“Całe szczęście, że chodziło o smog. Jakby wymyślił alarm antyterrorystyczny, to ja bym to musiał poważnie potraktować”

Gdy dwa tygodnie temu Paryż spowił „wielki smog” to burmistrz Anna Hidalgo, z wielką energią zaczęła ostrzegać mieszkańców swojego miasta przed wychodzeniem z domu.

Na Twitterze opublikowała zdjęcie smogu, który zasłaniał miasto i napisała:

„#Paryż dzisiaj. Dowód na konieczność ograniczeń w użytkowaniu samochodów w centrum miasta. #zanieczyszczenie”. W ślad za tym opublikowała kolejne wiadomości. Zabierała głos w mediach.

Burmistrz Paryża zrobiła to, by dyskusję o tym, co trzeba zrobić, rozpocząć wtedy, kiedy widać, dlaczego trzeba to zrobić. Korzystając z okazji przedstawiła więc szereg rozwiązań, które chce w mieście przeforsować. Mówiąc krótko: stanęła na czele miejskiej walki o czyste powietrze.

Podobnie zachowuje się przynajmniej kilku innych burmistrzów, którzy wiedząc, że kiedy problem chce się rozwiązać i wymaga to podejmowania nie zawsze popularnych decyzji, trzeba o nim głośno mówić. Wśród nich na przykład Sadiq Khan, który rządzi Londynem, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.

„Wielki smog” paryski nie bez powodu wziąłem w cudzysłów. Wielki jest on bowiem dla Francuzów, ale nie dla nas. U nas, by być dokładnym, „wielki smog paryski” nie jest nawet smogiem – według naszych standardów powietrze jest wówczas “umiarkowane”. I nie jest uważane za problem. Często nie jest zresztą za taki uważany nawet smog polski, o czym przekonuje to jak reagowali na niego i reagują nasi samorządowcy. Poniżej garść takich reakcji.

– Był to chwilowy skok. Potem stężenie pyłów spadło do poziomu normalnych przekroczeń – mówił Tadeusz Durlak, burmistrz Skały w rozmowie z Gazetą Wyborczą, gdy ta zapytała, jak ocenia „pekińskie” przekroczenia stanu jakości powietrza w jego miejscowości. Burmistrz negatywnie zaopiniował także Program Ochrony Powietrza.

– Przy całym szacunku dla działalności Krakowskiego Alarmu Smogowego i moim uznaniu za zaangażowanie w poprawę jakości powietrza, akurat tą informację przyjąłem z bardzo mieszanymi uczuciami. Nawet nie chodzi mi o samą prawdziwość zdania. (…) Moje wątpliwości budzi fakt, czy w interesie mieszkańców miasta jest podawanie takiej informacji w języku angielskim na plakatach w sytuacji, gdy jesteśmy miastem żyjącym w dużej mierze z turystyki – pisał Jacek Majchrowski na swoim facebookowym profilu po tym, jak w 2013 roku w Krakowie pojawiły się anglojęzyczne billboardy ostrzegające przed smogiem.

– Całe szczęście, że to tylko chodziło o smog, bo może o smoka wawelskiego. Ale jakby na przykład wymyślił antyterrorystyczny (alarm – red.) albo jakiś inny, to ja bym to musiał poważnie potraktować – mówił Janusz Dudojć, starosta powiatu żarskiego w rozmowie z lokalną telewizją, kiedy ekolodzy chcieli ogłosić alarm smogowy.

– Moja gmina czuje się szykanowana przez Polski Alarm Smogowy – mówiła burmistrz Rabki Ewa Przybyło Dziennikowi Polskiemu. – Mamy 182 gminy w Małopolsce, w tym 9 uzdrowiskowych, a tylko o Rabce pisze się, że ma zatrute ekojajka i smog. Staliśmy się obiektem nagonki medialnej – dodawała. Zapowiadała też, w rozmowie z Gazetą Wyborczą, pozew przeciwko autorom raportu ClientEarth, w którym napisano o stanie powietrza w zdrojowej miejscowości.

– Powietrze jest znacznie lepsze, niż pokazują badania – mówił Jan Golba burmistrz Muszyny w rozmowie z Portalem Samorządowym, który pytał, czy warto jechać zimą w góry.

– Stan alarmowy? Nic o tym nie wiem, nie sprawdzałem jeszcze wyników pomiaru – mówił Andrzej Fryźlewicz z Zakopanego, kiedy dziennikarka Dziennika Polskiego zapytała go, dlaczego nie ogłoszono alarmu smogowego, choć zgodnie z prawem należało to zrobić. A facebookowy profil Zakopanego „zbanował” Podhalański Alarm Smogowy, kiedy ten zapytał, dlaczego zachęca do spacerów na zewnątrz w czasie znaczących przekroczeń stanu jakości powietrza.

Tyle w tym dobrego, że – jak pokazują przykłady części z powyższych miast – schemat jest tu na ogół powtarzalny. Najpierw jest negacja, po niej przychodzi akceptacja, później pozorowanie działania, a wreszcie, choć rzadko, działanie.

 

Szkoda tylko, że zdecydowanie zbyt często mieszkańcy, którzy są inicjatorami zmiany na lepsze, muszą walczyć z politykami samorządowymi o to, by ci zaczęli działać.

Można by przecież oczekiwać, że – tak jak w wypadku Hidalgo i Khana – to lokalni politycy będą liderami zmian na lepsze, a nie ich hamulcowymi i wskażą ludziom ich kierunek.

Fot. Evan Bench/Flickr.

7 komentarze(y)

  1. Jestem z Nowego Targu, od 10 lat mieszkam w KRK. Faktycznie, powietrze w NT jest o wiele bardziej jadowite. Zawsze mnie to uderzało, że miasto robi co roku ślizgawkę na samym rynku (gdzie powietrze jest najgorsze). Nie da się tam oddychać, a na niej śmiga mnóstwo dzieci. Straszne zacofanie…

    1. “Nie da się tam oddychać” ? W Pekinie jest znacznie gorzej. Pekin pustoszeje po prostu. Dlatego można już mieć drugie dziecko w Chinach, może któreś przeżyje.

  2. A co się stało z ociepleniem klimatu 🙂 Wystarczyły pokręcone żarówki i znikł.

    1. Nieprawda, tej zimy Katowice systematycznie “wygrywały” z Pekinem. Bardzo mi przykro, ale to prawda. Od kilku lat śledzimy poziom zanieczyszczeń powietrza w Aglo, a ostatnio też na świecie na aqui.com. Pouczające. W lutym W gliwicach na Mewy odnotowano 2000% normy PM2.5. Dodam że stacja pomiaru jest ustawiona neutralnie, niekoniecznie w centrum osiedla domków ogrzewanych na węgiel. Blok, który normalnie widzę jak na dłoni utonął tego dnia w smogu.Proszę więc nie śmiać się z Chin, bo o naszym 500+ można powiedzieć to samo….

  3. Jeszcze nt. pozwów. Taki pozew kosztuje, jak pan/i burmistrz przegra, to pokryje koszta z własnej kieszeni? Przed pozywaniem proszę sobie sprawdzić poziom pyłów zawieszonych teraz, tj. w marcu, i zamilknąć albo zabrać się za edukację obywateli. W Solcu-Zdroju wieczorem na głównej ulicy poziom PM2.5 18 marca wahał się pomiędzy 60 a 110ng.m3 tj. ponad 100 a ponad 200% normy. Zmierzone urządzeniem pomiarowym SDL307.

Dodaj komentarz