SUV-y określa się jako „eko”, bo są oznaką bogactwa. Oto jak szkodzą

166
0
Podziel się:

Od lat zwiększa się popularność SUV-ów i ich udział w ogólnej liczbie aut osobowych. Ma to szereg negatywnych konsekwencji, w tym większe zużycie paliw i większe emisje dwutlenku węgla. Według Międzynarodowej Agencji Energii, w 2022 na całym świecie SUV-y wyemitowały prawie miliard ton CO2. To mniej więcej tyle, ile rocznie emitują wszystkie samoloty pasażerskie. Albo tyle, ile wynosi łącznie całkowita emisja Wielkiej Brytanii i Niemiec. Nie ma więc czegoś takiego jak „ekologiczny SUV”.

Coraz częściej mówi się, że rosnąca liczba dużych aut osobowych to problem, z którym jak najszybciej coś trzeba zrobić.

Takie głosy słychać choćby w Wielkiej Brytanii. Działająca na rzecz ochrony klimatu grupa Possible wzywa tam do wprowadzenia podatku typu „zanieczyszczający płaci”, uzależnionego od wielkości pojazdu. To zupełnie inna polityka niż w przypadku Stref Czystego Transportu (ang. Low Emission Zones, Congestion Charge zones). Tam opłata lub możliwość wjazdu do części miasta jest uzależniona od typu silnika i wieku auta. A bardziej precyzyjnie – od normy Euro, jaką dany pojazd spełnia.

Różnica wynika stąd, że nie chodzi o zmniejszenie emisji szkodliwych dla zdrowia substancji, takich jak dwutlenek azotu czy pyły, ale o ograniczenie emisji najważniejszego gazu cieplarnianego – dwutlenku węgla (CO2). SUV-y (ang. sport utility vehicle) są przecież większe i cięższe od „normalnych aut osobowych”, czyli samochodów średniej wielkości. Przez co zużywają więcej paliwa i emitują odpowiednio więcej dwutlenku węgla.

O ile więcej, to oczywiście zależy od modelu SUV-a i od auta, z którym go porównujemy. Możemy przyjąć za Międzynarodową Agencją Energii, że średnio przynajmniej o jedną czwartąjedną piątą więcej.

Nowy SUV emituje więcej CO2 niż dziesięcioletnie auto średniej wielkości

I nie zmieniają tego coraz bardziej 'wyśrubowane’ i oszczędne silniki. Przy tej samej technologii, typie silnika małe miejskie auto zawsze będzie zużywać mniej paliwa niż duży SUV. A normalny (czytaj: nie SUV) nowy samochód z silnikiem spalinowym kupiony dekadę temu i tak ma średnio niższą emisję dwutlenku węgla niż nowy SUV kupiony dzisiaj. Choć słowo 'normalny’ w odniesieniu do aut osobowych wkrótce być może będzie oznaczać właśnie te największe okazy. Ich sprzedaż bowiem ciągle rośnie.

Na świecie jest coraz więcej SUV-ów

W roku 2022 na całym świecie na łączną liczbę ok. 1,29 miliarda aut osobowych aż 330 milionów stanowiły SUV-y. A jeszcze dekadę temu (2013 rok) na 963 milionów samochodów osobowych przypadało „tylko” 85 milionów tego typu aut – to dane Międzynarodowej Agencji Energii (MAE).

Jak można się domyślać, jeszcze gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o udział SUV-ów w przypadku nowych pojazdów. W 2022 r. SUV-y stanowiły około 46 proc. globalnej sprzedaży samochodów. Zauważalny wzrost sprzedaży tego typu aut widać choćby w Stanach Zjednoczonych i Indiach. Również w Europie, gdzie w pierwszych sześciu miesiącach tego roku Crossovery i SUV-y po raz pierwszy w historii stanowiły ponad połowę wszystkich nowych pojazdów. Ich udział w rynku wzrósł o 3 procent w porównaniu z pierwszą połową 2022 roku.

Nic więc dziwnego, że rośnie też udział SUV-ów w emisjach CO2.

suv eko
Koncerny z reguły reklamują SUV-y jako „eko”. Nic bardziej mylnego, fot. Shutterstock/kasakphoto

SUV-y emitują już tyle dwutlenku węgla CO2 co lotnictwo pasażerskie

Dziś na całym świecie SUV-y emitują w ciągu roku prawie miliard ton CO2 (dane za rok 2022). A jeszcze parę lat temu było to „tylko” 700 milionów ton.

Dla porównania: to mniej więcej tyle ile wynosi roczna globalna emisja dwutlenku węgla związana z lotami pasażerskimi (nieco ponad miliard ton w roku 2018). Albo łączna emisja CO2 w Wielkiej Brytanii (347 mln ton) i RFN (675 mln ton) w 2021 lub też roczna emisja Japonii. I trzy razy więcej niż całkowita emisja CO2 w przypadku Polski. Zaś całkowita globalna emisja dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych to ok. 37 mld ton rocznie.

Co więcej, w okresie 2010-2018 SUV-y były drugim co do wielkości czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu globalnej emisji CO2, ustępując jedynie sektorowi energetycznemu. W roku 2022 emisje CO2 związane ze spalaniem paliw w SUV-ach wzrosły o prawie 70 milionów ton!

Wzrost zużycia ropy

Mówimy tu o emisjach CO2 wynikających ze spalania paliw produkowanych z ropy naftowej. Jak łatwo się domyślić, SUV-y mają więc też duży udział w globalnym wzroście zużycia ropy.

Według MAE latach 2010-2018 SUV-y były odpowiedzialne za wzrost popytu na ropę potrzebną do produkcji paliw dla samochodów osobowych o 3,3 miliona baryłek dziennie, podczas gdy zużycie ropy związane ze spalaniem paliw w innych typach samochodów (z wyłączeniem SUV-ów) w tym samym okresie nieznacznie spadło.

Jeśli popyt na SUV-y będzie nadal rósł w takim tempie jak w ostatniej dekadzie, do 2040 r. SUV-y zwiększą globalne zapotrzebowanie na ropę o prawie 2 miliony baryłek dziennie. Co zupełnie zrównoważy (a raczej zniweczy) oszczędności wynikające z elektryfikacji części floty aut osobowych.

CO2: nie tylko emisje z rury wydechowej

W przypadku SUV-ów większa niż w przypadku mniejszych samochodów jest nie tylko bezpośrednia emisja dwutlenku węgla – ta ze spalania paliwa. Wyższa jest też emisja CO2 związana z produkcją samego pojazdu. To ogólna prawidłowość, która dotyczy zarówno pojazdów z silnikami spalinowymi, jak i elektrycznymi.

I także dlatego rozwiązaniem problemu „suwozy” (czy jak Państwo wolicie, „zasuwienia”) motoryzacji nie są elektryczne SUV-y, które w roku 2022 stanowiły 16 proc. wszystkich sprzedanych SUV-ów. W porównaniu z mniejszymi „elektrykami” duże auta elektryczne potrzebują zresztą nie tylko więcej stali czy tworzyw sztucznych, ale też większej ilości krytycznych surowców takich jak lit czy kobalt, używanych do produkcji baterii.

Nie powinno nas więc cieszyć, że wśród nowych samochodów elektrycznych rośnie udział SUV-ów. A rośnie szybko: w 2020 37 proc. nowych „elektryków” było SUV-ami, w 2021: 46 proc., a w 2022 już 51 proc.

Lotnictwo, uważane za jedną z najbardziej emisyjnych branż już teraz ma mniej negatywny wpływ na środowisko, niż SUV-y. Fot. Shutterstock/Oleg V. Ivanov

Problem generowany przez bogatych …

Badanie przeprowadzone w UK przez wspomnianą pro – klimatyczną grupę Possible pokazało coś, co nie jest chyba dla nikogo zaskoczeniem: istnieje silna korelacja między wysokim dochodem a posiadaniem dużego auta.

Jeśli popatrzymy na dane dotyczące całej Anglii, to okaże się, że gospodarstwa domowe w górnym 20 proc. przedziale dochodów (najbogatsze 20 proc. populacji) są nie tylko o wiele bardziej skłonne do posiadania wysokoemisyjnego samochodu niż mniej zamożni właściciele pojazdów w pozostałych 80 proc. społeczeństwa. Te najbogatsze 20 proc. przejeżdża też rocznie trzy razy więcej kilometrów niż osoby z dolnego kwintyla dochodów (najuboższe 20 proc. populacji).

Dane z londyńskich dzielnic Kensington i Chelsea wykazały, że posiadanie SUV-a było związane z zamieszkiwaniem w bogatszej okolicy, zwłaszcza w przypadku superciężkich, wysokoemisyjnych samochodów, takich jak Land Rover Defender.

A to wszystko oznacza, że istnieją solidne argumenty za wprowadzeniem zasady „zanieczyszczający płaci” – podatki czy opłaty za parkowanie powinny być uzależnione od wielkości emisji CO2.

Tym bardziej że SUV-y naprawdę trudno jest uznać za auto optymalne w warunkach miejskich, a trzy czwarte nowych SUV-ów kupowanych w Wielkiej Brytanii jest rejestrowanych na osoby mieszkające w miastach. Gdzie raczej nie trzeba codziennie przedzierać się nieutwardzonymi, polnymi drogami ani holować ciężkiej przyczepy. Można podejrzewać, że Polsce sytuacja wygląda podobnie.

… i koncerny motoryzacyjne

Jednym z powodów, dla których producenci samochodów starają się zwiększyć sprzedaż SUV-ów, jest po prostu to, że ich sprzedaż jest bardziej opłacalna niż w przypadku małych aut. I właśnie dlatego branża motoryzacyjna ma interes w nakręcaniu mody na SUV-y. Ponieważ więcej na SUV-ach zarabiają, to i więcej jest reklam takich aut i ludzie więcej ich kupują. Koło się zamyka. Niestety, kosztem klimatu, środowiska, naszego zdrowia i bezpieczeństwa.

Organizacje ekologiczne i aktywiści klimatyczni często krytykują branżę paliw kopalnych. Wskazują, że działalność koncernów paliwowych bardzo mocno przyczynia się do obecnego kryzysu środowiskowego i nadciągającej katastrofy klimatycznej. Jest to krytyka jak najbardziej słuszna (choć czasem formułowana w irytujący lub infantylny sposób). Jednak nie mniej ostra krytyka powinna być wymierzona właśnie w koncerny motoryzacyjne.

Czy SUV może być „ekologiczny”?

Wróćmy na koniec do pewnego paradoksu, bardzo ładnie pokazanego w tym krótkim filmiku:

Norma Euro reguluje emisję pyłu i dwutlenku azotu (NO2), a nie dwutlenku węgla (CO2). Więc nawet bardzo duży pojazd, emitujący ogromne ilości CO2, może spełniać najbardziej wyśrubowaną normę Euro. Złomnik ma jednak rację – monstrum, do którego wsiada, na pewno nie może być nazwane autem „ekologicznym”. Nawet gdyby był to samochód elektryczny (a nie jest).

Tym bardziej że w przypadku aut rury wydechowe nie są jedynym źródłem emisji groźnego dla naszego zdrowia pyłu. Okazuje się, że znacznie więcej zanieczyszczeń pyłowych powstaje na skutek ścierania opon. A im większy, cięższy pojazd, tym więcej startej na drobniutki pył gumy trafia do powietrza, naszych płuc i innych narządów, a w końcu z rzekami do mórz i oceanów.

Zdjęcie: Vadi Fuoco/Shutterstock

Podziel się: