Wojciech Szymalski: Wyłączmy klimatyzatory, sadźmy drzewa

295
0
Podziel się:
Miejska wyspa ciepła

Ocieplający się klimat odbije się na polskich miastach, które muszą przygotować się na coraz cieplejsze lata. Gorące dni będą zagrażać chorym i starszym mieszkańcom metropolii. Są jednak sposoby, by przestrzeń miejską ochłodzić o kilka stopni – mówi Wojciech Szymalski z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Kiedy w Warszawie wyrośnie pierwsza prawdziwa palma? Na razie mamy sztuczną. 

Trudno powiedzieć, czy w ogóle się tego doczekamy. To, że klimat się ociepla nie oznacza, że będzie on przyjazny dla akurat takiej roślinności. Może się okazać, że pójdziemy w stronę klimatu kontynentalnego, który może być znacznie bardziej suchy. Jeśli okaże się, że wilgoci będzie więcej, to możemy znaleźć się gdzieś na zachodniej granicy zasięgu palmy. Ale to odległa przyszłość, pod koniec wieku. Na razie możemy być pewni, że będzie cieplej. Być może nie będą padały rekordy ciepła, bardziej chodzi o liczbę dni, które będą gorące. Liczba dni chłodnych czy mroźnych prawdopodobnie pozostanie na tym samym poziomie, choć te mrozy nie będą już aż tak straszne. Będzie jednak sezonowa zmienność – przynajmniej pozostanie lato i zima. Jak one będą wyglądać? Zima będzie cieplejsza, lato gorętsze, ale niekoniecznie piękne – może być bardzo suche lub bardzo deszczowe.

Czyli palma na razie nie wyrośnie, ale budynki porosną klimatyzatorami?

Tak, zdecydowanie. Choć wolelibyśmy, by obrosły bluszczem, winobluszczem i zielonymi dachami.

Zieleń jest skuteczniejsza w chłodzeniu przestrzeni miejskiej?

Klimatyzator sam w sobie nie musi być zły. Chodzi na prąd, który może być odnawialny. Problem pojawia się, gdy chcemy wypompować powietrze z budynku, który pod względem pochłaniania ciepła jest słaby. Jaka jest alternatywa? W zimie chcemy mieć ciepło w mieszkaniu, więc nastawiamy się na duże okna – jeśli jest słoneczny dzień, w środku jest cieplej. Ale nie pasują one do lata, kiedy chcemy ochronić się przed słońcem. Trzeba się zastanowić, jak dostosować budynki do bardziej zmiennego klimatu. Bywały cieplejsze okresy w naszej historii, gdzieniegdzie pojawiały się podcienia – tak jak w klimacie śródziemnomorskim. Trzeba więc przygotować się na zapobieganie dopływowi ciepła do budynków. Nie możemy przesadzać więc z klimatyzacją i powinniśmy przystosowywać swoje budynki do wysokich temperatur – tak, by używać klimatyzacji najmniej, jak to tylko możliwe.

W każdym razie musimy wychłodzić przestrzeń miejską. Co jest najlepszą metodą? Czy to jest ta roślinność? Jeśli tak, to jaka?

Są dwie bardzo skuteczne metody. Każda trochę inaczej działa. Można malować wszystko na biało. Im jaśniejsze kolory elewacji, dachów czy ulic, tym mniej ciepła będą one przyciągać. Druga metoda to jak najwięcej aktywnej, dużej zieleni. Krzaki, drzewa – one powodują, że cały czas gromadzi się w mieście woda. Jedno drzewo jest wielką beczką na wodę. Ona potem z niego paruje, dzięki temu powietrze ochładza się o kilka stopni. Różnica jest taka, że zieleń jest długofalowym działaniem. Nawet biała powierzchnia może w końcu stać się zbyt gorąca.

Proponują państwo też mapy klimatyczne, pokazujące, jakie miejsca w mieście są najbardziej zagrożone upałami.

Mapy nikogo nie zabezpieczą, ale pomogą w lepszym planowaniu miasta. Jeśli mamy mapę ciepła czy opadów, albo tego, gdzie już występują podtopienia, to wiemy, w jaki sposób i gdzie musimy zadziałać. Możemy zastanowić się, jak umieścić jak najwięcej zieleni w miejscach narażonych na upały. Mamy mapy z kilku lat, widać na nich konsekwencje polityki miast. Na przykład jeśli jest wybudowany nowy węzeł drogowy – w okolicy rośnie temperatura.

Politycy myślą o tym perspektywicznie? Czego od nich oczekiwać, jeśli chcemy dla naszych miast odpowiedzialnych działań klimatycznych?

Możemy tego myślenia perspektywicznego nie widzieć, bo osoby zajmujące się polityką sprzyjającą klimatowi są często na mniej eksponowanych stanowiskach. W aktualnej, widocznej dla przeciętnego obywatela polityce tego nie widać, ale sporo się dzieje. Stworzyliśmy strategie adaptacyjne dla miast i mamy nadzieję, że władze będą do nich często zaglądać w przypadku planowania inwestycji czy
planowania przestrzennego.

Kończy się też chyba okres, kiedy miasta brały na siebie całą odpowiedzialność za gospodarowanie wodą czy zielenią. Według mnie nadchodzi czas na współpracę między miastami a ich mieszkańcami – ze wspólnotami mieszkaniowymi, spółdzielniami.

Jakie to byłyby konretnie działania?

Na przykład udostępnianie przestrzeni zielonych na parki czy ogrodnictwo miejskie. Pomaganie mieszkańcom w gromadzeniu wody deszczowej czy magazynowaniu energii, jak również w budowaniu zielonych dachów.

Czyli na elewacjach mogą się pojawiać coraz częściej klimatyzatory, ale chętniej widzielibyśmy panele fotowoltaiczne na dachach?

To widać, niektóre miasta już teraz wspierają mieszkańców w zakupach paneli. Czy tak samo stanie się w przypadku zielonych dachów czy gromadzeniu deszczówki? Myślę, że tak, choć nie od razu. Może za dwa, trzy lata. Mam nadzieję, że pójdziemy dość odważnie w tym kierunku, a gospodarowanie zielenią czy wodą będzie bardziej wspólne.

W społeczności siła.

Tak, samorząd jest wspólnotą mieszkańców, którzy powinni mieć coraz większe prawo głosu. Powinni oni wymagać od miasta udostępnienia jego zasobów dla wspólnych celów.

 

Źródło zdjęcia: wikimedia.org

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o