Mikołaj Dorożała przestał być wiceministrem klimatu i środowiska. O swojej dymisji poinformował w piątek w mediach społecznościowych. Odpowiadający m.in. za lasy i ochronę przyrody polityk był od dłuższego czasu na celowniku środowisk łowieckich i leśnych, które teraz świętują jego odejście z rządu. Wśród zadowolonych są także… politycy samej koalicji.
„Złożyłem rezygnację z funkcji Podsekretarza Stanu i Głównego Konserwatora Przyrody w Ministerstwie Klimatu i Środowiska” – napisał Dorożała w swoich mediach społecznościowych w piątek. Pełnił on funkcję zastępcy ministry Pauliny Hennig-Kloski od początku kadencji. W resorcie zajmował się kwestiami lasów, łowiectwa i ochrony środowiska.
„Odchodzę z poczuciem uczciwie wykonanej pracy i z czystym sumieniem. Byłem wierny swoim wartościom” – napisał.
W poniedziałek ministerstwo potwierdziło pojawiające się już wcześniej w mediach informacje o tym, że do kierownictwa ministerstwa dołącza nowa osoba – Sławomir Ćwik. To poseł partii Hennig-Kloski Unia Centrum.
Jednak – jak dowiedział się SmogLab – nie przejmuje on obowiązków Dorożały, bo te (w tym funkcja Głównego Konserwatora Przyrody oraz Departament Leśnictwa i Łowiectwa) trafią do pełniącej już funkcję wiceministra Urszuli Zielińskiej z Zielonych.
Informacje o tym opublikował także portal WNP.pl, który pisze ponadto, że Ćwik przejmie z kolei dotychczasowe obowiązki Zielińskiej – czyli Departamenty OZE oraz Strategii i Odporności Klimatycznej. O ile samo powołanie Ćwika zostało już potwierdzone przez ministerstwo, to zarządzenia ws. nowego podziału kompetencji jeszcze nie ma w Dzienniku Urzędowym resortu.
Spory wokół wiceministra
Choć dymisja wiceministra może wydawać się nagła, to o takiej możliwości mówiło się już od wielu miesięcy. W maju w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Dorożała został zapytany o to, czy „jego dni w ministerstwie są policzone”.
– Robię rzeczy, na które umówiliśmy się w 2023 r. w umowie koalicyjnej i pod którymi podpisali się wszyscy koalicjanci. Jeśli jednak zamiast obiecanej reformy miałaby wygrać kontrreformacja, jestem gotów ustąpić. Nie zmienię poglądów o 180 stopni – powiedział wtedy. Z kolei w rozmowie z Oko.press mówił, że „szuka kompromisów” w swoich działaniach, ale „kompromis nie oznacza zmuszenia do rezygnacji ze wszystkich idei, z którymi się przyszło, z obietnic, pod którymi się wszyscy podpisaliśmy”.
Stwierdził też, że „polska przyroda w jakimś sensie z polityką niestety przegrywa”, a on swoją rolę widzi w tym, aby „jej systemowo bronić”.
- Czytaj także: „Klęska nieurodzaju” Nie wystarczy czekać na deszcz
Koalicja rządząca szła do wyborów z hasłem objęcia ochroną 20 proc. lasów, powołania nowych parków narodowych i szerokich zmian w ochronie środowiska i funkcjonowaniu Lasów Państwowych. Szybko okazało się, że wcielanie nawet części tych obietnic w życie napotyka na bardzo silny opór środowisk związanych z leśnictwem i łowiectwem. Hennig-Kloska, a przede wszystkim sam Dorożała stali się wrogami numer jeden podczas protestów niektórych leśników, a dymisja wiceministra – jednym z postulatów.
Myśliwi otwierają szampana. Posłanka PSL też świętuje ze strzelbą w ręku
Dymisję świętował w piątek między innymi związek zawodowy myśliwych „Wspólna Sprawa”. „To dzięki Wam, Waszemu oporowi przeciw wyniszczaniu: łowiectwa, środowiska naturalnego, tradycyjnych wartości i patriotyzmu w narodzie. Właśnie Wy 6 marca zaczęliście batalię, która została wygrana” – pisali do swoich zwolenników.
Jednak nie tylko środowiska łowieckie czy politycy prawicy wyrażają teraz radość z odejścia Dorożały. Jedną z pierwszych osób komentujących to była Urszula Pasławska, posłanka PSL, myśliwa. W opublikowanej w mediach społecznościowych grafice wygenerowanej przez AI Pasławska pozuje ze strzelbą i w futrzanej czapce obok tablicy z napisem „Dorożała zdymisjonowany – koniec dręczenia myśliwych i leśników”. Jeszcze przed ustąpieniem wiceministra takich głosów ze strony niektórych posłów koalicji było więcej.
Poseł Bartosz Romowicz z Polski 2050 (do której należał także Dorożała) zarzucał, że wiceminister jest „lobbystą organizacji ekologicznych”. Minister rolnictwa Stefan Krajewski (PSL) stwierdził kilka miesięcy temu, że „nie płakałby, gdyby Dorożała ustąpił”.
Niektóre z plotek wokół dymisji Dorożały dotyczyły zresztą właśnie negatywnej oceny ministra przez PSL – i poparcia tej partii dla jego szefowej. Wiosną w Sejmie głosowany był wniosek o odwołanie Hennig-Kloski i przez jakiś czas nie było jasne, jak zagłosuje w jego sprawie PSL. Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska skorzystała z – jak powiedziała – „zaproszenia na kawę” wystosowanego przez PSL i spotkała się z przedstawicielami klubu ludowców. – To było bardzo dobre spotkanie – oceniła ministra.
Ostro wypowiadał się wtedy sam wicepremier i prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. W kwietniu w radiu Zet ocenił, że Dorożała „narobił dużo głupich rzeczy” i już dawno powinien odejść, a także że „nie rozumie leśników, nie rozumie gospodarki leśnej”. Zastrzegł jednocześnie, że odejście wiceministra nie jest warunkiem poparcia Hennig-Kloski przez PSL, a samą ministrę ocenił dobrze.
Dorożała odpowiedział tego samego dnia na X, że zamierza te „głupoty” robić dalej, i wyliczył, co ma na myśli – między innymi Strategię 2035 i przepisy eliminujące spalanie pełnowartościowego drewna.
Co dalej z ochroną przyrody?
Odejście Dorożały ucieszyło część środowisk leśnych, drzewnych oraz łowieckich – zaniepokoiło z kolei organizacje i osoby zajmujące się ochroną środowiska. Część z nich odczytuje to jako nie tylko ustępstwo wobec przeciwników zwiększania ochrony przyrody, ale też sygnał, że te sprawy tracą na znaczeniu przed zbliżającymi się wyborami i na spełnienie obietnic (jak ochronę 20 proc. lasów) nie ma co liczyć.
Komentując dymisję Dorożały i reakcję na nią m.in. ze strony PSL, dziennikarz i przyrodnik Adam Wajrak napisał: „To wszystko sprawia, że my, wyborcy tej koalicji, możemy raczej zapomnieć o jej proprzyrodniczych obietnicach i z niepokojem myśleć o losie Puszczy Białowieskiej, lasów Karpackich, a także takich zwierząt jak wilki, łosie czy żubry. Ta koalicja pokazała, że w tych sprawach swoich wyborców ma w nosie”.
- Czytaj także: „Klęska nieurodzaju” Nie wystarczy czekać na deszcz
W poniedziałek ministra Hennig-Kloska zabrała głos na sejmowej debacie o bezpieczeństwie klimatycznym Polski. Choć nie odniosła się bezpośrednio do zmian kadrowych w swoim resorcie, to jej komentarze zdawały się mieć na celu uspokojenie tych, którzy obawiają się całkowitego porzucenia prośrodowiskowych obietnic.
– Od kiedy blisko trzy lata temu weszliśmy z nowym kierownictwem do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, ten ambitny postulat i obietnica wyborcza wyłączenia 20 proc. terenów Lasów Państwowych z gospodarki leśnej przyświecał nam każdego dnia. I pozostał z nami do dziś, choć wiem, że pewnie wielu z państwa ma wątpliwości, czy wciąż go pamiętamy – powiedziała.
Zapewniła o kontynuacji dotychczasowych projektów w tym zakresie, w tym tworzenia kolejnych lasów społecznych, powoływania nowych rezerwatów (w tym w dużych, cennych kompleksach leśnych) oraz objęcia ochroną obszaru planowanego parku narodowego w dolinie dolnej Odry (którego utworzenie zablokował wetem prezydent Karol Nawrocki).
–
Zdjęcie tytułowe: MKiŚ



