację złożoną przed dniem wejścia w życie ustawy” – czytamy. Jednak taki zapis nie spełnia swojej funkcji, bardzo łatwo go obejść. Po pierwsze wystarczy deklaracja, że źródło uruchomiono po 30 czerwca. Deklarację można też złożyć przed wejściem w życie ustawy, co również będzie trwało. Po trzecie przepis nie rozwiązuje problemu w przypadku dodatku węglowego. Wnioski o dofinansowanie obsługują samorządy, co jest dla nich dodatkowym obciążeniem.

– Największą wadą projektu jest brak kryterium dochodowego. Ta pomoc nie trafi do tych, którzy najbardziej tego potrzebują, tylko do tych, którzy najszybciej złożą wniosek. Drugim problemem jest sytuacja, gdy gospodarstwa domowe są skonfliktowane. Ktoś może złożyć wniosek, przejąć te 3 tys. zł, nie dzieląc się z pozostałymi członkami gospodarstwa. To problem społeczny, który trudno rozwiązać prawnie – podkreśla dyrektor Franka Bolda w rozmowie z redakcją.

Do tego są także zmiany w CEEB. Żeby dostać wsparcie, trzeba taką deklarację złożyć. Należy podać główne źródło ciepła, jednak ustawa o dodatku węglowym nie wskazuje, do kiedy trzeba było taką deklarację złożyć. W efekcie Polacy zaczęli masowo zmieniać swoje deklaracje, wskazując, że głównym źródłem ciepła jest jednak kocioł węglowy. Wszystko po to, aby otrzymać wspomniany dodatek. To spowodowało z kolei, że ewidencja CEEB, która miała być głównym narzędziem walki o czyste powietrze i efektywność energetyczną polskich budynków, przestaje być wiarygodna. Kilka lat pracy sztabu ludzi jedną uchwałą wyrzucono do kosza. Gminy zgłaszają, że skala tego zjawiska jest bardzo duża.

Poprawki były gotowe

Pod koniec lipca organizacje pozarządowe zgłosiły pomysł na zastąpienie dodatku węglowego dodatkiem energetycznym. Konkretne poprawki do rządowego projektu zostały wysłane do wszystkich senatorów, którzy pracowali nad przepisami. – Ustawa rządowa, która została zaproponowana jest bardzo szkodliwa, niesprawiedliwa i dzieląca społeczeństwo – mówił nam Andrzej Gula, jeden z liderów Polskiego Alarmu Smogowego w lipcu 2022 r. – Wyklucza ludzi najbardziej potrzebujących i karze osoby, które wymieniły kopciuchy i przeszły na ekologiczne źródła ciepła. Te osoby nie mają co liczyć na 3 tys. dodatku – podkreślał Guła.

– Nasza propozycja społeczna zauważała problem mnożenia się gospodarstw domowych, zmieniania treści deklaracji w CEEB i kryterium dochodowego. Wszystkie te kwestie były uwzględnione w naszych poprawkach. Senatorowie byli świadomi, jakie wady ma ta ustawa, a mimo tego postanowili naszych poprawek nie uwzględniać – wskazuje Kwiatkowski.

Społecznicy chcieli rozwiązać kwestię sztucznego zawyżania liczby gospodarstw w prosty sposób. Na jeden adres, w którym działa jedno źródło ciepła dla wszystkich domowników, przysługiwałaby tylko jeden dodatek. Z tego pomysłu nadal nie skorzystano.

Do Ministerstwa Klimatu i Środowiska przesłaliśmy pytania w kwestii uszczelnienia rządowych przepisów i zastosowanych rozwiązań. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Alexander Ishchenko

Podziel się: