Za ceny prądu odpowiada wojna, ale i brak reform. Bez blokowania OZE energia byłaby tańsza

70
0
Podziel się:

Ceny energii, szczególnie te zapowiadane po Nowym Roku, spędzają sen z powiek wielu z nas. Dlaczego sytuacja wygląda obecnie tak, a nie inaczej? Co dałoby nam nieblokowanie rozwoju źródeł odnawialnych i do czego mogą prowadzić rozwiązania zaproponowane przez rząd. O tym rozmawiamy z Michałem Hetmańskim, Prezesem Zarządu Fundacji Instrat.

Sebastian Medoń, SmogLab: Zacznijmy może od szerszego kontekstu. Dlaczego sytuacja na polskim rynku energii wygląda dziś tak, a nie inaczej? Rachunki wielu przedsiębiorstw już wzrosły. Po Nowym Roku podwyżki czekają i nas obywateli. Co zawiniło?

Michał Hetmański, Prezes Zarządu Fundacji Instrat: Pierwszą, główną przyczyną tego, że w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej wzrosły ceny energii jest kryzys surowcowy wywołany agresją Rosji na Ukrainę. Aczkolwiek w przypadku Polski należy również upatrywać przyczyn w bardzo wysokiej emisyjności polskiego miksu energetycznego. Wynika on z wysokiego udziału węgla, ale przede wszystkim z braku reformy rynku energii i braku dostosowania struktury wytwarzania do ambicji klimatycznych i transformacyjnych. Te wynikają z międzynarodowych porozumień klimatycznych oraz polityki unijnej, którą Polska również od lat współtworzy. 

Gdybyśmy inwestowali odpowiednio zawczasu w OZE, nie blokowali ich choćby przez ostatnią poprawkę prosumencką czy zasadę 10H, Polska mogłaby mieć spokojnie jedne z niższych cen w Europie. A to dlatego, że mamy bardzo niewielki udział gazu w wytwarzaniu energii, w przeciwieństwie do wielu krajów UE. A także wysoki udział własnego węgla, który jest tańszy niż ten z indeksu ARA. Gdybyśmy teraz mieli miks energetyczny opierający się na odnawialnych źródłach energii i własnym, tańszym węglu, ceny energii byłyby znacznie niższe.

Czytaj także: Jak energia wiatrowa może pomóc Polsce? [NASZ FILM]

Marże spółek energetycznych. ”Gdyby rząd interweniował wcześniej zamieszanie byłoby mniejsze”

Wiele też mówi się dziś o marżach spółek energetycznych. Czy rzeczywiście są one aż tak wysokie i nieuprawnione? A jeśli tak, to dlaczego się tak dzieje?

Tak, sytuacja jest przy tym bardzo dynamiczna. Od początku tego roku ostrzegaliśmy, że marże spółek energetycznych rosną. W szczególności w przypadku kontraktów terminowych, czyli z dostawą na przyszły rok. Jeśli możemy mówić o jakichś uzasadnionych kosztach wytwarzania na poziomie od ok. 500 do 700 złotych za megawatogodzinę, to już cena na rynkach hurtowych w zakresie od 1,5 do 2 tys. złotych oznacza kilkusetprocentową marżę. Oczywiście mowa o elektrowniach węglowych.

W Fundacji Instrat od  początku tego roku ostrzegaliśmy przed taką sytuacją. Informowaliśmy o tym Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Urząd Regulacji Energetyki oraz giełdę. Na początku nasza diagnoza nie była podzielana, ale później przyznano, że problem rzeczywiście występuje. Podjęto więc interwencję w postaci zamrożenia cen prądu na przyszły rok oraz de facto odwołania zawartych kontraktów. 

Nie jest to przyjemna satysfakcja, mogąc powiedzieć “a nie mówiliśmy!”. Jednak gdyby rząd interweniował wcześniej i doprowadził do kilku potrzebnych reform przed wakacjami, dziś zamieszanie byłoby mniejsze. Dziś żeby obniżyć przyszłoroczne ceny rząd musi nie tylko je kompensować w przyszłym roku, ale też doprowadzić do zerwania wielu już zawartych kontraktów. To odbędzie się kosztem niezależnych spółek energetycznych, które mogą sobie nie poradzić z taką rewolucją.

W Polsce około 70 proc. energii elektrycznej powstaje ze spalania węgla. Może doprecyzujmy: o jakich kosztach mówimy, jeśli chodzi o wytwarzanie prądu z tego surowca?

Przy obecnych cenach CO2, które przez większość ostatniego czasu były niższe niż w zeszłym roku, koszty wytwarzania dla elektrowni węglowych wynosiły między 500 a 600 złotych za megawatogodzinę. Dla młodszych elektrowni na węgiel kamienny to było sześćset kilkadziesiąt złotych za megawatogodzinę. Dla starszych, czyli częstych w naszym systemie elektroenergetycznym obiektów, było to 700, nawet 800 złotych za megawatogodzinę. To są uzasadnione koszty wytworzenia tej energii, po której elektrownie powinny oferować ją na giełdzie.

Dlaczego prąd z węgla podrożał?

A teraz?

W tym roku jednak zamieszanie na rynku energetycznym spowodowało, że krajowe elektrownie węglowe podbijały cenę. Uzasadniały to wysoką ceną węgla na rynkach międzynarodowych. To na jej podstawie rzekomo cena energii w Polsce miałaby być kształtowana. Jest to jednak nieprawda. Naszym zdaniem to nie jest sytuacja, w której szczytowe jednostki pracujące na węglu zagranicznym kontraktują sprzedaż energii na przyszły rok. One pracują jedynie w wymiarze bieżącym, na rynku dnia następnego, dlatego ceny dostaw na przyszły rok powinny być dużo niższe. 

Naszą diagnozę tej sytuacji podzielił nawet premier. Pozwolę sobie zacytować słowa Mateusza Morawieckiego sprzed miesiąca. 

“Dziś mamy taką sytuację, że cenę z dostawą na przyszły rok sprzedaje się na towarowej giełdzie energii licząc od ceny węgla w Holandii – a nie od ceny węgla, którą kupują zakłady energetyczne z polskich kopalń. To mechanizm, który powoduje te wysokie propozycje na przyszły rok. Nie ma na to naszej zgody i mówię to bardzo wyraźnie. Nie może być tak, że kilkanaście osób z zarządów tych spółek bogaci się kosztem społeczeństwa”.

Prawidłowo, naszym zdaniem, została postawiona diagnoza w zakresie przyczyn wysokich cen. Nie jest tak, jak próbowały nas przekonać niektóre spółki energetyczne. Dlatego postulujemy powołanie kontraktu finansowego na dostawy węgla na polskiej giełdzie oraz rozszerzenie obecnego systemu raportowania o cenach węgla. Po to, by krajowe elektrownie miały punkt odniesienia i nie było takiej sytuacji, że sprzedają energię w odniesieniu do cen węgla, po których go nie kupują. Ponieważ kupują po niższej cenie z polskich kopalń. 

Czytaj także: Kopalnie zarobią więcej. Wzrost cen o 86 proc. w miesiąc, „znacznie powyżej wzrostu kosztów wydobycia”

Zamrożenie cen energii. ”Niższe ceny energii kosztem zabicia konkurencji oraz nowych inwestycji w OZE”

Na koniec może wspomnijmy o dalszych planach rządu na poradzenie sobie z sytuacją kryzysową. Mam na myśli tzw. zamrożenie cen energii. Pojawiają się krytyczne głosy, że w obecnym kształcie jest to coś, co może dosłownie zabić rynek energii. Jak to Państwo oceniacie?

Braliśmy udział w konsultacjach. Składaliśmy też razem z organizacjami branżowymi i eksperckimi apel do senatorów, by uwzględnić interesy inwestorów oraz odbiorców OZE. Są oni bowiem niewystarczająco uwzględnieni w ustawie. 

Chciałbym mocno zwrócić uwagę na to, co robi Polska w tym zakresie i czym to się różni od tego, co zaproponowała Komisja Europejska. KE uważa, że trzeba opodatkować wysokie zarobki spółek energetycznych i wprowadzić maksymalną cenę. Zachowując jednak stabilność w odniesieniu do odnawialnych źródeł energii. Są nam one bowiem potrzebne, byśmy mogli wyjść z kryzysu i być niezależni energetycznie. W Polsce natomiast wdrożenie tego mechanizmu odbywa się absolutnie kosztem obecnych oraz nowych inwestycji w OZE. Mimo iż, konkurując z węglem, zapewniają nam one niższe ceny i większą stabilność dostaw. 

Niestety polski rząd stawia się tutaj w diabolicznej roli Lorda Farquaada z filmu Shrek, który mówi “wielu z was zginie, ale jest to ofiara, którą jestem gotów ponieść”. Dostaniemy więc niższe ceny energii w przyszłym roku, ale kosztem zabicia konkurencji oraz nowych inwestycji w OZE w przyszłych latach.

_

Zdjęcie: Jan von nebenan/ Shutterstock.com

Podziel się: