Wielkie Słone Jezioro zmienia się w trującą pustynię

1194
0
Podziel się:

Położone w amerykańskim stanie Utah Wielkie Jezioro Słone z roku na rok traci sens swojej nazwy. Skurczyło się o dwie trzecie, i wiele wskazuje na to, że za kilka lat wyschnie całkowicie. Choć jest to zbiornik słony, a więc wydawałoby się, że przyrodniczo bez znaczenia, to rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Jezioro znika w oczach

Nie licząc Wielkich Jezior na północy USA, Wielkie Jezioro Słone jest największym zbiornikiem wodnym tego kraju. Jest też czwartym co do wielkości jeziorem bezodpływowym na świecie. Ze względu na swój charakter, głównie bardzo niewielką, wynoszącą około 10 metrów głębokość, jezioro wielokrotnie zmieniało rozmiary. Dzisiejsza sytuacja jest jednak wyjątkowa. W grę wchodzi nadmierna eksploatacja zbiornika i efekt postępującej zmiany klimatu.

Ilustracja. Południowa część Wielkiego Jeziora Słonego (obok widać miasto Salt Lake). Górne zdjęcie – lipiec 2017, dolne – lipiec 2022. ESA/Sentinel-2

Ta współczesna oaza zwana jako Wasatch Front z największym miastem regionu – Salt Lake City wysycha w zastraszającym tempie. Wydany na początku tego roku raport, napisany przez 32 ekologów i działaczy na rzecz ochrony przyrody mówi, że jezioro straciło już 73 proc. wody. Skalę zmian widać nie tylko na tle 10-20 lat, ale nawet kilku lat, co ilustruje powyższe zdjęcie satelitarne. Zmiany takie same, a nawet szybsze niż w przypadku innego słynnego jeziora – Aralskiego. Powierzchnia Wielkiego Jeziora Słonego jest teraz 60 proc. mniejsza od pierwotnej i zbiornik ten stoi, jak określili to ekolodzy w obliczu „bezprecedensowego niebezpieczeństwa”.

To nie jest Morze Martwe

Choć jest to jedno z najbardziej słonych jezior na świecie, a więc nie tętni w nim życie, ma jednak potężny wpływ na otoczenie. – Pierwsze prawo ekologii brzmi: wszystko jest połączone. Upadek lub odbudowa Wielkiego Jeziora Słonego będzie mieć wpływ na region, a nawet na półkulę. Jego utrata byłaby globalną tragedią – powiedział główny autor raportu Benjamin Abbott, profesor ekologii na Brigham Young University.

Choć w jeziorze nie ma ryb, to żyją w nim algi, oraz małe skorupiaki – artemia, które są po prostu solankowymi krewetkami. To część łańcucha pokarmowego. Nad jeziorem co roku biesiaduje około 10 mln ptaków wędrownych, dla których krewetki te stanowią główne źródło pożywienia. Ornitolodzy przez lata naliczyli w sumie 338 gatunków ptaków, zarówno lokalnych jak i wędrownych. Jezioro jest więc swego rodzaju wyjątkowym i bezpiecznym sanktuarium, które wspiera liczne populacje ptaków lęgowych.

Opadanie wody powoduje, że rośnie ich zasolenie. Według Bonnie Baxter, prof. biologii w Westminster College, zawartość soli w części jeziora położonej najbliżej Salt Lake City wahała się od 9 do 12 proc. Jeśli osiągnie 17 proc., co może stać się tego lata, żyjące w nim glony uśmiercą krewetki. To będzie oznaczać katastrofę ekologiczną. – Chociaż ekosystem jeszcze się nie zawalił, to jesteśmy nad przepaścią. To przerażające – oświadczyła prof. Baxter.

Staje się martwe z winy człowieka

Jezioro stało się tym, czym kilkadziesiąt lat temu Jezioro Aralskie, i teraz tak jak Aralskie dzieli ten los. Już w XIX wieku stało się ono obiektem zainteresowania ludzi, którzy założyli takie miasta jak Salt Lake City. W XX wieku wraz z rozwojem przemysłu zbiornik został zagospodarowany, wybudowano zapory, kanały i rurociągi. W 2017 roku przedstawiono w czasopiśmie Science raport, który mówi o tym, że to ludzie ponoszą taką samą winę, jak w przypadku Jeziora Aralskiego.

Co roku z rzek, które zasilają zbiornik, pobieranych jest około 3,3 biliona litrów wody. I co ciekawe, tak samo, jak w przypadku Jeziora Aralskiego winę ponosi rolnictwo, bo aż w 75 proc. Reszta to przemysł wydobywczy i woda potrzebna dla okolicznych miast. Wasatch Front to szybko rozwijający się region metropolitarny. Jezioro zapewnia bezpośrednio w skali roku 2,5 mld dolarów zysków i co najmniej 9 tys. miejsc pracy. Efekt parowania jeziora zwiększa opady śniegu w okolicznych górach o 5 do 10 proc., co też zapewnia daje wymierne korzyści dla 2,5 milionowego społeczeństwa regionu.

Jezioro umiera bezpośrednio z winy człowieka. Wayne Wurtsbaugh, limnolog z Uniwersytetu Stanowego Utah w Logan przeanalizował ponad 170 lat zmian poziomu wody oraz klimatu. Opierając się m.in. na opadach stwierdził, że ich wzorce nie ulegały zmianom, które prowadziłyby do drastycznych spadków poziomu wód zbiornika. Obecnie poziom wody w jeziorze jest blisko 6 metrów poniżej średniej. – Musimy przejść od myślenia o naturze jako towarze, jako zasobie naturalnym, do tego, czego nauczyliśmy się o ekologii przez ostatnie 50 lat, i to, co kultury tubylcze zawsze znały – stwierdził prof. Abbott.

Poważne zagrożenie dla zdrowia

Zanik Wielkiego Jeziora Słonego, to nie tylko problem przyrody i utraty zysków. Ryzyko długoterminowe jest jeszcze gorsze. Najbardziej niepokojące jest to, że powietrze nad jeziorem dosłownie staje się trujące. Pewnego marcowego poranka Kevin Perry, profesor nauk o atmosferze na Uniwersytecie w Utah, wszedł na obszar, który kiedyś znajdował się pod wodą. Dłubał w ziemi, która miała postać wyschniętego błota. Naukowiec odkrył, że dno zbiornika zawiera duże ilości arsenu. Arsen i jego związki są trujące. Jednym ze związków chemicznych arsenu jest Tritlenek diarsenu, czyli po prostu arszenik. Zatrucie arszenikiem powoduje wiele szkód w ludzkim organizmie ze śmiercią włącznie. Do tego w ziemi wysychającego jeziora można znaleźć cyrkon i inne niebezpieczne metale ciężkie, który większość z nich, to efekt wielu lat pracy okolicznych kopalń.

Większość odsłoniętego dna na razie jest chroniona przez twardą, wyschniętą skorupę. Jednak gdy zawieje silny wiatr, skorupa ta ulega degradacji i w powietrze unoszą się pyły. Chmury pyłu znad jeziora utrudniają ludziom oddychanie, zwłaszcza osobom cierpiącym na astmę lub inne dolegliwości układu oddechowego. Prof. Perry wskazał na odłamki skorupy, które się rozpadły i leżały na piasku jak potłuczona porcelana. – To katastrofa. A konsekwencje dla ekosystemu są absolutnie szalenie złe – powiedział. Pył, który unosi się znad jeziora może prowadzić do degradacji terenów rolniczych, a nawet przyspieszać topnienie śniegu, ze względu na dużą zwartość soli. Podobnie, jak w przypadku Jeziora Aralskiego rośnie ryzyko występowania burz piaskowych.

Obserwowane są dokładnie takie same zjawiska jak w przypadku kazachsko-uzbeckiego jeziora. „Nanocząsteczki pyłu mogą potencjalnie wyrządzić tyle samo szkód, jak te z rury wydechowej lub komina, jeśli pochodzą z suchego dna jeziora”, stwierdził Brian Moench, prezes Utah Physicians for a Healthy Environment. Dodaje, że kurczenie się jeziora jest „prawdziwym, udokumentowanym, niekwestionowanym zagrożeniem dla zdrowia”.

Najwyższy priorytet stanu

Oczywiście obecnie postępujące globalne ocieplenie także dokłada swoje trzy grosze. W końcu w wielu częściach świata obserwuje się wysychanie rzek czy jezior. Wyższe temperatury powodują, że więcej pokrywy śnieżnej przekształca się w parę wodną, bo śnieg szybko się topi. Więcej wody trafia więc do atmosfery, a nie rzekami do jeziora. A deszcz nie zawsze spada tam, gdzie powinien. Skoro globalne ocieplenie powoduje coraz większe susze na zachodzie USA, nie ma łatwych rozwiązań. Uratowanie Wielkiego Jeziora Słonego wymagałoby dopuszczenia do zbiornika większej ilości topniejącego śniegu z gór. To oznacza mniej wody dla mieszkańców i rolników. Zagroziłoby to rozwojowi gospodarczemu regionu i dobrze rozwiniętemu i prosperującemu rolnictwu – coś, do czego lokalni włodarze wydają się niechętni.

Wysychanie jeziora ma wpływ na tempo topnienia śniegu w stanie Utah, fot. Joe Guetzloff/Shutterstock

Jednak autorzy raportu uważają, że takie podejście jest złe, i należy podjąć działania, by doprowadzić do zatrzymania wody. Wprost wskazują, że „oszczędzanie wody jest drogą”. Oszczędzenie i umiejętne gospodarowanie wody jest jedynym sposobem na zapewnienie odpowiedniej jej ilości dla jeziora. Autorzy raportu zwracają też uwagę na ponadprzeciętne opady śniegu, jakie miały miejsce w tym roku. Te same, które zatopiły niedawno Kalifornię. Ten śnieg należy wykorzystać. Aby tak się stało, autorzy raportu uważają, że politycy będą musieli wdrożyć nadzwyczajne środki, aby zapobiec wykorzystywaniu wody do innych, nie aż tak bardzo ważnych celów. – Musimy pociągnąć za awaryjną dźwignię, aby sprowadzić wodę z naszej ponadprzeciętnej pokrywy śnieżnej do jeziora – powiedział prof. Abbott. – Już poczyniono naprawdę zachęcające postępy, z istotnymi ustawami uchwalonymi w zeszłym roku, które zachęcą do ochrony przyrody w dłuższej perspektywie.

Candice Hasenyager, dyrektor Wydziału Zasobów Wodnych w Utah powiedziała, że „Ochrona i zachowanie Wielkiego Jeziora Słonego jest najwyższym priorytetem dla stanu. Jezioro ma kluczowe znaczenie dla środowiska, ekologii i gospodarki, nie tylko w Utah, ale też w zachodnich Stanach Zjednoczonych”.

Zdjęcie: kojihirano/Shutterstock

Podziel się: