Kryzys energetyczny w Norwegii. Wzrost cen nawet o 700 proc. Rząd dopłaca do rachunków

Podziel się:

Rekordowe ceny energii dominują debatę publiczną w Norwegii. Według lokalnych mediów za kryzys energetyczny odpowiadają przede wszystkim niekorzystne warunki atmosferyczne. Kraj, w którym 90 proc. energii pochodzi z elektrowni wodnych mierzy się z niespotykanymi wcześniej cenami prądu. Na taką sytuację zareagował rząd zapowiadając kolejną dopłatę do rachunków za energię elektryczną.

Prąd dla Norwegów jest jak dla nas woda w kranie – to coś powszechnego, taniego i ogólnodostępnego. Duże mrozy spowodowały wielki skok popytu. Wytłumaczenie tej zależności jest proste: w kraju fiordów większość gospodarstw i firm ogrzewanych jest za pomocą elektrycznych kaloryferów.

Do tego trzeba dodać potrzeby generowane przez transport. Choć jak zaznaczają eksperci, te odpowiadają jedynie za kilka procent norweskiego zapotrzebowania na prąd. W Norwegii od lat obserwuje się trend elektryfikowania środków transportu. Większość nowych samochodów sprzedawanych na rynku to pojazdy elektryczne. Od kilkudziesięciu lat konsekwentnie wspiera się tego typu pojazdy, znosząc akcyzy, zapewniając preferencyjne stawki za parkowanie czy możliwość poruszania się po buspasach.

W Oslo, stolicy Norwegii, nawet promy pasażerskie, będące częścią transportu publicznego są zasilane prądem.

Skąd prąd w Norwegii?

Dokładnie 87 proc. rocznej produkcji prądu w Norwegii zapewniają elektrownie wodne. Kolejne 11 proc. zapewnia 60 elektrowni wiatrowych. Pozostałe 2 proc. to pompy ciepła bazujące na źródłach geotermalnych. Zazwyczaj takie instalacje stosuje się w dużych zakładach produkcyjnych.

Do tego, jak przekonuje Ministerstwo Ropy Naftowej i Energii, zbiorniki retencyjne zapewniają magazynowanie aż 70 proc. rocznego zapotrzebowania na energię. W przypadku niekorzystnych warunków woda gromadzona w zbiornikach rezerwowych przepuszczana jest przez elektrownię wodną zapewniając dostawę prądu.

Ale żeby tak było – potrzebne są opady. A te były w ubiegłym roku niskie. Kraj zmagał się z suszą. Do tego należy dodać zamarzające rzeki, które również wpływają na możliwości elektrowni wodnych oraz niską produkcję z elektrowni wiatrowych. Jaki jest tego efekt?

Czytaj także: Zmiana warty w Norwegii. Czy nowy rząd przykręci kurek z miliardami z ropy i gazu?

Rekordowa cena prądu w Norwegii

Już w listopadzie 2021 roku ceny za prąd poszybowały. Jakby tego było było mało Norwegia swoją zieloną energię również eksportuje. W 2021 roku było to aż 17.4 TWh, co dla przykładu odpowiada podwojeniu zapotrzebowania na prąd w Oslo. Eksport wynika z kontraktów na prąd, więc nie da się go po prostu pozbyć.

W odpowiedzi na rosnące ceny i niepokój społeczny, norweski rząd w grudniu 2021 przyjął pierwszy pakiet pomocowy. Jego założenie było takie, aby rząd pokrywał 55 proc. rachunków w przypadku, gdy cena za kilowatogodzinę (KWh) przekroczyła 0,7 korony norweskiej, czyli ok. 30 groszy. W momencie pisania tego tekstu cena prądu w stolicy Norwegii wynosi 1,74 korony norweskiej za KWh, czyli około 70 groszy. Dla porównania cena prądu w Polsce jest aktualnie zbliżona. Waha się między 63 a 73 groszy w zależności od operatora. Rekord tej zimy wyniósł aż 3,95 korony za KWh, czyli około 1,80 złotego.

W szczytowym, okołoświątecznym momencie grudnia 2021 roku, ceny prądu w okolicy Oslo były ponad 700 proc. wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Teraz rządząca mniejszościowa koalicja Partii Pracy i Partii Centrum proponuje jeszcze większy pakiet pomocowy. Budżet centralny ma pokryć aż 80 proc. rachunków dla cen prądu powyżej 0,7 korony za KWh. Koszty takiego wsparcia będą ogromne. Szacuje się, że razem z poprzednimi dopłatami będzie to kwota rzędu 8,9 miliarda koron (ok. 4 miliardy złotych).

Rachunki wciąż dwa razy większe

Mamy system energetyczny który polega na opadach, rezerwach wody i sytuacji energetycznej w Europie. To spowodowało ekstremalną sytuację w ostatnim czasie, włącznie z wysokimi cenami prądu. Rynek nie uwzględnia społecznych aspektów tej sytuacji, ale my możemy to robić – powiedział premier Norwegii Jonas Gahr Støre dziennikowi Aftenposten.

