Jeszcze w styczniu można było mieć uzasadnioną nadzieję, że w 2026 roku susza nie będzie dużym problemem. To się jednak zmieniło. Choć chwilowo za oknami mży w wielu miejscach Polski, to dane za marzec są bezlitosne – był ekstremalnie suchym miesiącem. Pod względem opadów bardziej przypominał warunki znane z krajów Bliskiego Wschodu. Niewiele poprawiło się również w kwietniu. Susza, która rozwija się w Polsce, już teraz przynosi pierwsze szkody. Na jej celowniku są nie tylko uprawy zbóż i ziemniaków, ale także lasy. Jeśli trend się utrzyma, w kolejnych latach może dojść do poważnego osłabienia drzewostanów. Pierwsze skutki są już widoczne.
Zima nie była tak wilgotna, jak mogło się wydawać. Śnieg co prawda spadł i długo zalegał, co mogło sugerować poprawę sytuacji wodnej, jednak jego ilość była niewystarczająca. Suma opadów w styczniu wyniosła jedynie 47 proc. normy miesięcznej. Według klasyfikacji Kaczorowskiej (metoda oceny warunków opadowych) był to miesiąc skrajnie suchy. W lutym sytuacja była nieco lepsza – spadło 70 proc. normy, czyli 22,3 mm.
– Dość mroźna, a w niektórych obszarach kraju także śnieżna zima, dawała nadzieję na choć częściowe odtworzenie zasobów wodnych w naszym kraju – przyznaje w rozmowie ze SmogLabem dr hab. inż Tomasz Kałuża, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP).
Można było więc odnieść wrażenie, że sytuacja jest stabilna, jednak dane Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) pokazują coś zupełnie innego.
Brak deszczu w marcu i w kwietniu
Śnieg szybko stopniał pod koniec lutego i jeszcze wtedy nie zapowiadało to szybkiego rozwoju suszy.
– Nawet jeżeli w lutym i na początku marca obserwowano lokalnie wyższe stany wody w rzekach, a także widać było wodę stojącą na polach, to sytuacja ta bardzo szybko się zmieniła – mówi prof. Kałuża.
W marcu suma opadów wyniosła zaledwie 10,8 mm, czyli o 27 mm mniej od normy z lat 1991–2020. To tylko 29 proc. normy – miesiąc należy uznać za skrajnie suchy.

Kwiecień kontynuuje ten niekorzystny trend.
– Na dziś nie zostały wydane i nie obowiązują oficjalne ostrzeżenia hydrologiczne, meteorologiczne dotyczące suszy hydrologicznej. Należy jednak wskazać, że sytuacja hydrologiczna w kraju jest mocno zróżnicowana. To, co obserwujemy na wielu rzekach, to utrzymujące się stany niskie lub średnie – zauważa prof. Kałuża.
Proces jednak postępuje.
– Niewielkie, wręcz skąpe opady i przejście w fazę intensywnej wegetacji roślin (co skutkuje dużym zapotrzebowaniem na wodę) – oznacza podwyższone ryzyko rozwoju niżówki i lokalnej suszy hydrologicznej w kolejnych tygodniach – mówi nasz rozmówca, zwracając uwagą na niskie stany wód na zachodzie Polski.
- Czytaj także: Niedobory wody w kraju. Polska osusza się sama
Ryzyko wpływu suszy na rozwój polskiej roślinności
Z dnia na dzień susza się pogłębia, więc ostrzeżenia IMGW mogą być tylko kwestią czasu. Widać to wyraźnie w danych dotyczących wilgotności gleby, choć przechodzący przez Polskę front burzowy może na moment poprawić sytuację.
– Według informacji z portalu IMGW „Stop Suszy”: wilgotność gleby dla warstwy 0–7 cm poniżej 30–40 proc. wskazuje na możliwy deficyt wody w strefie korzeniowej – zauważa hydrolog. wskaźnik ten należy traktować jako wczesny sygnał pogarszania się warunków wodnych w glebie, co może wpływać na wzrost i plonowanie roślin – dodaje.

Choć obecnie obserwujemy intensywne zazielenienie krajobrazu, sytuacja może się szybko zmienić, jeśli nie pojawią się równomiernie rozłożone opady.
– Niedobór wody i niska wilgotność gleby w okresie wiosennego startu wegetacji mogą znacząco ograniczać rozwój roślin. W kwietniu rośliny intensywnie rozwijają system korzeniowy, a także liście i pędy – mówi prof. UPP.
Naukowiec zwraca uwagę, że teraz mamy okres intensywnego pobierania składników pokarmowych z gleby. W takiej sytuacji brak odpowiedniej ilości wody będzie skutkować powolnym wzrostem roślinności.
– Sucha gleba ogranicza również dostępność składników mineralnych, przez co rośliny gorzej wykorzystują potencjał nawożenia. W rezultacie rozwijają płytszy system korzeniowy, słabiej się krzewią i są bardziej podatne na inne stresy środowiskowe, takie jak przymrozki czy wahania temperatury – tłumaczy Kałuża.
Ekspert zwraca również uwagę na problem retencji wodnej w Polsce. Osuszanie terenów podmokłych, regulacja rzek i wycinka drzew pogłębiają skutki suszy. – Aktualna sytuacja jak w soczewce ogniskuje wyzwania związane z retencją wodną – uważa prof. UPP.
Susza powoli niszczy nasze lasy
Susza to nie tylko problem rolnictwa, ale całej biosfery, w tym naszych lasów. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że susza już uderzyła w polskie lasy. Naukowcy alarmują, że skutki są już wyraźnie widoczne i będą coraz dotkliwsze. Zauważa to dr inż. Paweł Strzeliński z Wydziału Leśnego i Technologii Drewna na UPP.
– Susza przestała być w polskich lasach tylko sezonowym problemem – mówi nam poznański naukowiec. – Coraz więcej badań pokazuje, że jej skutki są realne: drzewa rosną wolniej, słabną, a część drzewostanów zaczyna zamierać – dodaje.
Dr Strzeliński zwraca uwagę, że najbardziej zagrożone są gatunki rosnące na suchych, ubogich siedliskach. Należą do nich świerki, które źle znoszą połączenie wysokiej temperatury, długotrwałego braku wody. Problemem jest też silny wiatr, co w warunkach górskich, a tam świerków jest najwięcej, stanowi poważny problem.
Dr Strzeliński wymienia suszę z 2015 roku, kiedy to naukowcy wykazali, że susza glebowa objęła niemal cały kraj, szczególnie zachodnią Polskę.
– Już wtedy ostrzegano, że jej skutkiem mogą być mniejsze przyrosty, pogorszenie kondycji drzew, a nawet ich zamieranie. Dziś te prognozy potwierdzają kolejne badania – zauważa dr Strzeliński.
Jednak susza sama w sobie to nie jedyny problem – często jest ona tylko początkiem większego problemu, czego przykładem jest Puszcza Białowieska. Chodzi o kornika, któremu sprzyjają słabe zimy, a nie przeszkadzają przy tym braki w opadach.
– Susza zwykle nie działa sama – najpierw osłabia drzewa, a potem zwiększa ich podatność na kolejne zagrożenia, np. takie jak gradacje kornika – mówi poznański naukowiec.
Sosny także są zagrożone.
– Po suszy z 2018 r. badania wykazały spadek transportu wody w drzewach i pogorszenie ich kondycji. Inne analizy pokazały, że zamierające sosny już wcześniej rosły słabiej. To oznacza, że las nie „umiera” nagle – często przez lata stopniowo traci odporność – zauważa Strzeliński.
Las to nasz problem
Zachodnia Polska ostatnio doświadcza znacznego spadku opadów i suszy, czego przykładem jest pierwsza połowa kwietnia. Problem suszy widać w Wielkopolsce, która jest polskim spichlerzem, a w jej zachodniej i północnej części rosną bory sosnowe.
– Mieszkaniec Poznania jak najbardziej powinien interesować się stanem dostępności wody w krajobrazie – mówi naukowiec. – Sytuacja hydrologiczna w tym zjawiska suszy na terenach intensywnej produkcji rolnej i w lasach rzutują bezpośrednio i pośrednio na warunki życia mieszkańców naszego kraju – dodaje.
Lasy to nie tylko ładny element krajobrazu. Wpływają na jakość życia także w mieście: pomagają zatrzymywać wodę, łagodzą skutki suszy i upałów, oczyszczają powietrze oraz stabilizują lokalny i regionalny klimat.
– Gdy lasów ubywa albo są osłabione, rośnie ryzyko problemów, które odczuwają również mieszkańcy miast – od gorszej jakości powietrza, przez większe skutki fal upałów, po nasilanie się suszy i gwałtownych zjawisk pogodowych – mówi Strzeliński. – Ryzyko suszy rzutuje także na sytuację naszego rolnictwa a więc także na jakość i ceny za produkty rolne które powszechnie kupujemy. Dostępność wody może znacząco reglamentować bezpieczeństwo żywnościowe w naszym kraju! – ostrzega.
Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski



