Bez zakazu lotów na znanym lotnisku. „Szokująca decyzja”

74
0
Podziel się:
Schiphol lotnisko

Schiphol – jedno z największych lotnisk w Europie będzie dalej hałasować tak, jak dotychczas. Nie ograniczy też emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Wygląda na to, że interes międzynarodowych przewoźników zwyciężył nad kwestiami ekologicznymi. Holenderskie władze ustąpiły naciskom, a tym samym zrezygnowały z ograniczenia lotów na Schiphol.

W kwietniu tego roku mogliśmy się dowiedzieć, że władze portu lotniczego Schiphol pod Amsterdamem chcą ograniczyć loty. Głównym powodem miał być hałas, jaki generuje nieustanny ruch lotniczy. Władze lotniska planowały zmniejszenie liczby lotów z 500 do 460 tys. rocznie. A nawet do 440 tys., jak poinformował ostatnio portal Airport Technology. Wygląda na to, że pomysł ten spełznie na niczym, gdyż międzynarodowy interes wielkich przewoźników zwyciężył nad zdrowym rozsądkiem. Także nad interesem lokalnej społeczności, która od lat cierpi z powodu działania lotniska. Nie mówiąc już oczywiście o kwestii emisji CO2 do atmosfery.

Plany redukcji lotów lądują w szufladzie

15 listopada holenderskie władze oznajmiły, że wycofują plany ograniczenia lotów na Schiphol, ze względu na protesty zagranicznych przewoźników. W grę weszło także ostrzeżenie, że wprowadzenie takich zasad może naruszyć prawo europejskie i umowy lotnicze. W piśmie do władz lotniska minister infrastruktury Mark Harbers stwierdza, że odkłada pierwszą fazę planu na rok 2024, aż „do odwołania”. A przynajmniej do czasu decyzji holenderskiego Sądu Najwyższego. Harbers oświadczył: „Po piśmie Komisji Europejskiej rząd ponownie rozważał, czy należy poczekać na skargę kasacyjną przed realizacją pierwszej ścieżki”.

Władze lotniska nie przyjęły tej wieści z zadowoleniem. Miały nadzieje na wdrożenie zmian, które będą korzystne dla mieszkających w pobliżu lotniska ludzi. Dyrekcja Schiphol stwierdziła, że decyzja doprowadzi do „większej niepewności, także w samym sektorze lotniczym. Nadszedł czas, aby zauważalnie zmniejszyć przeszkody dla lokalnych mieszkańców”. Lotnisko przez lata wprowadzało zmiany techniczne, jak budowę specjalnych wałów, by ograniczyć hałas, ale efekt nie był zadowalający.

Czytaj także: Wielki port lotniczy chce ograniczeń dla prywatnych odrzutowców

Tylko kilkaset euro za życie w ciągłym hałasie

Holenderski rząd w październiku tego roku został zmuszony do podjęcia decyzji o wypłacie odszkodowań 3000 rodzinom mieszkającym w sąsiedztwie lotniska. Ludzie ci zgłosili wnioski o rekompensatę za dolegliwości, jakich doświadczyli na skutek zanieczyszczenia hałasem. Pierwotnie miało to być 4600 rodzin, ale 1600 zrezygnowało, czego powodem miało być bardzo niskie odszkodowania. Według Alfreda Blokhuizena z lokalnej grupy Schiphol Watch, wielu zdecydowało się nie aplikować, ponieważ nie chcieli podejmować wysiłku. „To rodzaj zmęczenia rządem. Jaki to ma sens? Spójrzmy na skandal z zasiłkami. To prowadzi do wyczerpania i nieufności”. I faktycznie, władze podjęły decyzję o wypłacie śmiesznie niskich sum. Wielu otrzymało jedynie kilkaset euro za hałas, jakiego doświadczali za lata 2017-2019. Maksymalne kwoty wyniosło 2200 euro.

Jan Boomhouwer z Fundacji Prawo do Ochrony przed Uciążliwościami Lotniczymi, który mieszka w Aalsmeer od 40 lat, nazwał odszkodowanie „zbyt małym plastrem na dużą ranę”. „To nie poprawia sytuacji nas, mieszkańców. Zanieczyszczenie hałasem w obecnej postaci pozostaje nie do przyjęcia” – powiedział Boomhouwer.

Lotnisko Amsterdam. Zwyciężył interes wielkich przewoźników

Niestety, ale interes wielkich międzynarodowych przewoźników i państw zwyciężył nad ekologią i dobrem zwykłych mieszkańców. Argument o decyzji cofnięciu planów Schiphol, Harbers tłumaczył m.in. niezadowoleniem Airlines for America. Airlines for America, to stowarzyszenie branżowe i grupa lobbingowa, która od 1936 roku reprezentuje główne północnoamerykańskie linie lotnicze. Grupa ta nazwała decyzję o ograniczeniu liczby lotów na Schiphol „niesprawiedliwą, dyskryminującą i antykonkurencyjną dla linii lotniczych”.

Nawet same władze USA zareagowały. Na początku listopada zatwierdziły skargę m.in. ze strony JetBlue Airways przeciwko Holandii i UE w sprawie przydziału miejsc do lądowania na Schiphol. USA zagroziły odwetem , jeśli Holendrzy zrealizują plan redukcji lotów. Amerykański Departament Transportu nazwał działania Holandii „nierozsądnymi” i stwierdził, że naruszają one umowę o transporcie lotniczym między USA a UE. „Departament stwierdza, że (…) środki mające na celu zmniejszenie przepustowości podejmowane na Schiphol stanowią działania nieuzasadnione i nieracjonalne (…) i naruszają umowę o transporcie lotniczym między USA a UE” – podkreślała zastępczyni sekretarza Carol Petson.

Zakaz prywatnych lotów na Schiphol do szuflady. W tle zmiana władzy w Holandii

Sprzeciw wyraziło Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (ITATA) reprezentując tym samym interesy europejskich przewoźników. IATA stwierdza, że ​​„kontrowersyjna” decyzja obecnie rozpatrywana przez lokalne sądy, nie powinna być podejmowana przez rząd, który może zakończyć urzędowanie za kilka miesięcy. Rząd w Holandii upadł w lipcu 2023 roku w wyniku nieporozumień w sprawie polityki azylowej między partiami koalicyjnymi. Premier Mark Rutte w takiej sytuacji został zmuszony sprawować władzę w ramach rządu tymczasowego, aż do listopadowych wyborów. Wybory mają się odbyć 22 listopada. Stąd właśnie taka, a nie inne argumentacja IATA.

Dyrektor generalny IATA Willie Walsh stwierdził: „Konieczne jest odroczenie wszelkich decyzji do czasu powołania w pełni funkcjonującego i odpowiedzialnego rządu z nowym mandatem”. Walsh dodał: „Ta bezprecedensowa i złożona propozycja może zostać następnie dokładnie rozważona, po rozstrzygnięciu kwestii prawnych, poznaniu wszystkich faktów i implikacji oraz udostępnieniu opinii publicznej, a branża transportu lotniczego będzie miała wystarczająco dużo czasu na dostosowanie się, jeśli będzie to konieczne, gdy znana będzie ostateczna decyzja”. IATA mając na uwadze jedynie dobro przewoźników i ich klientów za argumentowało, że proponowane cięcia „będą miały negatywny wpływ na usługi pasażerskie i towarowe”. Podobnie jak władze USA, ostrzegło przed międzynarodowymi działaniami odwetowymi, jeśli zmiany zostaną wprowadzone w pośpiechu.

Organizacje ekologiczne twierdzą, że decyzja jest „szokująca”

Holenderskie linie lotnicze KLM nazwały decyzję o odłożeniu planu na półkę „ważnym krokiem w celu zapobieżenia odwetowi i kontynuowania lotów do USA”. KLM wyraziły też swoją zgodę na szereg ogłoszonych środków zaradczych, by znaleźć kompromis. Padają zapewnienia o „czystszym, cichszym i bardziej ekonomicznym planie mający na celu przyspieszenie redukcji hałasu”. Holenderski przewoźnik dodaje przy tym, że podziela obawy rządu dotyczące ochrony środowiska i „w pełni angażują się w zmniejszenie śladu środowiskowy”.

Czytaj także: Loty z pięciu europejskich lotnisk emitują więcej niż cała Szwecja

Organizacje ekologiczne w Holandii, w tym Greenpeace i Friends of the Earth, nazwały tę decyzję „szokującą”. „Stawka jest tu tak wielka. W rezultacie lokalni mieszkańcy zostają pozostawieni samym sobie, a klimat jeszcze bardziej się ociepli” – napisali ekolodzy. „To poważna porażka, ale liczba lotów będzie musiała zostać zmniejszona, aby w Holandii można było żyć i stawić czoła kryzysowi klimatycznemu” – dodali.

W 2022 roku lotnictwo odpowiadało za 2 proc. światowych emisji CO2. Wydaje się niewiele, ale 800 mln ton to jednak dużo, ponad dwukrotnie więcej niż emisje z erupcji wulkanów. W tym roku w związku z wygaśnięciem efektów pandemii Covid-19 może to być ponownie miliard ton. Szacunki mówią, że jeśli nie zostaną podjęte żadne ambitne działania, to emisje CO2 w światowym lotnictwie będą nadal rosły. W skrajnym przypadku o 800 mln ton do 2050 roku. Chyba że zostaną wdrożone ambitne działania, takie jak SAF. SAF, czyli Sustainable Aviation Fuel, to z angielskiego Zrównoważone Paliwo Lotnicze. Takie paliwo wytwarzane jest z bardziej ekologicznych surowców, takich jak oleje odpadowe pochodzenia organicznego (np. zużyty olej spożywczy). Dzięki temu emisje w lotnictwie mogą spaść nawet o 85 proc. Przynajmniej tak zakładają analizy.

Czytaj także: Duże lotnisko zatruwa okolicę. Kara? 500 złotych

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/NYC Russ

Podziel się: