Wilki na celowniku Komisji Europejskiej. „Strzelba nie jest rozwiązaniem”

360
0
Podziel się:

Ważą się losy wilków, które żyją w krajach Unii Europejskiej. Aktywiści obawiają się, że unijni urzędnicy chcą zredukować ich populację. A ta dopiero się odradza. – Jeśli dojdzie do złagodzenia przepisów, będzie to ustępstwo na rzecz myśliwych oraz hodowców zwierząt, którzy narzekają na szkody, wyrządzane przez wilki – komentują społecznicy i naukowcy. Sprawdziliśmy, ile takich szkód było w minionych latach w Małopolsce. Okazuje się, że od 2019 roku ich liczba zmalała o blisko 30 proc.

„Koncentracja stad wilków w niektórych regionach Europy stała się prawdziwym zagrożeniem dla zwierząt gospodarskich, a potencjalnie także dla ludzi. Wzywam władze lokalne i krajowe do podjęcia działań tam, gdzie jest to konieczne” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Te słowa wywołały burzę wśród aktywistów. Twierdzą oni, że KE dąży do poluzowania ochrony wilków w Europie, co może oznaczać zgodę na odstrzał tych drapieżników. „Tymczasem ich populacja na naszym kontynencie dopiero się odradza” – skomentowało Greenpeace Polska.

Apele do władz polskich i unijnych

Jak podał brytyjski dziennik „The Guardian”, „Komisja Europejska stara się zaktualizować dane, dotyczące populacji wilków, a także tego, jak ich ochrona wygląda w praktyce”. W tym celu „zaprosiła wszystkie zainteresowane strony do przesyłania informacji na temat doświadczeń państw członkowskich” w tym zakresie.

Cytowani przez „The Guardian” unijni urzędnicy twierdzą, że „powrót wilka do regionów UE, w których był on przez długi czas nieobecny, coraz częściej prowadzi do konfliktów ze środowiskiem hodowców i myśliwych, zwłaszcza tam, gdzie środki zapobiegające atakom na zwierzęta gospodarskie nie są powszechnie wdrażane”.

W związku z działaniami Komisji Europejskiej Greenpeace Polska przygotowało apel do ministry klimatu i środowiska, w którym domaga się od Anny Moskwy, „by stanęła po stronie wilka na arenie krajowej i europejskiej oraz nie dopuściła do osłabienia jego ochrony”. Pod dokumentem podpisało się już ponad 50 tys. osób. Swój apel przygotowała również Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, pod którym podpis złożyło z kolei blisko 6,5 tys. osób. Adresatką jest sama Ursula von der Leyen. Aktywiści chcą, żeby przewodnicząca KE „wycofała się z zamiaru rewizji statusu ochrony wilka w Unii Europejskiej”.

Wilki zabiły jelenia. „Wykonały swoją pracę”

Po komentarz do podejmowanych przez unijnych urzędników działań zadzwoniliśmy do prof. Krzysztofa Schmidta z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. Na początku rozmowy przeprosił nas, że nie odebrał o ustalonej godzinie, ale dosłownie przed kilkunastoma minutami dostał sygnał, że niedaleko Białowieży, w pobliżu domów, wilki zabiły jelenia.

– Wzbudziło to obawy wśród mieszkańców, ale taka sytuacja nie jest niczym nadzwyczajnym. Wilki po prostu wykonały swoją pracę. W Polsce zostały objęte ochroną nie dlatego, że były zagrożone wyginięciem, bo całkowite wyginięcie nigdy im nie groziło, tylko dlatego, że odgrywały bardzo ważną rolę w przyrodzie. I nadal taką odgrywają. Zadaniem wilków jest m.in. redukcja powiększającej się nieustannie populacji jelenia, który wyrządza duże szkody w lasach oraz w uprawach rolnych – mówi w rozmowie ze Smoglabem prof. Schmidt.

W 1995 roku wilki zostały objęte ochroną w części Polski, a od 1998 są chronione w całym kraju. Decydenci podkreślali pozytywną rolę drapieżników „w utrzymaniu równowagi ekologicznej w lasach”. Obecny status prawny wilków w naszym kraju reguluje ustawa o ochronie przyrody. Drugim aktem prawnym jest rozporządzenie ministra środowiska, które dotyczy ochrony gatunkowej zwierząt.

– Wilki podlegają w Polsce ścisłej ochronie. Oznacza to, że bez indywidualnego zezwolenia, zakazana jest ingerencja człowieka wobec tego gatunku. W naszym kraju obowiązuje zakaz m.in. zabijania oraz płoszenia tych drapieżników – wyjaśnia Ada Słodkowska–Łabuzek, rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie.

Odstrzał ostatecznością

Prof. Schmidt przekonuje, że droga do objęcia wilka ochroną była długa i wyboista. – Decyzja w tej sprawie nie zapadła w jeden dzień. Organizacje pozarządowe podjęły wiele działań, by wilki objęto ochroną. Społecznicy posiłkowali się danymi, które przez lata zbieraliśmy w Instytucie Biologii Ssaków. Trzeba było je dobrze opracować. Następnie przekonać społeczeństwo oraz rządzących do tego, że objęcie wilków ochroną przyniesie korzyści dla przyrody. Ostatecznie nasza współpraca z różnymi organizacjami, w tym z Pracownią na rzecz Wszystkich Istot, zakończyła się sukcesem. Wilka wpisano na listę gatunków chronionych – wspomina naukowiec.

Poza Polską drapieżniki są chronione m.in. w Niemczech, Hiszpanii oraz we Włoszech. – W Niemczech wilki pojawiły się stosunkowo niedawno. We Włoszech jest ich obecnie więcej niż w Polsce. W Hiszpanii bytują tylko dwie wilcze populacje, które są od siebie izolowane. W każdym z tych krajów wilka można w wyjątkowych sytuacjach odstrzelić. Tak samo jest w Polsce – komentuje prof. Schmidt.

W naszym kraju decyzje o odstrzale pojedynczych wilków podejmuje Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska. – Są one zawsze ostatecznością i muszą mieć mocne uzasadnienie – przekonują urzędnicy. „Mocny” zdaniem GDOŚ był wniosek burmistrza Brzozowa (województwo podkarpackie). Samorządowiec zwrócił w nim uwagę na trzy drapieżniki, które podeszły bardzo blisko pracujących w lesie pilarzy. Nie wykazywały żadnego lęku przed człowiekiem, ani tym bardziej przed hałasem pił mechanicznych. Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska zezwolił wówczas na „odstrzał do trzech wilków”.

– W rezultacie swoim życiem zapłaciły dwie młode wilczyce w wieku 11 miesięcy. W klasyfikacji biologicznej uznaje się je za szczenięta – zauważyła Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Społecznicy zwrócili uwagę, że decyzji GDOŚ towarzyszyły pośpiech i pochopność.

Wilki są potrzebne cały czas

Prof. Schmidta pytamy, czy wilki są dziś bardziej potrzebne niż przed 1998 rokiem? – Powiem tak: są potrzebne cały czas. Obserwujemy, że w Polsce rośnie populacja jelenia. W związku z tym bardzo dobrze się dzieje, że także wilków w naszych lasach jest coraz więcej. W ciągu kilkunastu lat populacja tych drapieżników wzrosła trzykrotnie. Obecnie w naszym kraju występuje ok. 2 tys. wilków – wylicza nasz rozmówca.

Jego zdaniem wilki bez wątpienia są zagrożeniem dla zwierząt gospodarskich, takich jak owce czy krowy. Chodzi jednak o te zwierzęta, których człowiek w odpowiedni sposób nie chroni. – Zostawione same sobie padają ofiarami wilków. Jeśli ludzie będą w odpowiedni sposób zabezpieczać hodowane przez siebie zwierzęta, do ataków będzie dochodzić rzadziej – dodaje prof. Schmidt.

Jak wylicza Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, w Polsce „śmiertelność zwierząt gospodarskich z powodu wilków dotyczy zaledwie 0,08 proc. bydła, około 0,12 proc. cieląt oraz kilku procent owiec. Cała reszta jest powodowana chorobami oraz zaniedbaniami człowieka”.

Najwyższe odszkodowanie za dwie zagryzione krowy

Hodowcy, którym wilki zagryzły zwierzęta, mogą ubiegać się o odszkodowania od Skarbu Państwa, które wahają się od 220 zł do ponad 8 tys. złotych. Ich wysokość zależy od gatunku zwierzęcia oraz liczby zabitych stworzeń. Sprawdziliśmy, jak sytuacja z odszkodowaniami wyglądała w minionych latach w Małopolsce. W ubiegłym roku przyznano je ponad 290 osobom na łączną kwotę blisko 280 tys. zł. Była ona mniejsza o 23,4 tys. zł niż w 2021 roku. Wówczas rekompensaty przyznano blisko 340 osobom. W 2022 roku najwięcej pieniędzy, bo ponad 7,4 tys. zł, dostał hodowca, któremu wilki zagryzły dwie krowy.

Co bardzo istotne: z roku na rok wilki wyrządzają coraz mniej szkód w Małopolsce. Gdy weźmiemy pod uwagę ostatnie cztery lata, liczba szkód zmalała o blisko 30 proc. W minionym roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie doliczyła się 305 szkód wilczych. W 2019 roku było ich ponad 400. – Również odszkodowań z roku na rok jest mniej – przyznaje Ada Słodkowska–Łabuzek z krakowskiego RDOŚ.

Nie należy wpadać w panikę

Zdaniem prof. Schmidta nie można powiedzieć, że wilk nie jest zagrożeniem dla ludzi. Może im zrobić krzywdę, ale prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest na tyle niskie, że nie należy wpadać w panikę. – Generalnie wilki boją się ludzi. Gdy zobaczą człowieka, uciekają. Jeśli tego nie robią, oznacza to, że z jakiegoś powodu są do jego widoku przyzwyczajone. Możliwe, że były przez człowieka dokarmiane. W efekcie podchodziły coraz bliżej i bliżej, a następnie przestały się go obawiać. Wówczas może dojść do ataku. W ostatnich kilku latach były dwie takie sytuacje, które dla ludzi zakończyły się pogryzieniem przez wilki – twierdzi naukowiec.

