Puchacz śnieżny wrócił do miasta. Po raz pierwszy od 130 lat

388
0
Podziel się:

W samym środku nowojorskiego Central Parku miała miejsce niezwykła obserwacja. Po 130 latach nieobecności pojawił się tam puchacz śnieżny. Niewykluczone, że ptaka do odwiedzin zachęcił spadek hałasu związany z restrykcjami epidemicznymi.

Ostatni historyczny zapis obserwacji, który udało się znaleźć, pochodzi z 1890 roku – poinformował na Twitterze Paul Sweet, ornitolog z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej. Nic więcej dziwnego, że pojawienie się ptaka wywołało duże zainteresowanie miłośników ptaków i innych mieszkańców Nowego Jorku.

Po pojawieniu się puchacza w samym środku aglomeracji alert wydał Twitterowy profil ornitologiczny Manhattan Bird Alert. Według “New York Timesa” ściągnęło to do Central Parku rzeszę miłośników ptaków, którzy postanowili na własne oczy zobaczyć rzadkiego ptaka.

Udokumentowano dzięki temu m.in. jak stado wron próbowało wypłoszyć puchacza (drapieżnik może być dla nich zagrożeniem ), a także konfrontację białego ptaka z jastrzębiem, który uznał go za konkurencję w walce o pożywienia. Co ciekawe, pojawienie się ptaka miało miejsce dzień przed atakiem zimy, z którym obecnie zmagają się Nowojorczycy.

Puchacz zagrożony wymarciem

Puchacz śnieżny to rzadki gatunek z rodziny puszczykowatych, żyjący na półkuli północnej. Zimuje m.in. w Skandynawii, północnej części Syberii i północnej części Wielkich Równin Ameryki Północnej. Gniazduje natomiast wyłącznie w tundrze Eurazji i Ameryki Północnej.

Czytaj także: W ciągu ostatnich 200 lat w Polsce wymarło 16 gatunków ptaków. 47 jest zagrożonych wymarciem

Według Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) jest to gatunek narażony na wyginięcie (VU). Z badań Audubon Society z 2019 roku wynika, że w związku ze zmianami klimatycznymi kurczy się obszar zarówno obszarów lęgowych, jak i zimowania puchacza śnieżnego.

Niewykluczone, że wpływ na pojawienie się ptaka w Central Parku miał spadek hałasu związany z restrykcjami, które wprowadzono, by przeciwdziałać pandemii.

_

Zdjęcie: Shutterstock/Martin Mecnarowski

Podziel się: