98 proc. pingwinów cesarskich wyginie do końca wieku. Wiadomo, co trzeba zmienić

207
0
Podziel się:
pingwiny cesarskie

Przez wiele lat uważano, że Antarktyda w przeciwieństwie do Arktyki nie jest zagrożona zmianami klimatycznymi, że jest regionem dość nieczułym ze względu na geografię terenu. Jednak ostatnie lata pokazują, że jest inaczej. Widocznym znakiem tych zmian jest nagłe kurczenie się lodu morskiego, a także wymieranie gatunków. Ostatnio naukowcy poinformowali, że największe pingwiny – pingwiny cesarskie mogą zniknąć jeszcze w tym stuleciu.

Polarne regiony Ziemi najbardziej odczuwają zmiany klimatyczne. Chodzi tu głównie o Arktykę i tamtejszą czapę polarną, a w dużo mniejszym stopniu Antarktydę. Przez wiele lat zakładano, że Antarktyda tak łatwo nie podda się globalnemu ociepleniu z dwóch powodów. Po pierwsze, pokrywa ją ogromny lądolód. Dzięki temu średnia wysokość nad poziomem morza to około 3000 metrów. A im wyżej tym chłodniej. Zmiana temperatury z -60oC na -55oC w takim przypadku nie zmienia postaci rzeczy. Inaczej jest w przypadku Arktyki, gdzie w okresie letnim mamy do czynienia ze zmianą -5oC na 0oC, co oznacza topnienie lodu przez kilka miesięcy. Po drugie, Antarktyda jest kontynentem izolowanym od ciepłych mas powietrza poprzez zimne wody Oceanu Południowego, w którym płynie Prąd Wiatrów Zachodnich.

Antarktyda doświadcza zmian tak samo jak Arktyka

Ostatnie lata pokazują jednak zupełnie coś innego: Antarktyda jest tak samo wrażliwa jak Arktyka. Dowodzą temu nie tylko coraz większe roztopy lodowców szelfowych i w ogóle topnienie lądolodu, ale zmiany w lodzie morskim. Prowadzone od końca lat 70. XX wieku obserwacje satelitarne pokazywały, że w przeciwieństwie do Arktyki lód morski nie kurczy się, a nawet zaczyna przyrastać. Szybko jednak zorientowano się, że ten pozytywny trend, to efekt ocieplającego się klimatu. Główną przyczyną był spadek zasolenia związany z topnieniem lądolodu, a także wzrostem opadów atmosferycznych, co sprzyjało szybszemu zamarzaniu.

W ciągu ostatnich kilku lat trend został zatrzymany, i nawet można mówić o jego odwróceniu. W tym roku padł rekord topnienia lodu, 23 lutego pomiary satelitarne pokazały wartość 1,94 mln km2 – to absolutny rekord. Został tym samym pobity rekord z 2017 r. Musiało się to stać, ponieważ Antarktyda się ociepla. Setki kilometrów od wybrzeży może i tego nie widać, ale na samym wybrzeżu już tak. Średnia temperatura na Półwyspie Antarktycznym w ciągu ostatnich 50 lat wzrosła o 3oC, czyli o pięć razy więcej niż globalna.

Sytuacja ta zaskoczyła naukowców badających zmiany klimatyczne. „To, co dzieje się na Antarktydzie, jest ekstremalnym wydarzeniem”, powiedział Ted Scambos, glacjolog z Uniwesytegu Kolorado w Boulder, który jest głównym naukowcem w Narodowym Centrum Danych Lodu i Śniegu (NSIDC). „Ale już trochę przez to przeszliśmy”, wyjaśnił. Trzeba też zwrócić uwagę, że w ciągu 50 lat Ocean Południowy wchłonął aż 75 proc. nadmiaru ciepła wytworzonego przez ludzkość z racji spalania paliw kopalnych i 40 proc. wyemitowanego dwutlenku węgla.

Rosną temperatury, topnieje lód morski

Tak więc Antarktyda doświadcza postępującej zmiany klimatu. Wpływa to na tamtejszą przyrodę. Jednym z dobitnych przykładów są pingwiny, które podobnie jak arktyczne niedźwiedzie polarne są zależne od lodu morskiego. Z powodu wyżej przedstawionych zmian od lat 80. XX wieku badacze zaobserwowali spadek populacji pingwinów. Początkowo, jeszcze w XX wieku te nielotne ptaki nie odczuwały zmian, ale XXI wiek to zmienił. Szczególnie dotyczy to dwóch gatunków: pingwina Adeli i maskowego.

Do 2019 roku roku populacja niektórych kolonii spadła o 50 proc., a niektóre szacunki mówią nawet o 80 proc. Szybkość i dotkliwość zmian zaobserwowanych w niektórych populacjach pingwinów antarktycznych zadziwiła badaczy, którzy podnieśli alarm o wpływie zmieniającego się klimatu na ekosystemy Antarktyki. Dalsze badania wykazały, że cała sieć pokarmowa Oceanu Południowego wokół Półwyspu Antarktycznego przechodzi gwałtowne zmiany, czego przyczyną jest wzrost temperatur wód. Te dwa gatunki pingwinów żywią się głównie krylem, a jego obecność jest zależna od temperatury wód. To samo zresztą dotyczy ryb – całego łańcucha pokarmowego.

pingwin cesarski
Pingwiny cesarskie są mocno zależne od lodu morskiego na Oceanie Południowym

Spada populacja pingwinów, także tych największych

Ostatnio wiele poświęca się także największemu, endemicznemu gatunkowi pingwina. Chodzi o pingwiny cesarskie. Badanie opublikowane w 2021 roku pokazuje, że jeśli obecne trendy globalnego ocieplenia będą postępować, i jeśli nie zmieni się polityka klimatyczna, to do 2100 roku 98 proc. populacji wyginie. Zanik ten będzie się wiązał z redukcją lodu morskiego na Oceanie Południowym. Pingwiny cesarskie są mocno od niego zależne, bo tak jak niedźwiedzie polarne, na nim się rozmnażają. Wymagają stałej pokrywy lodowej od kwietnia do grudnia. Jeśli ocean za późno zacznie zamarzać lub uwolni się od lodu zbyt wcześnie, rodzina pingwinów cesarskich nie będzie mogła zakończyć cyklu rozrodczego.

Barbara Wienecke, ekolożka z Australijskiego Oddziału Antarktycznego, która jest współautorką tego badania powiedziała, że jest to „absolutnie druzgocące”. „Osobiście znam kilka obszarów, gdzie lód morski pękł na długo przed tym, jak pisklęta pingwinów były gotowe do wylęgu”, powiedziała Wienecke. „Mamy więc małe puchate kuleczki, które nie potrafią same o siebie zadbać (…), które są całkowicie zależne od pożywienia rodziców, które nie są wodoodporne. Nie mogłyby wejść do oceanu i przeżyć, nawet gdyby chciały”, wyjaśniła.

Czytaj również: Po raporcie IPCC. „Rzeczywistość rabunkowego zużywania surowców, konfliktów zbrojnych”

Nowe badanie: pingwiny cesarskie czeka ponura przyszłość

W tym roku także pojawiło się nowe badanie, którego wyniki nie pozostawiają złudzeń co do przyszłości jaka czeka pingwiny cesarskie. Naukowcy z Argentyńskiego Instytutu Antarktycznego (IAA) szacują, że w ciągu najbliższych 30-40 lat gatunek ten stanie się poważnie zagrożony wyginięciem. I też zwracają uwagę na ważną rolę lodu morskiego: „Jeśli woda dotrze do nowo narodzonych pingwinów, które nie są jeszcze gotowe do pływania i nie mają wodoodpornego upierzenia, umierają z zimna i toną, powiedziała biolożka Marcela Libertelli, która w IAA przebadała 15 tys. pingwinów w dwóch koloniach na Antarktydzie. Dramat tych ptaków ostatnio miał miejsce w kolonii Halley Bay na Morzu Weddella, drugiej co do wielkości kolonii pingwinów cesarskich, gdzie przez trzy lata wszystkie pisklęta umierały.

Jak stwierdziła Libertelli, według prognoz kolonie znajdujące się na szerokościach geograficznych od 60 do 70oS znikną w ciągu najbliższych 30-40 lat. „Zniknięcie jakiegokolwiek gatunku jest tragedią dla naszej planety. Nie ma znaczenia, czy jest to gatunek mały czy duży, roślina czy zwierzę, to strata dla bioróżnorodności”, podkreśliła. To także wpływ na cały ekosystem, bo wiąże się to z przerwaniem łańcucha pokarmowego.

Pingwiny cesarskie czeka wyginięcie, jeśli nie zmieni się polityka klimatyczna, fot. Bruno Jourdain/IGE-UGA/IPEV

Nie tylko globalne ocieplenie

Pingwiny cesarskie są zagrożone nie tylko przez globalne ocieplenie, ale też bezpośrednie działanie człowieka, a konkretniej przez rozwijającą się turystykę. Problem stanowią przede wszystkim łodzie, które generują hałas szkodliwy dla zwierząt morskich. Łopatki silników wszelkiego rodzaju łodzi mogą zranić lub zabić przebywające w wodzie zwierzęta, zarówno ryby jak i ssaki morskie. „Łodzie turystyczne często wywierają różne negatywne skutki na Antarktydzie, podobnie jak rybołówstwo. Ważne jest, aby istniała większa kontrola i byśmy myśleli o przyszłości”, powiedziała Libertelli.

Świat nauki ostrzega, byśmy mogli odpowiednio zareagować, a pracę naukowców należy docenić, zwłaszcza że warunki do prowadzenia badań są trudne. Naukowcy muszą co roku w środku trwającej na półkuli południowej zimy pokonać liczącą 65 km trasę na skuterach, by dotrzeć z argentyńskiej bazy Marambio w okolice najbliższej kolonii pingwinów. A warunki są trudne, bo temperatura nawet na wybrzeżu potrafi spaść do -40oC, często też wieje silny wiatr. Po dotarciu na miejsce liczą, ważą i mierzą pisklęta, zbierają współrzędne geograficzne i pobierają próbki krwi. Przeprowadzają również analizy lotnicze. Musimy więc podejmować działania, by ograniczyć globalne ocieplenie, szczególnie powinni te działania podejmować politycy.

Czytaj również: Lodowce na „trzecim biegunie” topnieją 10 razy szybciej. Zagrożone dostawy wody dla milionów ludzi

Zdjęcie: GTW/Shutterstock

Podziel się: