Strefa Czystego Transportu w Katowicach będzie jedynie „na papierze”? Planowana strefa w stolicy Śląska miała być przełomem w walce o zdrowsze powietrze. Zdaniem organizacji społecznych może jednak okazać się rozwiązaniem jedynie symbolicznym. W opublikowanym stanowisku alarmują, że obecny projekt jest zbyt łagodny, a jego skuteczność – wątpliwa.
SCT w Katowicach zacznie obowiązywać 29 czerwca br. Od tego dnia po ścisłym centrum Katowic (kilka centralnych ulic) będą mogły się poruszać wyłącznie samochody benzynowe spełniające minimum normę Euro 3 (lub rok produkcji 2000 lub później) oraz te z silnikiem diesla spełniające normę Euro 5 (lub rok produkcji 2009 i później). Drugi etap katowickiej strefy przewidziano dopiero na 2034 rok. Wtedy norma dla samochodów z silnikiem diesla będzie podwyższona do Euro 6. Obszar strefy to… 0,5 km2.
Mnóstwo wyłączeń
Zasada ta nie będzie dotyczyć mieszkańców Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM), o ile posiadali pojazdy przed wejściem w życie uchwały. Jeżeli mieszkaniec Katowic będzie chciał zmienić samochód po wejściu w życie przepisów, jego pojazd będzie musiał spełniać kolejno normy Euro 3 dla samochodów benzynowych i Euro 4 dla samochodów z silnikiem diesla. Podobna zasada dotyczy mieszkańców GZM spoza samych Katowic, ale tu przewidziano normę minimum Euro 5 dla pojazdów na ropę.
Organizacje pozarządowe rozumieją potrzebę stopniowego wdrażania zmian i czasu na dostosowanie się mieszkańców. Jednocześnie oceniają, że obecna propozycja miasta jest zbyt zachowawcza, wręcz „kadłubkowa”. Ich zdaniem ograniczony zakres strefy oraz łagodne wymagania wobec pojazdów mogą sprawić, że jej wpływ na jakość powietrza będzie niewielki.


991 samochodów na tysiąc mieszkańców
Rodzice dla Klimatu powołują się na dane. Przypominają, że Katowice znajdują się na pierwszym miejscu najbardziej zmotoryzowanych miast w Polsce. Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (za 2024) w Katowicach przypada 991 samochodów na 1 tys. mieszkańców. – Efekt? Nawet 69 proc. trujących tlenków azotu w mieście pochodzi prosto z rur wydechowych. Statystyki są nieubłagane: zanieczyszczenie powietrza w Polsce przyczynia się do nawet 40 tys. przedwczesnych zgonów rocznie – alarmują.
Piotr Ziegler ze Śląskiego Ruchu Klimatycznego nie kryje rozżalenia. – Czujemy ogromne rozczarowanie, że Katowicom zabrakło ambicji. Niestety, Urząd Miasta Katowice ugiął się pod presją i rzucił na szale populizmu zdrowie publiczne. Stawiamy sprawę jasno: potrzebujemy strefy, która działa, a nie takiej tylko na papierze – przyznaje pytany przez SmogLab.