Większość partii politycznych obecnych w parlamencie już sygnalizowała, że poprze takie rozwiązanie. Jednak niektórzy chcą jeszcze większego wsparcia. Frank Sve z Partii Postępu, która posiada 21 na 169 mandatów w parlamencie przekonywał, że to za mało. Zwykli ludzie wciąż płacą dwa razy więcej niż średnia dla ostatnich ośmiu lat – mówił polityk lokalnym mediom.

Sprzedała psa żeby zapłacić rachunki

Norwegowie lubią popadać w skrajności. Kraj kojarzący się z powszechnym dobrobytem w grudniu obiegła nietypowa i dramatycznie brzmiąca wiadomość. Matka małego dziecka sprzedała rodzinnego psa, aby mieć na rachunki za prąd. Liczy na wsparcie premiera – brzmiał nagłówek w najpopularniejszym norweskim dzienniku.

Choć odzew ze strony społeczeństwa był ogromny, włącznie z propozycją odkupienia psa z powrotem, bohaterka tej opowieści nie zdecydowała się, aby z pomocy skorzystać. Twierdziła, że nie stać ją na utrzymanie zwierzęcia. I choć cała historia była równocześnie obnażeniem zawiłości towarzyszących systemowi wsparcia socjalnego, to główny nacisk położono właśnie na ceny prądu w Norwegii.

Te, według występującej w reportażu kobiety, była aż trzy razy wyższa niż w roku ubiegłym. Ostatecznie pies został odkupiony za 8500 koron, czyli około 3860 zł. Dla porównania średnia pensja w tym skandynawskim kraju to 47 000 koron norweskich, czyli około 8542 zł.

Cenę za prąd zapłaci natura?

Rekordowe zapotrzebowanie na prąd jest i będzie w Skandynawii tematem gorących debat przez najbliższe miesiące. Na tym mogą ucierpieć naturalne ekosystemy, w szczególności te związane z rzekami.

Chociaż Norwegowie są na tym punkcie przeczuleni, to każda inwestycja w elektrownię wodną ma swój ekologiczny koszt. Dlatego w kraju obowiązują specjalne przepisy, które mają chronić rzeki i wodne korytarze ekologiczne. Regulacje dotyczą niemal 400 rzek w całym kraju.

Jednak już dziś politycy zaczynają przekonywać, że bez dalszych ingerencji w rzeki się nie obędzie. Dotyczy to także chronionych korytarzy wodnych. Politycy mówią o „delikatnej” i „subtelnej” ingerencji w rzeki. Powołują się na nowoczesne technologie, które mają chronić naturalne ekosystemy.

Delikatna produkcja energii za pomocą elektrowni wodnych nie istnieje – odpiera te zapewnienia Natalia Antonia Golis z norweskich „Zielonych”. Ci jednak są w norweskim parlamencie w zdecydowanej mniejszości.

A może ceny regulowane?

W obliczu kryzysu w publicznej debacie pojawił się temat, który poruszano także w Polsce. Ceny odgórnie regulowane. W prawdzie u nas chodziło o ceny za artykuły spożywcze, ale nietrudno wyobrazić sobie podobną sytuację z prądem. Pomysł podniosły partie: Postępu, Czerwoni oraz Socjalistyczna Lewica.

Przemysł energetyczny nie zostawił na propozycji suchej nitki. Koszt produkcji energii elektrycznej zależy od pogody, pory roku i rodzaju energii. Ustalona cena maksymalna, na przykład 0,35 korony za KWh oznacza, że nie będzie to opłacalne dla producentów energii. Cena produkcji będzie wyższa niż maksymalna cena sprzedaży ustalona przez polityków. Rezultatem może być brak energii, teoretycznie: blackout – groził Toini Løvseth, dyrektor w organizacji Energy Norway, która zrzesza ponad 300 firm z sektora energetyki.

Te słowa oburzyły Magnusa Marsdala z lewicowego think-tanku Manifesto. To naprawdę skandal, jeśli dyrektor z przemysłu energetycznego szantażuje zatrzymaniem dostaw energii, która do nas należy – mówił Marsdal dla portalu e24.no. Ostatecznie ceny prądu w Norwegii nie będą regulowane, pomysł odrzucił rząd.

Jak skończy się norweski kryzys energetyczny i jakie wnioski zostaną z niego wyciągnięte? Tego dowiemy się wraz z nadejściem wiosny i roztopami, które odbudują rezerwuary wody dla norweskich elektrowni wodnych. Dziś kraj fiordów zmaga się z jednym z największych kryzysów społeczno-ekonomicznych w XXI wieku. Będziemy śledzić tę sprawę.

Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Yelo Jura

Mieszkasz w Norwegii?
Napisz, jak dotknęły Cię podwyżki rachunków za prąd: [email protected]

Podziel się: