Trujący glifosat trafia na nasze talerze. “Na opakowaniu piszą, że jest nieszkodliwy”

Podziel się:

Od kilku miesięcy Koalicja Żywa Ziemia prowadzi kampanię na rzecz radykalnego ograniczenia stosowania pestycydów w Polsce. W tej chwili kraje członkowskie Unii Europejskiej decydują bowiem nad kształtem Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2021-2027. Od tego zależy, ile substancji chemicznych będzie trafiało na nasze talerze.

Kluczowym elementem kampanii jest PETYCJA do polskiego rządu, ponieważ większość działań zależy od nas samych – każdy kraj musi stworzyć własny plan działania i cele. Na razie wypadamy blado na tle innych państw w temacie ograniczania trującego glifosatu w środowisku.

Rozmawiamy o tym z Ewą Sufin-Jacquemart, prezeską Fundacji Strefa Zieleni, należącej do Koalicji Żywej Ziemi.

Karolina Gawlik: Wydawałoby się, że na terenie Unii Europejskiej muszą istnieć od dawna jakieś normy bezpiecznego użycia pestycydów.

Ewa SufinJacquemart: Owszem, one istnieją, ale problem w tym, że są to normy ruchome, które dostosowuje się do aktualnych potrzeb. Kiedy w Europie zaczęła się bardzo szybko rozwijać przemysłowa hodowla zwierząt, potrzebna była duża ilość paszy. Zaczęto więc sprowadzać tą najtańszą – śrutę sojową – z Ameryki Południowej i Stanów Zjednoczonych. Problem w tym, że zawartość glifosatu w niej była znacznie wyższa niż w europejskich normach. Normy więc zwiększono. Według mnie to bardzo dobry przykład na to, że żyjemy w świecie, w którym dostosowuje się normy do rzeczywistości, a nie odwrotnie.

Po drugie, nikt nie bada, jak działają, i jak długo pozostają w środowisku i organizmach tzw. koktajle pestycydowe, czyli występujące razem mieszanki wielu różnych substancji.

Zobacz także: Rolnik uprawia warzywa w mieście. Klienci je pokochali

Każdy środek jest badany osobno. Jeśli zatem w płatkach owsianych jest dwanaście różnych pozostałości z pestycydów, to nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak taka mieszanka wpłynie na organizm ludzki. Nie ma takich badań, między innymi ze względu na zbyt dużą liczbę różnych kombinacji, które musiałyby zostać poddane eksperymentowi.

To znaczy, że badania są modelowane wyłącznie na osobne składniki?

Tak, norma dotyczy pojedynczego składnika. W rozporządzeniu ministra zdrowia widnieją tabele dla każdej substancji w różnych roślinach, czy w wodzie. Taka ciekawostka – normalnie w większości warzyw i owoców norma powinna wynosić 0,1 mikrogramów substancji na kilogram. Tymczasem we wszystkich roślinach, które opryskujemy, odchwaszczamy i suszymy przed zbiorem, wynosi ona w tabelach 10 albo 20 mikrogramów. Słowem: ze względu na zyski i wygodę rolników pomnożono normę przez 10 i 20, żeby mogli stosować takie techniki. Co więcej, norma ta dla dziko rosnących grzybów wynosi aż 50. 

Z jakiego powodu? 

Możliwe, że w okolicy prowadzona jest gospodarka leśna – na przykład przygotowywany jest teren pod szkółkę. Intensywnie opryskuje się go glifosatem. A grzyby dużo bardziej wyciągają zanieczyszczenia z gleby, zatem normy ustawione są wysoko. To pokazuje, jak można nimi grać.

Zaczęłam naszą rozmowę trochę przewrotnie od tych norm, bo szczerze mówiąc, to zdrowy wydaje mi się świat, w którym normy chemikaliów w jedzeniu wynoszą zero.

W USA działa organizacja Moms Across America, która między innymi walczy o zdrową żywność dla swoich dzieci i udowadnia ona, że de facto nie ma odpowiedniej normy dla glifosatu, ponieważ on się kumuluje w organizmie. Jeśli dziecko zjada go w płatkach śniadaniowych, kaszy jaglanej, chlebie i wielu innych każdego dnia, to norma ogólna i tak będzie w diecie regularnie przekraczana. 

To dość brutalna prawda.

Każdy ją przyjmuje po swojemu, ja też wiele lat temu załamałam nad nią ręce, dlatego zaczęłam działać. Sama dla siebie kupuję produkty ekologiczne, zwłaszcza warzywa i owoce.

Czym właściwie jest glifosat?

To najpopularniejszy na świecie składnik chemiczny używany w pestycydach. To nieselektywny herbicyd, który zabija wszystkie rośliny. Jest stosowany do usuwania chwastów, ale także “pielęgnacji” zieleni miejskiej. Na polach używany jest także do “dosuszania” plonów bezpośrednio przed zbiorem, mimo że nie takie jest przeznaczenie tego herbicydu. 

Glifosat działa tak, że zapobiega syntezie niektórych aminokwasów w roślinach. Problem w tym, że ten sam szlak mają również bakterie, które bytują w naszych jelitach, a więc oprócz redukowania chwastów, bardzo możliwe, że redukujemy naszą korzystną florę jelitową.

Dlaczego w ogóle pojawił się taki środek?

Glifosat został opatentowany jako herbicyd w 1974 roku przez amerykańską korporację, stając się bardzo popularnym środkiem w konwencjonalnym rolnictwie, ponieważ pozwala odchwaszczać pole w łatwy sposób. 

Mieszkam w lesie, nieopodal pola rolnego, które ma sześć hektarów. Właściciel trzyma je głównie dla dotacji unijnych, bo nie żyje z rolnictwa. Wyjaśnił mi kiedyś jasno, że w walce z chwastami ma dwie opcje – albo wypryskać glifosatem, albo zapłacić sąsiadowi rolnikowi, żeby pole zaorał. Ta pierwsza opcja kosztuje około 400 złotych taniej. Bardziej opłaca się więc oprysk niż przyjazd traktorem. 

Przecież ten rolnik sam potem je taką żywność.

Na opakowaniu pestycydu jest napisane, że to środek nieszkodliwy. Proszę pamiętać, że mówimy o ogromnym biznesie – 12 procent wszystkich pestycydów jest na bazie glifosatu. Korporacja, która ją wprowadziła na rynek, jest jedną z najpotężniejszych na świecie, widnieje w pierwszej dziesiątce na świecie najbardziej wpływowych. 

Zobacz także: Dr Kramarz: Nasza planeta jest przetwarzana dla zysku tych najbogatszych osób

O ile tradycyjne rolnictwo było oparte na wiedzy o przyrodzie, o ekosystemach, o współdziałaniu z przyrodą i wykorzystaniu tej relacji, by mieć jak najlepsze zbiory, o tyle od drugiej wojny światowej rozwinął się system, w którym my zmuszamy przyrodę do działania przy pomocy naszych technologii. W obecnym modelu jest ona drugim planie. Rolnicy uczą się w szkołach głównie tego, jak używać środków chemicznych – do czego, w jakim momencie, na jakich glebach. To rolnictwo oparte na technologii, elektronice, komputerach i dronach, a przede wszystkim oparte na chemii. W związku z tym rolnikom jest bardzo trudno coś zmienić, bo w polskich szkołach praktycznie się nie uczy rolnictwa ekologicznego.

Jak to?

Rolnicy ekologiczni uczą się z internetu, od siebie nawzajem oraz metodą prób i błędów. Podczas gdy w Austrii 26 procent powierzchni upraw zajmuje rolnictwo ekologiczne, 15 w Czechach, w Polsce jest to trzy procent. Co więcej, od 2014 roku jest tych upraw coraz mniej. Każdego roku kurczą się, czego nie można powiedzieć o przemysłowej hodowli, przemysłowej uprawie i monokulturze.

Jak z chwastami radzi sobie rolnictwo ekologiczne?

Rolnictwo ekologiczne jest oparte przede wszystkim na płodozmianie – żeby nie mieć chwastów, trzeba na tym samym polu uprawiać co roku coś innego – kilka różnych roślin na zmianę w odpowiedniej kolejności. W konwencjonalnej technice można cały czas uprawiać tylko pszenicę, ładując nawozy sztuczne, herbicydy i pestycydy. Z czasem gleba się oczywiście wyjaławia, więc trzeba w nią pakować jeszcze więcej środków. W ekologicznym ujęciu ziemia cały czas się regeneruje, bo dba się o jej żyzność, retencję. Dlatego to trzeba zmienić. 

Apelujecie do rządu o poważne podejście do celów Europejskiego Zielonego Ładu. Co on mówi o pestycydach?

Po raz pierwszy Komisja Europejska zdecydowała się na tak ambitną strategię proekologiczną, jako nadrzędną dla naszej przyszłości. Widnieje tam długi rozdział “od pola do stołu”, który obejmuje nie tylko wspólną politykę rolną, ale cały łańcuch i sektor produkcji żywności. Plan ten zakłada odważny cel – 50 procent mniej pestycydów w rolnictwie i 50 procent mniej antybiotyków w hodowli zwierząt. Do tego 25 procent powierzchni uprawnej pod rolnictwem ekologicznym oraz 25 procent mniej nawozów sztucznych. Dla polskiego rolnictwa to są bardzo ambitne i trudne wyzwania, bo my idziemy dokładnie w przeciwnym kierunku.

Ambitne cele mocno uderzą w rolników. Co z nimi?

Małe i średnie gospodarstwa powinny być dla rządu priorytetem. Trzeba wyszkolić doradców w ośrodkach doradztwa rolniczego, którzy dzisiaj zajmują się głównie wnioskami i papierologią, a nie merytorycznym wspieraniem rolników. Sami nie mają odpowiedniej wiedzy o rolnictwie ekologicznym, więc nie są w stanie wesprzeć rolników w przejściu z konwencjonalnych metod na te bardziej przyjazne środowisku. Nie mówimy o przejściu natychmiastowym, bo i tak potrzeba przynajmniej trzech lat, żeby ziemia odpoczęła. Istnieją etapy pośrednie. Teoretycznie już teraz wszyscy rolnicy mają obowiązek stosować zintegrowaną ochronę roślin – mówi ona o tym, że stosowanie pestycydów jest ostatecznością. Ale ponieważ nie ma kontroli, wsparcia, nauczania, ani sankcji, jest to martwa litera prawa. 

Glifosat widnieje na opakowaniu jako nieszkodliwy, ale rozumiem, że badania jasno pokazują jego negatywny wpływ na zdrowie?

Tych badań jest bardzo dużo i są jednoznaczne. Najważniejsze z nich dotyczą potencjalnej rakotwórczości. Europejski Instytut Badań nad Rakiem w Lyonie w 2015 roku zakwalifikował glifosat jako prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi. Naukowcy odrzucili przy tym wszystkie badania zrobione wcześniej przez sam przemysł na zamówienie – ich wyniki służyły jedynie do uzyskiwania zezwoleń, nie upubliczniono ich, nie poddano recenzji innych naukowców,  a więc nietransparentne.

W 2019 roku naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego opublikowali kolejne badania, w którym udowodniono, że szansa zachorowania na niektóre rodzaje nowotworów rośnie nawet do 41 procent, kiedy człowiek jest poddany na regularne działanie glifosatu. To dotyczy głównie rolników, którzy mają z nim najwięcej do czynienia.

Nasze zdrowie to jedno, a co z kondycją środowiska?

W momencie, gdy coś niszczy wszystkie rośliny, siłą rzeczy nie może być dobre dla przyrody. Tym bardziej że taki oprysk, zwłaszcza zrzucany z samolotu, nie leci pod linijkę na samo pole. Wiatr rozsiewa te składniki. Badania pokazują, że w całych okolicach tych pól roślinność jest niezwykle zubożała. Bez roślinności nie ma również owadów, więc cały ekosystem jest bardzo mocno zachwiany. Nie mówiąc o samej glebie, gdzie też mieszkają organizmy, które pod wpływem oprysków są niszczone. To nie jest dobre ani dla roślin, ani dla zwierząt, które je jedzą, a my to ignorujemy, bo dla rolników to szkodniki, które niszczą im zbiory. 

Czy Polska ma jakieś wyjście z ambitnej strategii Unii Europejskiej?

Niestety ma. Wspólna polityka rolna na najbliższe siedem lat, która jest w trakcie negocjacji nad ostatecznym kształtem, daje narzędzia, żeby odważne kraje miały możliwość jak najbardziej ambitnego działania, ale jednocześnie pozostawia wiele furtek tym opornym, żeby wprowadzały zmiany w małym stopniu. Na naszym podwórku wdrażanie tej polityki będzie określone w Krajowej Strategii Wspólnej Polityki Rolnej, dlatego będziemy negocjować i naciskać, żeby w tym planie było jak najwięcej wsparcia, zachęt i warunkowości dla rolników. Zmiana jest możliwa, ale wymaga wspólnej mobilizacji.

Dlatego też stworzyliście petycję w sprawie używania glifosatu?

Tak, bardzo prosimy o jej podpisywanie, bo będziemy ją składać do premiera. Im większe poparcie społeczne, tym wyraźniej pokażemy, że jest zainteresowanie tematem ze strony konsumentów. U nas problem polega na tym, że ludzie nie mają tej wiedzy, bo nikt im przez 30 lat tego nie mówił. Promowaliśmy podejście, że polska żywność jest wspaniała, a konsument nie powinien się wtrącać do tego, co rolnik robi na swoim polu. 

W naszych materiałach piszemy o polskim programie FoodRentgen, który bada produkty z półek na zawartość pestycydów. Ich wyniki już wywołały bardzo poważne skutki. Okazało się, że glifosatu prawie w ogóle nie ma w… piwie. Autorzy badań dotarli do dyrektora jednego z wielkich browarów; wyjaśnił, że ze względu na wyniki badań kasz, sektor się zmobilizował i zbadał swoje surowce, żeby zapobiec dostawaniu się glifosatu do piwa. Czyli sam sektor się zorganizował, żeby coś zmienić, w ten sposób wywołując presję na producentów! Jeśli tacy gracze przestaną kupować produkty rolników, ze względu na pestycydy, siłą rzeczy rolnicy będą musieli zmienić praktyki. A to wszystko zaczyna się od presji konsumenta.

Czytaj także: Krótka historia pestycydów. Dlaczego żywność jest opryskiwana i jakie są tego skutki?

Co jeszcze, poza podpisaniem petycji i edukacją, może zrobić każdy z nas?

Kupować produkty ekologiczne. Rolnictwo ekologiczne wymaga na początku od praktyków wiele wysiłku i ciągłej edukacji. Kupując ich produkty, chociaż czasami, ten rynek będzie się zwiększał, co napędzi pozytywną zmianę i być może zmniejszy ceny. Mamy szansę, żeby ekologiczna żywność była w Polsce powszechna, ale wszyscy musimy się wysilić. Warto, bo to najlepsza prewencja zdrowotna, jaką można sobie wyobrazić.

__

Ewa Sufin-Jacquemart jest prezeską zarządu Fundacji Strefa Zieleni i aktywistką Partii Zieloni. Z wykształcenia socjolożka, była też informatyczką, doradczynią ds. organizacji i metod, dyplomatką, doradczynią ds. zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw.

Koalicja Żywa Ziemia zrzesza polskie organizacje, które stawiają sobie za cel kształtowanie polityki rolnej i żywnościowej w kierunku sprawiedliwej społecznie i odpowiedzialnej wobec środowiska naturalnego produkcji, dystrybucji i konsumpcji żywności.

__

Zdjęcie: Shutterstock

Podziel się: