Dr hab. Paulina Kramarz: Ludzi zmieniono w maszynki do robienia pieniędzy

Podziel się:

To jak zbudować most między naukowcami i społeczeństwem?

On powoli powstaje. A że już naprawdę jest bardzo źle, namawiam do jego budowania znajomych ze środowiska naukowego – musimy wręcz zacząć wychodzić do ludzi na ulice. Nie tylko oczekiwać, że ktoś przyjdzie na spotkanie organizowane gdzieś na terenie uczelni i np. nazwane „naukowe”. Stan środowiska naturalnego determinuje w tej chwili każde, codzienne działania.

Przy okazji, bo mamy rok obfitujący w wybory do różnych parlamentów – dalej wiele partii politycznych planuje programy nie biorąc pod uwagę kryzysów ekologicznego i klimatycznego, tego, że już trzeba do nich zacząć dostosować przemysł i rolnictwo. Również do zmian społecznych, w tym kryzysu uchodźczego, który wynika również z kryzysu klimatycznego. Skoro się tego nie ma w programie partii, to znaczy, że w ogóle się nie dba o społeczeństwo i patrzy jedynie na słupki.

Powiedziałbym, że świadczy to też o braku kwalifikacji intelektualnych i wiedzy potrzebnych do sprawowania funkcji, którą się pełni. Polityków ratuje chyba tylko to, że wyborcy zbyt rzadko są tego świadomi, a też konkurencja ma do sprawy dokładnie taki sam stosunek.

Coś się jednak zmienia. Na przykład w przypadku węgla, co zaczęło się od smogu, bo jest to rzecz, która wszystkich bezpośrednio dotyczy. Został zasygnalizowany jeden problem, który pociągnął za wiedzę o kolejnych – jak choćby o emisji gazów cieplarnianych. Ludzie już coraz więcej wiedzą. Nawet jeżeli zaprzeczają, że to problem, to znaczy, że coś wiedzą.

Rolnicy widzą zmianę klimatu

Ja się jednak obawiam, że w Polsce zaprzecza się za mało temu, że są zmiany klimatu. Odczytuję z tego, że sprawa jest dla większości obojętna i nie budzi większych emocji.

Mam wrażenie, że środowisko, które w Polsce jest najbardziej świadome globalnych zmiany klimatu, to środowisko rolnicze. Burze piaskowe, coraz większa susza – to środowisko zdaje sobie sprawę, że klimat się zmienił i jest coraz gorzej. Mam więc nadzieję, że może właśnie od problemów z produkcją żywności zacznie się wzrost świadomości na temat kryzysów ekologicznego i klimatycznego, w których żyjemy. Cała reszta społeczeństwa polskiego dalej z trudem to dostrzega, bo problemy z produkcją żywności są rozwiązywane przez jej import. Co jest niestety błędnym kołem, bo transport żywności na duże odległości dokłada się znacząco do produkcji gazów cieplarnianych.

Zaczęliśmy od produkcji żywności i Twój tekst o niej był impulsem do tego, żeby się spotkać. Jak bardzo naciągamy granice planety, kiedy o nią chodzi?

Są szacunki, że gdyby wszyscy na Ziemi używali tyle samo zasobów środowiskowych, ile społeczeństwa w Europie, to potrzeba by było 2,8 Ziemi. Choćby produkcja mięsa pokazuje, jak bardzo obecny system źle działa. Mamy nadprodukcję mięsa, ale tylko w bogatszej części świata i dzieje się to poprzez rosnąca liczbę ferm przemysłowych. Również w Polsce to widać, chociaż u nas dałoby się jeszcze to zatrzymać, bo ciągle jest sporo gospodarstw rodzinnych. Fermy przemysłowe nie dość, że prowadzone są kosztem ogromnego cierpienia zwierząt oraz zanieczyszczenia środowiska, to opierają się o importowane pasze. W Polsce tylko około 20 proc. z nich jest produkowane w kraju, reszta to import. Jest to wymuszane przez przemysłowe fermy, w których łatwiej również o szybkie rozprzestrzenianie się chorób z powodu dużego zagęszczenia zwierząt, co wymusza między innymi standaryzację pokarmu. W normalnej hodowli to nie jest konieczne i kiedy zdarzy się tzw. klęska urodzaju – tak jak w ubiegłym roku z jabłkami – można je wykorzystać i skarmiać zwierzęta.

Jeżeli dalej będzie się utrzymywać tendencja do przekształcania rolnictwa w przemysłowe, to coraz częstsze będą sytuacje, kiedy klęski żywiołowe, niekorzystne warunki klimatyczne, natychmiast powodują ogromne straty pożywienia. System monokultur wielkoobszarowych, gdzie nie ma żadnego płodozmianu, a produkcja opiera się przede wszystkim o nawożenie nawozami sztucznymi, prowadzi do silnej degradacji gleby. I kiedy w takiej sytuacji przychodzi susza, straty są ogromne.

Do tego, zdegradowana ziemia, pozbawiona warstwy próchnicznej, nie jest w stanie utrzymać dużej wilgotności, więc nawet systemy nawadniające na długo nie pomagają. A przy gwałtownych ulewach, które są coraz częstszą formą opadów, woda bardzo szybko odpływa z takich powierzchni. Z fermami przemysłowymi jest podobnie – pożar, brak wody, powódź powodują śmierć tysięcy, często setek tysięcy, a nawet milionów zwierząt, stłoczonych w budynkach. Przy rozproszonym systemie produkcji żywności zawsze jest szansa, że jakaś uprawa przetrwa, część zwierząt przeżyje. No i niepotrzebne są tak ogromne nakłady energetyczne choćby na regulację temperatury i oświetlenia w budynkach, w których zwierzęta spędzają całe życie.

1 2 3 4
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

11
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
AlicjaKrzysztofAnarcholintervojagerPiotrek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotrek
Gość
Piotrek

Well, nie wiem, co może razić w określeniu ” rynek pracy ” ? Rynek to miejsce/przestrzeń wymiany. I dobrze, praca to coś, co miliony ludzi wymieniają między sobą na dobra lub ich ekwiwalenty ( pieniądz ). Dla mnie to bardzo adekwatne określenie.

intervojager
Gość

Po co mam produkować kartofle i sprzedawać je wam po 1zł, kiedy wy i tak pójdziecie kupić ją do biedronki, lub innego innego dyskontu, by zapłacić za nią 2z, zamiast kupić u mnie po złotówce?

Piotrek
Gość
Piotrek

może dlatego, że dyskont jest 300 m od domu, a do Pana dojazd będzie mnie kosztować więcej niż złotówkę ? No, jest jeszce potrzeba zakupu szczoteczki do zębów i papieru toaletowego, więc dyskont i tak muszę odwiedzić …

intervojager
Gość

A w dyskoncie mojej kartofli nie potrzebują bo nie jesem płatnikiem Vatu -mam za mały obrót.

Piotrek
Gość
Piotrek

“Produkcja żywności w tej chwili w większości przypadków jest prowadzona dla zysku niewielkiej grupy osób. Zamiast prowadzić do poprawy jakości życia dla całego społeczeństwa Ziemi” ? a dawniej żywność musiała produkować większość, a nie garstka; do tego czasem tylko po to, by przeżyć, a nie ” dlacałego społeczeństwa, zatem to przecież lepiej, bo cała reszta może zająć się tysiącami innych aktywności i usług. Po wtóre, coraz mniej ludzi musi zajmować się tylko tym, czy ma co włożyć do garnka, Oczywiście tylko tam, gdzie działa cokolwiek, co ma wspólnego zmrynkiem, zyskiem i kapitalizmem.

Piotrek
Gość
Piotrek

“nie mamy na nic czasu, bo za dużo pracujemy.” I tak, i ..nie ! Moglibyśmy pracować mniej, ale państwa zabierają nam około połowę dochodu, więc stąd więcej pracy. Czy za dużo ? stulecia wcześniej większość ludzi pracowała od świtu do zmroku, też w soboty, i o większości aktywności pozazawodowej dostępnej nam dziś nie mogła nawet marzyć , zatem … ” znaj proporcyą, Mocium Panie “

Alicja
Gość
Alicja

Z tą proporcyą, Mocium Panie, to nie do końca jest tak, jak sobie wszyscy wyobrażamy… http://groups.csail.mit.edu/mac/users/rauch/worktime/hours_workweek.html

Anarchol
Gość
Anarchol

“Polityków mamy takich, jakich środowisko naukowe wykształci.” Wolne żarty : polityków mamy takich, jakich wybiorą ludzie przy urnach; a gdyby tego było mało, wybrani potem i tak nigdy nie kieruja sie wiedzą czy nauką , tylko słupkami poparcia i krótkoterminowym zyskiem, bo rządzą tylko 4 lata. Nie ma od tego ucieczki, dopóki mamy demokrację.

Piotrek
Gość
Piotrek

“A w Krakowie od lat wybierany jest Prezydenta Miasta, który pozwala na wycinanie drzew, betonowanie, co doprowadzi do tego, że za chwilę się udusimy i ugotujemy.” – to może jednak w demokracji ludzie nie wybierają zgodnie ze swoim interesem ? Kusząca obserwacja, tyle, że …w interesie człowieka nie jest życie w eko-raju ! Mieszkania w Krakowie jakoś nie tanieją , bo interes człowieka zdefiniowała ewolucja : mężczyzna szuka miejsca, gdzie zdobędzie taki status i zasoby, że skusi samicę do oddania mu wdzięków, a kobieta w mieście ( nie szkodzi, że zadymionym) ma większe szanse na znalezienie samca ze statusem i… Czytaj więcej »

Krzysztof
Gość

Rolnictwo jest traktowane jako biznes. Być może chcemy wciąż myśleć o naszym chłopie z jedną krową i dwiema świniami w sposób sentymentalny, ale nie należy się oszukiwać: produkcja rolnicza ma przynosić zyski. Dlatego prowadzi się koncentrację upraw, buduje wielkie kurniki, chlewnie, obory… Masowość przekłada się na przychody. Do tego dopłaty do produkcji rolniczej zbudowały system, który z ekonomicznego punktu widzenia powinien nie istnieć, ale istnieje i ma się doskonale. Z jednej strony zaspokaja to potrzeby konsumentów, czyli żywność tania, dostępna i dużym wyborze a z drugiej wymusza globalny obieg żywności. Dlatego soją z Brazylii karmi się świnie w Chinach, itp,… Czytaj więcej »

Alicja
Gość
Alicja

Bardzo dobry wywiad, ale w części poświęconej rolnictwu zarówno Dr Kramarz, jak i komentatorzy poniżej jakby zapomnieli o ważnym czynniku jakim są subsydia. Żadne wielkie korporacje nie muszą zachęcać rolnika do przechodzenia na produkcję przemysłową – dopłaty skonstruowane są tak, że albo produkujesz bardzo dużo, albo w ogóle przestaje ci się opłacać uprawa czy hodowla czegokolwiek. To jest sprzężenie polityki i biznesu, które zaczęło się wiele dekad temu, jak zwykle – od dobrych chęci…