Koronawirus utrudnia badania nad klimatem. “Nature” ostrzega przed coraz większą luką w danych

538
0
Podziel się:

Okazuje się, że pojawienie się i rozprzestrzenienie koronawirusa odcisnęło swoje piętno także na badaniach nad klimatem. W związku z licznymi ograniczeniami powstają poważne luki w danych na temat m.in. aktualnych zjawisk pogodowych oraz stanu środowiska naturalnego – tak wynika z przeglądu opublikowanego na łamach “Nature”. Problemy dotykają między innymi badaczy Arktyki, których projekty zostały sparaliżowane przez pandemię COVID-19.

Pandemia COVID-19, choroby wywoływanej przez koronawirusa, wpłynęła w większym lub mniejszym stopniu na każdego z nas. Wirus zmusił nas do zmiany tego, w jaki sposób pracujemy i spędzamy czas wolny, jak wygląda produkcja, usługi oraz konsumpcja.

Jak donosiliśmy w ostatnich tygodniach, sytuacja wpłynęła korzystnie na wiele problemów środowiskowym, m.in. zmniejszając ilość zanieczyszczeń tlenkami azotu, jednak nie brakuje także problemów. Pojawiają się również obawy, że w niedalekiej przyszłości kryzys wywołany koronawirusem osłabi standardy ekologiczne, czy też opóźni ograniczanie emisji gazów cieplarnianych.

Okazuje się ponadto, że w obliczu nowej sytuacji poszkodowana zostaje nauka, której pracownicy pozbawieni są wielu cennych źródeł informacji na temat pogody, klimatu i stanu środowiska.

Rosnąca luka informacyjna

Przed kilkoma dniami na łamach “Nature” ukazał się artykuł autorstwa dr Giuliany Viglione. Ekspertka ostrzega w nim przed luką informacyjną, którą może pozostawić po sobie przedłużająca się pandemia koronawirusa. Z powodu licznych ograniczeń, wielu naukowców i naukowczyń utraciło możliwość monitorowania pogody i klimatu, a to może m.in. utrudnić przewidywanie przyszłych zjawisk.

Jednym z nich jest cytowany przez autorkę Frank Davis, ekolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, który nazywa lukę w badaniach jako “prawdopodobnie bezprecedensową”. Davis kieruje badaniami w ramach sieci badawczej Long Term Ecological Research (LTER), której celem jest monitorowanie ekosystemów w kilkudziesięciu rozsianych po świecie obszarach.

W trudnej sytuacji znajdują się także badacze bazujący na instrumentach pomiarowych rozmieszczonych na morzach i oceanach, którzy najczęściej nie są wpuszczani na statki transportowe, jak miało to miejsce do tej pory. Tak jest m.in. w przypadku Emmy Heslop z Międzyrządowej Komisji Oceanograficznej z siedzibą w Paryżu. Badaczka szacuje, że od początku lutego jej zespół stracił co najmniej 15 proc. dotychczasowych źródeł danych.

Do utraty cennych danych doprowadziły także ograniczenia w ruchu lotniczym, który do tej pory służył również zbieraniu informacji na temat warunków pogodowych, m.in. temperatury, ciśnienia czy kierunków wiatru. Jak podaje agencja NOAA, na dzień 31 marca ilość danych dostarczana przez amerykańską flotę samolotów spadła o połowę.

[Z całością artykułu, opublikowanego na łamach “Nature”, zapoznać się można TUTAJ.]

Zamrożona ekspedycja

W sprawie podobnych problemów alarmuje także Deutsche Welle, które przytacza historię projektu badawczego EastGRIP, badającego procesy związane z topnieniem lodowców Grenlandii.

Praca naukowców polega w tym przypadku na wielokrotnych wyprawach w miejsca oddalone o setki kilometrów od najbliższego lotniska, a to wymaga skomplikowanej organizacji logistycznej. Teraz, ze względu na uziemienie dużej części samolotów, kolejna wyprawa nie jest więc możliwa.

Oprócz strat w postaci przerwania prac badawczych, rozmówcy niemieckiej stacji wskazują na możliwe uszkodzenia sprzętu, który nie będzie konserwowany. Zwracają uwagę, że sytuacja może mieć wpływ nawet na przebieg karier naukowych. W przypadku wielu badaczy opóźnienia nie pozwolą na uzyskanie danych, niezbędnych do ukończenia trwających projektów badawczych.

Badanie topniejących lodowców Grenlandii jest ważne dla stanu wiedzy o klimacie m.in. ze względu na zasobność lodu, który topniejąc, nieodwracalnie przekłada się na wzrost poziomu morza. Jak informowaliśmy przed kilkoma tygodniami, zeszłego lata wyspa straciła kilkukrotnie więcej lodu, niż wynosi średnia z ostatnich kilkunastu lat. Taka ilość lodu, tj. 600 miliardów ton, mogłaby teoretycznie przełożyć się na wzrost poziomu mórz o 2,2 milimetra. [Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ.]

_

Zdjęcie: Shutterstock/Daniel Carlson

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!