Wydry wróciły do Singapuru po 50-ciu latach. Wszystko dzięki czystszej wodzie

37
0
Podziel się:
wydry singapur

W latach 70 zniknęły pod wpływem wylesiania i zanieczyszczenia środowiska. Dziś wróciły i mają się dobrze jak nigdy. Nie wszyscy cieszą się z tego powodu. Wydry, które ponownie zamieszkują Singapur stały się bohaterami wielu doniesień medialnych na całym świecie.

Po pięćdziesięciu latach wydry wróciły do Singapuru. Są uznawane za dowód skutecznej walki o środowisko – w szczególności w kwestii poprawy jakości wody. Pandemia przez którą miasto zwolniło na wiele miesięcy przyspieszyła ich powrót.

Nowi lokatorzy pięciomilionowej metropolii doczekali się nawet dedykowanej strony na Facebooku. Śledzi ją niemal 150 tysięcy osób. Nie wszyscy jednak cieszą się z tak gwałtownego powrotu tych ssaków. Ciągła ekspansja, rozmnażanie, a co za tym idzie powiększanie terytorium niosą za sobą koszty.

Według doniesień medialnych wydry wykorzystują rynny jako korytarze transportowe. Pojawiają się w godzinach szczytu na singapurskich ulicach i kampusach uniwersyteckich. Odwiedzają nawet szpitalne korytarze i prywatne baseny. Piją z fontann, a także walczą między sobą o dostęp do pożywienia i terytorium. Rośnie zainteresowanie tymi ssakami, ich przygody są szeroko opisywane przez obserwatorów.

Wydry w singapurskim parku źródło: Juan Camilo Diaz/shutterstock

„Zajadały się jak w bufecie”

Nie wszyscy są zadowoleni. Koszty były spore dla jednej z mieszkanek Singapuru, Lynette Foo. Kobieta będąc w swoim domu usłyszała piski. Okazało się, że wydry urządziły sobie ucztę w jej przydomowym stawie. Ofiarami padło 40 karpi koi. Strata bolała tym bardziej, że według mieszkanki karpie były hodowane przez jej teścia od dekad. Lynette Foo tak relacjonuje wydarzenie dla Washington Post: – zajadały się, jakby były w bufecie. Stają się uciążliwe.

Czytaj również: Cud w Gangesie Pierwszy raz od lat woda jest zdatna do picia.

Jeden z przeciwników wydr napisał do lokalnej gazety list, w którym apelował o strzelanie do zwierząt gumowymi kulami. To spotkało się z dużym sprzeciwem społecznym.

Dowodem na to niech będzie stanowisko samego premiera Singapuru, który również dostrzegł co raz bardziej napiętą sytuację. Lee Hsien Loong sprawę skomentował w mediach społecznościowych.

Znaki informujące o wydrach, źródło: heOnlyAstro/shutterstock

Wydry zostaną – Singapur stawia na współistnienie

W obliczu zmian klimatycznych i urbanizacji będziemy nadal powiększać tereny zielone oraz chronić bioróżnorodność. Zamiast skupiać się na ochronie «terytorium», musimy znaleźć sposoby na współistnienie i rozwój z lokalną florą i fauną – napisał premier.

W odpowiedzi mieszkańcy wyrazili spore poparcie dla takiej postawy. Wśród setek komentarzy znajdziemy wyrazy wdzięczności za wsparcie powrotu do natury, dziedzictwa przyrodniczego. Inna osoba napisała: – cudownie, że wydry wróciły. Singapur to nie tylko miasto i budynki.

Czytaj również: Zlikwidowali korki. W domach zaczęły się rodzić zdrowsze dzieci.

Powrót tych ssaków to dowód na skuteczność walki o środowisko naturalne w silnie zurbanizowanej metropolii. Władze już kilka lat temu dostrzegły problem niezrównoważonego zabudowywania miasta. Wdrożono program tworzenia korytarzy ekologicznych z „dziką” naturą. W rezultacie każdy mieszkaniec Singapuru ma do 2030 roku mieć dostęp do terenów zielonych w ramach 10 minutowego spaceru.

Powrót wydr to jeden ze znaków, że te działania są realne.

Wydra zjadająca rybę w Pasir Ris Park w Singapurze, źródło: TravellingFatman/shutterstock

Zdjęcie tytułowe Tan Yong Lin/Shutterstock

Podziel się: