Zmiana warty w Norwegii. Czy nowy rząd przykręci kurek z miliardami z ropy i gazu?

674
0
Podziel się:
flaga norwegii

Wybory parlamentarne w Norwegii obserwuje cały świat. Skandynawowie są największym w Europie Zachodniej producentem ropy i gazu. To coraz bardziej bruździ w ekologicznym CV kraju fiordów. Tempo zakończenia wydobycia ropy było jednym z głównych tematów kampanii wyborczej. Po 8 latach zmienia się rządząca koalicja. Czy wyrzuty sumienia Norwegów wygrają z szerokim strumieniem pieniędzy, który zasila największy na świecie państwowy fundusz inwestycyjny?

Nasze programy działają, zatrudnienie rośnie, więc powinniśmy kontynuować ten kierunek – powiedziała dziennikarzom aktualna premier Norwegii oddając głos w rodzinnym Bergen. Wszystko wskazuje jednak na to, że urzędująca od ośmiu lat Erna Solberg ustąpi ze stanowiska. Jej centroprawicowa partia Høyre (Partia Konserwatywna) według sondaży mogła liczyć na 19% poparcia, podczas gdy główny rywal Arbeiderpartiet (Partia Pracy) notował wynik na poziomie 24%.

Wyniki norweskich wyborów

Wyniki po zliczeniu 100% głosów to potwierdzają dając Partii Konserwatywnej 20% poparcia a Partii Pracy ponad 26%.

To oznacza, że Partia Pracy będzie szukała koalicjanta wśród pozostałych ugrupowań. Niemal pewnym jest utworzenie centrolewicowego rządu razem z Senterpartiet (Partią Centrum). Ta otrzymała 13,5% głosów poparcia co przekłada się na 28 mandatów.

Razem z mandatami Partii Pracy daje to 76 mandatów. Do rządowej większości brakuje 9 mandatów, które może zapewnić socjalistyczna lewica, która po przeliczeniu wszystkich głosów ma ich 13.

Tymczasem Partia Czerwonych (komuniści) i Partia Zielonych liczą, że staną się języczkiem u wagi. Zieloni notowali zaledwie 5% w sondażach jednak mają nadzieję, że dzięki ich mandatom (3) na znaczeniu zyskają kwestie zmian klimatu.

Po zliczeniu 100% głosów jest jasne, że ani jedni, ani drudzy nie będą konieczni do osiągnięcia większości. Chcąc jednak zyskać stabilną koalicję prawdopodobnym jest włączenie którejś z tych partii do rządowego bloku.

Wyniki po zliczeniu wszystkich głosów, źródło: www.aftenposten.no

Skaza na zielonym życiorysie Norwegii

Eksport ropy i gazu odpowiada za 40% całkowitej wartości norweskiej sprzedaży za granicę i gwarantuje 160 tysięcy miejsc pracy. Produkcja ropy i gazu daje 14% PKB kraju. Norwegia jest największym w Europie Zachodnim i drugim po Rosji producentem ropy naftowej w Europie oraz trzecim co do wielkości eksporterem gazu ziemnego na świecie.

Dziennie Norwegowie wydobywają ponad 1,7 miliona baryłek ropy, co dało 13 miejsce na świecie w roku 2020. W przeliczeniu na mieszkańca Norwegia znajduje się w pierwszej piątce światowych producentów surowca.

W kraju, który płaci miliard dolarów Indonezji, aby ta przestała wycinać lasy tropikalne, w którym 7 na 10 sprzedanych w sierpniu samochodów to elektryki, a 98% energii produkuje się poprzez elektrownie wodne – takie dane mogą szokować.

Mieszkający od 18 lat w Norwegii Polak – Tomasz Domagalski dostrzega logikę w norweskiej polityce: Norwedzy są świadomi tego, że z jednej strony promują ekologię, a z drugiej strony wydobywają ropę. Jest świadomość, że to się skończy i nie widzę w tych działaniach hipokryzji – stwierdza w rozmowie ze SmogLabem i dodaje: Nie znam kraju, który nie korzystałby ze swoich zasobów. Norwegowie zaczęli wydobywać już w latach 60. Jednak od innych krajów odróżnia ich to, że zamiast trwonić ten majątek, zaczęli go inwestować. W swoją pozycję w świecie, w promowanie wartości, które uważali za ważne – w tym właśnie ekologiczną agendę i zielone rozwiązania. Paradoksalnie te środki są używane do stworzenia społeczeństwa niezależnego od pieniędzy pochodzących z wydobycia ropy. Norwegowie inwestują w „know-how”, w młodzież, aby młodzi naukowcy implementowali zielone rozwiązania.

Rekordowy fundusz

Korzyści finansowe, które generuje gospodarka paliwowa w Norwegii są olbrzymie. To dzięki ropie ten nordycki kraj stał się światowym liderem w rankingu życia mieszkańców i wzorem państwa opiekuńczego. Wcześniej była to nieco zapomniana, prowincjonalna, rybacko-rolnicza kraina na skraju Europy.

Sukcesywne odkładanie i inwestowanie pieniędzy ze sprzedaży ropy pozwoliło na stworzenie megafunduszu, który ma zapewnić dostatek także przyszłym pokoleniom. Jego wartość wynosi dziś 12,2 bln NOK (korona norweska), czyli ok. 5,3 biliona złotych i należy do niego 1,4% akcji spółek na świecie. To największy państwowy fundusz na świecie, który bije kolejne rekordy. W pierwszej połowie 2021 roku zanotował niemal 10% stopę zwrotu. To oznacza, że dziś, na jednego Norwega przypada niemal milion złotych.

„Wszystkie partie są ekologiczne”

Mieszkający w stolicy Norwegii Domagalski zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: Norwegowie mają systemowe podejście do ekologii. Stworzyli pewien wzór obejmujący każdą dziedzinę życia, który powoduje, że zbiorowa świadomość ekologiczna jest wysoka – zaznacza. To się tworzy od poziomu przedszkola, gdzie dzieci są uczone oszczędzania wszelakich zasobów, sortowania śmieci, współpracy, przez kolejne etapy edukacji, a na samym końcu odbicie widać w tworzonym prawie, co do którego jest ogólnonarodowa zgoda – twierdzi Domagalski.

Według naszego rozmówcy w zasadzie wszystkie partie są ekologiczne, a to co u nas jest standardem lewicowym w Norwegii odbierane jest jako centrum, ochrona środowiska jest zaś uniwersalną wartością. Ponieważ jest to wartość wspólna, nie ma potrzeby aby chronić środowisko poprzez skrajności, stąd według Domagalskiego niewielka popularność norweskich Zielonych (tylko jeden przedstawiciel w Parlamencie).

Kampania wokół ropy

Kwestia wydobycia ropy naftowej jest zdecydowanie jednym z najważniejszych tematów tegorocznej kampanii w Norwegii. Sierpniowy raport IPCC tylko wzmocnił ten temat w wyborczych obietnicach i zmusił polityków do zajęcia stanowiska. Z ropą łączą się bezpośrednio kolejne gorące dla Norwegów tematy: zmiany klimatu oraz dobrobyt (z paliwowych miliardów) i nierówności ekonomiczne, na które Skandynawowie są szczególnie wyczuleni.

Jeżeli zgodnie z przewidywaniami Partia Pracy stanie na czele rządzącego bloku, premierem zostanie lider tej partii, 61 letni milioner – Jonas Gahr Stoere. Swoją kampanię skoncentrował na nierównościach społecznych.

W kwestiach paliwowych jego partia w oficjalnym przekazie skłania się do stopniowego zmniejszania zależności norweskiej gospodarki od sektora naftowego. Przeciwnego zdania mogą być jednak koalicjanci, bez których Stoere nie utworzy stabilnego rządu. Ci z pewnością będą chcieli bardziej radykalnego podejścia do ograniczeń związanych z wydobyciem czarnego złota, szczególnie jeżeli do bloku dołączą Zieloni.

Po oddaniu głosu lider Partii Pracy powiedział dziennikarzom: Wierzę, że zamknięcie sektora paliwowego jest złą polityką gospodarczą i złą polityką klimatyczną, co oznacza, że nie planuje rewolucji w tym zakresie. Wcześniej podkreślał, że Norwegia będzie ograniczała emisje CO2 zgodnie z Porozumieniem Paryskim.

Wydobycie zakazane do 2035?

Sprzeczność między modelem napędzającym norweską gospodarkę, a jej ekologicznymi ambicjami nigdy nie była tak widoczna jak przed aktualnymi wyborami.

Sytuacja przypomina jednak nieco polski układ sił w paliwowej polityce: mainstreamowe partie pogodziły się z koniecznością odejścia od węgla, ale zachowawczo podkreślają, że musi to być długotrwały i stopniowy proces. Uczestniczą w tym raczej reaktywnie.

Konieczność długofalowego procesu z odpowiednim czasem na adaptację firm paliwowych, podkreśla także Solberg, aktualna premier, która żegna się ze stanowiskiem.

Przeciwnego zdania są partie mniejszościowe: lewicowe i centrolewicowa partia Zielonych. Ta ostatnia większość kampanii oparła na klimacie i środowisku, zapowiadając najbardziej drastyczne z punktu widzenia norweskiej gospodarki zatrzymanie przemysłu naftowego.

Według Zielonych Norwegia zakończyłaby wydobycie w roku 2035. Jednocześnie podkreślają, że nie wejdą w koalicję z żadną partią, która będzie podważać konieczność wprowadzenia natychmiastowego (względnie) zakazu wydobycia ropy i gazu. Z kolei Partia Pracy podczas kampanii stawiała warunek dokładnie odwrotny: nie wejdą w koalicję z ruchem postulującym natychmiastowy zakaz.

Partia Pracy będzie bez wyjścia, jeżeli Zieloni okażą się niezbędni do stworzenia stabilnej większościowej koalicji. W stolicy Norwegii rozpoczynają się jedne z najtrudniejszych rozmów, a cel jest jeden: zawiązanie większościowego bloku, który wyznaczy kierunki Norwegii na kolejne 4 lata. Aby stworzyć rząd, koalicja musi liczyć minimum 85 mandatów.

Zasady głosowania w Norwegii

W powszechnym głosowaniu Norwegowie wybierają 169 przedstawicieli. Uprawnieni do głosowania są obywatele Norwegii, którzy do końca 2021 roku skończą 18 lat.

Ponad 1.6 miliona Norwegów (42.3% uprawnionych) skorzystało z możliwości wcześniejszego głosowania, które odbywało się od 10 sierpnia w dedykowanych punktach. Dzięki temu Norwegia może pochwalić się bardzo dobrą frekwencją, 4 lata temu było to niemal 80% uprawnionych. Tradycyjne głosowanie skończyło się 13 września. Lokale wyborcze są zamknięte zostały o godzinie 20:00.

Frekwencja w 2021 roku wyniosła 74,8%.

Zdjęcie tytułowe: Tomas Marek/Shutterstock

Podziel się: