Więzienie kapucynek, kangury w zagrodach, hodowle rysi. Sprawa pumy to wierzchołek góry lodowej

Podziel się:

Puma Nubia przez sześć lat mieszkała w Ogrodzieńcu (woj. śląskie). Jej właściciel został skazany kilkoma wyrokami za nielegalne posiadanie pumy i prezentowanie jej niezgodnie z przepisami. W styczniu tego roku sąd orzekł przepadek zwierzęcia na rzecz Skarbu Państwa i wyznaczył zoo w Poznaniu jako nowy dom dla Nubii. Temat podzielił internautów – część z nich, widząc zdjęcia i filmy przedstawiające Nubię tulącą się do właściciela, domaga się, by puma wróciła do Ogrodzieńca. Sprawa jednak nie jest tak prosta. – „Szczęśliwe” dzikie zwierzę to takie, które ma zaspokojone swoje naturalne potrzeby gatunkowe. Wśród potrzeb pumy nie ma leżenia w łóżku – mówi dr hab. Marcin Urbaniak, który zajmuje się prawami zwierząt.

Puma Nubia tuli się do właściciela, śpi w jego łóżku, bawi się z psem i kotem. Wygląda to rzeczywiście wzruszająco. Może nie jest jej wcale tak źle?

Niestety, widok śpiącego dzikiego kota w łóżku, przytulającego się do właściciela czy bawiącego się z psami nie jest wcale oznaką szczęścia, a więc dobrostanu. To my ulegamy złudzeniu, że to zwierzę nie cierpi. Przecież skoro leży w łóżku jak domowy kot, to pewnie jest zadowolone! A sprawa, niestety nie jest tak prosta.

Co to znaczy?

„Szczęśliwe” dzikie zwierzę to takie, które ma zaspokojone swoje podstawowe, naturalne potrzeby gatunkowe. Wśród potrzeb pumy nie ma leżenia w łóżku ani przebywania w towarzystwie człowieka. Jest za to ogromny rewir i swoboda polowania oraz eksplorowania. Puma w naturalnych warunkach, w zależności od ukształtowania terenu i dostępu do pokarmu, potrafi dziennie przemierzać od 25 do 100 km kwadratowych. Nubia powinna skakać po drzewach i skałach, polować, mieć zróżnicowanie pokarmowe, bo taki jest jej naturalny biotop, którego człowiek jej nie zapewni. A tym bardziej człowiek, który nie ma pojęcia o tym gatunku, o czym świadczy najlepiej zakup pumy w celach zarobkowych.

Czytaj także: Etycy o sprawie pumy: “słodkie zdjęcia” nie powinny zwalniać nas z krytycznego myślenia

Już sam fakt, że kupił ją, motywowany rzekomą działalnością cyrkową, pokazuje, że nie ma najmniejszego pojęcia o potrzebach behawioralnych dzikiego kota i nie dba o dobrostan pumy. Nie mówiąc już o tym, że „wypożyczając” ją do sesji zdjęciowych i organizując „warsztaty”, stwarzał zagrożenie dla życia i zdrowia publicznego. Co więcej, ten człowiek może znaleźć naśladowców, którzy bezmyślnie zapragną mieć w swoim ogrodzie dziką, egzotyczną atrakcję.

Czyli to niemożliwe, żeby puma była udomowiona i szczęśliwa?

Udomowienie nie polega na tym, że przez sześć lat trzymamy dzikie zwierzę w domu i ono się do nas przyzwyczaja. Mylimy udomowienie z oswojeniem. Udomowienie to proces selekcji trwający tysiące lat – w przypadku kotów około 10 tysięcy lat! Dotyczy całych gatunków zwierząt, a nie jednego osobnika i polega na przebywaniu w relacji ze środowiskiem ludzkim, w efekcie czego gatunek zmienia się neurologicznie, fizjologicznie czy behawioralnie. Natomiast w przypadku trzymanego w domu dzikiego zwierzęcia, mamy do czynienia z oswojeniem, czyli sztucznym tłumieniem jego agresywnych reakcji, najczęściej przy pomocy tresury i przemocy. Ale naturalne popędy mogą się w dowolnej chwili uaktywnić, kiedy np. puma się przestraszy huku albo nagle zobaczy biegnącego psa czy człowieka. Wtedy może uruchomić się odruch obronny lub instynkt łowiecki i dojdzie do tragedii.

Przeciwnicy odbierania Nubii argumentują: przecież lepiej jej u właściciela niż w klatce w zoo.

Ogród zoologiczny to mniejsze zło, a jednocześnie jedyny ratunek. Jedyny ratunek, ponieważ jednostkowy człowiek nie jest w stanie zapewnić wymagane rewiru i adekwatnego biotopu dzikiemu zwierzęciu. Ogród zoologiczny może natomiast trzymać pumę w warunkach dużo bardziej zbliżonych do tych naturalnych. W zoo puma będzie miała fachową opiekę weterynaryjną i zoopsychologiczną. Poza tym, puma nie może zostać u człowieka skazanego prawomocnym wyrokiem, który od sześciu lat stwarzał zagrożenie. A dlaczego mniejszym złem, a nie faktycznym dobrostanem? Bo dla niej najlepszym wyjściem byłoby życie na wolności. Niestety, została mocno wypaczona psychicznie poprzez oddzielenie jej od matki w bardzo młodym wieku i kupienie przez polskiego właściciela. Ogród zoologiczny jest w tej sytuacji jedynym i najlepszym wyjściem.

Będzie w stanie się dogadać z innymi pumami w zoo?

W przypadku tak inteligentnych ssaków, jakimi są kotowate, to bardziej zależy od indywidualnych, osobniczych predyspozycji. Pumy są w ogóle samotnikami, rzadko wchodzą w relacje, nie potrzebują do funkcjonowania innych kotów, a tym bardziej człowieka. Trudno przewidzieć, jak zareaguje Nubia na towarzystwo i czy w ogóle będzie je posiadała – przecież nie żyła nigdy z innymi dzikimi zwierzętami. Dobrze by było – w miarę możliwości – rozbudzić w niej naturalne zachowania eksploracyjne i łowieckie. Choć obawiam się, że może być na to za późno.

Szczególnie że to sześcioletnie zwierzę, a nie maluch.

I to wcześnie oddzielone od matki. Dlatego puma prawdopodobnie zaczęła traktować swojego właściciela jako „substytut” matki. Ze strony obrońców tego człowieka padają argumenty, że oddanie pumy do zoo to bolesne przerwanie jej więzi z właścicielem. To bzdura. Nie ma więzi, bo nie mówimy o kocie domowym – jest tylko zaburzony instynkt, anomalia behawioralna.

Jeśli zamarzę sobie o pumie, to jadę do Czech, kupuję ją, w Polsce rejestruję działalność cyrkową i mogę sobie bez problemu takie zwierzę trzymać w ogrodzie?

Niestety tak.

Brzmi jak ogromna dziura w prawie.

Bo to jest dziura w prawie. Jeśli ma się działalność cyrkową ze zwierzętami, trzeba mieć regularne kontrole inspektoratu weterynarii i udowodnić, że taką działalność rzeczywiście prowadzimy – mamy namiot, sprzęt, sprzedajemy bilety na pokazy. Ten człowiek od czterech lat nie był kontrolowany – od momentu, kiedy został skazany za nielegalne posiadanie pumy i zmienił swoje miejsce pobytu. Po prostu uciekł z nią na działkę rekreacyjną. Wtedy już zresztą nie miał zarejestrowanej działalności cyrkowej – zawiesił ją po roku. Ale to nie koniec. Jeśli nielegalnie posiadamy zwierzę niebezpieczne, ujęte na liście w rozporządzeniu ministerstwa środowiska, to jedyne, co nam grozi, to relatywnie niska kara grzywny.

Stąd petycja?

Tak, od kilku dni środowisko naukowe i organizacje prozwierzęce podpisują się pod petycją organizacji Viva! do MŚ oraz resortu sprawiedliwości o zmianę kwalifikacji nielegalnego posiadania zwierzęcia niebezpiecznego z wykroczenia na przestępstwo. To może zniechęcić do nielegalnego kupowania i przetrzymywania dzikich zwierząt. Poza tym, aby ludzie nie zakładali fikcyjnej działalności cyrkowej, musimy osobno zaostrzyć prawo i wprowadzić zakaz posiadania zwierząt niebezpiecznych przez same cyrki. Wtedy skutecznie ukrócimy ten biznes. Puma z Ogrodzieńca nie jest pierwszym takim przypadkiem – do 2017 roku we wsi Pysząca w Wielkopolsce, Maciej M. prowadził nielegalną hodowlę tygrysów, pum, karakali, ocelotów i rysi właśnie pod przykrywką działalności cyrkowej. To jest okrutny biznes.

Mówimy cały czas o niebezpiecznych zwierzętach. Ale są w Polsce mini zoo, a nawet ośrodki turystyczne, gdzie w zagrodach w ramach „atrakcji” mieszkają kangury czy strusie. To też nie wydaje mi się etyczne.

Prawo niestety na to zezwala, ale nie etyka. Ale czy człowiek, który przywozi do Polski takie zwierzę, rozmnaża i sprzedaje albo wystawia jak zabawki dla klientów, spełnia wyśrubowane wymogi dobrostanowe? Czy zapewnia odpowiednie warunki środowiskowe zwierzęciu? Kryterium – poza konsekwencjami prawnymi – powinna być też nasza moralność, wrażliwość i rzetelna wiedza. Ale to tylko pobożne życzenia.

Bo zazwyczaj takie biznesy to tylko chęć zarobienia pieniędzy, a nie dbanie o zwierzęta.

Sytuacja jest coraz gorsza, gdyż ludzie mają dostęp do wiedzy choćby w Internecie, a tymczasem liczba skandalicznych biznesów na zwierzętach rośnie. Mamy coraz więcej papugarni, przybarowych menażerii, mini-zoo, ponieważ jest swoboda przekraczania granic, stwarzająca możliwość przemycania egzotycznych zwierząt i ich domowego rozmnażania. Nikt tego skutecznie nie kontroluje i nikt nie zwraca uwagi na warunki dobrostanowe, gdy punktem odniesienia jest wyłącznie zysk i rozrywka. Mam cichą nadzieję, ze przez edukację młodych pokoleń i niewspieranie finansowe takich przedsięwzięć, jak cyrki, papugarnie, motylarnie, delfinaria, ale także fasiągi i dorożki z końmi, jesteśmy w stanie to ograniczyć.

Przed nami chyba bardzo długa droga. Wciąż są tysiące psów na łańcuchach, a ludzie do Morskiego Oka jadą wozami konnymi. Trudno w takim miejscu i momencie mieć nadzieję, że ktoś przejmie się dobrostanem dzikich zwierząt.

Mówisz tu o globalnym problemie uprzedmiotowienia i eksploatowania zwierząt. Podejrzewam, że znakomita większość osób, które roniły łzy nad losem pumy Nubii, równocześnie bez problemu zjadają mięso czy nabiał. To jest głęboka niekonsekwencja moralna i brak wrażliwości na przemoc. Wzruszamy się nad medialną pumą, ale przemysłowa hodowla zwierząt, ranny gołąb na ulicy albo pies na łańcuchu, to już oczywistość i codzienność. Zdecydowanie częściej interesuje nas sytuacja psów i kotów, a jednocześnie nie obchodzi nas los świni w ubojni, norki zabijanej na futro, nie wspominając nawet o szczurach i myszach laboratoryjnych. Jednak nawet nasze motywacje posiadania zwierząt towarzyszących bywają zdradliwe i skrajnie głupie.

Na przykład?

Pojawiają się skandaliczne mody na trzymanie w domach gatunków nieudomowionych, jak skunksy, szopy pracze czy pieski preriowe. Początkowo podmiotowo traktowane pupile okazują się jedynie chwilową zachcianką, zabawką i wtedy zaczyna się horror dla zwierzęcia – w miejskich zbiornikach wodnych często pojawiają się porzucone m.in. żółwie czerwonolice.

Czytaj także: Nie tylko puma. Aktywiści donoszą o udomowianiu młodych wilków

Innym przykładem jest okrutna moda na trzymanie, czy raczej więzienie w domach małp kapucynek – to sytuacja zbliżona do trzymania w domu pumy, tyle że na kapucynkach zarabia się, mnożąc je i sprzedając jako żywe zabawki. To też powszechny horror pseudohodowli rasowych psów i kotów. Niestety granica między zwierzętami towarzyszącymi i użytkowymi jest bardzo płynna – niektóre tylko traktujemy z szacunkiem, gdyż to wymaga od nas pewnego wysiłku: refleksji, wyostrzonej wrażliwości i zmiany stereotypowych nawyków, czasami szkodliwych. Bardzo łatwo za to pupile mogą zlecieć w przepaść drastycznej eksploatacji.

Istnieje jakiekolwiek rozwiązanie tych problemów? Jak możemy sobie z tym poradzić?

Pewnym rozwiązaniem może być rzetelna edukacja, połączona z systemowymi zmianami, Potrzebne jest chociażby zaostrzenie przepisów prawa, solidne kontrole weterynaryjne i powołanie samodzielnej instytucji rzecznika do spraw ochrony zwierząt. Problem można choć częściowo rozwiązać reformą ustawy o ochronie zwierząt, a z drugiej strony – realnie egzekwowanymi, wysokimi karami dla osób, które bezmyślnie wykorzystują zwierzęta w szkodliwych warunkach.

Myślisz, że jest szansa na taką reformę?

Trzeba szukać drogi dialogu z politykami, decydentami, odpowiednimi ministerstwami i próbować ich przekonywać, gdy tylko pojawia się chęć rozmowy. Na pewno nie można się izolować i obrażać na wybraną władzę, gdyż z powodu naszych prywatnych preferencji politycznych ostatecznie ucierpią zwierzęta i cała przyroda. W obliczu cierpienia zwierząt naprawdę potrzebujemy porozumień ponad podziałami.

Dr hab. Marcin Urbaniak – pracuje na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, zajmuje się m.in. bioetyką, ekoetyką i prawami zwierząt. Należy do Polskiego Towarzystwa Etycznego, jest edukatorem ekologicznym w Klubie Gaja i prezesem Akademickiego Towarzystwa Przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu.

Petycję naukowców i organizacji zajmujących się zwierzętami można znaleźć TUTAJ

Zdjęcie: Holly Kuchera/Shutterstock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!