Bałtyk da więcej prądu niż Bełchatów? “Źródło energii mamy za darmo”

Podziel się:
morska elektrownia wiatrowa

Jakie są plany na rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Polsce? Czy inwestycje na morzu zagrażają środowisku oraz kiedy pierwszy “morski” prąd popłynie z północy? To tylko niektóre z kwestii o które pytamy Dariusza Locińskiego, prezesa zarządu PGE Baltica.

Maciej Fijak, SmogLab.pl: Patrząc na materiały reklamowe PGE Baltica wydaje się być flagowym projektem Grupy PGE. Czym zajmuje się ta spółka i co udało się zrobić od momentu jej powołania w 2019 roku?

Dariusz Lociński, prezes zarządu PGE Baltica: Wchodzimy w skład Grupy Kapitałowej PGE i odpowiadamy w niej za realizację programu morskiej energetyki wiatrowej. Realizujemy obecnie trzy projekty farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim o łącznej mocy ok. 3,5 GW. Z duńskim partnerem – firmą Ørsted – prowadzimy projekty Baltica 2 i Baltica 3. Są one już w zaawansowanej fazie, pierwsze podanie napięcia do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego  planowane jest na 2026 rok. Trzecim projektem jest Baltica 1, który w chwili obecnej realizujemy samodzielnie jako PGE Baltica. Ta morska elektrownia wiatrowa ma rozpocząć produkcję energii elektrycznej po 2030 roku. W maju rozpoczynają się pomiary wietrzności na jej potrzeby.

MF: Ile energii chcą Państwo produkować?

DL: Użyję tutaj porównania, które dobrze obrazuje plany PGE. Cała moc zainstalowana w Elektrowni Bełchatów to ok. 5 GW, a PGE Polska Grupa Energetyczna zaplanowała w swojej strategii osiągnięcie przynajmniej 6,5 GW na Morzu Bałtyckim do 2040 roku. Osiągnięcie tych założeń zależy oczywiście od kolejnych obszarów uwalnianych pod inwestycje, ale mamy jako Grupa PGE złożone wnioski o nowe decyzje lokalizacyjne. Z 11 dostępnych obszarów aplikujemy o 8.

Inwestycje za ponad 60 miliardów

MF: Morska energetyka wiatrowa jest jednym z filarów Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku. Ostatnio dużo mówi się o jej aktualizacji. Czy możemy mówić o powiększeniu ambicji Polski w kontekście energii z morskiego wiatru?

DL: Transformacja energetyczna poprzez odnawialne źródła energii, zwłaszcza morskie farmy wiatrowe, to jest dłuższy proces, nie da się go przeprowadzić z dnia na dzień. Przyjęta przez Grupę PGE strategia na poziomie co najmniej 6,5 GW do 2040 roku jest planem wyważonym. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w wybudowanie 2,5 GW mocy trzeba zainwestować ok. 30 mld zł, to patrząc na wszystkie inwestycje offshore realizowane na Bałtyku, mówimy o ogromnych wyzwaniach finansowych. Natomiast potencjał Bałtyku do wykorzystania jest rzeczywiście duży.

Czytaj więcej: „Będziemy Arabią Saudyjską wiatraków”. Brytyjska strategia bezpieczeństwa energetycznego

MF: Pojawiają się spekulacje dotyczące problemów na przykład z pozyskiwaniem stali, która miała pochodzić z Ukrainy. Pada nawet nazwa znanego dziś na całym świecie zakładu Azovstal z Mariupola. Czy to wpłynie na Wasze plany?

DL: Na dziś utrzymujemy harmonogram realizacji naszych przedsięwzięć. Komponenty dla naszych instalacji nie miały pochodzić z Mariupola, natomiast obserwujemy szeroko rynek i ta sytuacja nie pozostaje zupełnie bez wpływu na szeroko pojętą branżę offshore. Zaraz po najeździe Rosji na Ukrainę ceny stali bardzo rosły, teraz spadają, ponieważ wstrzymane zostały transakcje zakupu. Kontrahenci zaczęli po prostu rezygnować z zakupu stali po tak wysokich cenach i znów pojawiła się podaż, która powoduje korektę cen. Rynek jest więc rozchwiany i jeszcze kilka miesięcy potrwa zanim będziemy mogli mówić o jakimś długotrwałym trendzie. Wojna nie powinna jednak wstrzymać rozwoju przedsięwzięcia, jakim jest rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku, nie jest zagrożeniem dla całego polskiego programu offshore.

Inwestycje PGE Baltica na Bałtyku

Strefa chroniona korzystna dla morskiej fauny

MF: Czy morskie elektrownie wiatrowe są niebezpieczne dla środowiska?

DL: Na obszarach, na których zainstalujemy farmy wiatrowe, zanotujemy potem zmniejszoną aktywność przede wszystkim w zakresie żeglugi – będzie to strefa chroniona. W znacznie mniejszym zakresie będą pływały tam  statki, ograniczone będzie rybołówstwo. Jeżeli natura ma stabilne warunki do funkcjonowania, to zaczyna się rozwijać. Są takie wskazania, że może nastąpić wzrost populacji pewnych gatunków, różnych form życia biologicznego i ich odtworzenie na tym obszarze.  Oczywiście nie jest tak, że farmy wiatrowe na morzu nie mają zupełnie żadnego wpływu na środowisko, ale robimy wszystko, by ten wpływ zminimalizować np. dla niektórych gatunków ptaków odsunęliśmy w projekcie instalacje od obszarów, na których one występują, utworzony został korytarz przelotowy, aby mogły migrować na obszar tzw. Ławicy Słupskiej. Jest także zakaz pływania przez jej obszar w okresach lęgowych.

MF: To wszystko brzmi bardzo dobrze. Jak technologia przyszłości, która realizuje się już dzisiaj. Jaki jest haczyk?

DL: Jeżeli taki haczyk jest, to branża go jeszcze nie poznała. Doświadczenia funkcjonujących farm nie wskazują negatywnych skutków ich działania. Zasadniczym atutem jest to, że w przypadku morskiej energetyki wiatrowej źródło tej energii, czyli wiatr, mamy za darmo.

Czytaj również: „Polska może stać się liderką transformacji energetycznej”

MF: Kontrowersyjna ustawa 10H co prawda nie dotyczy morskiej energetyki wiatrowej, ale chcę o nią zapytać. Trwają prace nad liberalizacją jej zapisów. Czy nie obawia się Pan, że wiatraki na lądzie, tzw. onshore, staną się konkurencją dla Pana działki?

DL: Nie obawiam się tego z kilku przyczyn. To są zupełnie inne inwestycje. Różne są rzędy nakładów. Inna jest też produktywność lądowych typów elektrowni wiatrowych. Walory płynące z morskiej energetyki wiatrowej tutaj wygrywają. Ale oba rodzaje instalacji ze sobą nie konkurują – zarówno te na morzu, jak i na lądzie wpisują się w transformację energetyczną i mają wpłynąć pozytywnie na polski miks energetyczny w przyszłości.

Ustawa offshore do poprawy

MF: Druga ustawa dotycząca już stricte Państwa działalności to tzw. Ustawa offshore. Jakie są jej najważniejsze zapisy i czy ona spełnia Wasze potrzeby?

DL: W tej chwili toczą się prace legislacyjne, które mają doregulować pewne zapisy. My postulujemy, aby walidacja kontraktu różnicowego, czyli wsparcia dla operatorów farm wiatrowych na morzu, odbywała się po pierwszej decyzji URE. Zobaczymy, czy ta propozycja znajdzie uznanie wśród rządzących. Czekamy na ostateczny kształt tej ustawy. Ona pozwoli inwestorom uzyskać pewność niezbędną do bezpiecznego – z biznesowego punktu widzenia – kontynuowania przedsięwzięć będących w realizacji.

MF: Chodzi o to, aby państwo mogło swobodniej finansować działania spółki?

DL: Nie chodzi tylko o nasze projekty, ale o przedsięwzięcia na Bałtyku realizowane także przez inne podmioty, bo projektów jest więcej. Nowelizacja ustawy może umożliwić waloryzowanie wyceny kontraktu różnicowego, czyli wycenę energii, którą w przyszłości elektrownia wiatrowa wyprodukuje.

2026 rok na horyzoncie

MF: Podczas budowy farm korzystają państwo z technologii palowania. Ale jest też drugi sposób montażu wiatraków na morzu.

DL: Realizowane dzisiaj w Polsce farmy wiatrowe budowane są w oparciu o klasyczne rozwiązanie. Chodzi o posadowienie masztów turbin wiatrowych na dnie morza. Czasami akweny są bardzo głębokie, dlatego powstała nowa technologia, którą już teraz wykorzystuje się na świecie. Fundamenty takiej farmy są pływające, jedynie zakotwiczone do gruntu. To pozwala poszerzyć potencjalne obszary inwestycji, szczególnie przy dużych głębokościach. My realizujemy projekty na ławicach, czyli wzniesionych obszarach morskich.

MF: Czy Polska będzie wymieniana jednym tchem po Wielkiej Brytanii i Danii w kontekście liderów morskiej energetyki wiatrowej? Jeżeli tak to kiedy możemy się tego spodziewać?

DL: Skupiamy się na naszych planach na najbliższe lata i projektach, które są w realizacji. To jest dla nas w tej chwili najważniejsze. Ale obserwujemy duże zainteresowanie chęcią współpracy ze strony firm o dużym potencjale finansowym i technologicznym, które chciałyby partycypować w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku. Dla firmy Ørsted, z którą współpracujemy, projekty realizowane z PGE są największymi w Europie. Elektrownie Baltica 2 i Baltica 3, składające się na Morską Farmę Wiatrową Baltica, dadzą łącznie 2,5 GW mocy. Więc to jest znaczące przedsięwzięcie, biorąc pod uwagę, że obecnie u wybrzeży wspomnianej przez Pana Danii jest łącznie ok. 1,7 GW zainstalowanej mocy na morzu. Docelowe minimum 6,5 GW na morzu w 2040 roku tylko w portfelu PGE to już moc, która będzie istotna w skali międzynarodowej. Tymczasem przygotowujemy się do 2026 roku, kiedy popłynie prąd z pierwszego z naszych projektów.

Czytaj również: Energią z wiatru Europa mogłaby zasilić nawet cały świat

Rozmowa odbyła się 20 kwietnia 2022 roku.
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Tony Moran

Podziel się: