Udostępnij

Niedobory wody w kraju. Polska osusza się sama

11.07.2024

Nagłówki – jak co roku wiosną i latem – alarmują o suszy w Polsce. Liczba polskich gmin, które w tym roku zostały dotknięte przez niedobory wody, przekroczyła już 120. Są takie, gdzie urzędy straszą policją podlewających trawniki. Choć to dopiero początek letnich upałów. Przyzwyczailiśmy się do tego, że tak jest. Ale czy musi tak być? No właśnie nie musi. Susze w Polsce są – na razie – przede wszystkim wynikiem tego, co świadomie robimy z polskimi rzekami, mokradłami i rozlewiskami. Niszcząc przy tym ich zdolność zatrzymywania wody w krajobrazie. Oraz tego, że bobry nie wystawiają faktur.

Zacznijmy więc od pytania, skąd bierze się coroczna susza w kraju, który jeszcze sto lat temu słynął z tego, że był pełen rzek, bagien i mokradeł? Zakładamy na ogół, że jest to wynik globalnych zmian i ocieplającego się klimatu. Tymczasem jest to susza, za którą odpowiada to, jak traktujemy naszą wodę. I nie chodzi tutaj o to, że za dużo płynie jej z naszych kranów. Bardziej o to, co robimy z polskimi rzekami. – Nasze melioracje i odwodnienia wciąż znacznie bardziej ważą na naszym negatywnym bilansie wodnym niż wzrost temperatury i związane z nim parowanie – mówił prof. Wiktor Kotowski z Uniwersytetu Warszawskiego, gdy rozmawiałem z nim pracując nad książką „Odwołać katastrofę”. Podkreślał też, że trzeba pamiętać o tym, że w Polsce najwięcej mówi się o suszy rolniczej, która „jest skutkiem tego, że spuściliśmy wodę z krajobrazu. Uregulowaliśmy małe rzeki i zlikwidowaliśmy mokradła, a przez to kompletnie zniszczyliśmy górną część zlewni. Obniżyliśmy bazę drenażu, więc regionalne poziomy wód opadły o metr albo dwa. Woda szybciej wsiąka w ziemię.” Mamy więc suszę za suszą, choć „na większości terenów w Polsce występują opady, które mogą w zupełności wyżywić uprawy – trzeba tylko mądrze dobierać rośliny.”

Jesteśmy więc w takiej sytuacji, że jednocześnie wciąż mamy dość wody i za mało wody.

Osuszyliśmy 85 procent mokradeł

Jak to możliwe? By to zrozumieć, trzeba sobie przede wszystkim uświadomić jedną rzecz. – Wszyscy popełniamy pewien błąd: myśląc o wodzie, zbyt często myślimy tylko o tej wodzie, którą widać, bo płynie na powierzchni. Albo o tej, która płynie w naszych rurach i wycieka z kranu. A tymczasem to ta woda, której nie widać jest niezwykle ważna. Bo bez niej nie ma ani wody w rzece, ani wody w kranie. W wielu mokradłach wody nawet na pierwszy rzut oka nie widać, ale ona tam jest. Przez cały rok. I to właśnie te miejsca są naszymi najważniejszymi magazynami wody – opowiadał ten sam Wiktor Kotowski w świetnej książce „Hydrozagadka” autorstwa Jana Mencwela.

Wiadomo, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, więc nie szanujemy tych naturalnych magazynów. Osuszamy je od ponad 100 lat, budując melioracje i regulując nasze rzeki. Osuszyliśmy już 85 procent mokradeł i przekształciliśmy 80 procent rzek. I utrzymujemy je w sztucznym stanie nawet tam, gdzie nie ma to żadnego sensu. Robimy to między innymi dlatego, że pozostawienie rzeki w naturalnym stanie jest „za darmo”. A za tzw. prace utrzymaniowe, które potrafią polegać na przejeżdżaniu koparką przez naturalne bariery tworzące rozlewiska, trzeba zapłacić. I to słono. Zarabia więc firma, która się cieszy. Ale powody do radości mają też urzędnicy, którym udaje się dzięki temu wydać budżet i chwalić tym, że dobrze dbają o naszą wodę.

Dla walki z suszą kluczowe są bagna i rozlewiska. Fot. Shutterstock/Marek Godlewski
Dla walki z suszą kluczowe są bagna i rozlewiska. Fot. Shutterstock/Marek Godlewski

Tak można walczyć z suszą w Polsce. „Problem w tym, że to nic nie kosztuje”

Można by oczywiście podejść do sprawy inaczej. Na przykład oddając więcej miejsca bobrom, które doskonale radzą sobie z tworzeniem zatrzymujących wodę rozlewisk. Ale tego nie robimy. Dlaczego? Ponieważ bobry nie mogą wystawiać faktur. Tak w każdym razie w doskonałych „Pałacach na wodzie” Adama Robińskiego mówił Andrzej Czech z Bieszczadów. Człowiek, który świadomie oddał bobrom ich królestwo kilkanaście lat temu, a dziś cieszy się naturalnym magazynem wody i żywym lasem. Odpowiedź, której Czech udzielił zapytany, dlaczego nie robimy tego częściej, Robiński opisał tak: „Problem w tym, jak ponuro konstatował Czech, że magazynowanie wody przez bobry nic nie kosztuje. A jeśli coś jest za darmo, nie wymaga kosztownych inwestycji, planów ani programów, to nikt na tym nie zarobi. Skoro retencja zrobi się sama, różnorodność biologiczna będzie zaś rosnąć powoli, ale skutecznie również bez naszego udziału, to nie ma komu spić śmietanki. Nie zarobią ani planujący, ani nawet operator koparki. A to przecież nimi robi się biznes, nimi zwiększa się produkt krajowy brutto. To smutna puenta, która wiele mówi o naszym świecie: problemem bobrów jest to, że nie wystawiają faktur, nie biorą dotacji, a od ich zbawiennej działalności nie rosną wskaźniki gospodarcze”.

Susze – przynajmniej na razie – w dużym stopniu robimy więc sobie sami. Niszcząc naturalne systemy zatrzymywania wody, osuszając mokradła i regulując rzeki, które zmieniają się w rynny spuszczające wodę do morza. Łatwo dałoby się to zmienić, ale nic nie zmieniamy. Dlaczego? Żeby ktoś mógł zarobić. A także dlatego, że tak robiło się „od zawsze”. Ale musimy to zmienić, jeżeli chcemy mieć wodę. Pisałem, że jak na razie źródłem susz w Polsce jest to, co robimy z wodą. Ale zmiana klimatu też już do nas „wjeżdża”, bo na przykład cieplejsze zimy oznaczają mniej wody zmagazynowanej w śniegu i lodzie. Są też scenariusze zmian klimatycznych, w których opady w Europie wyraźnie spadają. Nie wspominając nawet o rosnącym parowaniu i zanikaniu lasów. Jeżeli stałoby się coś takiego, to połączenie mniejszych opadów z tym, jak traktujemy wodę do nadmiaru której się przyzwyczailiśmy, będzie dla Polski zabójcze.

Bóbr. Susze w Polsce
Bobry mogłyby pomóc, ale niestety nie mogą wystawiać faktur. Fot. Shutterstock/Vaclav Mateus.

Najbardziej ucierpi oczywiście rolnictwo, co jest o tyle ciekawe, że rolnicy należą do tych grup, które najbardziej sprzeciwiają się działaniom mającym ograniczyć skutki susz. I bardzo dużo mówi o tym, jak niewielką umiejętność rozmawiania z ludźmi i przekonywania mają zieloni politycy oraz unijni biurokraci, skoro nie potrafią przekonać ludzi do działań, które są przede wszystkim w ich interesie. A dla wszystkich niezbędne. – Nie będziemy mieli wyjścia. Możemy czekać, aż przyroda odzyska swoje, co stanie się wtedy, kiedy załamie się system i nie będziemy w stanie dotować rolnictwa. Albo możemy ją w tym wesprzeć. Przyspieszyć proces powrotu mokradeł i przeprowadzić to w taki sposób, by wszystko było dla nas mniej bolesne. Co, jeżeli nam się nie uda? Bagna z czasem wrócą i zaczną naprawiać biosferę. One były przed nami. Będą także po nas. Kiedy tylko otrzymają taką możliwość, w odpowiednim czasie rozwiną się i zaczną ściągać z atmosfery węgiel. Tylko że to zajmie tysiące lat. Dzięki mokradłom globalna równowaga może wrócić. To daje mi ukojenie w smutku – mówił mi prof. Wiktor Kotowski w „Odwołać katastrofę”.

Fot. Zdjęcie ilustracyjne. Shutterstock/Creators DNA.

Autor

Tomasz Borejza

Dziennikarz naukowy. Członek European Federation For Science Journalism. Publikował w Tygodniku Przegląd, Przekroju, Onet.pl, Coolturze, a także w magazynach branżowych. Autor książki „Odwołać katastrofę”.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partner portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Od 2020 r. redaktor Odpowiedzialnego Inwestora, dla którego pisze głównie o energetyce, górnictwie, zielonych inwestycjach i gospodarce odpadami. Zainteresowania: szeroko pojęta ochrona przyrody; prywatnie wielbicielka Wrocławia, filmów wojennych, literatury i poezji.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Zastępca redaktora naczelnego SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.