Miliard dolarów z nowych opłat dla kierowców. Nowy Jork stawia na zbiorkom

325
0
Podziel się:

225 milionów pojazdów rocznie i aż 700 tys. dziennie. Tak wyglądał ruch kołowy na Manhattanie — biznesowej dzielnicy Nowego Jorku przed wybuchem pandemii COVID-19. Teraz ma się to zmienić za sprawą nowego systemu automatycznych bramek dla kierowców. Nowy Jork chce przeznaczyć pozyskane w ten sposób pieniądze na modernizację metra, rozwój kolei podmiejskiej i transportu autobusowego.

Po ostatecznej zgodzie rządu federalnego Nowy Jork uruchamia system opłat za wjazd samochodem na Manhattan. Central Business District Tolling Program ma być odpowiedzią na wiecznie zakorkowane ulice biznesowej dzielnicy i ma być impulsem do rozwoju systemu transportu publicznego. Szczególnie w zakresie szybkości podróży komunikacją zbiorową. Jednym z głównych założeń jest również poprawa jakości powietrza.

Ponadto pozyskane w ten sposób pieniądze mają wspierać rozwój transportu. A dokładniej chodzi o kwotę w wysokości miliarda dolarów rocznie.

– 80 proc. zyskanego budżetu będzie przeznaczonych na projekty inwestycyjne z priorytetem dla rozwoju systemu metra, autobusów i inwestycji w transport zbiorowy na obszarach podmiejskich — czytamy w oficjalnym komunikacie. Kolejne 10 proc. pójdzie na rozwój Long Island Rail Road, czyli kolei podmiejskiej w południowo-wschodniej części stanu. Ostatnie 10 proc. także trafi na rozwój kolei w północnych dzielnicach.

System ma ruszyć najpóźniej wiosną 2024 r., a wysokość opłaty za wjazd nie została jeszcze ustalona. Nieoficjalne źródła podają, że koszt wjazdu wyniesie między 9 a 23 dolary i będzie uzależniony od godziny i rodzaju pojazdu. Taksówki, samochody współdzielone, czy dostawcy, będą płacili za wjazd tylko raz dziennie. Co ważne, pieniądze nie mogą trafiać na bieżące koszty utrzymania, a wyłącznie na nowe inwestycje lub modernizacje. Według ostrożnych analiz ruch kołowy ma spaść o ok. 1/6 względem stanu obecnego.

Dlaczego Nowy Jork wprowadza nowe opłaty dla kierowców?

Dlaczego zdecydowano się na wprowadzenie systemu? Urzędnicy podają tu twarde dane i przyznają: korki na drogach duszą cały region.

  • Nowy Jork to najbardziej zakorkowane miasto w USA.
  • Od 2010 roku średnie prędkości podróży na Manhattanie spadły o 17%, z 14,8 km/h do 12 km/h.
  • Odnotowano wysokie zanieczyszczenie powietrza na Manhattanie.
  • Zakorkowane ulice spowalniają karetki pogotowia, wozy strażackie i policyjne.
  • Ulice o większym natężeniu ruchu są mniej bezpieczne.
  • Koszty generowane przez korki w Nowym Jorku szacowane są na 20 miliardów dolarów rocznie.
  • Ruch samochodowy wrócił do poziomu 90 proc. tego sprzed wybuchu pandemii.
  • Nowy Jork znalazł się wśród najgorszych miast w USA pod względem zatłoczenia w rankingu INRIX Global Traffic Scorecard 2022.
  • Nowojorczycy tracą średnio 117 godzin rocznie z powodu korków.
5. Aleja w Nowym Jorku. Fot. Shutterstock/Resul Muslu

Powołują się na sukces innych miast

Nowojorscy prawodawcy podglądnęli też inne miasta, które wprowadziły podobne rozwiązania. W Londynie opłatę wprowadzono już w 2003 r. Szybko się okazało, że strefie objętej opłatami korki zmalały o 30 proc. W Sztokholmie, który wprowadził opłaty w 2007 r., nawet o 22 proc., jednak ulgę odczuły także regiony poza strefą, a czas podróży po mieście zmalał nawet o połowę. Z kolei w Mediolanie, po wprowadzeniu opłat, do strefy wjeżdżało niemal 1/3 mniej pojazdów niż wcześniej.

Tak naprawdę opłata będzie dotyczyła mniejszości z 1,5 miliona pracowników codziennie dojeżdżających na Manhattan. Tylko 140 tys. z nich dojeżdża tam samochodem. Droga do wprowadzenia prawa była długa. Decyzję podjęto w 2019 r., a pierwsze bramki są montowane dopiero teraz. W trakcie szerokich analiz, badań, spotkań publicznych i eksperckich zebrano 22 tys. indywidualnych uwag do nowego systemu. Oprócz tego złożono 55 tys. uwag na piśmie.

Co ciekawe, aż 200 milionów dolarów zostało przeznaczonych na łagodzenie skutków nowych przepisów wśród osób, które mogą być szczególnie dotknięte regulacjami. Mieszkańcy, których roczny dochód nie przekracza 60 tys. dolarów, będą mogli odliczyć poniesione opłaty od należnego podatku. Nocą opłaty będą o połowę niższe, a całodobowa giełda towarowa na Bronksie zyska nową infrastrukturę, która ma poprawić jakość powietrza. Do tego powstanie centrum leczenia astmy w tej samej dzielnicy.

Opłaty mają być pobierane za pomocą elektronicznego systemu E-ZPass. Jeżeli kierowca nie będzie takiego posiadał, to rachunek przyjdzie pocztą tradycyjną na adres rejestracyjny samochodu.

W 2018 r. 9 na 10 pojazdów na Manhattanie to samochody. Źródło: NYCDOT Miovision vehicle classification data.

Sąsiedzi Manhattanu przeciwko opłatom

Choć opłaty mają ruszyć dopiero wiosną 2024 r., to pierwsze punkty automatycznego poboru opłat zaczęto montować już pod koniec lipca 2023 r. W sumie ma ich być 120.

W tym samym czasie gubernator Phil Murphy z sąsiedniego stanu — New Jersey, zapowiedział pozew przeciw władzom Nowego Jorku. Argumentuje to obawą przeniesienia trującego ruchu samochodowego i ciężarowego na ulice jego regionu. Podczas jego konferencji odbył się protest zwolenników wprowadzenia opłat, którzy do pracy dojeżdżają transportem zbiorowym.

„78 proc. osób dojeżdżających do pracy z New Jersey na Manhattan używa transportu zbiorowego. Opłaty kongestyjne sprawią, że poruszanie się po mieście będzie bezpieczniejsze, szybsze i bardziej zrównoważone dla wszystkich”.

Do gubernatora z sąsiedniego stanu dołączają także urzędnicy ze Staten Island. To jeden z pięciu okręgów w stanie Nowy Jork. Podnoszą wysokie koszty zdrowotne dla mieszkańców okręgu, związane z przekierowaniem ruchu kołowego w ich rejony. Szczególnie obawiają się o pogarszającą się jakość powietrza. To jednak nie wszystkie działania prawne, które mają storpedować program poboru opłat. Także kongresman z sąsiadującego z Manhattanem obszaru Long Island, Anthony D’Esposito, przedstawił rezolucję sprzeciwiającą się tym planom.

Do tych spraw odnoszą się przedstawiciele miasta odpowiedzialni za wprowadzanie opłat. Podnoszą, że nikt nie broni wprowadzania podobnych rozwiązań na innych obszarach. W krajowych mediach już pojawiają się głosy, że kolejne miasta w Stanach Zjednoczonych mogą iść drogą Nowego Jorku, jeśli system okaże się sukcesem. Listę otwiera Los Angeles.

Do tematu będziemy wracać, także w kontekście polskich miast.

Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/MikeDotta

Podziel się: