Nowa “mapa smogowa” ujawnia, jak łatwo sprzedać ludziom bzdury

49523
14
Podziel się:

Na portalu twojapogoda.pl pojawił się artykuł p.t. „Polska najbardziej skażona w Europie? Nowa mapa smogowa ujawnia, że to kompletna bzdura”. Jego anonimowy autor (autorka? autorzy?) pisze między innymi:

Tyle się mówi, że Polska jest największym brudasem w Europie. Jednak najnowsza mapa smogowa, przygotowana przez Komisję Europejską, ujawnia, że to wierutna bzdura. Najbardziej skażone miasta są w tych krajach, które uważają się za najbardziej ekologiczne.

a dalej:

Nie dajcie sobie wmówić, że Polska jest najbardziej zanieczyszczonym krajem w Europie. Czerwone i bordowe kropki czy maski tlenowe na mapach smogowych, pokazywanych przez organizacje ekologiczne, potrafią nas zmylić. Tymczasem nowe dane satelitarne ujawniają niewygodną prawdę.

Te “rewelacje” rozniosły się po sieci szybko i szeroko, wprowadzając w błąd wiele osób:

Anonimowy autor omawianego tu tekstu próbuje zasłonić całą prawdę pokazując ułamek prawdy. Zobaczcie zresztą Państwo sami:

Najnowsze dane pochodzące z satelity Sentinel-5P, wchodzącego w skład środowiskowego programu Copernicus, prowadzonego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) dla krajów członkowskich Unii Europejskiej, w tym także Polski.

 

Stężenie dwutlenku azotu w powietrzu w Europie. Fot. ESA / Copernicus / Sentinel-5P.

Faktycznie, kilka map (w tym pokazana powyżej najbardziej nas tu interesująca mapa Europy) reprodukowanych przez portal twojapogoda.pl pokazuje stężenia dwutlenku azotu (NO2), uzyskane z pomiarów satelitarnych. Dane są jak najbardziej prawdziwe i odnoszą się do okresu między kwietniem a wrześniem 2018 (odsyłam Państwa do oryginalnego źródła).

Tylko czy uzasadnione jest nazywanie takich map „mapami smogowymi”? Nie bardzo. To co krótko i potocznie nazywamy „smogiem” to złożona mieszanina różnych zanieczyszczeń. Jednym z nich – ważnym, ale bynajmniej nie najważniejszym – jest faktycznie NO2.

Z punktu widzenia ochrony naszego zdrowia i życia zdecydowanie najbardziej istotna jest inna substancja: pył zawieszony PM 10, a zwłaszcza jego drobniejsza frakcja: PM 2,5. Dobrze pokazują to choćby liczby przedwczesnych zgonów przypisywanych w Polsce trzem najważniejszym zanieczyszczeniom powietrza. Porównajcie Państwo sami:

Szacuje się, że w Polsce w roku 2015 narażenie na pył PM 2,5 było przyczyną 44500 przedwczesnych zgonów, podczas gdy narażeniu na dwutlenek azotu przypisuje się 1700, a narażeniu na ozon (O3) – 1300 takich zgonów. W roku 2016 było to odpowiednio 43 100 zgonów z powodu PM 2,5, 1500 z powodu NO2 i 1100 z powodu ozonu. Nowszych danych – tych za 2017, 2018 i 2019 na razie brak (młyny Europejskiej Agencji Środowiska mielą powoli…), ale nie należy spodziewać się tu dużych różnic z poprzednimi latami.

Prawdą jest natomiast że NO2 prekursorem ozonu (czyli przyczynia się do jego powstawania). Tak więc emisja NO2 odpowiada częściowo za wyższe stężenia ozonu i za spowodowane narażeniem na ozon skutki zdrowotne, w tym przedwczesne zgony.

Jednak w przeciwieństwie do dwutlenku azotu i ozonu, stężenia pyłu są w naszym kraju dużo wyższe niż w zachodniej Europie. Co dobrze pokazuje choćby publikowany co roku przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) ranking najbardziej zanieczyszczonych pyłem miast świata. W pierwszej pięćdziesiątce w Unii Europejskiej przeważają miasta polskie, choć bułgarskie są tu dla nas bardzo silną konkurencją.

Zresztą, różnice w stężeniach pyłu między nami a krajami „starej Unii” doskonale pokazują też i takie mapy:

Rzut oka na dzisiejszą mapę jakości powietrza, którą prezentuje Europejska Agencja Środowiska, wywołał u nas uczucie…

Opublikowany przez SmogLab Piątek, 13 grudnia 2019

 

Tak, Polska ma największy problem nie z NO2 ani z ozonem, ale z pyłem i z zawartymi w pyle wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi (WWA).

Najbardziej znanym z WWA jest i rakotwórczy benzo[a]piren (B[a]P), obecny też w dymie papierosowym. W tej konkurencji (stężenia B[a]P) nasza przewaga nad resztą Europy jest jeszcze większa niż w przypadku PM 10 lub PM 2,5. Jest wręcz miażdżąca; w niektórych polskich miastach norma dla B[a]P w powietrzu jest przekroczona kilkanaście razy! A w 2017 na jednej ze stacji (Brzeszcze) norma została przekroczona dwudziestokrotnie!

To, jak brudne jest polskie powietrze widać zresztą gołym okiem.

Poza Krakowem, który zlikwidował większość swoich palenisk jakość powietrza w Polsce od lat się za bardzo nie zmienia. No właśnie: palenisk. Bo w naszym kraju jednym z głównych źródeł pyłu i dominującym źródłem B[a]P jest spalanie węgla, drewna a czasem i odpadów w domowych piecach, kotłach i kominkach.

No dobrze – skoro tak, to większość emisji pyłu, a tym bardziej zawartego w nim B[a]P przypada na półrocze chłodne, na sezon grzewczy. Może więc jest prawdą to co pisze twojapogoda.pl:

Dwutlenek azotu jest najpoważniejszym zagrożeniem dla ludności ze strony smogu w miejscach, gdzie w okresie zimowym nie ma dużego zanieczyszczenia pyłem zawieszonym, pochodzącym z niepełnego spalania paliw wykorzystywanych do ogrzewania.

Niekoniecznie. Nie należy bagatelizować NO2 i jego wpływu na zdrowie, bo jest on poważny. Ale nawet w lecie jest bardzo prawdopodobne, a nawet prawie pewne, że drobny pył emitowany przez silniki spalinowe jest dla nas dużo groźniejszy niż NO2.

Taki pył ma na przykład negatywny wpływ na układ nerwowy. Jest też – podobnie jak pył emitowany przy spalaniu drewna i węgla – naszpikowany różnymi rakotwórczymi substancjami, w tym WWA. Jest więc po prostu rakotwórczy. Natomiast NO2 nie jest substancją kancerogenną – nie znajduje się na liście substancji rakotwórczych Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) .

Ale już spaliny silników Diesla uznano za czynnik o udowodnionym działaniu rakotwórczym. Widać, że odpowiedzialny za rakotwórczy charakter tych spalin nie jest więc NO2, tylko inne substancje – właśnie wspomniany wcześniej pył (sadza).

Dwutlenek azotu ma natomiast duże znaczenia raczej jako wskaźnik, marker zanieczyszczeń z komunikacji – tam gdzie w powietrzu jest dużo NO2, tam jest też zwykle dużo innych zanieczyszczeń emitowanych przez silniki spalinowe (zwłaszcza silniki Diesla), które to zanieczyszczenia są jednak dużo trudniejsze do zmierzenia niż sam NO2. Na przykład zwykle dużo jest bardzo drobnych pyłów.

W Polsce przy tych samych stężeniach NO2 co w jakimś mieście na zachodzie Europy możemy spodziewać się zresztą dużo silniejszego negatywnego wpływu spalin samochodowych na zdrowie. Dlaczego? Polskie “diesle” trują bardziej, bo zatrważająco często nie mają filtrów cząstek stałych, zatrzymującą tą szczególnie niebezpieczną dla zdrowia drobną sadzę. Ale tego portal twojapogoda.pl nam już nie powie.

Nie powie nam również, że pokazane przez nich mapy – opracowane na podstawie pomiarów satelitarnych, w dodatku robionych przez kilka miesięcy w roku, a nie przez cały rok – nie mogą być porównywane bezpośrednio z wynikami pomiarów ze stacji naziemnych, choć między jednym a drugim rodzajem pomiarów jest z pewnością wysoka korelacja. Pomiar satelitarny to jednak uśredniony pomiar zawartości NO2 w całej kolumnie powietrza. Nas natomiast najbardziej interesuje oczywiście to co dzieje się z grubsza na wysokości naszych nosów.

Warto by się więc jednak odnieść do danych z całego roku, pochodzących z naziemnych stacji pomiarowych. A dane takie pokazują że i owszem, w zachodniej Europie stężenia są NO2 są wyższe niż w Polsce, ale różnica nie wygląda aż dramatycznie jak sugerują to pomiary satelitarne przytaczane przez twojapogoda.pl:

Roczne stężenia dwutlenku azotu (NO2) w wybranych miastach europejskich. Źródło: Opracowanie własne Najwyższej Izby Kontroli (NIK) na podstawie baz danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) i Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Za NIK: „Z uwagi na niższy od wymaganego wskaźnik uzysku danych w niektórych przypadkach (nie dotyczy miast w Polsce) wartości przedstawione na mapie mają wyłącznie charakter informacyjny.”

 

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!