Pojechała na dowód i dostała mandat, bo był smog, ale nie było darmowej komunikacji

To była środa, 25 stycznia. W Krakowie stężenie smogu znacząco przekraczało 150 mikrogramów na metr sześcienny. Pani Agata, krakowianka, postanowiła przesiąść się z samochodu do tramwaju. Dostała mandat, a teraz walczy o jego odwołanie.

– Sprawdziłam rano stężenia i uznałam, że norma jest przekroczona trzykrotnie, więc komunikacja powinna być darmowa. Jeżdżę tramwajami sporadycznie, nie miałam pojęcia, że trzeba jeszcze śledzić komunikaty, czy mogę jechać bez biletu czy nie. Wydawało mi się to logiczne, że jeśli jest smog, to kierowców zachęca się do przesiadki do tramwaju – opowiada pani Agata.

243,80 zł

– Zdecydowałam się pojechać do pracy tramwajem linii 14. Zrezygnowałam w tym momencie z własnej wygody i komfortu jazdy samochodem na rzecz skorzystania z miejskiej komunikacji, którą jadę dłużej, w niekomfortowych warunkach w ścisku i ogólnym tłoku, który jest codziennością w porannych godzinach szczytu – pisze w liście, który przesłała do Krakowskiego Alarmu Smogowego i do firmy, która zajmuje się wystawianiem mandatów w komunikacji miejskiej.

Bo stało się tak, że do „czternastki” wsiedli kontrolerzy. Pani Agata pokazała im swój dowód rejestracyjny, tłumacząc, że przecież jest smog, więc przejazd powinien być dla kierowców darmowy. Nie był. Dostała mandat. Łącznie do zapłaty: 243,80 zł.

– Dlaczego Miasto Kraków tak bardzo zachęca kierowców do korzystania z komunikacji miejskiej podczas smogu a następnie ich karze wysokim mandatem, bo nie zdążyło czy nie uznało, iż w tym dniu ta darmowa komunikacja powinna bezwzględnie być? – pyta pani Agata.

– Zrobiłam to dla środowiska, dla naszego wspólnego dobra. Wydawało mi się, że taka postawa powinna być premiowana, a nie karana. I wiem, że nie jestem jedynym takim przypadkiem – dodaje.

To nie my

Zapytaliśmy o tę sprawę to biuro prasowe urzędu miasta. Odpowiedź brzmiała: „Proszę pytać Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu.”

Zapytaliśmy ZIKIT. Odpowiedź: Pani Kasiu, my nie wprowadzamy darmowej komunikacji, to dzieje się na poziomie miasta.

***

Pani Agata pokazuje paradoks zasad wprowadzania darmowej komunikacji. Kiedy Kraków dusi się takim smogiem, jaki w Paryżu byłby nazwany katastrofą (pisaliśmy o tym TUTAJ), za transport publiczny trzeba płacić – bo dzień wcześniej stężenia były niskie. A z kolei kolejnego dnia, kiedy smog opada, jeździmy bezpłatnie.

Tak było w sobotę 4 lutego – piątkowy smog (bez darmowej komunikacji) spowodował, że kierowcy nie musieli w weekend kupować biletów – choć stężenie PM10 wynosiło już 56 mikrogramów na metr sześcienny.

– Ja osobiście po tym incydencie zostałam skutecznie i na długo zniechęcona do korzystania z miejskiej komunikacji w okresie zimowym, kiedy jakość powietrza w Krakowie jest po prostu dramatyczna. Uważam, że takie zachowania jak moje – czyli osób, które są w stanie zrezygnować z własnej wygody jazdy samochodem dla dobra naszego lokalnego środowiska powinny być raczej premiowane niż karane. Czy tak ma wyglądać polityka antysmogowa Miasta Krakowa? – pyta pani Agata.

Wciąż czeka na odpowiedź na swoje odwołanie.

Fot. Juan López/Flickr.

4 komentarze(y)

  1. Sądzę że uchwała RMK XXXIV/578/15 obowiązuje wszystkich pasażerów bez wyjątku… Mi na przykład KMK nie odpowiada przez ścisk w tramwajach i jeżdżę do pracy taksówką.

  2. Uchwała jest jaka jest i tu leży problem, natomiast takie a nie inne zapisy nie zwalniają z myślenia…

  3. Przydałby się sensowny serwis “podwózek sąsiedzkich”. Mniejszy smog, mniejsze korki, poznajemy sąsiadów 😉

  4. Codziennie jeżdżę komunikacją miejską. Nikt mnie za to nie premiuje. Kupuje sobie miesięczny bilet z własnej kieszeni. A przecież mogłabym jechać autem a potem mówić jaka to jestem super i eco, że raz wsiadłam w tramwaj i jeszcze mieć pretensje, że musiałam zapłacić bo nie sprawdziłam czy mogę jechać za darmo. Brawo. Przepisy nie są idealne ale takie zrzędzenie jest całkiem nie uzasadnione.

Dodaj komentarz