Tydzień Rebelii ruszy 27 września. „Chcemy pokazać, że mamy nadzieję na zmianę”

2392
0
Podziel się:

Początek jesieni stał się czasem mobilizacji obywatelskiej. Przy okazji Szczytu ONZ w Nowym Jorku, cały świat będzie protestował przeciwko bierności władz wobec kryzysu klimatycznego.  Od 27 września do 4 października ruch Extinction Rebellion (XR) organizuje Tydzień Rebelii. – Wysyłamy konkretne żądania do konkretnych instytucji – do rządzących, do mediów, do korporacji. Wierzymy, że spełnienie tych żądań jest w stanie chociaż zmniejszyć skutki katastrofy klimatycznej, jeśli nie jej zapobiec – mówi Tomasz Skóra z XR. 

Co się będzie działo podczas Tygodnia Rebelii?

Rozpoczniemy go 27 września i potrwa do 4 października. Planujemy między innymi performance, bo w naszej grupie jest silna część artystyczna. Z Wielkiej Brytanii zaczerpnęliśmy pomysł na performance, który nazywał się tam „Red Rebles”. Byli to mimowie przebrani w charakterystyczne czerwone kostiumy. Analogicznie będzie u nas, przez ulice Warszawy przejdą w ten sposób ubrane osoby i będą w ten sposób nawiązywać do katastrofy klimatycznej. Na osiedlu Jazdów w domku Kurnik będziemy mieli punkt informacji klimatycznej, w którym będą się odbywać między innymi panele dyskusyjne dotyczące zmian klimatu. Będą też pomniejsze wydarzenia, które ciężko jest ogłosić, bo jesteśmy ruchem oddolnym, więc właściwie każdy, kto działa zgodnie z naszymi wartościami i zasadami, może coś zrobić i zorganizować. Wiele rzeczy będzie się więc działo na bieżąco. Ale to jest idea naszego ruchu, chcemy, żeby tak było, żeby ludzie sami przejmowali inicjatywę. Główną metodą naszego działania jest obywatelskie nieposłuszeństwo bez użycia przemocy. Innymi słowy, członkowie XR będą łamać niektóre przepisy prawa z pełną gotowością i z pełną odpowiedzialnością, żeby być za to ukaranym i ponieść odpowiedzialność. Na przykład będziemy blokować ruch w niektórych miejscach Warszawy.

Tomasz Skóra

Podczas Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, XR zorganizowało performance, podczas którego aktywiści stali pod szubienicą, ze sznurami na szyi i kostkami lodu pod nogami. Teraz też chcecie szokować?

Zależy nam na tym, żeby w tym tygodniu nie skupiać się na szokującym obrazie. To szokowanie było ważne, żeby dotrzeć do ludzi, pokazać powagę. Natomiast to, czego potrzebujemy w Tygodniu Rebelii, to nie jest już informacja, a mobilizacja. W związku z tym będzie kolorowo, wesoło.  Zupełnie inna narracja. Chcemy pokazać, że mamy nadzieję na zmianę. Mamy nadzieję, że można tej katastrofy uniknąć. Wysyłamy konkretne żądania do konkretnych instytucji – do rządzących, do mediów, do korporacji. Wierzymy, że spełnienie tych żądań jest w stanie chociaż zmniejszyć skutki katastrofy klimatycznej, jeśli nie jej zapobiec.

Jakie to żądania?

W skrócie można powiedzieć, że to, co łączy wszystkie nasze postulaty, to hasło: wielka moc, to też wielka odpowiedzialność. Domagamy się po pierwsze działania proporcjonalnego do zagrożenia, w jakim jesteśmy. I dążenia do zmniejszania skutków zmiany klimatycznej oraz zapobiegania jej na tyle, na ile jeszcze można to zrobić. Wiąże się to z jak najszybszą redukcją emisji gazów cieplarnianych. Po drugie domagamy się mówienia prawdy o tym, jaki jest stan środowiska, stan klimatyczny, ekologiczny. Mówienia prawdy nie tylko o tym, jakie zagrożenia płyną ze zmiany klimatu, ale też jaka jest ich skala. Taki przekaz często nie przebija się do dyskursu publicznego – że zmiany klimatu to nie jest kwestia tego, że wyginie jakieś jedno czy dwa zwierzątka, ale wyginie ich tak wiele, że nie będziemy mieli co jeść. Będzie problem z suszą, będzie brakowało wody. Ta skala często ucieka. Nasz trzeci postulat jest skierowany do rządzących. Domagamy się, żeby proces decyzyjny, który ma decydować o sprawiedliwej transformacji, angażował społeczeństwo w duchu paneli obywatelskich. To jest metoda głęboko demokratyczna, która polega na tym, że losowo wybrana, ale reprezentatywna próbka społeczna, dyskutuje ze sobą, próbując znaleźć rozwiązania. Do tego są obecni eksperci – żeby ten wybór mógł być podjęty z pełną świadomością konsekwencji. Organizując taki proces decyzyjny, jesteśmy w stanie uniknąć lobbingu czy cichych powiązań, które mogą hamować koniecznie przemiany.

Ludzie reagują na wasze plany pozytywnie? Czy jesteście dla wielu wciąż „ekooszołomami”?

Myślę, że tego się dowiemy w dużej mierze już po Tygodniu Rebelii. Zobaczymy, czy i jak podzielone jest społeczeństwo. Mobilizacja jest duża, dużo osób przychodzi na nasze spotkania. Ale to jest wciąż bańka, z której podczas Tygodnia Rebelii chcielibyśmy wyjść. Sytuacja dotyczy przecież wszystkich Polaków. Ze swoim przekazem, z informacją o naszym istnieniu, z naszą metodą działania i uzasadnieniem, dlaczego właśnie taką metodę stosujemy, musimy dotrzeć do jak największej liczby ludzi.

Poza Warszawą będzie się coś działo?

Inne miasta też się włączają, ale nie jestem w stanie podać konkretnych wydarzeń. Jesteśmy ruchem oddolnym, niehierarchicznym, nie ma centrali ani szefa, którzy nakazują, co mamy robić. Wiele wydarzeń pewnie dopiero będzie ogłaszana przez lokalne grupy.

Liczycie na reakcję ze strony rządzących?

Jeśli chodzi o XR, to w Polsce jest to nasze pierwsze działanie na taką skalę, więc trudno jest zgadywać, co się stanie. Ale oczywiście, mamy nadzieję, że coś się zmieni. Inne duże marsze, które już się odbywały, takie jak Strajk dla Ziemi czy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, odbijały się pewnym echem. Ale jeśli są podejmowane jakieś działania, to wszystko przypomina bardziej przyklejanie plastra na otwarte złamanie. Jest to kompletnie nieproporcjonalne do skali zagrożenia, przed jakim stoimy. Dlatego trzeba działać dalej.

Pierwsza tak duża mobilizacja XR może zmienić świadomość i mentalność Polaków?

Wszyscy liczymy, że tak. Że uda nam się zgromadzić odpowiednią liczbę ludzi, a nasze działania pozwolą dotrzeć do kolejnych osób. Efektem kuli śnieżnej będziemy w stanie to zrobić. Jest taka dogłębna analiza przemian społecznych przeprowadzona przez Ericę Chenoweth. Badała ruchy społeczne w poprzednich wiekach – pod kątem tego, czy stosują przemoc, czy nieposłuszeństwo obywatelskie i czy osiągnęły swoje cele. Z tej analizy wysnuła ciekawy wniosek. Jeśli przy nieprzemocowym ruchu, takim jak nasz, udawało się zgromadzić 3,5 proc. społeczeństwa, to do tej pory to gwarantowało osiągnięcie sukcesu i przemiany. 3,5 procent to bardzo dużo, ale ten wynik jest naszą inspiracją i celem. Pewnie wciąż dalekim, ale możliwym.

Zdjęcie: Kevin J. Frost/Shutterstock

Zdjęcie w tekście: materiały prasowe XR

Podziel się: