Prof. Kotowski: Pracujemy na kolejny pożar niedaleko Biebrzy. Na suszę nie pomogą tam oczka wodne

Podziel się:
biebrza pożary

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym był jedynie ostrzeżeniem. Prawdziwy dramat zacznie się, gdy ogień zajmie torfowiska – ocenia prof. Wiktor Kotowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystko wskazuje na to, że właśnie pracujemy na kolejną katastrofę ekologiczną. Nad Biebrzą osuszane jest ogromne Bagno Wizna.

Donoszą o tym aktywiści Towarzystwa Przyrodniczego “Dubelt” i Fundacji “Dzika Polska”. Jak pisaliśmy we wtorek, na zdjęciach satelitarnych zauważyli oni ponad 50 pogłębionych rowów odwadniających. W ten sposób właściciele gruntów mogą przyczyniać się do kolejnych pożarów – mówi nam prof. Wiktor Kotowski, biolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety, problem nie dotyczy jedynie mokradeł w okolicy Biebrzy.

Rzeczywiście spuszczamy wodę z torfowisk w całej Polsce?

Tak, i to od bardzo dawna – osuszyliśmy większość torfowisk kilkadziesiąt lat temu, a wykopane wtedy rowy wciąż je wysuszają. Ale od dobrych kilkunastu lat zaczęliśmy je odnawiać na wielką skalę, dramatycznie przyspieszając spływ wody. Zbiegło się to w czasie z masowymi pracami utrzymaniowymi na rzekach – zwłaszcza małych. W praktyce te niewielkie rzeczki nie różnią się wiele od rowów melioracyjnych. To są kanały, które pogłębia się, usuwając osady przynajmniej co kilka lat. Przez kilka poprzednich dziesięcioleci tego się nie robiło.

Dlaczego?

Była stagnacja w rolnictwie, nie było zainteresowania. Potem pojawiły się pieniądze na te prace i renowację systemów melioracyjnych. Zaczęło się to w ramach tak zwanego “likwidowania strat powodziowych”. To absurd, bo te prace zwiększają odpływ z miejsc, gdzie woda może się retencjonować, nie zalewając zabudowań. Później dołączyło do tego finansowanie z innych źródeł – rolniczych, Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich, czy funduszy samorządowych.

Nie dało to żadnych pozytywnych efektów?

Wszystkie te pieniądze szły na to samo – przejechanie koparką wzdłuż cieku, będącego formalnie rzeką czy rowem odwadniającym. Organizacje przyrodnicze wielokrotnie zgłaszały, że prace te często są niezgodne z prawem, bo szkodzą przedmiotom ochrony na obszarach Natura 2000. Zdarzało się, że pogłębiano rowy tam, gdzie nie było żadnych podtopień. W ten sposób do dziś kompleksowo, w sposób skumulowany pozbywamy się wody z krajobrazu. Na Bagnie Wizna obserwujemy to też od kilkunastu lat.

A więc dzieje się to w majestacie prawa i za publiczne pieniądze?

Nie chcę wyrokować, jak było w przypadku Bagna Wizna, ale w wielokrotnie finansuje się podobne prace z publicznych środków. Jeśli odmulane są rowy na działkach prywatnych, to z reguły zleceniodawcami są spółki wodne zrzeszające właścicieli gruntów, które działają w ich imieniu. Oczywiście w świetle wiedzy, którą mamy, ich głównym zadaniem powinno być zatrzymywanie wody na tych obszarach. Niestety działają one według utartych paradygmatów – że wodę z mokradeł należy spuścić, a jeśli rów został kiedyś wykopany, to należy go udrażniać. To wiąże się z bolesnymi konsekwencjami środowiskowymi.

Czytaj również: Minister chce wygrać z suszą lejąc beton. Specustawą uciszy też krytyków?

Również tymi dla klimatu.

W przypadku Bagna Wizna mowa o ogromnym, niegdyś osuszonym i zmeliorowanym torfowisku. Torf to martwa materia organiczna, szczątki roślin, które odkładają się w warunkach bagiennych. Osuszanie torfowiska powoduje uwalnianie do atmosfery akumulowanego przez tysiące lat węgla. W ten sposób rośnie emisja jego dwutlenku i to w ogromnych ilościach, od kilku do kilkudziesięciu ton z hektara.

Czyli z Bagna Wizna emisja wyniosłaby…

…spokojnie kilkanaście to kilkudziesięciu tysięcy ton dwutlenku węgla więcej wskutek wykonanego ostatnio pogłębienia rowów.

To tylko emisje wynikające z odwodnienia. Są jeszcze te z pożarów torfowisk.

Bagno Wizna jest ogromnym torfowiskiem. Jeśli zacznie się tam pożar, to będzie trwał bardzo długo, strawi ogromny obszar. W dolinie Biebrzy były już pożary, które trawiły ogromne połacie podobnych obszarów.

Czyli nie nauczyliśmy się niczego na dramacie pożaru Biebrzańskiego Parku Narodowego?

On był ostrzeżeniem. Mógł być o wiele bardziej dotkliwy, ale udało uniknąć pożarów torfu, które przeżyliśmy już w przeszłości. Wtedy ekosystemy zmieniały się drastycznie, ich odnowienie po pożarze trwa wiele dziesiątek lat. Skoro tego udało się uniknąć, to teraz stwierdziliśmy, że wszystko jest w porządku, możemy pogłębiać i osuszać dalej. Machnęliśmy na to ręką – jakbyśmy stwierdzili, że podpalimy nasz dom, bo będą pieniądze z ubezpieczenia, dopłat rolnych, będą wyższe plony, a o przyszłość będziemy się martwić w przyszłości.


Da się jeszcze uratować sytuację?

Możemy renaturyzować, odnawiać torfowiska, zatrzymywać w nich wodę. Robimy jednak coś odwrotnego, idąc w kierunku katastrofy klimatycznej.

I jeszcze bardziej dotkliwej suszy?

Im więcej wody w krajobrazie, tym większa wilgotność powietrza, a więc krajobraz jest lepiej zaadaptowany do suszy i letnich upałów. Spuszczanie wody z takiego bagna jest wobec tego absurdem. Cierpią również zwierzęta. Pamiętajmy, że Bagno Wizna osuszono i zmeliorowano w latach 70. i 80. Tam już nie ma szczególnych wartości florystycznych, zaszły duże zmiany. Natomiast wciąż są tam bogate zespoły ptaków, często rzadkich gatunków. W Bagnie Wizna znajdują bezkręgowce, którymi mogą się żywić. Jeśli ich zabraknie, ptaki będą miały problem ze znalezieniem pokarmu i miejsc lęgowych.

Czy widzi pan wolę działania wśród rządzących, organów państwa? W kampanii prezydenckiej mówi się dużo o suszy. Nawet prezydent zachęca do zakładania oczek wodnych.





Wola działania jest, ale nie jest poparta zrozumieniem tego, jak to działanie ma wyglądać. Zapisy różnych aktów prawnych są sprzeczne. Z jednej strony w ramach przeciwdziałania suszy mamy retencję wody opadowej w oczkach wodnych. To jest w porządku. Każdą wodę trzeba łapać, szczególnie w obszarach gęstej zabudowy. Z drugiej strony ta sama strategia zachęca do kopania studni głębinowych. To pogarsza problem wyczerpywania się wód podziemnych. Mamy też pomysł budowy dróg wodnych, które mogą wywołać duże zaburzenia reżimu hydrologicznego. To oznacza, że na górze, na poziomie decyzyjnym nie ma zrozumienia tego, jak wygląda obieg wody w przyrodzie, retencja. Od oczek wodnych znacznie ważniejsze jest renaturyzowanie mokradeł. Rolnicy powinni dostawać pieniądze za zatykanie rowów i kary za ich pogłębianie. Nie wygramy z suszą bez jasnych przepisów piętnujących osuszanie mokradeł.

Od redakcji: w pierwotnej wersji tekstu popełniliśmy błąd: Bagno Wizna leży w Dolinie Narwi, nie Biebrzy.

Zdjęcie: Artur Sienkiewicz / Shutterstock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!