Działania Komisji Europejskiej odczytuje jako próbę zredukowania populacji wilków. Trudno mu powiedzieć, w jaki sposób wspólnota chce ten cel osiągnąć. Możliwe, że każdy kraj Unii Europejskiej będzie musiał opracować własny plan działania. – Na razie informacje są bardzo ogólne. Wydaje się, że KE chce mieć liczebność tych dużych drapieżników pod kontrolą. Nie wiadomo jednak, czy oznacza to powrót wilków na listę zwierząt łownych – dodaje naukowiec.

Zauważa, że umożliwienie polowań w Unii Europejskiej może negatywnie wpłynąć na wilcze rodziny. – Rodzice są główną siłą sprawczą jak chodzi o dostarczanie pokarmu potomstwu. Jeśli dorosły osobnik zostanie zastrzelony, może to zakłócić funkcjonowanie wilczej rodziny – twierdzi prof. Schmidt. – Co jednak najbardziej istotne: uważam, że redukcja populacji nie ma w tym momencie żadnego sensownego uzasadnienia. Skala szkód, jakich dokonują wilki, jest naprawdę niewielka – kwituje naukowiec.

Polskie wilki niezagrożone?

Z kolei dr hab. Robert Mysłajek, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” przekonuje, że działania Komisji Europejskiej nie powinny mieć wpływu na ochronę wilka w Polsce. – W naszym kraju chronimy go od 1998 roku. Przepisy w tej sprawie weszły zatem w życie sześć lat przez akcesją Polski do Unii Europejskiej. Ochrona naszych wilków nie jest więc efektem unijnych zobowiązań, tylko polskiego prawa – komentuje prof. Mysłajek.

Wezwanie Przewodniczącej Komisji Europejskiej odbiera jako akcję o charakterze politycznym, „która ma na celu znalezienie poparcia dla zmian statusu ochrony wilka w krajach Europy Zachodniej”. Przekonuje, że gdyby do nich doszło, byłoby to ze strony unijnych urzędników ustępstwo na rzecz myśliwych oraz hodowców zwierząt gospodarskich, którzy narzekają na straty, wyrządzane przez drapieżniki.

Dzika przyroda: największy skarb

Wilkom nie pomagają publikacje w lokalnych mediach. Dziennikarze piszą o nich w zasadzie tylko w momencie, gdy dojdzie do kolejnego ataku na krowy, owce czy kozy. O tym, jak dużym zagrożeniem dla tych drapieżników jest np. kłusownictwo, czytelnicy z lokalnej prasy raczej się nie dowiedzą. Artykuły, które można tam znaleźć, niejednokrotnie obrazuje się drastycznymi zdjęciami zagryzionych zwierząt. „Wilki podchodzą do gospodarstw. Jednej nocy w Sękowej zagryzły dziewięć kóz. Leśnicy mówią, że to była szkoła polowania”, „Została tylko głowa. To była masakra. Rozbestwione wilki podchodzą u nas pod domy” – krzyczą tytuły, siejąc panikę wśród mieszkańców m.in. małopolskich wsi.

– To, co publikują lokalne media, zależy od ich właścicieli. Jeśli nie lubią wilków, to dziennikarze piszą nieprzychylne artykuły. Nie mają one wiele wspólnego z prawdą. Są elementem wywierania wpływu. Swego rodzaju lobbingiem na rzecz myśliwych oraz hodowców, którzy zgłaszają się do redakcji i opowiadają o kolejnych atakach wilków na zwierzęta gospodarskie – ocenia naukowiec ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”.

Wilki występują w całej Polsce, co oznacza, że są obecne we wszystkich kompleksach leśnych. Na 100 km2 przypada mniej więcej od dwóch do trzech osobników. Ważną ostoją tych dużych drapieżników są Karpaty (całe, a nie tylko Bieszczady). Ważne są także rozległe lasy w północno–wschodniej i zachodniej części kraju. Zdaniem prof. Mysłajka największymi zagrożeniami dla wilków są: kłusownictwo i kolizje z samochodami. Jeśli chodzi o czynniki naturalne – różnego rodzaju choroby, takie jak np. świerzbowiec.

„Żaden z problemów, związanych z wilkami w Polsce oraz w Europie, nie powinien być rozwiązywany za pomocą strzelby. Wszystkie mogą być rozwiązane za pomocą odpowiedniego, mądrego podejścia do ochrony tego drapieżnika i całej dzikiej przyrody – największego skarbu, jaki mamy” – przekonują społecznicy z Greenpeace Polska.

Zdjęcie: Ondrey Prosicki/Shutterstock

Podziel się: