Skawina protestuje i domaga się czystego powietrza

– Chcecie zamknięcia zakładów przemysłowych w Skawinie? – pytam mieszkańców Skawiny.

– Absolutnie! – odpowiedź jest natychmiastowa. – Wielu z nas tam pracuje, nie chcemy tego tracić. Domagamy się, żeby te firmy były dobrze monitorowane, żeby miały nowoczesne filtry. Chcemy, żeby dały nam wreszcie oddychać.

 „Mamy prawo oddychać”

Skawina protestuje. Pierwszy raz w środę 20 czerwca, drugi raz – kolejnego dnia, wczesnym rankiem. Domagają się jednego – czystego powietrza.

Decyzje o protestach pojawiły się po pożarze jednego ze składowisk odpadów w Skawinie. 15 czerwca spłonęły ogromne hałdy plastiku i tekstyliów, pozostawiając za sobą smród i czarny dym. I chociaż Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska uspokajał, że wszystko jest w porządku (pisaliśmy o tym TUTAJ), mieszkańcy nie dali się zwieść.

– Wysypiska to jeden problem, drugim są zakłady przemysłowe. Muszą zaakceptować, że są u nas gośćmi, a ich technologie filtrujące sprzed wielu lat nie przejdą – mówi Bartosz Lisowski ze Skawińskiego Alarmu Smogowego. Chodzi o firmy Valeo i Vesuvius. Ta pierwsza zajmuje się produkcją części motoryzacyjnych, a druga produkuje elementy z cegły szamotowej. Znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Ale, jak podkreślają mieszkańcy, nie trzeba ich widzieć z okien, żeby czuć ich obecność.

Potwierdził to WIOŚ, który w 2017 i 2018 roku, po apelach skawinian, zbadał sprawę. W raporcie przyznał, że Vesuvius smrodzi, a w otoczeniu Valeo występują różne związki chemiczne, których w czystym powietrzu nie powinno być.

Ryszard Listwan, zastępca inspektora ochrony środowiska komentował w „ Gazecie Wyborczej”: – Skład powietrza na osiedlach w okolicy zakładów przemysłowych jest podobny do tego, który występuje w Valeo i Vesuvius oraz na ich terenie. Inspektorzy wykryli tam m.in. benzen, który może powodować raka, naftalen skutkujący uszkodzeniem wątroby, ksylen czy ujęty na liście szczególnie niebezpiecznych związków według organizacji międzynarodowych hecachlorobutadien.

Duszący smród z pożaru i wyniki kontroli WIOŚ spowodowały, że dla mieszkańców miarka się przebrała.

Na Facebooku piszą: „By chronić siebie i bliskich WYCHODZIMY NA ULICĘ z czerwoną kartką dla władz i radnych Skawiny, Regionu i władz centralnych!

MAMY PRAWO ODDYCHAĆ;

■Bez toksycznych, zupełnie nie kontrolowanych emisji ze skawińskich zakładów, które trują nas każdego dnia!

■ Bez barbarzyńskiego TRUCIA naszych dzieci przez podpalanie składowisk odpadów NOCĄ!

■ Bez strachu, kiedy odkładane w organizmie toksyny zrujnują nasze życie lub pożar kolejnego składowiska potruje nas w czasie snu!!!

MAMY TYLKO JEDNO ŻYCIE!!!”

Mamy protestują

– Mam takiego pecha, że mój dom rodzinny znajduje się między jednym a drugim zakładem. Niezależnie, od której strony wieje, zawsze śmierdzi. Jest lato, a mnie boli gardło. Ból głowy, piekące oczy – to już jest codzienność. Czasami muszę dzieci zabierać z podwórka, bo boję się, że od tego smrodu im się coś stanie – wymienia pani Sylwia, mieszkanka Skawiny, która przyszła na środowy, pierwszy protest.

Zorganizowały go Skawińskie Mamy, grupa mieszkanek, które kilka lat temu skrzyknęły się na Facebooku, żeby się poznać, móc pójść razem na kawę albo po prostu mieć do kogo zagadać, kiedy siedzi się na ławce przy placu zabaw. Teraz w grupie jest ich 4,5 tysiąca i, jak mówią, już niejednokrotnie walczyły o lepszą Skawinę dla swoich dzieci..

– Chcemy móc wyjść na spacer, do parku, na plac zabaw z dzieckiem bez sprawdzania aplikacji, które pokazują poziomy zanieczyszczeń. A te niestety często radzą, że powinniśmy zostać w domu  – mówi Magdalena Grzywa, jedna z Mam. – Nie jesteśmy opozycją wobec lokalnej władzy, jesteśmy dla nich wsparciem. I oczekujemy skutków. Chcemy, żeby nas słuchali i działali, walczyli z zanieczyszczeniem – przecież oddychają tym samym powietrzem, co my – podkreśla.

– Półtora roku temu władze mówiły, że ze smogiem nic się nie da zrobić. Kiedy zaczęliśmy działać, nagle się okazało, że można – dodaje Bartosz Lisowski ze Skawińskiego Alarmu Smogowego. – Mam nadzieję, że tak będzie również teraz.

To właśnie SAS zorganizował drugi protest – wczesnym rankiem w czwartek. Plan: przejście od dworca, wzdłuż torów, a później na Rynek, gdzie zostanie złożona petycja podpisana przez ponad 2 tys. mieszkańców Skawiny.

W petycji domagają się hermetyzacji procesów technologicznych w obu zakładach, wprowadzenia stałego monitoringu niebezpiecznych substancji, ustanowienia zakazu lokowania nowych zakładów przemysłowych trwale negatywnie oddziałujących na środowisko w Skawinie, a także analizy wpływu emitowanych substancji na zdrowie i życie pracowników i mieszkańców.

– Dajemy władzy czerwoną kartkę, bo symbole też są ważne – mówi Lisowski. – Nie chcemy obietnic, że wszystko się zmieni. Chcemy konkretów. I mam nadzieję, że wreszcie takie usłyszymy.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o