Amazonia w ogniu półprawd

Podziel się:
Amazonia pożary prawda

Z powodu postępującej zmiany klimatu i wylesiania coraz większe zagrożenie dla wciąż istniejących amazońskich lasów deszczowych stanowią pożary. Połączony wpływ susz i ognia może zaś sprawić, że Amazonia z obszaru pochłaniającego znaczne ilości dwutlenku węgla z atmosfery zmieni się w potężne źródło tego gazu; zwiększa też ryzyko zmiany części lasów deszczowych w sawannę tropikalną.

Czy naprawdę należy się aż tak przejmować obecnymi pożarami lasów Amazonii?

W ciągu ostatnich tygodni na całym świecie bardzo głośno o pożarach lasów deszczowych w brazylijskiej części Amazonii, o czym pisaliśmy już nie raz na Smoglabie. Internet pełen jest zdjęć i apeli – często bardzo emocjonalnych – o działanie i ratowanie puszczy tropikalnej. Zamieszczają je nie tylko zwykli ludzie ale też znani artyści i politycy.

Temat zrobił się zresztą bardzo polityczny, pojawiając się m. in. na niedawnym szczycie G7. W tle dyskusji polityków o płonącej Amazonii mamy umowę handlową między Unią Europejską i krajami Mercosur, do których należy także Brazylia. Już wcześniej w związku z pożarami potężna fala krytyki spadła zresztą na prezydenta tego kraju, Jaira Bolsonaro. Całkiem słusznie, bo Bolsonaro można zarzucić bardzo wiele, ale na pewno nie nadmierną troskę o środowisko i klimat…

Pojawiają się jednak także głosy sceptyczne i studzące emocje. Jako przykład można wymienić artykuł Michaela Shellenbergera a w polskim internecie film znanego popularyzatora nauki, dr Tomasza Rożka pt. „Amazonia w ogniu fake newsów”.

(Komentarz do tego filmu znajdą Państwo w przypisie [1]).

Od takich sceptyków możemy dowiedzieć się że przecież obecny rok nie jest pierwszym w którym lasy deszczowe płoną (nie tylko zresztą w Ameryce Południowej). A bywało, że płonęły nawet bardziej intensywnie niż teraz. Że wycinka lasów była prowadzona też w Brazylii wcześniej, czasem na dużo większą skalę niż dziś. Że udostępniane zdjęcia pożarów pochodzą często sprzed wielu lat albo z zupełnie innych części świata (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie…). I że to trochę histeria, bo nic takiego niezwykłego się nie dzieje, ale akurat w tym roku nie wiedzieć czemu temat stał się modny.

A przede wszystkim, że Amazonia wcale nie jest “płucami świata”. Więc spokojnie, nawet jakby się tam wszystko do cna spaliło, to ilość tlenu w ziemskiej atmosferze zmaleje bardzo nieznacznie. I na pewno się nie podusimy.

I o ile te uspokajające wypowiedzi są w jakiejś mierze głosami rozsądku, a ich autorzy nie mijają się zbytnio  z prawdą, to zwykle ignorują albo marginalizują pewne bardzo istotne kwestie. Tak jest też w szczególności zarówno w przypadku filmu Rożka [1], jak i tekstu Shellenbergera [2]. Warto więc przyjrzeć się sprawie bardziej uważnie. Po pierwsze:

Czy Amazonia to „płuca świata”?

Prezydent Francji Emmanuel Macron napisał jakiś czas temu że Amazonia odpowiada za 20% produkcji tlenu na świecie. Czy więc bez jej lasów deszczowych ziemska atmosfera zawierała by 20% mniej tlenu? Nie. I określenie „płuca świata” jest faktycznie nieco mylące.

Amazonia odpowiada nie za 20%, a za jakieś 6% tlenu produkowanego przez wszystkie organizmy fotosyntetyzujące (nie tylko rośliny) na naszej Planecie. Ale te 6% to też myląca liczba, bo prawie dokładnie tyle samo tlenu ile wyprodukują organizmy zdolne do fotosyntezy jest zużywane przez inne istoty żywe. Nadwyżka jest bardzo mała.

Skąd więc w powietrzu tak dużo tlenu? Z tego samego powodu dla którego istnieją paliwa kopalne. Po prostu część martwej materii organicznej uniknęła ponownego utlenienia, stając się torfem, węglem, ropą lub gazem ziemnym. Dzięki temu od niepamiętnych czasów w ziemskiej atmosferze pozostawała mała nadwyżka „niezużytego” tlenu. Aby osiągnąć obecny poziom (prawie 21%), zawartość tlenu w powietrzu rosła przez miliony lat. I faktycznie nawet gdybyśmy spalili całą biomasę naszej planety, to tlenu w atmosferze dalej byłoby niewiele mniej niż obecnie. (Dobry tekst na ten temat znajdziecie Państwo tutaj.)

Ale niestety nie znaczy to że pożarami lasów Amazonii (ani jakichkolwiek innych lasów lub tym bardziej torfowisk) przejmować się nie należy.

Nie O2, a CO2

Bo to nie o tlen (O2) i jego produkcję czy ilość w atmosferze tu przede wszystkim chodzi, a o dwutlenek węgla (CO2), najważniejszy gaz cieplarniany. Nawet nieznaczne zmiany stężenia CO2 w atmosferze mają dramatyczne konsekwencje dla naszej planety, a więc oczywiście także i dla nas.

A wpływ tego co się dzieje w Amazonii i z Amazonią na ilość CO2 w ziemskiej atmosferze jest naprawdę znaczny, o czym nie dowiecie się jednak ani z filmu Rożka, ani z tekstu Shellenbergera.

Z jednej strony w procesie fotosyntezy rośliny wiążą część znajdującego się w atmosferze (właśnie w postaci CO2) węgla. Z drugiej strony procesy rozkładu materii organicznej uwalniają CO2 (a także metan, drugi najważniejszy gaz cieplarniany). Do tego jako źródło CO2 dochodzą pożary. Jak więc wygląda ten „węglowy bilans zysków i strat”?

Czy Amazonia jest miejscem akumulacji węgla czy źródłem CO2?

Kilka lat temu w Nature – jednym z najlepszych czasopism naukowych na świecie – ukazała się praca, której autorzy postanowili ten problem zbadać [3]. Okazuje się że odpowiedź zależy od … pogody.

Stężenie CO2 i powstającego w wyniku pożarów tlenku węgla (CO) mierzono w kolumnie powietrza wysokości ponad 4 km w czterech lokalizacjach w brazylijskiej części Amazonii. Autorzy oszacowali, że w wilgotnym roku 2011 roślinność związała (bilans netto) 0.25 Gt C (gigaton, czyli miliardów ton węgla), zaś w suchym roku 2010 jedynie 0.03 Gt C; szacunki te cechuje jednak spora niepewność.

Różnica między rokiem 2010 a 2011 miała związek nie tyle z temperaturą, bo ta w obu latach była powyżej średniej z lat poprzednich, ale właśnie z wilgotnością – niska wilgotność przekłada się na mało wydajną fotosyntezę.

Powodem do niepokoju powinno być już to, że przez coraz częstsze susze Amazonia nie działa jako skuteczny „pochłaniacz” emitowanego przez nas CO2, więc i nie spowalnia zmiany klimatu tak jak by potencjalnie mogła i jak to robiła kiedyś.

Ale to przecież nie koniec tej węglowej księgowości– to był tylko wypadkowy „przepływ” węgla między żywym lasem a atmosferą. A jak wiemy, co roku z mniejszą lub większą intensywnością

Amazonię trawią pożary

Łatwo się domyślić że ich skutki są bardziej dewastujące w latach suchych. I że w wyniku pożarów do atmosfery uwalniane są duże ilości węgla (głównie w postaci CO2). Jak duże?

W wilgotnym 2011 było to ok. 0.3 Gt C, więc odejmując to co (netto) związały rośliny, wychodzimy prawie na zero. Ale w suchym roku 2010 emisje związane z pożarami wynosiły już 0.51 Gt C, co wraz z bardzo małą akumulacją węgla przez biosferę daje netto emisję równą 0.48 Gt C, czyli jakieś 1.76 Gt CO2.

Jeśli te szacunki są poprawne, oznacza to że w suchym roku 2010 Amazonia wyemitowała z grubsza 5 razy tyle dwutlenku węgla, ile emituje rocznie Polska. To kilka (4-5%) procent globalnej antropogenicznej emisji tego gazu (całkowita ilość CO2 emitowanego przez ludzkość w wyniku spalania paliw kopalnych to jakieś 37 Gt).

Dobrze, ale te dane pochodzą sprzed prawie dekady. A jak duże są emisje CO2 z obszaru Amazonii dziś?

Na bilans emisji CO2 z obecnego roku musimy jeszcze poczekać – nie tylko dlatego, że szacunki zajmą naukowcom trochę czasu (zakładając, że ktoś się nad tym tematem „pochyli”). Także dlatego, że sezon pożarów w Amazonii jeszcze się nie skończył – zwykle trwa od sierpnia do października.

Zapewne jednak dla lat 2012-2018 emisje CO2 netto będą tego samego rządu wielkości co dla lat 2010 – 2011; mniejsze lub większe w zależności od tego, czy rok jest wilgotny, czy suchy. Przykładowo, szacunki dla roku 2015 (kiedy w Amazonii również panowała susza) mówią o prawie miliardzie ton CO2 – trzykrotność emisji kraju takiego jak Polska. Ale to jeszcze nie koniec złych wiadomości.

Sawanna zamiast dżungli

Naukowcy nie od dziś dostrzegają ryzyko zmiany lasów deszczowych w sawannę tropikalną. (Pisaliśmy już o tym przy okazji omawiania sytuacji w Amazonii, ale też w tekście o dodatnich sprzężeniach zwrotnych w ziemskim systemie klimatycznym, nasilających i przyspieszających zmianę klimatu.)

Zmiana lasu deszczowego w sawannę oznacza utratę bezcennego, bogatego ekosystemu na rzecz ekosystemu nie tylko znacznie uboższego z punktu widzenia bioróżnorodności, ale też o znacznie mniejszych możliwościach wiązania węgla. Czytaj: mniejszych możliwościach spowalniania zmiany klimatu.

I o ile nie wydaje się prawdopodobne by sam wpływ zmian klimatycznych (tzn. bez innych działań ze strony człowieka) mógł być w najbliższym czasie [4] przyczyną poważnej degradacji lasów tropikalnych, to już kombinacja suszy, wylesiania i pożarów – jak najbardziej.

Pokazują to wyniki badań prowadzonych kilka lat temu w dość suchym południowo-wschodnim rejonie Amazonii. Naukowcy zwracają uwagę na kilka rzeczy, między innymi na to że fragmentacja lasu i zwiększenie długości jego granic zwiększa ryzyko pożarów. Wpływ człowieka już obecnie istotnie nasilił proces niszczenia lasów przez ogień. Podkreślają też, że susza nasila straty w drzewostanie powodowane przez ogień – większy procent drzew umiera z powodu pożarów.

Wnioski są więc jak zwykle ponure

Z powodu zmian klimatycznych częstotliwość susz na obszarze Amazonii będzie prawdopodobnie dalej rosła. Jeśli jednocześnie w dalszym ciągu będzie prowadzona intensywna wycinka, a z drugiej strony nie zrobimy nic, by zmniejszyć liczbę i intensywność pożarów, to lasy deszczowe przestaną (netto) pochłaniać dwutlenek węgla, przynajmniej częściowo kompensując nasze emisje, a staną się istotnym źródłem tego gazu cieplarnianego. W dodatku rośnie ryzyko, że las deszczowy z czasem zamieni się w sawannę.

Zniknięcie (nawet tylko częściowe) amazońskich lasów deszczowych miałoby dramatyczne i trudne do przewidzenia konsekwencje nie tylko dla Ameryki Południowej, ale dla całej Planety, dla ziemskiego klimatu. I nie chodzi tu tylko o wpływ takiego scenariusza na zawartość dwutlenku węgla w powietrzu, ale również o wpływ na obieg wody w atmosferze.

Trudno więc dziś powiedzieć, jaka przyszłość czeka Amazonię i jaki będzie scenariusz rozwoju wypadków w tej części świata. Jest to zresztą źródło niepewności w prognozowaniu tempa zmiany klimatu i naukowcy zwracają uwagę na potrzebę lepszego zrozumienie zachodzących na tym obszarze procesów. W szczególności ważne są nie tylko emisje CO2 z obszaru Amazonii, ale także emisje metanu, drugiego najważniejszego gazu cieplarnianego. Ważne jest też jak na bilans węgla wpływa to co dzieje się w rzekach Amazonii. Ważna jest nawet zawartość fosforu w glebie, bo wpływa na tempo przyrostu biomasy, a więc na ilość wiązanego przez rośliny węgla.

Postscriptum: dlaczego akurat w tym roku tyle mówi się o pożarach w Amazonii?

Sezon ogórkowy? Histeria internetowych aktywistów, pałających nienawiścią do niezwykle wszak sympatycznego prezydenta Brazylii?

Raczej nie. Tak dużej liczby pożarów nie było na obszarze brazylijskiej Amazonii od 2010 roku, a przecież sezon pożarów jeszcze się w tym roku nie skończył.

Tak, w latach 2003-2007 pożarów było więcej, ale co z tego? Podobnie z wylesianiem: w ubiegłych dekadach w Brazylii wycinano więcej drzew niż średnio w ostatniej dekadzie. Ale i tak w tym roku (który się jeszcze nie skończył!) wycięto więcej kilometrów kwadratowych lasu niż kiedykolwiek po 2008. Jeśli zaś popatrzymy nie “rok do roku”, a na poszczególne miesiące, to tempo wylesiania w lipcu 2019 było rekordowe (i trudno się zgodzić z Tomaszem Rożkiem że „nieznacznie rośnie”). Fatalny dla lasów Amazonii był też maj.

Czy to, że kiedyś było jeszcze gorzej, oznacza że nie mamy mówić o bardzo poważnym problemie, który mamy dziś?

O skali tegorocznych pożarów na własne oczy (i nos) mogli się zresztą przekonać mieszkańcy São Paulo, które pewnego pięknego popołudnia spowił dym, mimo że płonące lasy znajdują się daleko od tego miasta. A przemawiające do wyobraźni zdjęcia z São Paulo mogły zobaczyć miliony osób, także spoza Brazylii.

Zapewne też po rekordowych pożarach lasów i torfowisk Syberii, Alaski i Kanady ludzie na całym świecie byli już na ten temat wyczuleni. A może byli wyczuleni już wcześniej, po ubiegłorocznych pożarach w Kalifornii, Szwecji, Grecji, które pochłonęły życie wielu osób.

Wszystko wskazuje zresztą na to, że właśnie od zeszłego lata w wielu krajach bardzo wzrosła świadomość problemu zmian klimatycznych i ich konsekwencji. To ledwie ciut ponad rok temu rozpoczęła swoją działalność Greta Thunberg, Młodzieżowe Strajki Klimatyczne czy Extinction Rebellion.

A czy wcześniej nie mówiono, nie pisano o zagrożeniach dla Amazonii? Oczywiście, że mówiono i pisano. Jako przykład można podać tekst z The Guardian sprzed dziesięciu lat, ostrzegający przed tym jak dramatyczne skutki dla tego rejonu będzie miała zmiana klimatu. Już wtedy mówiono też o możliwej zamianie lasu deszczowego w sawannę.

Tyle że większość z nas się tym po prostu wtedy nie interesowała. Nie jest tak, że obecne zainteresowanie jest nadmierne czy histeryczne. Po prostu w tym roku temat wywołał wreszcie takie zainteresowanie na jakie zasługuje.

Podziękowania

Za pomoc przy pisaniu tego tekstu chciałbym bardzo podziękować Annie Sierpińskiej (portal Nauka o Klimacie) oraz dr hab. Wiktorowi Kotowskiemu (Wydział Biologii UW). Nie są Oni jednak w najmniejszym stopniu odpowiedzialni za jakiekolwiek ewentualne błędy czy nieścisłości które mogły pojawić się w tekście, ani za wyrażane w nim opinie autora.

Przypisy

[1] Film Tomasza Rożka warto zobaczyć, choć pozostawia on u widza nieco schizofreniczne wrażenie: przez pierwszą połowę Rożek sugestywnie i przekonująco argumentuje, uspokaja i podkreśla że nic nadzwyczajnego się w tym roku w Amazonii nie dzieje, tylko po to by pod koniec wyraźnie powiedzieć, że problem jest jednak poważny i że Amazonii grozi katastrofa. I że ochrona tego obszaru wymaga międzynarodowej współpracy.

Dlatego trochę jednak dziwi wykorzystywanie filmu Rożka jako argumentu czy raczej merytorycznego wsparcia przez osoby twierdzące że zainteresowanie pożarami w Brazylii jest przesadzone i nosi cechy internetowej histerii czy paniki. Być może takie osoby nie obejrzały filmu do końca.

Choć z merytorycznego punktu widzenia najważniejsze jest to, czego dr Rożek w filmie nie powiedział – o roli Amazonii w bilansie węgla, to mocno dyskusyjne są też rzeczy które Tomasz Rożek mówi, zwłaszcza fragment o “ekologach”.

Jeśli chodzi o brazylijskie rolnictwo i związaną z jego rozwojem zamianę lasów na tereny rolnicze to realistyczny obraz sytuacji i dobry komentarz do niej można znaleźć w petycji polskich naukowców wzywających do zablokowania ratyfikacji umowy między UE a krajami Mercosur. O większości spraw i problemów poruszanych w tej petycji Rożek nie wspomina ani słowem.

Trudno też zgodzić się z tym, że Brazylia jest biednym krajem. Jest to pewne uproszczenie, bo bardziej poprawne jest stwierdzenie że Brazylia jest krajem ogromnych nierówności społecznych. Na fladze Brazylii widnieją słowa „ład i postęp” ale zarówno z ładem jak i z postępem od dekad nie jest tam niestety zbyt dobrze.

Brazylia nie ma też szczęścia do klasy politycznej. Szczególnie dużą i oczywiście negatywną rolę w tym, co dzieje się obecnie z Amazonią odgrywa Jair Bolsonaro i jego administracja, jednak Rożek ani słowem nie krytykuje brazylijskiego prezydenta.

Prawdą jest, że postawa bogatych krajów takich jak Niemcy i Francja wobec Brazylii jest pełna hipokryzji. Ale prawdą jest również to, że działania prezydenta Bolsonaro zasługują na potępienie.

Ale największe wątpliwości budzi stwierdzenie Tomasza Rożka o tym że uprawy roślin energetycznych (przeznaczonych na biopaliwa) są „postulowane przez samych ekologów”.

W domyśle: ekolodzy są albo kompletnymi idiotami, albo cynicznymi łajdakami. Rożek nie precyzuje o jakich konkretnie ekologów chodzi, a określenie to jest wszak dość pojemne. Czyli może stosować się do każdego, kogo “ekologiem” nazwiemy. No i zawsze może też znaleźć się ktoś, kto mówi że jest ekologiem, a biopaliwa są dla niego jak najbardziej OK, prawda?

Zwykle jeśli ktoś mówi o „ekologach” chodzi mu jednak o Greenpeace, rzadziej o WWF. Zapytałem więc przedstawicieli obu tych organizacji, co sądzą o biopaliwach (w przypadku Greenpeace raczej się upewniłem, bo wiedziałem już wcześniej). Oczywiście, odpowiedź obu tych organizacji jest jasna i zgodna z tym, co powie każda rozsądna i nie pozbawiona empatii osoba – produkcja biopaliw w kontekście opisywanej przez Rożka to faktycznie absurd, wysoce szkodliwy dla ludzi i środowiska.

Pytanie, czemu ma więc służyć ta „hurtowa” dyskredytacja „ekologów”, robienie z nich chłopca do bicia i najbardziej negatywnych bohaterów całej tej opowieści (może ex aequo z prezydentem Macronem i Niemcami…).

Nie jest to oczywiście nic nowego i osoby z organizacji zajmujących się ochroną środowiska zdążyły się już przyzwyczaić do podobnych i dużo gorszych jeszcze „kwiatków”: inwektyw, insynuacji i pomówień. Takie podejście ze strony subtelnego i kulturalnego dziennikarza naukowego (piszę to bez cienia ironii!) może jednak trochę dziwić.

[2] Merytoryczny, krytyczny komentarz do tekstu Shellenbergera znajdzie Państwo tutaj.

[3] O tym jak ważne dla społeczności naukowej jest to co dzieje się z Amazonią może świadczyć choćby taki szczegół: cytowany artykuł trafił na okładkę numeru Nature w którym się ukazał.

[4] Co innego w ciut dłużej skali czasu, patrz np. artykuł w The Guardian sprzed ponad dekady referujący ustalenia klimatologów na temat wpływu zmiany klimatu na los Amazonii.

Fot. Shutterstock.

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o