Także Filip Jarmakowski z Polskiego Alarmu Smogowego dostrzega niepokojące aspekty. – SCT w Katowicach o powierzchni pół kilometra kwadratowego traktujemy w kategoriach biurokratycznego żartu. Niby jest, a jakby jej nie było – mówił nam w marcu.
Dodał, że „przy takiej wielkości i normach obowiązujących w najbliższych latach oraz przy zwolnieniu mieszkańców Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, nie można spodziewać się zbyt wiele jeżeli chodzi o jakość powietrza i zdrowie mieszkańców”. Jego zdaniem bardzo możliwe, że ruch Katowic wynika ze strachu przed oporem społecznym, który miał miejsce przy wprowadzaniu krakowskiej SCT. – Kraków podszedł do strefy ambitnie. Pomimo niedociągnięć [SCT] dawała szansę na realną poprawę jakości powietrza. Patrząc na SCT w Katowicach można zadać sobie pytanie: jak bardzo polityczna kalkulacja powinna odbijać się na podejmowaniu rozwiązań ukierunkowanych na ochronę zdrowia mieszkańców?
„Kompromitacja”
Również mec. Miłosz Jakubowski z Fundacji Frank Bold mówił nam bez ogródek: – Zaproponowane przez urząd miasta Katowic granice SCT to po prostu kompromitacja – nie gryzie się w język radca prawny z fundacji prawniczej Frank Bold, Miłosz Jakubowski. – Tak mała strefa, z tak słabymi obostrzeniami i licznymi wyłączeniami, nie może realizować ustawowego celu, jakim jest ograniczenie negatywnego oddziaływania zanieczyszczeń z transportu na zdrowie ludzi i środowisko, a zatem jest niezgodna z prawem – mówi pytany przez SmogLab.
Zdaniem sygnatariuszy dokumentu SCT powinna być traktowana przede wszystkim jako narzędzie ochrony zdrowia publicznego. Organizacje przypominają, że spaliny – zwłaszcza z silników diesla, zawierają szkodliwe tlenki azotu i pyły zawieszone, które mają bezpośredni wpływ na zdrowie mieszkańców. Jak wskazują, już w 2012 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała spaliny z silników wysokoprężnych za czynnik rakotwórczy.
– Rozumiemy potrzebę stopniowego wprowadzania zmian, dlatego nie odrzucamy projektu w całości. Jednak obecna forma to kadłubkowe rozwiązanie – mówi nam Ziegler.
Diesle nawet do 2034 roku
Organizacje deklarują warunkowe poparcie dla projektu, ale tylko jako pierwszego etapu. Podkreślają, że konieczne jest stopniowe zaostrzanie przepisów oraz rozszerzanie obszaru strefy, aby rozwiązanie przyniosło realne efekty. Najwięcej kontrowersji budzi proponowany termin wprowadzenia ograniczeń dla najstarszych samochodów z silnikiem diesla. Zgodnie z projektem miałoby to nastąpić dopiero w 2034 r. Zdaniem organizacji to zdecydowanie za późno. W ich ocenie tak odległa perspektywa może wysyłać mieszkańcom błędny sygnał, że problem zanieczyszczeń nie wymaga pilnych działań, a także spowolnić wymianę najbardziej emisyjnych pojazdów.

SCT w Katowicach nazywa się „kadłubkiem” i „fasadą”
Wobec licznych uwag, organizacje wzywają prezydenta Katowic i miejskich radnych do:
- Zobowiązania do szybkiej rewizji
Zapis w uchwale o obowiązkowej aktualizacji zasad SCT już za 2-3 lata. – Nie możemy czekać dekady na korektę kursu – mówi Ziegler.
- Dostosowania do norm unijnych obowiązaującyh od 2030 (AAQD) oraz powiększenie obszaru strefy
Nowe unijne prawo drastycznie obniża dopuszczalne stężenia pyłów i dwutlenku azotu. – Obecny projekt Katowic ignoruje te wymogi, co naraża miasto na kary finansowe i prawne. Jednocześnie proponowany w projekcie obszar obejmuje jedynie 0,3 proc. powierzchni miasta, niezbędne jest powiększenie go, aby strefa mogła służyć realnej poprawie jakości powietrza – tłumaczy.
- Zakończenia „iluzji 2034 roku”
Wyznaczenie tak odległego terminu dla niskich wymogów to ich zdaniem demotywujący sygnał. – Sugeruje on, że problem smogu transportowego nie istnieje, podczas gdy Katowice są daleko do osiągnięcia norm wchodzących w 2030 roku – przypomina nasz rozmówca.
W związku z tym organizacje apelują do władz Katowic o ponowną analizę projektu uchwały. Przy tym podkreślają potrzebę prowadzenia jasnego, zrozumiałego dialogu społecznego oraz komunikowania planowanych zmian. Ich zdaniem miasto powinno aktywnie włączać mieszkańców w dyskusję o sposobach ograniczania emisji oraz równolegle rozwijać alternatywy dla samochodów, takie jak transport publiczny i infrastruktura rowerowa.
Pod stanowiskiem podpisały się: Rodzice dla klimatu, Napraw Sobie Miasto, Clean Cities, Klub Myśli Ekologicznej, Fundacja Zrównoważonego Rozwoju, Polski Alarm Smogowy, Instytut Zrównoważonej Gospodarki i Śląskie Kwitnące.
–
Zdjęcie tytułowe: Śląski Ruch Klimatyczny/Facebook



